Przegląd nowości

Siła Toski

Opublikowano: środa, 22, maj 2013 07:05

Premiera Toski Pucciniego na dużej scenie Teatru Wielkiego w Łodzi miała co najmniej podwójne znaczenie. Należało przełożyć czyli powiększyć inscenizację tej opery z kameralnego przedstawienia w Teatrze im. Jaracza w Łodzi, do rozmiarów obiektu przy pl. Dąbrowskiego. To co publiczność mogła obejrzeć jesienią w wersji „mini” teraz rozwinęło skrzydła, choć ogólny pomysł, że rzecz się dzieje praktycznie w tych samych murach z łukowymi sklepieniami, pozostała.

Toska,Lodz 6

Drugie znaczenie premiery to celebracja jubileuszu 40-lecia działalności artystycznej super-dyrygenta Tadeusza Kozłowskiego, o którym słusznie napisano w programie, że „jest najwybitniejszym polskim dyrygentem operowym i jednym z najznakomitszych dyrygentów w Europie”. Wybór opery Tosca na spektakle jubileuszowe nie był z pewnością przypadkiem. To tutaj kapelmistrz mógł w pełni rozwinąć skrzydła, pokazać jędrne, nasycone gęstymi akordami brzmienie orkiestry symfonicznej, a do tego tak poprowadzić zespół, aby w żadnym momencie nie zagłuszać śpiewaków, dawać pełny komfort ich głosom, co tylko nielicznym się udaje. Zresztą i sam wybór tematyki opery, w której główną bohaterką jest stuprocentowa kobieta także musiał się podobać maestro Kozłowskiemu. W krótkim wywiadzie zamieszczonym przy tej okazji wyznaje iż jego związki uczuciowe z kobietami cechowała różnorodność. „Tak ułożyło mi się życie. Co wcale nie znaczy, że każdy dyrygent, by być dobrym, musi mieć tyle żon, ile instrumentów liczy orkiestra” – dodaje.


Floria Tosca, którą oglądałam na drugiej premierze 19 maja była fenomenalna pod każdym względem. Sztuka Ewy Vesin już nie raz spotykała się z wyrazami największego podziwu, bo artystka wcielała się z ogromnym powodzeniem w role tytułowe w Carmen Bizeta, Halce Moniuszki czy nawet Walkirii Wagnera. Jednak to co pokazała w operze Pucciniego na długo pozostanie w mojej pamięci. Świadoma swego kobiecego powabu wtargnęła na scenę w atrakcyjnej sukni odsłaniającej ramiona i każdym mięśniem, każdym gestem i mimiką potwierdziła fakt, że jest wielką gwiazdą i gra wielką artystkę. Przedstawiła pełną gamę kobiecych sztuczek prezentując zmieniające się nastroje od zazdrości, gniewu, po miłość i pełne oddanie.

Toska,Lodz 5

Grała całym ciałem i śpiewała całym ciałem, głosem silnym, skupionym, o aksamitnym brzmieniu, miejscami dramatycznym. Jej duet z Cavaradossim w pierwszym akcie opery to prawdziwa perełka, arcydzieło kunsztu wokalnego i aktorskiego, w czym także sporo zasługi miał dyrygent Tadeusz Kozłowski. Również tenor Tomasz Kuk w znakomitej formie wokalnej starał się dotrzymywać kroku swej uroczej partnerce, jako jej kochanek, który jednak coś przed kobietą...ukrywa. W pierwszym akcie, najbardziej melodyjnym i muzycznie rozbudowanym doskonale zaprezentowali się bas Robert Ulatowski jako Angelotti i charakterystyczny zakrystianin Grzegorz Szostak. Śpiewak ten również bardzo sprawnie partnerował muzycznie Tomaszowi Kukowi w jego popisowej arii Recondita armonia.


Akt drugi należał już do barona Scarpii i jego upiornych pomocników. Z pewnym zaskoczeniem w tej typowo barytonowej roli zobaczyłam basa Aleksandra Teligę. Jednak jego doświadczenie operowe, warunki zewnętrzne i zdolności aktorskie szybko przekonały mnie, że to dobry wybór. Głos Teligi był jak zwykle mocno osadzony, łatwo konkurujący z orkiestrą, charakterystyczny w momentach wzburzenia, brutalny ale i miejscami nawiązujący do erotycznych zamiarów, jakie ta postać żywiła wobec Toski.

Toska,Lodz 7

Może nieco dyskusyjne na scenie, i w obecności wielu świadków spośród pomocników Scarpii, wydawały mi się niedźwiedzie zaloty tego aroganckiego bohatera wobec uwielbianej kobiety. Te jednoznaczne łapania za pośladki i piersi, rozpinanie spodni były chyba zbyt naturalistyczne, ale w końcu Tosca też nie przebierała w środkach skoro owe „koperczaki” skwitowała pchnięciem sztyletem. Można oczywiście wynajdywać inne drobne usterki w realizacji pozostałych ról operowych, ale nie trzeba mieć chyba pretensji do Mateusza Grzegorczyka, który w roli pastuszka śpiewał głosem słabo podpartym. Kostiumy Marii Balcerek i dekoracje Waldemara Zawodzińskiego dobrze współgrały ze sobą, bo rzecz się dzieje współcześnie, choć w starych wnętrzach. Udany pomysł przeprowadzenia intrygi zawdzięczamy tandemowi Janinie Niesobskiej i Waldemarowi Zawodzińskiemu. Nie mam wątpliwości, że opera Pucciniego jako całość była sukcesem Teatru Wielkiego w Łodzi.

                                                                            Joanna Tumiłowicz