Przegląd nowości

„Hagith” na 9. Festiwalu Muzyki Polskiej w Krakowie

Opublikowano: środa, 31, lipiec 2013 09:41

Festiwal, już po raz dziewiąty, zorganizowało Stowarzyszenie Muzyki Polskiej, mające swą siedzibę w Krakowie. Istotą Festiwalu jest nie tylko prezentowanie wartościowych dzieł polskich kompozytorów, powstałych od średniowiecza po współczesność, ale i konfrontowanie ich z muzyką światową i ukazywanie w rozmaitych kontekstach - zapowiadali organizatorzy. Program obecnej edycji Festiwalu zawierał przede wszystkim koncerty kompozytorów urodzonych w latach 1913 (Lutosławski) – 1923 (Skrowaczewski, Czyż) – 1933 (Penderecki, Górecki, Bujarski). Ale także Chopina, Szymanowskiego i innych (polskich i zagranicznych).

Hagith 1

Już w drugim dniu Festiwalu (13 lipca) w sali krakowskiej Filharmonii wykonana została (estradowo) jednoaktowa opera Karola Szymanowskiego Hagith op. 25. Biograf kompozytora, Stanisław Golachowski, pisał: dzieło to,podobnie jak niegdyś operetka „Loteria na mężów”, miało umożliwić kompozytorowi „zrobienie kariery” i stworzyć sposobność „zwiększenia dochodów”, jak o tym zapewniał przyjaciół. Dodatkowym impulsem stało się ogromne wrażenie, jakie wywarła na Szymanowskim opera R. Straussa Salome i otrzymane od księcia Władysława Lubomirskiego gotowe libretto Felixa Dörmanna według dramatu tegoż autora.


Dramat oparty został na biblijnym motywie o starości króla Dawida i dziewczynie Abiszag. „Hagith” tworzona była w Tymoszówce w latach 1912 - 1913. Kolejny biograf kompozytora, Tadeusz Zieliński, pisze: nad partyturą pracował kompozytor bez zapału, libretto mu się nie podobało i kompozycję tę traktował jako pracę poniekąd wymuszoną, której wykonania nie wypadało mu odmówić swemu dobroczyńcy – księciu Lubomirskiemu. Muzyka opery tkwi w stylu niemieckiego ekspresjonizmu. Bliska jest R. Straussowi (z Salome i Elektry) oraz Schönbergowi (z Erwartung).

Hagith 2

Muzyka ta jest pełna dramatyzmu, napięta, chwilami nawet agresywna, ale bywa także łagodna i nastrojowa. I niewątpliwie wciąga słuchacza, tym bardziej, iż partie wokalne doskonale charakteryzują muzycznie postaci opery. Libretto napisane zostało w języku niemieckim, tłumaczenia na polski dokonał Stanisław Barącz. Zabiegi kompozytora o wystawienie Hagith w Wiedniu, mimo wsparcia ze strony wpływowych przyjaciół, nie powiodły się. Dwór Habsburski był przeciwny drastycznemu wykorzystywaniu tematów biblijnych. Próby w innych teatrach zagranicznych sparaliżowała wojna. Tak więc prapremiera „Hagith” miała miejsce dopiero w Teatrze Wielkim w Warszawie, w 1922 roku. Kolejną inscenizację dzieła pokazała Opera w Darmstadt w 1923 roku. Opera nie wzbudziła więc zainteresowania scen zagranicznych, a i w Polsce nie weszła do stałego repertuaru żadnego z krajowych teatrów. Po wojnie pokazano ją tylko w Operze Śląskiej w Bytomiu (1962, Wł. Ormicki/M. Daszewski – W. Kwiatkowska, Sł. Żerdzicki, H. Grychnik), w Operze Krakowskiej (1964, kier. muz. i reż. K. Kord – T. Gryboś, R. Węgrzyn, W. Ochman) i w Operze Wrocławskiej (2007, T. Szreder/M. Znaniecki – W. Chodowicz, T. Ivaniv, A. Zdunikowski). Tę ostatnią inscenizację zarejestrowano na płytach DVD.


Wykonawcami omawianego koncertu byli: Tomasz Kuk (Stary Król), Andrzej Lampert (Młody Król), Urška Arlič Gololičič (Hagith), Daniel Borowski (Arcykapłan), Łukasz Rosiak (Lekarz), Chór Polskiego Radia w Krakowie, Krakowska Orkiestra Festiwalowa, dyr. Bassem Akiki. Znając możliwości wokalne wszystkich solistów oraz poziom wykonawczy chóru, można się było spodziewać znakomitego wykonania.

Hagith 3

Stanęła temu jednak na przeszkodzie orkiestra pod batutą libańskiego dyrygenta (wykształconego w Polsce i związanego z Operą Wrocławską), który stosując nieustanne fortissimo, a momentami wręcz fortissimo possible (możliwie jak najgłośniej) przekraczające wyraźnie ową, wspomnianą już chwilową „agresywność muzyki”, skutecznie przykrywała śpiewaków, prowokując ich, a nawet zmuszając do forsowania głosów. Na takim stosowaniu dynamiki szczególnie „ucierpiał” z natury piękny i mocny głos Tomasza Kuka. Zarówno on, jak i pozostali śpiewacy „bronili się” wysoką kulturą wokalną i umiejętnościami technicznymi. Ciekawą i ładną barwę swego głosu ujawniła Słowenka, wykonawczyni Hagith. Na tyle oczywiście, na ile pozwolił jej dyrygent. Dzielnie zmagała się ona ze swą napiętą, rozdartą psychologicznie partią i zagłuszającą ją orkiestrą. Jej głos brzmiał zmysłowo, jest ona zawarta w znacznym stopniu w muzycznej charakterystyce tej postaci. Andrzej Lampert, głos zdecydowanie liryczny, może najmniej odczuł ostrą dynamikę dyrygenta, choć gęsta instrumentacja Szymanowskiego zapewne nie jest łatwa w przebiegu prowadzenia tej partii i nie popadaniu w zawartą w niej ekstazę. Daniel Borowski potwierdził, iż głos jego prawidłowo rozwija się, nabiera siły i blasku. Ładnym głosem dysponuje też młody baryton, solista Opery Wrocławskiej.

No cóż, ta „Hagith” nie stała się wybitnym wykonaniem, a miała warunki, by nim zostać.

                                                                  Jacek Chodorowski