Przegląd nowości

Mefistofeles z Frisco – opera na ekranie

Opublikowano: wtorek, 08, październik 2013 17:36

Sieć Multikina znów zaprosiła operomanów na bezpośrednią transmisję romantycznego dzieła. Tym razem przekazywano spektakl Mefistofelesa Arriga Boito bezpośrednio z San Francisco Opera. Wielka to zasługa komercyjnej firmy kinowej, że propaguje muzyczną kulturę wyższą, od której zupełnie odwróciła się np. publiczna TVP.Mefistofeles,ildar Abdrazakov

No może nie do końca, bo kilka dni przed 3 października i satelitarnym połączeniem z San Francisco TVP Kultura nadawała zarejestrowany na wideo spektakl Rigoletta Verdiego w reżyserii Jean Pierre Ponelle, pod batutą Ricardo Chailly z 1982 roku z Luciano Pavarottim i Editą Gruberovą w głównych rolach. Przed emisją red. Jacek Marczyński stwierdził, że w Polsce takiego Rigoletta nie było, bo tenor zwykle wywijał koguta w słynnej arii La donna e mobile. Nie była to jednak sprawiedliwa ocena, bo sama byłam na zwykłym przedstawieniu w Teatrze Wielkim w Warszawie, kiedy Księciem Mantui był bardzo dobry wówczas Kazimierz Pustelak, zaś rolę Gildy powierzono rewelacyjnej Zdzisławie Donat.


Trzeba otwarcie przyznać, że głos Gruberowej nie miał tego ciepła, czystości, ani precyzji w koloraturach co naszej sopranistki, nie mówiąc już o wyglądzie zewnętrznym. W nagraniu prezentowanym w TVP Kultura mieliśmy przykład jak bardzo niekorzystna dla okrągłej twarzy śpiewaczki jest pełna loków, poszerzająca głowę fryzura.Mefistofeles,Ildar Ramon Vargas

Wróćmy jednak do współczesnego Mefistofelesa z San Francisco. Z pewnością inscenizacja ta zostanie zapamiętana ze względów wizualnych, choć występująca w podwójnej roli Małgorzaty i Heleny Trojańskiej Patricia Racette do zjawiskowo pięknych kobiet też nie należała, była jednak tak ubrana i ucharakteryzowana, aby niedostatki urody ukryć – nawet w scenie, kiedy ukazuje się kompletnie naga, wyglądała dosyć apetycznie. Autorzy inscenizacji zrezygnowali z przenoszenia miejsca i czasu akcji do współczesności, raczej zawiesili tę romantyczną historię opartą na poemacie dramatycznym Goethego w pewnej nie do końca określonej przestrzeni. Kostiumy Fausta i Małgorzaty są XVIII i XIX-wieczne, ale Mefisto jest ponadczasowy zaś czarownice w orgiastycznej scenie Noc Walpurgii mają akcesoria karnawałowe jakich się używa do dziś w USA. Chóry w Prologu i Epilogu występowały w kostiumach, koronach i maskach imitujących odpustowe figurki Matki Boskiej, co być może miało odcień ironiczny. Przyznać trzeba, że reżyseria i scenografia autorstwa Laurie Feldmana i Michaela Levine’a była bardzo konsekwentna, perfekcyjna, choć estetycznie dosyć wątpliwa. Ani Piekło, ani Niebo specjalnie nie kusiło. Sceny dziejące się na Ziemi, scena miłosna w ogrodzie, czy scena w więzieniu, były zaaranżowane nowocześnie, z dosyć uproszczoną, symboliczną ale bardzo sugestywną scenografią.


Centralną postacią jest oczywiście Mefisto kreowany przez rosyjskiego bas-barytona Ildara Abdrazakova. Piękny głos, choć w najniższych rejestrach nie dosyć mocny, poparty został równie piękną męską posturą. Śpiewakowi kazano przez większość czasu paradować po scenie z nagim, owłosionym torsem, rzeczywiście imponującym atletyczną budową. To był jeden z najmocniejszych punktów przedstawienia. W zestawieniu z Mefistem Faust był zaledwie pociesznym grubaskiem, któremu swego pięknie brzmiącego lirycznego głosu tenorowego użyczył Ramon Vargas. Głosowo i muzycznie najlepiej wypadła jednak Patricia Racette, a aria Małgorzaty L'altra notte in fondo al mare w jej wykonaniu może być porównywana z najlepszymi nagraniami gwiazd światowej opery. Jako element groteskowy wykorzystano niemal patologicznie otyłą śpiewaczkę Erin Johnson wykonującą partię Marty, bowiem jej potężny biust niemal wylewał się z monstrualnego dekoltu podczas sceny w ogrodzie.

Mefistofeles,Patricia Racette Ramon Vargas

Wspaniale zaprogramowane i pełne patosu sceny chóralne w Prologu i Epilogu brzmiały niestety mało efektownie i imponująco, nie była to jednak wina chórmistrza Iana Robertsona, lecz po prostu warunków głosowych operowego zespołu, a może i masek zasłaniających poważną część rezonujących podczas śpiewu kości twarzy. Trzeba jednak przyznać, że od strony przygotowania aktorskiego solistów i ustawienia niektórych scen zbiorowych, zwłaszcza Nocy Walpurgii, spektakl zrealizowano z dużym talentem, rozmachem i bez zarzutu. Przedstawienie z San Francisco Opera było więc nierówne, do czego przyczyniła się też niezbyt dynamicznie poruszająca się batuta dyrygenta Nicola Luisotti’ego.

                                                                       Joanna Tumiłowicz