Niedzielne przesłuchania przedpołudniowe
Jako pierwsza w niedzielę rano zaprezentowała swoją sztukę wokalną sopranistka Ewa Tracz studiująca w Akademii Muzycznej w Katowicach. Po niej śpiewała Valeriia Tulis z Ukrainy, która dobrze kształtowała frazy, bardzo muzykalnie śpiewająca pieśni Moniuszki i Griega. Jej mankamentem było atakowanie każdego dźwięku od dołu, co na dłuższą metę jest denerwujące. Z kolei polska sopranistka Anna Wolfinger miała dobrze dobrany repertuar do swojego delikatnego głosu, pokazywała bowiem ładnie liryczne fermaty w górnych rejestrach, czego nie popsuła wyraźnie dokuczająca trema. Głos czysty choć trochę chwiejny, lekko drżący. W ostatniej pieśni Ryszarda Straussa chyba już uspokoiła się i interesująco kształtowała ekspresjonistyczną formę muzyczną.

Nie udał się występ polskiemu tenorowi Mateuszowi Zajdlowi, bo był zapewne zbyt stremowany, a wybrał na początek pieśń Adelaide Beethovena, a przecież wiadomo, że ten kompozytor pisał raczej niewokalnie. Po kilku taktach zaśpiewanych zbyt otwartym głosem przerwał i zszedł z estrady. Dlatego też kolejny kandydat wyszedł na estradę lekko spłoszony. Oleksii Zhmudenko (bas-baryton z Ukrainy będący już solistą opery w Kijowie) dysponuje szlachetnym materiałem głosowym.
Górne rejestry czasami atakowane zbyt jaskrawo, jakby wypadały spod wokalnej kontroli. Ale i tak występ trzeba uznać za bardzo udany. Z Ukrainy pochodzi także sopran Iryna Zhytynska znana jako solistka z wielu polskich scen operowych. W swoich interpretacjach wykazywała ogromną ekspresję. Śpiewała pewnie i muzykalnie, ale głos miała raczej nieprzyjemny w tembrze i zbyt rozwibrowany. Tenor Dmytro Koleushko, także z Ukrainy niestety śpiewał z dużą ilością powietrza, co sprawiło, że górne nuty nie miały blasku. Starał się śpiewać ze swobodą. Piosnkę Moniuszki Zosia wykonał z nienaganną polską wymową.
Poprawność niemal idealną pokazała Agnieszka Adamczak z Polski. Jej sopran jest wyrównany we wszystkich rejestrach, ale skala dynamiczna głosu jest mało zróżnicowana Śpiewa czysto, ale dykcja, nawet w pieśni Moniuszki była tylko dostateczna. Z kolei sopran z Ukrainy Iuliia Alieksieieva potrafiła śpiewać lirycznie, słodko i subtelnie, ale także pokazać mocne forte, choć w głosie słychać nieco powietrza i maleńki przydźwięk. Prząśniczkę Moniuszki zaśpiewała z wdziękiem i humorem. Bułgarski baryton Alec Avedissian w pieśni Do Niemna Moniuszki wykazał się znakomitą polszczyzną, jednak w pieśni Schumanna Dwóch grenadierów bardzo rwał frazę. Głos raczej sztywny - drewniany.
Jako ciekawostkę trzeba potraktować występ reprezentanta głosowej „mniejszości” Piotra Barańskiego, kontratenora, który swym falsetem zaprezentował przeznaczoną raczej dla basa pieśń Moniuszki Stary kapral, co wbrew treści utworu zabrzmiało komicznie. Przy wszystkich zastrzeżeniach co do doboru repertuaru trzeba odnotować lekkie wahania intonacyjne, przydźwięk, tubowanie i ogólnie brak naturalności.
Swoistą rewelacją wokalną był bas Krzysztofa Bączyka, studenta Akademii Muzycznej z Poznania. Piękny materiał głosowy, dobrze prowadzony i skupiony bas, z jędrnie brzmiącymi niskimi tonami i dosyć poprawnie atakowanymi górami, niestety z pewnymi niedociągnięciami. Jeśli ten śpiewak nie zrezygnuje z kariery, to niedługo może się okazać rewelacją na miarę Bernarda Ładysza. Niestety rozczarowała śpiewaczka z Izraela Gan-ya Ben-gur Akselrod śpiewająca sopranem rozwibrowanym i niemal histerycznym – obdarzona głosem lekkim wybrała arię z Idomenea Mozarta zbyt ciężką na swój gatunek głosu. Ładnie natomiast muzykowała w śpiewanej po francusku pieśni Moniuszki Zosia.
Na tym występie zakończyłam przedpołudniowe słuchanie, choć w tej sesji przewidziano jeszcze kilka minirecitali. Dobrze, że każdy chętny może śledzić zmagania konkursowe w Internecie wchodząc na stronę www.teatrwielki.pl
Joanna Tumiłowicz