Przegląd nowości

Z Pendereckim na klifie

Opublikowano: środa, 28, sierpień 2013 14:55

IX Międzynarodowy Festiwal Muzyczny Sacrum Non Profanum – Muzyka naszych czasów poświęcony w tym jubileuszowym roku twórczości Krzysztofa Pendereckiego, odbywał się w dniach 12–17 sierpnia 2013 roku w Szczecinie, Trzęsaczu i Świnoujściu. Koncert Inauguracyjny z udziałem honorowego gościa Festiwalu, który przybył wraz z małżonką do stolicy Województwa Zachodniopomorskiego. Zwiedzał będący na ukończeniu nowy gmach Filharmonii Szczecińskiej. Wywołał duże poruszenie licznie zgromadzonej publiczności w bazylice archikatedralnej św. Jakuba.

Trzesacz 1

Na wstępie koncertu wykonano Symphonie pour Grand Orque prof. Wolfganga Seifena, znakomitego berlińskiego kompozytora, organisty i improwizatora. Sam twórca zasiadł do monumetalnego instrumentu posiadającego 5 klawiatur i 60 głosów wydobywając z niego maksimum możliwości brzmieniowych i dynamicznych. Jego kompozycja stylistycznie nawiązująca do dorobku najsławniejszych organistów fracuskich, Cezara Francka i Oliviera Messiaena (mógł to również sugerować francuski tytuł utworu) stanowiła zarazem znakomite świadectwo wirtuozowskich kompetencji artysty. Doskonałe opanowanie techniczne i całkowite władanie instrumentem połączone było z dużą kreatywnością harmoniczno-melodyczną w partiach improwizowanych. Od postromantycznych wieloczęściowych kompozycji Francka, np. jego Piece Héroique Symphonia Seifena odróżniała się większą skrótowością czy marszową rytmiką pojawiających się tematów wiodących, w całości jednak utwór ten robił podobnie silne wrażenie.


Był to jednak zaledwie wstęp do głównego wydarzenia- wieczoru, Powiało na mnie morze snów… Pieśni zadumy i nostalgii Krzysztofa Pendereckiego na sopran, mezzosopran, baryton, chór i orkiestrę. W dziele tym poprowadzonym ze spokojem i czujnością przez prof. Bohdana Boguszewskiego na szczególne wyróżnienie zasługują soliści - śpiewacy, bowiem są to w istocie pieśni na głos z towarzyszeniem orkiestry - tu grały połączone zespoły Baltic Neopolis Orchestra, Orkiestry Academia i Orkiestry Symfonicznej Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie - i okazjonalnymi responsoriami chóru. Śpiewał znany chór akademicki Politechniki Szczecińskiej, dziś Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. Katarzyna Hołysz - sopran, Agnieszka Rehlis - mezzosopran i Leszek Skrla - baryton spisali się znakomicie. Ich głosy brzmiały czysto i pewnie, pewien problem stwarzało natomiast zrozumienie tekstu z uwagi na pogłos gotyckiej świątyni. Kompozycja Krzysztofa Pedereckiego będąca, jak sam mówił podczas konferencji prasowej w Szczecinie, powrotem do polskiego słowa śpiewanego i niosąca ważne przesłanie historiozoficzne, jest też w jakimś sensie programowa, dlatego szkoda, że fragmenty poezji m.in. Mickiewicza, Norwida, Gałczyńskiego, Tetmajera, Wata, Herberta nie były podawane publiczności na telebimie, co zrobiono np. podczas prawykonania dzieła w Filharmonii Narodowej w Warszawie. W Szczecinie na ekran rzucano tylko obraz z kamer przybliżający twarze solistów.

W kolejnym dniu - 13 sierpnia - Festiwal przeniósł się do małego kościółka w Trzęsaczu nad Bałtykiem. Tu na program wieczornego koncertu złożyły się występ 33-letniego organisty Michała Markuszewskiego oraz bardzo oryginalny i owacyjnie przyjęty muzyczny performance litewskiego zespołu Ni&Co – New Ideas Chamber Orchestra z Wilna. Michał Markuszewski zagrał trzy własne utwory o charakterze improwizacyjnym oraz wyrafinowaną melodycznie i kolorystycznie Fantazję zmarłego w 2006 roku wybitnego twórcy polskiego Augustyna Blocha. Co do utworów improwizowanych, w tym do tematu popularnej polskiej pieśni maryjnej, nie wyrastały one ponad poprawną przeciętność. Zapowiadane w programie improwizacje w różnych stylach sprowadzały się w zasadzie do „naśladowania” baroku i wczesnego romantyzmu. Gra młodego organisty była raczej „szkolna”. A mieliśmy jeszcze niedawno w Polsce zjawiskowego organowego improwizatora Mariana Sawę (1937-2005), dla którego snucie fantazyjnych linii melodycznych i zaskakujących układów harmonicznych było ogromną pasją.

Zespół Ni&Co – New Ideas Chamber Orchestra będący w zasadzie klasycznym sekstetem smyczkowym występuje ze swym założycielem, liderem, aranżerem, dyrygentem-performerem i bezsprzecznym guru, 27-letnim Gediminasem Gelgotasem. Jest to bardzo interesująca estradowo i perfekcyjnie przygotowana muzycznie formacja młodzieżowa, której istotną atrakcją jest przywiązywanie znaczenia do efektów wizualnych i ruchowych podczas wykonywania muzyki. Jedna z solistek zespołu, skrzypaczka Augusta Jusionyte wykonała z dużym temperamentem „obowiązkową” pozycję każdego festiwalowego koncertu czyli kompozycję Krzysztofa Pendereckiego.

 


 

W tym wypadku była to skrzypcowa transkrypcja Kadencji z Koncertu altówkowego tegorocznego Jubilata. Był to zresztą jedyny utwór wykonany tradycyjnie, bez specjalnej "reżyserii", która jest wyróżnikiem litewskiej formacji. Bardzo ciekawym i wartościowym edukacyjnie punktem programu była słynna Chaconna in D z Partity Jana Sebastiana Bacha na skrzypce solo zagrana przez dwie skrzypaczki prowadzące ze sobą swoisty dialog muzyczny i pantomimiczny. Apogeum występu nastąpiło jednak z chwilą pojawiania się na estradzie Gediminasa Gelgotasa, który zaprezentował odmianę „rockowego” stylu dyrygowania, emanującego ruchem, energią, optymizmem. Uśmiech wyrażający pełne oddanie liderowi zajaśniał na twarzach wykonawców, co także udzieliło się publiczności reagującej na występ litewskiej grupy jak na koncert gwiazd popu. Wydaje się, że uzasadniony w przypadku tej grupy byłby koncert plenerowy, który przyciągnąłby jeszcze większą grupę słuchaczy, a sposób wykonawstwa nie kłóciłby się z wnętrzem świątyni.

Trzesacz 2

We wtorek miały też miejsce dwa wydarzenia towarzyszące Festiwalowi. Pierwszym było uroczyste otwarcie „Pasażu Partutur” na głównym deptaku Trzęsacza, ulicy Klifowej. Na trotuarze zamiast tradycyjne ułożonych kostek pojawiła się na całej szerokości powiększona pięciolinia z początkowymi nutami kompozycji Marka Jasińskiego, (przedwcześnie zmarłego kompozytora, wielkiego zwolennika Festiwalu Sacrum Non Profanum) zgrabnie zakończona ogromną klawiaturą. Władze Gminy Rewal postarały się nie tylko o wyasygnowanie sporych pieniędzy na przebudowę deptaka, ale potrafiły nawet namówić Krzysztofa Pendereckiego, aby jedną ze swych ręcznie zapisanych stron papieru nutowego z autografem przesłał do Trzęsacza w celu stworzenia stałej ekspozycji w „Pasażu Partytur”. Zaiste trzeba pogratulować wójtowi Rewala Robertowi Skraburskiemu pomysłu i wykonania tej nietuzinkowej inwestycji.

 

Drugim wydarzeniem było otwarcie wystawy plakatu muzycznego Zbigniewa Latały. Prace w większości przedstawiały „styl amerykański”. W większości prezentowały zdjęcie muzyka autorstwa Z. Latały (świetnie uchwycony charakter postaci na czele z Krzysztofem Pendereckim, Henrykiem Mikołajem Góreckim, Wojciechem Kilarem, a także Mozartem, Chopinem itd.), często zgrabnie komputerowo opracowane uzupełnione dużymi, czytelnymi literami zapowiadającymi imprezę. Do ciekawszych plakatów warto wymienić oryginalną aranżację wizerunku Philipa Glassa, a także plakat do monodramu Kontrabasista w wykonaniu Jerzego Stuhra, które proponowały ciekawy styl intelektualnie-plastyczny w lapidarny sposób charakteryzując zapowiadane wydarzenie.

 


 

Szkoda, że sam autor nie przybył na otwarcie wystawy, bo wówczas na pewno znalazłby sposób na lepsze eksponowanie swoich prac. Niestety w trzęsackim Pałacu sala przeznaczona na prezentację wystawy jest trudna do przedstawienia prac większego formatu (70cm x 100cm), więc plakaty Zbigniewa Latały trzeba było oglądać z odległości 50 centymetrów, co każe się skupić na szczegółach, a nie pozwala objąć spojrzeniem całości

Środowy wieczór był ciekawy i bardzo różnorodny. Na wstępie prof. Krzysztof Władysław Latała z Akademii Muzycznej w Krakowie (brat autora wystawy Zbigniewa) wykonał 3 utwory organowe J. S. Bacha, w tym słynną Toccatę i Fugę d-moll, z dodatkowymi ozdobnikami w zawsze zaskakującej trzydźwiękowej inwokacji. Grał swobodnie i dużym temperamentem. Ciekawą sprawę zaproponowali filmowcy. Wszystkie koncerty festiwalu były filmowane, a obraz równocześnie wyświetlany na telebimach wewnątrz i na zewnątrz kościółka. W przypadku organistów sprawa była wyjątkowa, gdyż kamery pokazywały również nogi grającego, które swobodnie poruszały się po klawiaturze. Jest to widok niezmiernie rzadki, gdyż na koncertach organowych nóg organisty w zasadzie nie widać.

W ten wieczór filmowanemu organiście brakowało tylko peruki i żabotu, a uwierzylibyśmy, że gra sam J. S. Bach. Potem kwartet smyczkowy Baltic Neopolis zaprezentował pełen skupionej zadumy 3 Kwartet Smyczkowy Krzysztofa Pendereckiego. Odbijają się w nim jakby sprzeczności artystycznej duszy wielkiego twórcy, chęć poszukiwania nowego brzmienia, nostalgiczne spojrzenia w przeszłość, echa rozmaitych niegdyś zasłyszanych muzycznych motywów i pewna obsesyjnie powracająca myśl symbolizowana przez ostinatowe trzydźwiękowe struktury przechodzące od altówki, do wiolonczeli i pozostałych instrumentów. Baltic Neopolis Quartet wykonał to wybitne dzieło z wielką wrażliwością i talentem. Wartościowym punktem programu było wykonanie przez Krzysztofa Latałę Etiudy Tadeusza Mahla, dawnego profesora Krzysztofa Pendereckiego, który przybliżał mu tajniki instrumentacji. Jak wiemy poszukujący wciąż nowych brzmień artysta z czasem rozszerzył tradycyjne instrumentarium klasycznej orkiestry symfonicznej wprowadzając intrygująco dudniące np. w 7 Bramach Jerozolimy, tubafony wykonane z rur PCV. Ale i Tadeusz Mahl wcale nie był radykalnym tradycjonalistą, szkoda, że jego utwory wykonuje się tak rzadko. Tym większa zasługa Krzysztofa Latały, że jeden z nich przypomniał na festiwalu Sacrum Non Profanum. Resztę wieczoru oddano we władanie sympatycznemu zespołowi instrumentów dętych, Krakowskiemu Trio Stroikowemu. Zasługą trzech muzyków, klarnecisty, oboisty i fagocisty było swobodne potraktowanie wcale niełatwych utworów kameralnych i stworzenie wrażenie zabawnej wymiany zdań - oczywiście muzycznych, w niczym jednak nie naruszając precyzji wykonania. Występ Krakowskiego Tria rozpoczęło solowe wykonanie przez klarnecistę Romana Widaszka kompozycji Prélude na klarnet solo in B Krzysztofa Pendereckiego.

Czwartkowy, świąteczny wieczór 15 sierpnia przyniósł program złożony z dwóch członów, patriotyczno-religijnego, który egzekwował na organach muzyk z międzynarodową pozycją Marek Kudlicki - reprezentujący środowisko Wiednia, oraz jazzowo-rozrywkowego w wykonaniu zespołu Tribute To Birth of The Cool złożonego z pracowników i studentów poznańskiej Akademii Muzycznej.

 


 

Marek Kudlicki wprowadził słuchaczy w nastrój obchodzonego w tym dniu Święta Wniebowzięcia i „Cudu nad Wisłą” grając m.in. utwory o charakterze wariacyjnym na tematy o głęboko patriotyczno-religijnej konotacji, a więc Mieczysława Surzyńskiego Improwizację na temat polskiej pieśni kościelnej Święty Boże oraz Bronisława K. Przybylskiego Rota – passacaglia na temat Feliksa Nowowiejskiego. W grze tej artysta dawał świadectwo swego ogromnego doświadczenia koncertowego, kultury muzycznej i wyobraźni kolorystycznej.

Trzesacz 4

Druga część koncertu miała podwójne znaczenie. Z jednej strony była prezentacją kompetencji w wykonywaniu muzyki jazzowej jakie proponuje poznańska uczelnia, z drugiej przynosiła sporo wiadomości dotyczących wielkich gwiazd jazzu i rozwoju stylu cool, do którego odnosi się nazwa tego młodego zespołu muzyków. Nie zabrakło w tym występie również "obowiązkowej" pozycji - Krzysztofa Pendereckiego, tym razem w aranżacji jazzowej dokonanej przez Patryka Piłasiewicza - była to Aria z Trzech utworów w dawnym stylu – temat z filmu Pamiętnik znaleziony w Saragossie. w końcowej części występu słuchacze mieli przegląd historii stylu cool. Do każdego utworu krótkie wprowadzenie robił dyrygent Patryk Piłasiewicz. Zespół zagrał m.in. kompozycje nestorów gatunku: Milesa Davisa, Gila Evansa, Gerry Mulligana. W zespole grającym z wielkim zapałem, swobodą ale też dużą precyzją harmoniczną zdecydowanie wyróżniał się wspaniale grający na trąbce Maciej Fortuna, któremu przypadła jakby "rola" Milesa Davisa. Ogromna pasja emanowała także z innych muzyków, perkusisty, tubisty, kontrabasisty, puzonisty, saksofonistów. Jedynie artystka grająca na waltorni zachowywała zupełną obojętność.


Ostatni koncert festiwalowy w Trzęsaczu był też pozycją najbardziej wyrafinowaną, bo przyniósł sporą porcję kameralistyki Krzysztofa Pendereckiego, a także „kompozytora roku” czyli Witolda Lutosławskiego. Po krótkim epizodzie muzycznym w wykonaniu Rafała Pawła Urbanka – młodego pianisty, tegorocznego laureata III Zachodniopomorskiego Konkursu Pianistycznego, miejsce na estradzie trzesackiego kościoła zajęły dwie artystki z tzw. górnej półki, Patrycja Piekutowska - skrzypce i Beata Bilińska - fortepian. W ich interpretacji usłyszeliśmy obie Sonaty na skrzypce i fortepian Krzysztofa Pendereckiego oraz jego trzy "sonorystyczne" Miniatury. Była to nie tylko projekcja rozwoju oryginalnego stylu kompozytorskiego autora Polskiego Requiem, od neoklasycyzmu prokofiewowskiego w I Sonacie, poprzez awangardowe eksperymenty brzmieniowe w trzech Miniaturach na skrzypce z fortepianem, aż po dojrzały „syntetyczny neoromantyzm” w II Sonacie. Koncert zakończyło rewelacyjne wykonanie Partity Witolda Lutosławskiego, co potwierdziło odmienności kompozytorskich idei - u Pendereckiego powrót do korzeni muzyki europejskiej po długiej podróży, jak w Ulissesie Joyce'a, przez rozmaite nurty i style, u Lutosławskiego nieustanny rozwój oraz przetworzenie możliwości muzyki, które w polskiej kulturze ukazał Karol Szymanowski. Recital obu wybitnych artystek dowiódł też, że zaangażowanie i zrozumienie dla wykonywanej muzyki pomaga w percepcji utworów stawiających także przed słuchaczami spore wymagania.

 

Sobota i zakończenie Festiwalu w Kościele bł. Michała Kozala w Świnoujściu przyniosło trzy utwory współczesne, choć rozmaicie traktujące nowoczesność w muzyce. Najpierw Elegia na smyczki Marka Jasińskiego w wykonaniu połączonych zespołów - Orkiestry Academia, Baltic Neopolis Orchestra i Orkiestry Filharmonii Szczecińskiej, które poprowadził prof. Bohdan Boguszewski. Kompozycja ta pełna długich, wybrzmiewających akordów pozwalała się skupić na nastroju, choć w partiach granych piano przeszkadzał uporczywy szum pochodzący prawdopodobnie od licznych reflektorów rozpiętych nad estradą.

Z kolei bardzo typowe dla obecnej twórczości Krzysztofa Pendereckiego Concerto grosso na trzy wiolonczele i orkiestrę zagrało znakomite trio solistów: Tomasz Strahl, Rafał Kwiatkowski i Marta Kordykiewicz - wszyscy z Uniwersytetu Muzycznego im. F. Chopina w Warszawie. Ciekawe, że najbardziej odpowiedzialną partię wiolonczeli powierzono najmłodszej artystce, jeszcze studentce Marcie Kordykiewicz. Jej przypadła w udziale brawurowa i zagrana doskonałym dźwiękiem prezentacja charakterystycznego tematu Koncertu. Wart uwagi w tym utworze był też udział dyrygenta prof. Bohdana Boguszewskiego, który z wyczuciem odczytał kompozytorskie przesłanie wprowadzając orkiestrę i solistów w pasmo zmieniających się nastrojów, od nostalgicznych półtonowych pochodów po silnie akcentowane, wręcz marszowe epizody. Także wykonana na zakończenie króciutka, ale jakże wdzięczna Mała suita Witolda Lutosławskiego należała do najbardziej udanych wizytówek całego Festiwalu. Żałować tylko należy, że tym razem nie dopisała publiczność z trudem zapełniając połowę miejsc w świnoujskiej świątyni.

 


 

Może odstraszyła ją spodziewana „trudność” zapowiedzianego programu, może zawiodła informacja o koncercie. Sprawą promocji Festiwalu należałoby się w przyszłości lepiej zająć, bo nawet znakomite słowo wstępne w wykonaniu prof. Haliny Lorkowskiej, wygłaszane przez każdym utworem i ułatwiające słuchaczom wejście w świat muzyki, zrozumienie myśli zawartych w nutach, nie było gwarancją wysokiej frekwencji. Prof. Lorkowską obecny na koncertach metropolita szczecińsko-kamieński abp. Andrzej Dzięga tytułował całkiem zasłużenie „dobrym prorokiem” Festiwalu, imprezie przydałoby się jednak jeszcze kilka pomysłów promocyjnych, które w uzdrowiskowych miejscowościach, jak Trzęsacz czy Świnoujście, przyciągnęłyby na koncerty większe rzesze „niezagospodarowanych” i nudzących się wieczorami plażowiczów. Koncert w szczecińskiej katedrze zgromadził nadkomplet publiczności, w pozostałych miejscach przydałyby się jakieś „wabiki”, np. hejnał festiwalowy z jakąś mini imprezą informującą o wieczornym koncercie, konkursy rysunkowe dla dzieci, gadżety, maskotki a nawet krótkie „plakaty muzyczne” lub scenki teatralne w wykonaniu studentów-wolontariuszy zatrudnionych przy Festiwalu, którzy na miejscowym deptaku zawiadamialiby o wieczornym wydarzeniu.

Trzesacz 5

I jeszcze kilka słów o organach, które do tej pory były ważnym punktem festiwalowych koncertów. Występ prof. Seifena w Szczecinie wymagał wcześniej intensywnych prac konserwacyjnych i strojenia instrumentu, który po remoncie Katedry był pełen kurzu i nie nadawał się do artystycznego wykorzystania. Artysta zresztą dopiero po dłuższych namowach zdecydował się wystąpić na koncercie. Organy w kościółku w Trzęsaczu są regularnie, co rok poddawane gruntownemu przeglądowi aby utrzymać swą klasę koncertową, choć to stosunkowo niewielki, dwumanuałowy instrument. Organy w kościele w Świnoujściu zdaniem specjalisty ze znanej niemieckiej firmy ogranmistrzowskiej w ogóle nie nadają się do koncertowania, zostały bowiem wadliwie zmontowane i od dawna nie były konserwowane ani strojone. Doprowadzenie ich do porządku wymagałoby sporych nakładów. Najgorsze jest jednak to, że konieczność regularnych przeglądów instrumentów znajdujących się w kościołach w ogóle nie jest przyjmowana do wiadomości. Gospodarze świątyń uważają, że wystarczy wyasygnować pokaźną sumę pieniędzy a zakup instrumentu, a potem ma on grać do końca świata. Proboszczowie parafii nie mają podstawowej wiedzy w tym zakresie, nie widzą więc potrzeby, aby organy kościelne grały czysto we wszystkich rejestrach. A przecież organy to skomplikowany mechanizm i jak każde urządzenie wymaga stałych zabiegów konserwatorskich, przeglądów, czyszczenia piszczałek i strojenia, a także gruntownego remontu np. raz na 10-15 lat. Z jednej strony mamy w kraju wiele świątyń z organami, które mogłyby także służyć pięknej muzyce, z drugiej tylko niektóre są regularnie kontrolowane i konserwowane. Takie wnioski nasuwają się po zakończeniu IX Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Sacrum Non Profanum, który zlokalizowany w świątyniach jest w sporej mierze także festiwalem muzyki organowej.

                                                                       Joanna Tumiłowicz