Kronika festiwalowych wydarzeń
Tegoroczny festiwal miał w swoim programie 23 koncerty, w tym trzy przedstawienia teatru muzycznego, dwa recitale piosenkarskie i fortepianowe oraz jeden skrzypcowy. Rozrósł się też buski festiwal o kolejne miejsca, do miejsc gdzie jest obecny od lat (Kurozwęki, Gliniany, Solec, w tym roku doszły nowe, Szczaworyż i Chmielnik. W tym roku festiwalowi towarzyszyła wystawa plakatów „Verdi i Wagner, geniusze teatru muzycznego” zorganizowana z okazji światowych obchodów 200 rocznicy urodzin obu kompozytorów. Plakaty pochodzą z kolekcji niżej podpisanego. Wernisaż wystawy odbył się bezpośrednio przed koncertem inauguracyjnym.
Sobota - 29 czerwca
Koncert inauguracyjny Viva Verdi poświęcono w całości twórczości mistrza z Busseto, w związku z ogłoszonym z okazji 200 rocznicy urodzin Rokiem Verdiego. Opracowany przez Adama Czopka program zbudowany został w oparciu o najbardziej atrakcyjne fragmenty (arie, duety, uwertury) jego oper: Makbet, Otello, Traviata, Rigoletto, Don Carlos, Trubadur i Nabucco. Wystąpili Katarzyna Hołysz (sopran), Anna Lubańska (mezzosopran), Rafał Bartmiński (tenor), Adam Szerszeń (baryton) i Wojciech Gierlach (bas), wszyscy byli w znakomitej formie wokalnej więc prezentowali przypisane im arie z wielkim mistrzostwem. Trudno więc się dziwić, że każda z prezentowanych przez nich arii była przez publiczność entuzjastycznie przyjmowana. Katarzyna Hołysz i Wojciech Gierlach pojawili się w Busku po raz pierwszy, więc buska publiczność przyjęła ich wyjątkowo serdecznie. Solistom towarzyszyła świetnie grająca i brzmiąca Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie. Dyrygował Tadeusz Wojciechowski, który z ogromnym wyczuciem prowadził akompaniament pozwalający solistom na swobodne prowadzenie frazy.
Niedziela – 30 czerwca
Był to bez wątpienia najbogatszy w wydarzenia dzień festiwalu. Rozpoczął go koncert uczestników V Ogólnopolskiego Festiwalu Muzyki Akordeonowej w Solcu-Zdroju, którzy w sali koncertowej sanatorium Marconi prezentowali swoje nieprzeciętne talenty. W samo południe w Glinianach Małgorzata Walewska w towarzystwie Roberta Grudnia prezentowała pieśni sakralne Schuberta, Francka, Bacha/Gounoda oraz arie operowe Haendla, Verdiego i Purcella. Robert Grudzień oprócz akompaniamentu zagrał kilka własnych kompozycji, między innymi Dolorosa pamięci Powstańcom Styczniowym 1963 oraz Fantazja. Każdy z prezentowanych utworów był entuzjastycznie przyjmowany przez publiczność, która szczelnie wypełniła nie tylko niewielką świątynię, ale również teren wokół niej. W tym roku Festiwal zawitał do Szczaworyża, gdzie w gotyckim kościele Sw. Jakuba Apostoła miał miejsce koncert muzyki hiszpańskiego renesansu. Pięć uroczych dziewcząt zespołu muzyki dawnej „Hortus Musicus” z Mielca odzianych w renesansowe suknie zachwycająco i stylowo wykonywało trudną renesansową muzykę instrumentalną i wokalną. Widać było, że wspólne muzykowanie i śpiew sprawiają im autentyczną radość. Wczesne popołudnie w sali balowej pałacu w Kurozwękach zarezerwowano dla mistrzów kameralistyki. Kaja Danczowska (skrzypce), Justyna Danczowska (fortepian), Agnieszka Domanowska (altówka) i Bartosz Koziak (wiolonczela), zaprezentowali w perfekcyjny sposób dwa kwartety; Es – dur op. 47 Roberta Schumanna oraz g-moll, op. 25 nr 1 Johannesa Brahmsa. To była kameralistyka z najwyższej półki prezentująca nie tylko głębokie zrozumienie istoty wspólnego muzykowania, ale również wyczucia formy i stylu. W tym samym czasie w Busku w kościele św. Brata Alberta rozbrzmiewało Stabat Mater G. B. Pergolesiego. Wykonawcami byli Orkiestra Kameralna ze słowackich Koszyc, partie wokalne stylowo wykonywały Magdalena Idzik i Anna Karasińska.
Program koncertu uzupełniło wykonanie Koncertu na skrzypce, klarnet i orkiestrę Carla Stamitza, w tym przypadku partie solowe realizowali Ludmiła Worobec-Witek (skrzypce) i Juliusz Klein (klarnet). Nad całością czuwał od dyrygenckiego pulpitu Karol Petróczi. I tutaj wnętrze kościoła wypełnione było publicznością do ostatniego wolnego skrawka podłogi.
Bogatą w wydarzenia niedzielę zakończyło przedstawienie Hrabiny Maricy E. Kalmana w wykonaniu artystów Teatru Muzycznego w Gliwicach. Główne partie dały okazję podziwiania Małgorzaty Długosz w roli tytułowej Maricy, Janusza Ratajczaka jako Tassila oraz Arkadiusza Dołęgi w roli Żupana i Eweliny Sybilskiej jako Lizy. Dyrygował Ruben Silva. Samo przedstawienie wyreżyserowane przez Henryka Konwińskiego jest przez dwa akty bardzo tradycyjne w swojej formie i kształcie, dopiero trzeci akt został zrealizowany z poczuciem humoru i dystansem do operetkowej rzeczywistości. Z przyjemnością obserwowałem i słuchałem pełnej wdzięku Eweliny Szybilskiej w roli lirycznej Lizy oraz Arkadiusza Dołęgi w potraktowanej z dystansem i humorem barwnej postaci pełnego życia i swoistej filozofii Kolomana Żupana. Na brawa zasłużył również Janusz Ratajczak w roli zakochanego Tassila. Szkoda tylko, że jakoś nadal nie przekonała mnie do swojej kreacji Małgorzata Długosz w roli tytułowej Hrabiny Maricy. Miałem wrażenie, że nie może wejść do końca w świat swojej bohaterki. Na dodatek była w nie najlepszej formie wokalnej co najbardziej słychać było w pierwszym akcie gdzie jej głos brzmiał płasko, a chwilami zbyt ostro w górnych rejestrach.
Poniedziałek – 1 lipca
Interesująco wypadł popołudniowy recital fortepianowy młodego Litwina Paulisa Anderssona, który zagrał kompozycje A. Skriabina i S. Prokofiewa oraz Sonatę h-moll F. Fisza. W tym ostatnim dziele najbardziej dowiódł jaki potencjał twórczy w nim drzemie. Wieczorny koncert Ave Maria był okazją do spotkanie z wokalnym kunsztem Renaty Drozd i Romualda Tesarowicza oraz ponownego z zespołem „Hortus Musicus” z Mielca. Przyznaję największe wrażenie pozostawił na mnie występ Renaty Drozd, która z wielką perfekcją zaśpiewała swój trudny program. Od kilku lat obserwuję karierę tej śpiewaczki z satysfakcją odnotowuję fakt jej stałego rozwoju artystycznego. Chyba największe wrażenie pozostawiła na mniej aria Lascia ch’io pianga z Rinalda Haendla oraz aria Jeruzalem z oratorium Paulus F. Mendelssohna- Bartholdy’ego. Potężny, jak zawsze, głos basowy zaprezentował w przygotowanym programie Romuald Tesarowicz, tyle tylko, że chwilami dawały o sobie znać w jego śpiewie problemy z intonacją. Solistom akompaniował Artur Jaroń, i jak zawsze czynił to znakomicie. W tym samym czasie w kościele w Chmielniku Wiesław Ochman, Robert Grudzień, Ludmiła Worobec-Witek, Juliusz Klein i Orkiestra Camerata Cassovia z Koszyc prezentowali arcydzieła muzyki sakralnej.
Wieczór należał do Alicji Węgorzewskiej, która na scenie Buskiego Samorządowego Centrum Kultury zaprezentowała z wielkim wdziękiem swój monodram Diva for rent będący operowym pastiszem opowiadającym z dystansem i humorem o operowym światku. Dowcipy sypią się gęsto, podobnie jak operowe arie, tyle tylko, że te często śpiewane są z przekornym błyskiem w oku, jak choćby Nessun dorma, tenorowa aria Kalafa z Turandot Pucciniego. Dużym wsparciem dla głównej bohaterki okazali się towarzyszący jej muzycy Maciej Tomaszewski – fortepian i Bogdan Kierejsza – skrzypce. Nieocenionym okazał się Jarosław Derybowski w roli tancerza, scenicznego partnera i garderobianej. W sumie świetna zabawa z operą w roli głównej.
Wtorek – 2 lipca
Wczesne popołudnie należało do laureatów Per aspera ad astra - V Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Maurycego Moszkowskiego w Kielcach. Największe wrażenie swoim występem pozostawił utalentowany Mykyta Burzanitsa z Doniecka, absolutny zwycięzca kieleckiego konkursu.
Wieczorem wpadliśmy w klimat muzyki klezmerskiej i piosenki żydowskiej. Wykonawcy to zespół Bydgoszcz Klezmer Band w składzie Maciej Jaroń (skrzypce), Maciej Drapiński (akordeon), Krzysztof Biernacki (klarnet), Maciej Jagodziński (gitara basowa) i Paweł Kamiński (perkusja) oraz śpiewający aktorzy Katarzyna Jamróz i Andrzej Róg. Żywiołowo grający młodzi muzycy ujmowali nie tylko umiejętnością budowania specyficznego klimatu, ale również temperamentem i dynamiką, no i trzeba przyznać, mistrzostwem w opanowaniu gry na swoich instrumentach. Andrzej Róg poprowadził cały program jako wędrówkę do Ziemi Obiecanej co było pretekstem do wykonania wielu nostalgicznych i lirycznych piosenek żydowskich, co wspólnie z Katarzyną Jamróz robili znakomicie, tak pod względem wokalnym jak i wyrazowym.
Środa – 3 lipca
Na ten dzień zapowiedziano przedstawienie Tosci w wykonaniu zespołów Opery Śląskiej w Bytomiu. Inscenizację wyreżyserowaną przez Tadeusza Bradeckiego musiano dostosować do warunków, znacznie mniejszej niż bytomska, buskiej sceny co zrobiono w taki sposób by jak najmniej straciła na swojej formie i kształcie. Udało się! Przedstawienie nie straciło nic ze swej zwartości dramaturgicznej. Za najbardziej udany uważam kipiący emocjami II akt, w którym reżyser świetnie stopniuje narastanie dramatu głównych bohaterów. To w tej scenie dochodzą do głosu targające Scarpią długo tłumione namiętności. Chwała reżyserowi też za to, że zrezygnował z tradycyjnych świeczników jakie Tosca ustawia koło głowy zabitego Scarpii. W tej inscenizacji Tosca przykrywa jego głowę surdutem, rzucając przy tym z pogardą kwestię „i przed nim drżał Rzym”. Jeżeli dodamy do tego prostą ale interesującą plastycznie scenografię i kostiumy to obraz bytomskiej Tosci będzie w miarę pełny. Jednak największą wartością wystawionej w Busku-Zdroju Tosci byli jej wykonawcy. Partię tytułowej bohaterki kreowała z wielkim sukcesem Anna Wiśniewska-Schoppa, Tosca w jej ujęciu gra pełną paletą emocji, od lirycznej czułości w duetach z Cavaradossim poprzez gwałtowną zazdrość, aż do pasji, nienawiści i pogardy w scenach ze Scarpią. Satysfakcję sprawiało piękne, nasycone brzmienie jej głosu oraz subtelne prowadzenie charakterystycznej dla Pucciniego frazy. Aleksander Teliga w roli groźnego Scarpii stworzył kreację, którą może pokazać na każdej europejskiej scenie. Nienaganne prowadzenie głosu i wytrawne aktorstwo wystawiają jak najlepsze świadectwo jego możliwościom artystycznym. Podobnie było w przypadku Cavaradossiego, którego partię śpiewał z wielkim zaangażowaniem i powodzeniem Tomasz Kuk. Tadeusz Serafin przy pulpicie dyrygenckim dokonywał cudów by zrównoważyć balans brzmienia między ograniczoną ilością pulpitów skrzypiec, a instrumentami dętymi, co również świetnie się udało!
W czasie kiedy w Busku delektowano się Toscą w Solcu Zdroju w sanatorium Świt słuchano największych przebojów muzyki operetkowej w wykonaniu Barbary Szymańskiej i Krzysztofa Marciniaka, którym towarzyszył zespół Strauss Ensamble. Sala była wypełniona do ostatniego wolnego skrawka podłogi fantastycznie reagująca publicznością.
Czwartek – 4 lipca
No cóż, popołudniowy koncert Buskie słowiki wydarzeniem nie był! Barbara Szymańska i Jakub Oczkowski udowodnili, że sporo im brakuje do poziomu przysłowiowych słowików. Za to Michał Bajor w wieczornym recitalu, którego program złożony był z piosenki francuskiej wypadł więcej niż znakomicie. Kapitalne prowadzenie dobrze brzmiącego głosu, świetna dykcja pozwalająca zrozumieć niemal każde słowo i umiejętność budowania klimatu każdej z prezentowanych piosenek są jego największymi atutami. Michał Bajor sam sobie prowadził koncert opowiadając z pasją o kolejnych twórcach i wykonawcach francuskiej piosenki. Dla wielu z nas siedzących na widowni była to piękna podróż w świat niestety dawno minionej młodości.
Piątek – 5 lipca
Recital Soyoung Yoon z Korei Południowej, laureatki I nagrody Konkursu im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu wywołał zrozumiałe zainteresowanie. Ta młoda artystka ma już na swoim artystycznym koncie nagrody wielu prestiżowych konkursów skrzypcowych w Brukseli, Moskwie, Indianapolis. Mimo młodego wieku zdążyła już podbić serca bywalców najbardziej prestiżowych sal koncertowych Moskwy, Tokio, Zurychu i Londynu. W Busku zagrała dzieła Wieniawskiego, Ravela, Francka, przy fortepianie towarzyszył jej Marcin Sikorski, który okazał się świetnym akompaniatorem i kameralistą. Czystą przyjemnością i radością dla ucha i oka było obserwowanie zgodności ich muzykowania. I chociaż zagrana na wstępie Sonata G-dur op. 96, L. van Beethovena nie dawała pełnej satysfakcji, zabrakło mi w tej interpretacji większych emocji, to już ujęciem Poematu elegijnego Eugene Ysaÿe’a można się było naprawdę zachwycić. Świetna technika, wirtuozowskie zacięcie, piękny nasycony dźwięk i subtelne budowanie specyficznego klimatu były najistotniejszymi cechami tej interpretacji. Podobnie było w przypadku zagranej z rozmachem Suity a – moll op. 10 Christiana Sindinga. Koreanka gra na instrumencie z 1773 roku z warsztatu Gaudaniniego.
Wieczorem przenieśliśmy się do zabytkowej synagogi w Pińczowie, gdzie odbył się recital Edyty Geppert, która na buskim festiwalu wystąpiła drugi raz. Tym razem zaprezentowała program, w którym nie zbrakło chwil radości i humoru oraz refleksji. Słuchało się jej wykonań z prawdziwą przyjemnością.
Sobota – 6 lipca
Najpierw byliśmy świadkami znakomitego występu rosyjskiego pianisty Lucasa Geniušasa, laureata II nagrody na Konkursie Chopinowskim w Warszawie w 2010, który zagrał 24 Preludia z opusu 23 i 32 Sergiusza Rachmaninowa. Młody artysta zaprezentował nie tylko wirtuozowskie możliwości i krystalicznie czysty dźwięk, ale również głębokie zrozumienie specyfiki klimatu i nastroju tych niewielkich utworów Rachmaninowa. Zachwycając przy tym subtelnym operowaniem niuansami kolorystyki brzmienia oraz świetną dynamiką na linii piano – forte. Miałem wrażenie, że swoją technikę pianistyczną podporządkował budowaniu napięcia emocjonalnego każdego z Preludiów, przez co odbierało się je jak klejnociki pianistycznej sztuki.
Ledwie skończył się recital Geniušasa, a już w buskiej Alei Gwiazd kolejne wydarzenie, Roma Owsińska odsłoniła swoje festiwalowe słoneczko, którym uhonorowano jej wielokrotny udział w festiwalowych koncertach.
Festiwal zakończyła tradycyjna gala Wielka sława to żart przygotowana przez Bogusława Kaczyńskiego. Bohaterami koncertu byli Grażyna Brodzińska, Roma Owsińska, Dariusz Stachura, Zbigniew Macias i Monika Węgiel. Grała Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Świętokrzyskiej w Kielcach, dyrygował Jacek Rogala. Przez ponad trzy godziny lały się wartkim strumieniem największe operetkowe przeboje przeplatane piosenkami Edith Piaf. Publiczność entuzjastycznie reagowała na każdą arię, duet, czy piosenkę i długo nie chciała puścić wykonawców ze sceny.
Adam Czopek