Festiwale muzyczne najczęściej powstają w miejscach w których urodzili się, albo żyli wielcy artyści. Jako przykład niech posłużą zagraniczne festiwale muzyczne takie jak Festiwal Pucciniego w Lucca, Festiwal Rossiniego w Pesaro, Festiwal Verdiego w Busseto i Parmie, Festiwal Wagnerowski w Bayreuth oraz nasze krajowe Adama Didura w Sanoku, Krystyny Jamroz w Busku-Zdrój, Ady Sari w Nowym Sączu. Europejski Festiwal Muzyczny Gloria w Supraślu zrodził się z osobistej tragedii małżeństwa Haliny i Aleksandra Teligów. Ona pianistka, a on jeden z najwybitniejszych śpiewaków operowych zaliczany do ścisłej czołówki europejskich solistów.
O okolicznościach powstania Festiwalu Gloria w licznych wywiadach Aleksander Teliga powiedział: (...) O Supraślu słyszałem już dawno, a po raz pierwszy zobaczyłem to miasto w 1998 lub 1999 roku. Przyjechałem tu razem z żoną na koncert. Pamiętam, że siedzieliśmy wówczas w auli Centrum Edukacji. Wtedy też po raz pierwszy obejrzałem spektakl Teatru Wierszalin. (...) Później los sprawił, że nasz syn, ks. Włodzimierz Prawdziwy, trafił do supraskiej parafii jako wikariusz. Razem z żoną zaczęliśmy tu przyjeżdżać coraz częściej. Wszyscy księża, którzy wówczas tutaj pracowali, okazali się wspaniałymi ludźmi. Włodzimierza nie ma już dzisiaj z nami, ale pozostała jeszcze muzyka, śpiew Supraśla. Sam pochodzę z Ukrainy i być może dlatego te tereny są bliższe memu sercu niż Śląsk, gdzie obecnie mieszkam. (...) Na pytanie dlaczego wybrałem Supraśl na miejsce swojego festiwalu odpowiadam, że po pierwsze jest tutaj Puszcza Knyszyńska, a po drugie stało się za sprawą tragicznej śmierci mojego syna. Włodzimierz kochał operę. Często jeździliśmy razem na festiwale. Pół roku przed jego śmiercią chciałem spełnić marzenie syna, postanowiłem więc zaprosić go do La Scali. Jednak kiedy leciał do Mediolanu samolotem, warunki były wyjątkowo niekorzystne. Pamiętam, że padał wówczas gęsty śnieg, a on przez osiem godzin musiał siedzieć w samolocie na lotnisku. Kiedy jednak udało mu się dotrzeć na miejsce, zrozumiałem, jak bardzo było to dla niego ważne. (...) Kiedy arcybiskup zdecydował, że mój syn zostanie pochowany w Supraślu, to razem z małżonką postanowiliśmy, że chociaż raz na rok musimy być tu, obok niego. I tak się zaczęło. Niektórzy sugerowali mi, że przecież są większe miasta: Białystok, Augustów, Mikołajki. Zwłaszcza, że tam mógłbym ściągnąć więcej widzów. Wtedy powiedziałem nie, zorganizuję festiwal właśnie tu i zobaczycie, że za kilka lat będą do Supraśla przyjeżdżać tysiące ludzi. (...) Region Wschodni to region śpiewający, po prostu ludzie z Podlasia kochają śpiew.
Oczywiście trzeba sobie zdawać sprawę, że w porównaniu do wcześniej wymienianych festiwali, Festiwal Gloria jest małym pod względem liczby występujących artystów i uczestniczących w nim melomanów. Można powiedzieć, że jest z tego punktu widzenia festiwalikiem. Jest jednak wielkim Festiwalem pod względem emocji i przeżyć jakie sobą niesie. Widać je nie tylko w szczególnym zaangażowaniu występujących tu artystów, ale niezwykle mocno dostrzega się to w oczach, skupieniu i radości rysującej się na twarzach, gestach i reakcjach uczestniczącej wielopokoleniowej publiczności. Zaskoczony byłem nadkompletami melomanów we wszystkich miejscach wydarzeń festiwalowych oraz znaczną liczbą osób przyjeżdżających regularnie na wszystkie koncerty, pomimo tak upalnych dni, z pobliskiego Białegostoku. Czyżby nie można tam doświadczyć tak subtelnych doznań artystycznych, czy może jest to tylko tak szczególna grupa melomanów? Ponieważ byłem w Supraślu pierwszy raz, to często rozmawiałem z mieszkańcami korzystając z ich pomocy w odkrywaniu najciekawszych miejsc w tym uroczym miasteczku. Zauważyłem jednak, że wielu mieszkańcow było bardzo dumnych z faktu, że odbywa się tu taki festiwal, chociaż nie ukrywali, że sami z różnych względów w nim nie uczestniczą, przynajmniej regularnie.
Tym bardziej zdziwiła mnie postawa oficjalnych przedstawicieli miasta. Dyrektora Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu, współorganizatora festiwalu – jak sam mi o tym powiedział, widziałem tylko zabierającego głos na początku i końcu Festiwalu. No cóż trzeba się pokazać, a okazja nadarzyła się przednia. To i tak dobrze, bo burmistrz, jak sprawnemu gospodarzowi miasta wypadało, wpisał wszystkie imprezy, jakie się w tym czasie odbywały, na plakaty obchodów Dni Supraśla. Wczytując się w nie uważnie, można wywnioskować, że z nikim tego nie uzgadniał i konsultował, ale to nie przeszkadzalo w tym, żeby zadowolony z siebie wyjechał w tym czasie na urlop. Brawo!! Można pogratulować zaradności i gościnności. Mimo wszystko, to jednak szkoda. Bo gdyby był na miejscu i usłyszał prawie do świtu wylewające się z głośników decybele i krzyczącą, sądząc z zachowania pijaną młodzież i to raczej nie z Supraśla, zastanowiłby się nad taką sprawną organizacją Dni Supraśla w przyszłości. Miejmy nadzieję, że zrodzi się jednak jakaś refleksja u burmistrza, kiedy spojrzy do góry na symbol dostojeństwa i spokoju, jakim są zagnieżdżone, myślę już od wielu lat, w samym centrum miasta boćki. Patrząc o świcie na wystraszone ptaki powoli zaczynałem się domyślać, dlaczego Supraśl jest bliski utraty statutu Zdroju z wielkim trudem uzyskanego zaledwie w 1999 roku.
Wroćmy jednak do Glorii. Miło było spotkać na każdym koncercie ludzi ze Stowarzyszenia na Rzecz Edukacji Artystycznej „EduArt” w Supraślu z prezesem Moniką Kurza, którzy byli organizatorami Festiwalu. Starali się oni bardzo taktownie zbierać jak najwięcej doświadczeń od przybyłych tu z różnych stron Polski i zagranicy przedstawicieli impresariatów artystycznych i dziennikarzy z myślą wykorzystania ich w przyszłości. Znaczącym wyróżnikiem tego Festiwalu jest to, że wszyscy występujący w nim śpiewacy są na początku swojej kariery artystycznej. Jedynie Aleksander Teliga odbiegał od tej zasady i pełnił rodzaj „wzorca” artystycznego z którym musieli się pozostali zmierzyć. Nie umiejszając nikomu, to największe na mnie wrażenie zrobiły dwie śpiewaczki; Justyna Dyla (sopran) - solistka Opery Śląskiej w Bytomia i Katarzyna Haras (mezzosopran) - solistka Opery Wrocławskiej. Myślę, że obecne umiejętności obu pań poparte dalszą pracą, przy odrobinie szczęścia, pozwalają im realnie myśleć w niedalekiej przyszłości o uzyskaniu znaczącej pozycji wśród naszych śpiewaczek operowych. Nie dało się również nie zauważyć wszechstronności uzdolnień Aleksandra Teligi Juniora, który śpiewa, gra na fortepianie, prowadzi konferansjerkę, a nawet dyryguje. Myślę jednak, że w stosunkowo niedługim czasie, będzie musiał dokonać wyboru, której z tych profesji będzie się chciał poświęcić całkowicie.
Szczególnym gościem i największą osobowością Festiwalu była Joanna Rawik - pieśniarka, aktorka, publicystka. Artystka, ma za sobą paroletnią naukę gry na skrzypcach i pewnie dlatego jej repertuar oraz występy estradowe często ocierały się tak mocno o muzykę poważną. Bardzo wymownym tego przykładem jest Romantyczność oparta na motywach Poloneza As-dur F. Chopina. W Supraślu właśnie za ten utwór otrzymała największe brawa, a po skończonym recitalu, miałem wrażenie, że cała widownia ustawiła się w kolejce z prośbą o autograf.
Kiedy wyjeżdżałem z Supraśla, to z niepokojem spoglądałem na górujące nad miastem gniazdo i zastanawiałem się, czy jak kiedyś jeszcze tu przyjadę, to zastanę w nim bociany.
Juliusz Multarzyński