Przegląd nowości

„L’Aiglon” Honeggera/Iberta w Opéra de Lausanne

Opublikowano: sobota, 11, maj 2013 22:09

Po pięciu latach prac renowacyjnych, prowadzonych z godnym podziwu rytmem i nieugiętym trzymaniem się pierwotnie wyznaczonego budżetu - co przecież zdarza się niezmiernie rzadko - Opera w Lozannie podwoiła powierzchnię sceniczną i znacznie rozbudowała swoje zaplecze, co oznacza rozszerzenie możliwości repertuarowych i tym samym zmianę całej polityki artystycznej. Nad tą delikatną i skomplikowaną operacją nieustannie czuwał dyrektor rzeczonej placówki - Eric Vigié, postać w środowisku operowym ceniona i szanowana, zajmujący się również z dużym powodzeniem reżyserią operową. Uroczyste otwarcie odnowionego teatru nową inscenizacją Elisir d’amore Donizettiego miało miejsce w październiku ubiegłego roku, teraz zaś uwagę krytyki i publiczności przyciągnęło przedstawienie niezwykle rzadko wystawianej opery Arthura Honeggera i Jacques’a Iberta: L’Aiglon (Orlątko). Chodzi tutaj o inscenizację Patrice’a Cauriera i Moshe Leisera, pokazaną już w 2004 roku w Operze w Marsylii, którą teraz na położoną nad Lemanem scenę zaadoptowała reżyserka Renée Auphan.

Aiglon,Lozanna 7

Pięcioaktowy dramat muzyczny Orlątko powstał w oparciu o szalenie na początku dwudziestego wieku popularną sztukę Edmonda Rostanda, wykreowaną w 1930 roku w Paryżu, w której przez wiele lat w roli tytułowej święciła triumfy słynna aktorka Sarah-Bernardt; to dzięki niej owa sztuka utrzymywała się na afiszu przez długi okres czasu przekraczając liczbę tysiąca przedstawień. W okresie międzywojennym, kiedy Francja - podobnie jak cała Europa - starała się chociaż trochę zapomnieć o traumie walk w okopach - pełniący funkcję dyrektora Opery w Monte Carlo Raoul Gounsbourg wpadł na początkowo wydający się nieco ryzykownym pomysł przerobienia sztuki Rostanda na operę.


Odpowiedzialne zadanie napisania libretta powierzył swemu przyjacielowi i ulubionemu dramaturgowi Jules’a Messeneta - Henri Cainowi, który potrafił „skondensować” treść pierwowzoru zachowując jednocześnie najważniejsze wątki jego dramaturgicznej struktury.

Aiglon,Lozanna 1

Mamy tutaj do czynienia z historią tragicznych losów jedynego legalnego syna Napoleona I i Marii Ludwiki, arcyksiężniczki austriackiej z rodu Habsburgów, który już w momencie narodzin (marzec 1811 roku w Paryżu) został proklamowany królem Rzymu, a nazywano go powszechnie Orlątkiem. Jako Napoleon II „rządził” oficjalnie zaledwie przez kilka dni, po wybuchu we Francji rewolucji 1830 roku, gdyż pomimo tego, że jego ojciec abdykował na rzecz młodziutkiego syna, senat francuski detronizował Bonapartych i wezwał do powrotu wygnanego uprzednio Burbona Ludwika XVIII. W 1814 roku Maria Ludwika przeniosła się z synem do Wiednia, gdzie ten niewygodny następca tronu zyskał tytuł księcia Reichstadtu i gdzie zamknięty w pałacu Schönbrunn pobierał gruntowne nauki, między innymi pod okiem napoleońskiego adiutanta i marszałka - Marmonta, naocznego świadka wszystkich zdarzeń.

Aiglon,Lozanna 2

Egzaltowany i snujący marzenia o powrocie do władzy Franz (to kolejne imię syna Napoleona I) podtrzymuje tam legendę swego ojca, ale szybko staje się obiektem nienawiści ze strony kanclerza Metternicha, austriackiego polityka i dyplomaty, który robi wszystko, żeby zaprzepaścić wszelkie ambicje i plany Orlątka. Wyniszczany gruźlicą i straconymi złudzeniami Franz umiera w lipcu 1832 roku w pałacu Schönbrunn. Na marginesie warto jeszcze wspomnieć, że w roku 1940 na rozkaz Hitlera przeniesiono zwłoki Napoleona II do Kościoła Inwalidów w Paryżu, jako dar Wielkiej Rzeszy Niemieckiej dla narodu francuskiego.


O napisanie muzyki do tego libretta Gounsbourg zabiegał jednocześnie u Arthura Honeggera i Jacques’a Iberta, przekonany, że zarówno pierwszy, jak i drugi kompozytor świetnie sobie poradzą z przełożeniem opisanej historii na język muzyczny. Ostatecznie nie musiał jednak dokonywać żadnego wyboru, albowiem obaj kompozytorzy postanowili, że skomponują tę muzykę razem, jak to sami określili - „na cztery ręce”.

Aiglon,Lozanna 3

Całą pracę podzielili w ten sposób, iż Ibert napisał bardziej liryczne akty: pierwszy i ostatni, zaś Honegger akty środkowe: II, III i IV, o bardziej dramatycznym i dynamicznym charakterze. Kreacja Orlątka miała miejsce w marcu w 1937 roku w Operze Monte Carlo pod dyrekcją François Ruhlmanna i od razu zakończyła się dużym sukcesem. Natomiast szwajcarska premiera opery nastąpiła dopiero w roku 1953, w genewskim Grand-Casino, i do tej pory już nigdy ona na żadną z tutejszych scen nie powróciła.

Aiglon,Lozanna 4

Dzisiaj możemy już bardziej obiektywnie przyznać, że o ile tekst Caina nieco się zestarzał, rażąc w niektórych momentach wręcz napuszonym stylem, o tyle muzyka tego trwającego półtorej godziny dzieła porusza szlachetnym liryzmem i porywa heroiczno-epickim powiewem, zaskakuje subtelnym kontrapunktem i bogatą orkiestracją, a także budowanymi z wyraźnie teatralnym temperamentem kontrastami. Te wszystkie walory partytury Honeggera/Iberta doskonale słychać w zniuansowanej i wyrafinowanej, eksponującej poetyckie akcenty, a zarazem zdradzającej mistrzowstwo w prowadzeniu dramaturgicznej narracji interpretacji niezrównanego znawcy i entuzjasty muzyki francuskiej Jean-Yves’a Ossonce’a, stojącego na czele Orchestre de Chambre de Lausanne (wśród muzyków tego prestiżowego zespołu zasiada także polski skrzypek Piotr Kajdasz).


Pokazywana w Lozannie realizacja zachwyca pieczołowicie przygotowaną i przykuwającą uwagę niebywałą skutecznością, elegancją i plastycznym pięknem warstwą wizualną. Składają się na nią kojarząca się z obrazami znanych malarzy (np. Watteau) scenografia Christiana Fenouillata, przywołująca duszną i trudną do wytrzymania atmosferę stanowiącego dla tytułowego bohatera swoiste więzienie pałacu Schönbrunn, pełne przepychu i nawiązujące do czasów akcji stroje Agostino Cavalca, a także bezbłędnie prowadzona przez Christophe’a Foreya, pełna pastelowych odcieni reżyseria świateł.

Aiglon,Lozanna 8

Z wyjątkowymi walorami na planie estetycznym idealnie harmonizuje ustawiona ze znawstwem przez Renée Auphan gra aktorska: płynna, sugestywna, naturalna, pozbawiona jakichkolwiek przerysowań czy operowo-sztucznych gestów i póz - jednym słowem wzruszająca i w pełni adekwatna do przekazywanych treści, sytuacji i klimatów. Pełną satysfakcję sprawia również dobrana w dużej mierze z młodych - „wyłowionych” przez Erica Vigié jeszcze podczas ich studiów w konserwatoriach - wokalistów, wśród których niewątpliwym odkryciem dla wielu odbiorców jest kreująca mezzo-sopranową i pod każdym względem szczególnie trudną rolę Orlątka Carine Séchaye. Fantastycznie prowadzony i niezwykle ekspresyjny głos szwajcarskiej wokalistki w połączeniu z jej żarliwą, pełną entuzjazmu i wrażliwą grą sceniczną doskonale oddają wewnętrzne cierpienia i niemalże mistyczne uniesienia zmierzającego ku przedwczesnej śmierci księcia. W jej wydaniu finałowa scena opery wzbudza na widowni doprawdy głębokie wzrusznie.


Wzorcowa dykcja i emisja, inteligencja aktorska czy nieprzeciętna muzykalność składają się tutaj na kreację, która w krótkiej przecież jeszcze karierze Carine Séchaye na pewno zapisze się złotymi czcionkami. Podczas omawianego przedstawienia wywołała ona wśród słuchaczy prawdziwy wybuch nieukrywanego entuzjazmu.

Aiglon,Lozanna 5

 

Nie ma zresztą w występującej obok niej obsadzie wykonawczej jakiegoś słabszego punktu. Wykształcony w Stanach Zjednoczonych baryton Franco Pomponi przekonująco odgrywa przewrotnego i perfidnie działającego przeciwko Orlątku księcia Metternicha (jego poruszający monolog z drugiego aktu wywołuje ciarki na plecach), imponujący kapitalnym wyczuciem stylu baryton Marc Barrard z powodzeniem ucieleśnia Séraphina Flambeau, a również śpiewający barytonem Benoît Capt występuje jako marszałek Marmont.

Aiglon,Lozanna 6

Ponadto czułą i zarazem bezsilną matką,czyli Marią Ludwiką, jest Marie Karall, Teresą de Lorget - Carole Meyer, Fryderykiem de Gentz - André Gass, kawalerem Prokesch-Osten - Sacha Michon, francuskim attaché wojskowym - Christophe Berry, hrabiną Cameratą - Céline Soudain, zaś Fanny Elssler - Antoinette Dennefeld. Każdy z tych artystów na swój sposób przyczynił się do sukcesu całego przedsięwzięcia. Teraz pozostaje już tylko oczekiwać na kolejne inicjatywy i projekty Erica Vigié, którego artystyczna i organizacyjna działalność czyni z Opery w Lozannie coraz ciekawiej się prezentującą placówkę sztuki lirycznej.

                                                                           Leszek Bernat