Przegląd nowości

„Sonata” Matsa Eka

Opublikowano: wtorek, 25, czerwiec 2013 06:10

Prace choreograficzne Matsa Eka zawsze ujmowały swoją nowoczesnością ale i prostotą, surowym przekazem zarówno treści symbolicznych, jak i realistycznych opowieści. Po obejrzeniu dzieła dramatycznego w wykonaniu aktorów teatralnych, a nie zawodowych tancerzy, można na sztukę szwedzkiego artysty spojrzeć z jeszcze większym podziwem. W Szwecji jego inscenizację Sonaty widm Augusta Strindberga uznano za sensację ubiegłorocznego sezonu teatralnego, a dziś spektakl ten został przywieziony do Polski, aby reprezentował Skandynawię podczas Spotkania Teatrów Narodowych na scenie Teatru Narodowego w Warszawie.

Sonata 1

Mats Ek wydobył z dzieła wielkiego pisarza szwedzkiego podstawowe wartości i idee zawarte w tekście pisanym, zachował także jego styl, w którym dominuje brutalna szczerość w odsłanianiu tajników natury ludzkiej i własnych intymnych doznań, ale dodatkowo wzbogacił humanistyczne przesłanie prekursora ekspresjonizmu o własny język ruchu. Ktoś mądry powiedział, że tam gdzie już nie da się nic więcej powiedzieć trzeba śpiewać. Mats Ek rozszerza ową maksymę o taniec. Jego bohaterowie dopowiadają ruchem, to co ich gnębi, o czym marzą, wykonując ewolucje taneczne przenoszą się do czasów młodości, kiedy ich ciała były bardziej sprawne. Sonata widm traktuje o starości, o władzy, o maskach, które przybiera człowiek, wreszcie o śmierci. Na scenie pojawiają się głównie ludzie bardzo starzy, a także ci, którzy już zmarli. To rzeczywiście spotkanie duchów, widm, które wchodzą ze sobą w rozmaite związki, a reżyser wprowadza ruch taneczny jako kontrapunkt, psychiczny komentarz pogłębiający rysunek psychologiczny postaci.


Układy taneczne Matsa Eka są wyraziste, pełne fantazji i prostoty, a nawet subtelnego poczucia humoru. Nie wymagają żadnego dodatkowego komentarza, są całkowicie jasne i zrozumiałe. Można tylko podziwiać niesamowitą sprawność aktorów, którzy podejmują się ról wymagających dodatkowego kształcenia i wielkiego wysiłku fizycznego, a przecież mają do wypowiedzenia i zagrania bardzo odpowiedzialne i niekiedy skomplikowane psychologicznie role.

Sonata 3

Nie mówiąc o tym, że kilku mężczyzn gra role kobiece i odwrotnie. Główna postać dramatu - Stary, dyrektor Hummel jest kreowany przez słynną aktorkę szwedzko-fińską Stinę Ekblad, która debiutowała w 1982 roku w filmie Ingmara Bergmana Fanny i Aleksander. Te zabiegi obsadowe nie są jednak wcale chwytem komercyjnym, i popisem charakteryzacji, jak w filmie Tootsie z rolą Dustina Hoffmana. W dramacie Strindberga owa metamorfoza płci podkreśla nieuchronne zmiany, jakie dokonują się w ludzkich ciałach, kiedy kobiety zaczynają mówić basem i rosną im wąsy, a mężczyźni dziecinnieją.


Nie byłoby jednak Strindberga bez muzyki, trudno też tańczyć w zupełnej ciszy. Historia mówi, że autor dramatu zainspirował się pisząc Sonatę widm jedną z późniejszych Sonat fortepianowych Ludwika van Beethovena, a tytuł spektaklu też nie jest przypadkowy.

Sonata 2

Strindberg nadał mu konstrukcję trzyczęściowej formy sonatowej. Mats Ek ozdobił przedstawienie piękną, nastrojową muzyką. Dominuje Beethoven, słyszymy m.in. I część Sonaty księżycowej a także słynną Bagatelę Dla Elizy, pojawia się także Chopin z jednym z późnych Nokturnów i Marszem żałobnym z II Sonaty fortepianowej op. 35. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego – taką muzykę grano w czasach Strindberga i dobrze oddaje ona mroczne nastroje dramatu, gdyby nie fakt, że te wszystkie utwory też wykonują ci sami aktorzy Królewskiego Teatru Dramatycznego ze Sztokholmu. Wspomniana już Stina Ekblad gra bardzo sprawnie na klarnecie, kreująca rolę Kierowniczki Thérèse Brunnander świetnie radzi sobie na fortepianie, ale zamienia ją przy tym instrumencie także Staffan Göthe grający Papugę, żonę Pułkownika. Sam Pułkownik – w tej roli Gunnel Fred – wykonuje muzykalnie partię wiolonczeli w specjalnych opracowaniach utworów Beethovena i Chopina, służący Starego dyrektora: Johan Holmberg – towarzyszy im na kontrabasie, grająca rolę Kucharki: Hulda Lind Jóhannsdóttir obsługuje akordeon, zaś Zmarły Konsul czyli Yvan Auzely posługuje się – dyskretnie, jak na ducha przystało – saksofonem.

Spektakl w reżyserii i choreografii Matsa Eka choć nie jest operą, bo nikt tutaj nie śpiewa, i nie jest przedstawieniem baletowym, choć taniec odgrywa w nim dużą rolę, zaliczyć można do zjawisk teatru totalnego, w którym poszczególne sfery sztuki wzajemnie się przenikają i uzupełniają. Dobry aktor powinien przecież umieć zrobić wszystko. Warto wyrazić wdzięczność organizatorom Spotkań Teatrów Narodowych, że sprowadzili do Polski ten zjawiskowy spektakl.

                                                               Joanna Tumiłowicz