Zakończony 17 sierpnia wieczorem 47 Festiwal im. J. Kiepury objawił się jako impreza dająca satysfakcję pod względem artystycznym. Niestety, pod względem organizacyjnym już nie koniecznie!
Podczas wielu koncertów wykonawcy nie otrzymali nawet przysłowiowego złamanego tulipana, a jak już po głośnych dyskusjach na ten temat zaczęły się na scenie pojawiać panienki z pojedynczymi różami to najczęściej było ich znacznie mniej niż wykonawców,! Wstyd - to delikatne określenie. Festiwalowi towarzyszyła wystawa „Ryszard Wagner na polskich scenach” przygotowana i opracowana przez Juliusza Multarzyńskiego, którą podczas wieczornych koncertów można było oglądać … po ciemku, bo organizatorzy zapomnieli o jej oświetleniu. Jednak najwięcej pretensji mam do organizatorów za organizację koncertu „Bitwa tenorów na róże”. Jedną z tradycji tego festiwalu było to, że podczas koncertów plenerowych publiczność, która wykupiła bilety miała miejsca siedzące, reszta jeżeli chciała mogła oglądać koncert z boku na stojąco. W tym roku tak nie było bo miejsce koncertu zostało szczelnie zasłonięte co uniemożliwiło uświęcone tradycją uczestniczenie w koncercie nawet z oddali. Komentarzy jakie tego wieczoru padały pod adresem organizatorów lepiej nie przytaczać. Podobne komentarze słyszałem na temat organizacji koncertu finałowego, do którego próba odbywała się jeszcze w trakcie kiedy publiczność już zasiadła na widowni, która jak się szybko okazało miała źle oznakowane miejsca. W efekcie koncert miał ponad półgodzinne opóźnienie i nerwową atmosferę, a wszystko to przez nieprzestrzeganie harmonogramu prób i ich właściwego przygotowania.
Na szczęście typ koncertów i ich repertuar jaki zaproponowała Alicja Węgorzewska-Whiskerd, dyrektor artystyczny zyskał niemal powszechną aprobatę i niejako pokrywał wpadki organizacyjne. Należy stwierdzić, że sprawdziła się szeroka formuła programowa zaproponowana przez nowego dyrektora artystycznego. Znalazło się w niej miejsce na szeroko pojętą wokalistykę (opera, operetka, musical i pieśni i piosenki), muzykę symfoniczną, znane przeboje instrumentalne, a nawet muzykę filmową z czasów Jana Kiepury. Zabrakło tylko – co wszyscy podkreślali - przedstawienia operowego lub operetkowego, do których krynicka publiczność jest od lat przyzwyczajona. Po raz pierwszy od wielu lat festiwalowa estrada miała nie tylko różnorodny repertuar, ale również zestaw znakomitych artystów, którzy go realizowali. Wielu z nich pojawiło się w Krynicy po raz pierwszy. Właściwy festiwal poprzedziła wymyślona przez Alicję Węgorzewską „Kiepuriada”, czyli tydzień młodych i wybitnych artystów, którym dano szansę występu na tej prestiżowej imprezie. Już w czasie „Kiepuriady” pojawił się kolejny autorski projekt, czyli południowe show Jerzego Snakowskiego „Kiepura? Si!”, którego edukacyjną i poznawczą wartość trudno nie docenić. Spotkania cieszyły się ogromnym powodzeniem, ale też przyznaję w pełni zasłużonym z racji profesjonalnego poziomu jego przygotowania i pełnego pasji prowadzenia. W sumie przez dwa tygodnie w samo południe Jerzy Snakowski spotykał się ze swoją publicznością, która chłonęła każde jego słowo i gest.
Na najważniejsze festiwalowe wydarzenia zarezerwowane zostały wieczory, z których każdy preferował inną muzykę i styl. Koncert inauguracyjny, który odbył się 10 sierpnia, poświęcono w całości twórczości Giuseppe Verdiego, którego muzyczny świat obchodzi w tym roku 200 rocznicę urodzin. Jego program zestawiony został z najbardziej atrakcyjnych i wartościowych fragmentów oper Maestro z Busseto. Był blok fragmentów z Rigoletta i Traviaty oraz arie z Otella, Aidy, Nieszporów sycylijskich, Trubadura i Makbeta. Kwartet wykonawców: Joanna Moskowicz (sopran), Alicja Węgorzewska-Whiskerd (mezzosopran), Jacek Laszczkowski (tenor) i Leszek Skrla (baryton) zaprezentowali nie tylko piękne głosy, ale również wysoką artystyczną klasę. Największe brawa zebrali Joanna Moskowicz i Leszek Skrla, szczególnie za pięknie zaśpiewany duet z II aktu Traviaty. Nieco wcześniej entuzjastyczne barwa zebrała Joanna Moskowicz za świetnie wykonaną arię E‘strano z I aktu Traviaty. Solistom towarzyszyła Orkiestra Festiwalowa złożona z muzyków orkiestry Teatru Wielkiego w Łodzi prowadzona batutą Tadeusza Kozłowskiego, który jak zawsze okazał się wytrawnym akompaniatorem.
Równie wysoko oceniła publiczność niedzielne show Bogdana Kierejszy, nie tylko świetnego skrzypka, ale również cenionego kompozytora, aranżera i showmana. Był to wieczór świetnej muzyki, w znakomitym wykonaniu oraz niebanalnego humoru w słowie i muzyce. To była czysta przyjemność obcowania z muzycznymi kreacjami wszystkich wykonawców, szczególnie Kierejszy, który zachwycał skrzypcową maestrią i znakomitym aranżem między innymi w Tańcu z szablami Chaczaturiana, Czardaszu Montiego, wariacjami na tematy Carmen Bizeta, czy Lotem trzmiela Rimskiego-Korsakowa. Przyjemność obcowania z muzycznymi doskonałościami rozciągnęła się na poniedziałkowy wieczór, którego program zawierał te bardzo znane i mniej znane fragmenty musicali. Wśród nich były fragmenty Nędzników, Upiora w operze, Kotów, Evity, West side story i Miss Sajgon. Sławomir Chrzanowski i przygotowania przez niego Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie szybko udowodnili, że i w tym gatunku czują się niczym ryby w wodzie. Jednak największą wartością tego koncertu był udział Edyty Krzemień i Damiana Aleksandra z warszawskiego Teatru Roma. Oboje zaprezentowali pięknie głosy i udowodnili, że do perfekcji opanowali trudną sztukę śpiewania musicalu. Ujmowali przy tym nie tylko sprawnym operowaniem barwą głosu ale również swobodą emisji i właściwą ekspresją. Miałem wrażenie, że oboje wręcz bawili się dźwiękami.
Humor, operetkowy wdzięk i lekkość panowały na festiwalowej estradzie podczas koncertu muzyki operetkowej „Najpiękniejsze melodie operetkowe świata”. Jego bohaterami byli kielecki zespół „Strauss ensamble” oraz soliści Aleksandra Resztik i Aleksandra Olczyk (soprany) i Jing Xing Tan oraz Witold Wrona (tenorzy). Panie były klasą samą dla siebie, panowie nawet nie usiłowali im dotrzymać kroku. Przez ponad dwie godziny lały się wartkim strumieniem najbardziej znane operetkowe przeboje J. Straussa, I. Kalmana, F. Lehara i N. Dostala owacyjnie przyjmowane przez wypełniającą widownię do ostatniego miejsca publiczność.
Pełnię satysfakcji artystycznej mieli uczestnicy koncertu z dnia 14 sierpnia, przygotowanego z okazji 220-lecia uzdrowiska. Jego bohaterami byli świetnie przygotowana orkiestra „Sinfonia Iuventus” prowadzona tego wieczoru precyzyjną batutą swojego szefa Tadeusza Wojciechowskiego, który zadbał o to by każdy z prezentowanych utworów miał właściwą sobie dynamikę, artykulację i klimat. Młodzi muzycy ujmowali pięknym wyrównanym i homogenicznym brzmieniem kwintetu smyczkowego i jego zestrojenia, ale też pasją i radością grania. Równie entuzjastycznie należy się odnieść do poziomu gry i brzmienia grupy instrumentów dętych. Wszystko to razem wzięte sprawiło, że Tańce góralskie z Halki Moniuszki, Mała suita W. Lutosławskiego i Rapsodia węgierska były przebojami wieczoru. Solistką koncertu była ceniona krakowska śpiewaczka Edyta Piasecka, która zaprezentowała swój pięknie brzmiący sopran w ariach z Fausta, Traviaty i Nieszporów sycylijskich. Gorące przyjęcie jakie zgotowała muzykom zachwycona publiczność zaowocowało aż trzema bisami: Czardasz ze suity Hary Janos, Polonez z filmu Pan Tadeusz i Mazur z Halki.
Czwartkowy wieczór przyniósł jedyny na tym festiwalu (afisze zapowiadały trzy) koncert plenerowy Śladami Kiepury – Bitwa tenorów na róże, który pół godziny po zakończeniu był retransmitowany w II programie TVP. Jego program złożony został z tych arii i duetów operowych i operetkowych oraz piosenek z repertuaru Jana Kiepury, którego na estradzie zastępowali Rafał Bartmiński, Krystian Krzeszowiak, Tomasz Kuk i Adam Zdunikowski, towarzyszyły im w charakterze Marty Eggerth obdarzone pięknymi głosami Katarzyna Dondalska o perfekcyjnej koloraturze i Marta Wyłomańska zachwycająca lirycznym brzmieniem swojego sopranu. Kolejny raz ożyły śpiewane dawno temu przez Jana Kiepurę arie z Rigoletta, Carmen, Pajaców i Turandot, znane piosenki filmowe i popularne szlagiery oraz duety. Panowie mając świadomość, że tym razem są oceniani bezpośrednio przez publiczność starali się wykonać swoje zadania jak najlepiej. W efekcie najwięcej róż od publiczności zebrał w swoim koszyku Tomasz Kuk, stając się zwycięzcą tego niecodziennego turnieju. Zaraz za mim, a różnice były -jak podkrzesali prowadzący Alicja Węgorzewska-Whiskerd i Tomasz Kammel – minimalne, uplasowali się pozostali panowie. Solistom towarzyszyła orkiestra „L’autunno” pod dyrekcją Adama Banaszaka.
W zupełnie inne klimaty wprowadził nas wieczór z udziałem Leszka Możdżera i Cæcille Norby i ich zespołu. W programie ich występów znalazły się znane standardy jazzowe Boba Dylana, Leonarda Dylana, Petera Simona i Jimiego Harrisona. Można powiedzieć, że był to stary dobry jazz, tyle że w nowym wydaniu. Mimo, że duża scena nie była miejscem gdzie można wyczarować klubowy klimat muzyki jazzowej to należy poznać, że muzykom Leszka Możdżera w znacznej mierze się to udało. Duża w tym zasługa fantastycznej Cæcille Norby, która nie tylko zjawiskowo brzmiącym głosem, ale też charakterem śpiewu i operowania barwą głosu wyczarowywała ten klimat.
Wieczór finałowy festiwalu należał do Alicji Węgorzewskiej-Whiskerd i zaproszonych przez nią gości. Wśród nich byli Adam Szerszeń, Piotr Płuska, Bogdan Kierejsza oraz Adam Banaszak i Tomasz Szymuś, którzy na zmianę prowadzili orkiestrę „L’autunno”. Koncert prowadzili zgodnym chórkiem Alicja Węgorzewska i Maciej Miecznikowski, którzy również śpiewali. W sumie, mimo niesprzyjającej aury o czym pisałem wyżej, wyszedł miły koncert w programie którego znalazły się arie operowe, piosenki musicalowe, pieśni i piosenki.
Adam Czopek