Po raz kolejny melomanów (nie tylko wrocławskich) zaskoczyła dyrektor Opery Wrocławskiej Ewa Michnik wybierając jako kolejne miejsce widowiska plenerowego Zamek Topacz położony w miejscowości Ślęza, 2 km od na Bielan Wrocławskich. Spektakl Skrzypek na dachu, prezentowany wcześniej w Hali Stulecia i na dachu Galerii Dominikańskiej we Wrocławiu, znakomicie wkomponował się w naturalną scenerię Topacza.

Spektakle cieszyły się, tak jak wszystkie poprzednie tytuły operowe prezentowane poza siedzibą teatru (w Hali Stulecia, na Pergoli, Stadionie Olimpijskim, Wyspie Piasek, Wzgórzu Partyzantów, czy na wartkim nurcie Odry) wielkim zainteresowaniem publiczności, pomimo deszczu i zimna. Trzytysięczna widownia była szczelnie zapełniona w trzy majowe wieczory, a długie owacje świadczyły o życzliwym przyjęciu całego przedsięwzięcia przez widzów.
Trudno w tych warunkach wyróżniać poszczególnych wykonawców, ale duże słowa uznania należą się zespołowi baletu, który musiał się zmierzyć z mokrą i śliską sceną. Wymagało to znakomitej koncentracji, ale myślę, że dzięki temu tańce wypadły tak dobrze, jak rzadko się to zdarza w sprzyjajacych warunkach. Nie do pozazdroszenia była również sytuacja orkiestry operowej grającej w przenikliwym zimnie.
Miejmy nadzieję, że przy kolejnych realizacjach planowanych na Zamku Topacz, pogoda będzie bardziej sprzyjająca, ku radości artystów i melomanów.
Juliusz Multarzyński