Festiwal, już po raz dziewiąty, zorganizowało Stowarzyszenie Muzyki Polskiej, mające swą siedzibę w Krakowie. Istotą Festiwalu jest nie tylko prezentowanie wartościowych dzieł polskich kompozytorów, powstałych od średniowiecza po współczesność, ale i konfrontowanie ich z muzyką światową i ukazywanie w rozmaitych kontekstach - zapowiadali organizatorzy. Program obecnej edycji Festiwalu zawierał przede wszystkim koncerty kompozytorów urodzonych w latach 1913 (Lutosławski) – 1923 (Skrowaczewski, Czyż) – 1933 (Penderecki, Górecki, Bujarski). Ale także Chopina, Szymanowskiego i innych (polskich i zagranicznych).

Już w drugim dniu Festiwalu (13 lipca) w sali krakowskiej Filharmonii wykonana została (estradowo) jednoaktowa opera Karola Szymanowskiego Hagith op. 25. Biograf kompozytora, Stanisław Golachowski, pisał: dzieło to,podobnie jak niegdyś operetka „Loteria na mężów”, miało umożliwić kompozytorowi „zrobienie kariery” i stworzyć sposobność „zwiększenia dochodów”, jak o tym zapewniał przyjaciół. Dodatkowym impulsem stało się ogromne wrażenie, jakie wywarła na Szymanowskim opera R. Straussa Salome i otrzymane od księcia Władysława Lubomirskiego gotowe libretto Felixa Dörmanna według dramatu tegoż autora.
Dramat oparty został na biblijnym motywie o starości króla Dawida i dziewczynie Abiszag. „Hagith” tworzona była w Tymoszówce w latach 1912 - 1913. Kolejny biograf kompozytora, Tadeusz Zieliński, pisze: nad partyturą pracował kompozytor bez zapału, libretto mu się nie podobało i kompozycję tę traktował jako pracę poniekąd wymuszoną, której wykonania nie wypadało mu odmówić swemu dobroczyńcy – księciu Lubomirskiemu. Muzyka opery tkwi w stylu niemieckiego ekspresjonizmu. Bliska jest R. Straussowi (z Salome i Elektry) oraz Schönbergowi (z Erwartung).

Muzyka ta jest pełna dramatyzmu, napięta, chwilami nawet agresywna, ale bywa także łagodna i nastrojowa. I niewątpliwie wciąga słuchacza, tym bardziej, iż partie wokalne doskonale charakteryzują muzycznie postaci opery. Libretto napisane zostało w języku niemieckim, tłumaczenia na polski dokonał Stanisław Barącz. Zabiegi kompozytora o wystawienie Hagith w Wiedniu, mimo wsparcia ze strony wpływowych przyjaciół, nie powiodły się. Dwór Habsburski był przeciwny drastycznemu wykorzystywaniu tematów biblijnych. Próby w innych teatrach zagranicznych sparaliżowała wojna. Tak więc prapremiera „Hagith” miała miejsce dopiero w Teatrze Wielkim w Warszawie, w 1922 roku. Kolejną inscenizację dzieła pokazała Opera w Darmstadt w 1923 roku. Opera nie wzbudziła więc zainteresowania scen zagranicznych, a i w Polsce nie weszła do stałego repertuaru żadnego z krajowych teatrów. Po wojnie pokazano ją tylko w Operze Śląskiej w Bytomiu (1962, Wł. Ormicki/M. Daszewski – W. Kwiatkowska, Sł. Żerdzicki, H. Grychnik), w Operze Krakowskiej (1964, kier. muz. i reż. K. Kord – T. Gryboś, R. Węgrzyn, W. Ochman) i w Operze Wrocławskiej (2007, T. Szreder/M. Znaniecki – W. Chodowicz, T. Ivaniv, A. Zdunikowski). Tę ostatnią inscenizację zarejestrowano na płytach DVD.
Wykonawcami omawianego koncertu byli: Tomasz Kuk (Stary Król), Andrzej Lampert (Młody Król), Urška Arlič Gololičič (Hagith), Daniel Borowski (Arcykapłan), Łukasz Rosiak (Lekarz), Chór Polskiego Radia w Krakowie, Krakowska Orkiestra Festiwalowa, dyr. Bassem Akiki. Znając możliwości wokalne wszystkich solistów oraz poziom wykonawczy chóru, można się było spodziewać znakomitego wykonania.

Stanęła temu jednak na przeszkodzie orkiestra pod batutą libańskiego dyrygenta (wykształconego w Polsce i związanego z Operą Wrocławską), który stosując nieustanne fortissimo, a momentami wręcz fortissimo possible (możliwie jak najgłośniej) przekraczające wyraźnie ową, wspomnianą już chwilową „agresywność muzyki”, skutecznie przykrywała śpiewaków, prowokując ich, a nawet zmuszając do forsowania głosów. Na takim stosowaniu dynamiki szczególnie „ucierpiał” z natury piękny i mocny głos Tomasza Kuka. Zarówno on, jak i pozostali śpiewacy „bronili się” wysoką kulturą wokalną i umiejętnościami technicznymi. Ciekawą i ładną barwę swego głosu ujawniła Słowenka, wykonawczyni Hagith. Na tyle oczywiście, na ile pozwolił jej dyrygent. Dzielnie zmagała się ona ze swą napiętą, rozdartą psychologicznie partią i zagłuszającą ją orkiestrą. Jej głos brzmiał zmysłowo, jest ona zawarta w znacznym stopniu w muzycznej charakterystyce tej postaci. Andrzej Lampert, głos zdecydowanie liryczny, może najmniej odczuł ostrą dynamikę dyrygenta, choć gęsta instrumentacja Szymanowskiego zapewne nie jest łatwa w przebiegu prowadzenia tej partii i nie popadaniu w zawartą w niej ekstazę. Daniel Borowski potwierdził, iż głos jego prawidłowo rozwija się, nabiera siły i blasku. Ładnym głosem dysponuje też młody baryton, solista Opery Wrocławskiej.
No cóż, ta „Hagith” nie stała się wybitnym wykonaniem, a miała warunki, by nim zostać.
Jacek Chodorowski