Przegląd nowości

„Orfeusz i Eurydyka”. Opera i balet

Opublikowano: czwartek, 09, maj 2013 18:38

Kim właściwie jest ów mityczny Orfeusz, czego symbolem, ucieleśnieniem ta postać, której historia intrygowała wybitnych poetów i muzyków? Opisali ją m.in. Wergiliusz i Owidiusz, a muzycznie uświetnili m.in. Peri, Caccini, Monteverdi, Berlioz, Debussy, Delibes i wielki Gluck. Czy jest symbolem tylko artysty – poety, kompozytora, śpiewaka, wirtuoza? Twórcy tyleż genialnego, co samotnego, żyjącego w świecie sztuki i mistycznej miłości. A może Orfeusz, wyznawca kultu Apollina „uważał ciało za ochronę i zbawienny przybytek duszy” i jako symbol, a nawet twórca mistycznego nurtu religijnego (orfizmu) bywa uważany za „wędrownika dusz”? Wydaje się, iż główny realizator spektaklu baletu – opery, wybitny tancerz włoski, także reżyser i choreograf, Giorgio Madia, połączył w swej koncepcji interpretacyjnej odpowiedź na wszystkie te wcześniej zadane pytania. „W moim spektaklu ważny jest również taniec” – stwierdził. A więc jego Orfeusz jest mistykiem czarującym i uwodzącym śpiewem. Madia podjął się zadania bardzo trudnego dla reżysera i wykonawców (śpiewaków i tancerzy). Zadania wymagającego od wykonawców nie tylko wytrzymałości fizycznej (np. Orfeusz nie schodzi ze sceny ponad godzinę!) ale i wyjątkowo precyzyjnej synchronizacji ruchu scenicznego, tańca, śpiewu solowego i chóralnego (chór umieszczony został w orkiestronie, a troje solistów śpiewaków ma swoje, stale im towarzyszące, alter ego w osobie tancerza).

Orfeusz i Eurydyka 1

Obecna inscenizacja opery Christopha Willibalda Glucka „Orfeusz i Eurydyka” jest piątą w historii krakowskiej Opery. Reżyser wybrał wersję francuską (z roku 1774, śpiewaną po francusku, ale partię Orfeusza powierzył mezzosopranowi). Pierwsza prezentacja tej opery w Krakowie miała miejsce w 1970 roku (R. Mackiewicz i K. Sznerr), druga w 1984 (E. Michnik i Wł. Nurkowski). Trzecią wersję opracowali w 2004 roku niemieccy twórcy, była ona przygotowywana na wyjazd, do którego nie doszło. W efekcie opera w ich wersji została zdjęta z afisza jako „zupełnie nie satysfakcjonująca” (słowa ówczesnego dyrektora Opery Krakowskiej). Wersję tę opracował więc na nowo tandem P. Sułkowski i Wł. Nurkowski (2005 rok). Warto również przypomnieć, iż omawiana premiera nie jest pierwszą koncepcją dublowania (śpiewak i jego taneczne alter ego) głównych ról w tej operze (tak zrealizowano pierwszą premierę w 1970 roku).


Piąta propozycja sceniczna opery została bardzo starannie przygotowana muzycznie przez Marka Toporowskiego oraz Zygmunta Magierę (kierownictwo chóru), a także reżysersko przez wspomnianego już Giorgio Madia (również inscenizatora i choreografa). Kostiumy zaprojektował wybitny austriacki grafik, scenograf i kostiumograf, Bruno Schwengl. Wszystkim tym realizatorom udało się stworzyć wyjątkowo precyzyjnie zharmonizowaną całość i przekonać do niej wykonawców. Taniec utrzymany jest w technice neoklasycznej i tańca współczesnego z elementami klasyki. Reżyser powiedział: „Uważam, że moja interpretacja nie będzie wbrew kompozytorowi. Mój język ruchu, choć przefiltrowany przez barokową muzykę, jest jednak współczesny”.

Orfeusz i Eurydyka 2

„Wokalna statyczność” opery Glucka, pogłębiona równoległą ze śpiewem wersją baletową, prowokuje śpiewaków do raczej głosowej tylko interpretacji. Kształtują więc przeżycia swoich bohaterów głosem, jego brzmieniem, barwą, troszcząc się o poprawność techniczną. Partię Orfeusza w oglądanym przedstawieniu (drugie z kolei, 28.04.2013r.) kreowała Agnieszka Cząstka (w podziemnej wędrówce towarzyszył jej tancerz Dzmitry Prokharau). Artystka śpiewała pięknie głosem operowała nienagannie, ukazując jego emocjonalną urodę. Eurydyką była Katarzyna Oleś-Blacha (tańczyła Gabriela Kubacka). Śpiewała lekko, swobodnie, ujawniając jak zwykle zresztą wielkie możliwości i walory swego liryczno – koloraturowego głosu, władając nim bezbłędnie. Karolina Wieczorek jako Amor (tancerka: Mizuki Kurosawa) śpiewała z lekkością i zalotnością właściwą bożkowi miłości.

Marek Toporowski specjalizujący się w wykonawstwie muzyki baroku i klasycyzmu, okazał się muzykiem subtelnym, interpretując „francuskiego” Glucka „barwnie, czysto i gładko”, ale też i emocjonalnie. Co szczególnie odczuło się w finale, będącym hymnem miłości, wiernym zasadzie „lieto fine” („szczęśliwego zakończenia”).

                                                                               Jacek Chodorowski