Koncert Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus 23 maja w Studio Radiowym przy Woronicza zapraszał słuchaczy ciekawym programem. Rzadko na koncertach symfonicznych słyszymy muzykę operową Ryszarda Wagnera, a tutaj w programie znalazło się Intermezzo Podróż Zygfryda po Renie z I aktu dramatu muzycznego Zmierzch Bogów. Kolejną pozycją było 5 pieśni do słów Matyldy Wesendonck na mezzosopran z towarzyszeniem orkiestry. Wreszcie orkiestra wykonała ogromne, ponadgodzinne dzieło Antona Brucknera, jego IV Symfonię Romantyczną. Wszystkie te punkty programu omówił w kilku słowach przed koncertem red. Andrzej Sułek znany z II Programu Polskiego Radia.

Gabriel Chmura zaczął Intermezzo Wagnera od zupełnego piano i od razu usłyszeliśmy niezbyt fortunnie nieczysto intonujące puzony, a zaraz potem waltornie, które zwykle w polskich zespołach orkiestrowych mają kłopoty z wejściem na pierwszy dźwięk. W grupie 5 waltornistów orkiestry Sinfonia Iuventus był tylko jeden muzyk, który perfekcyjnie panował nad instrumentem. Generalnie wstęp orkiestrowy Wagnera był jednak dobrym punktem programu. Maestro Chmura umiejętnie wzmagał napięcie, doprowadzał muzykę do symfonicznej ekstazy w tutti, a instrumenty dęte prezentowały po kolei motywy przewodnie całego cyklu Pierścień Nibelunga. W kolejnym utworze usłyszeliśmy solistkę Małgorzatę Pańko, która dysponuje ładnym, miłym w słuchaniu głosem, choć w zetknięciu z partyturą Wagnera trochę jeszcze zbyt szkolnym i delikatnym. Cykl pięciu pieśni był dla kompozytora wprawką przy tworzeniu opery Tristan i Izolda, bo tu pojawiają się melodyczne echa tego wielkiego i ostatniego dzieła.
Małgorzata Pańko nie była jednak w stanie nawiązać muzycznie do jego romantycznej idei, brakowało jej płynności i w jakimś sensie oddechu. Kilka wysokich tonów wzięła zbyt ostro, ale nie powalająco. Trzeba jednak podkreślić, że pomimo niekiedy gęstej orkiestracji „akompaniamentu” do pieśni, które częściej wykonuje się w towarzyszeniem fortepianu, Gabriel Chmira ani razu nie sprawił, by głos solistki stał się niesłyszalny. Ten punkt programu, choć pozostawiał pewne uczucie niedosytu, także był atrakcyjny dla słuchaczy.

Po przerwie orkiestra pod kierownictwem dyrygującego z pamięci kapelmistrza zagrała Symfonię Brucknera. Dzieło to w koncpecji Gabriela Chmury było wyrazowo zróżnicowane, pełne dźwiękowych „niespodzianek”, ostrych wejść blachy i pauz generalnych, po których pojawiały się motywy przewodnie czterech kolejnych części utworu. Najlepszą grupą instrumentalną w kwintecie smyczkowym były altówki, najsłabszą - skrzypce grające zbyt ostrym, nieprzyjemnym dźwiękiem. Inna uwaga, to brak precyzji. Trzeba trochę więcej ćwiczyć. Ale najgorsze, że orkiestra złożona z młodych muzyków nie gra z pasją właściwą ludziom pozbawiomnym rutyny i maniery. Czasami lepiej wypadają na takich koncertach orkiestry studenckie lub szkolne, gdzie mimo niedostatków technicznych daje się wyczuć ogromne nagromadzenie energii i zapału, potrzebę muzykowania. W Sinfonii Iuventus jest profesjonalny dystans, cecha negatywna zespołów „dorosłych”, które grają, bo muszą, bo mają etaty i wyznaczone godziny. A miłość do muzyki pozostawiają ... amatorom.
Joanna Tumiłowicz