Aleksandra Kurzak od kilku lat pozostaje stale w orbicie zainteresowań najbardziej prestiżowych scen operowych na świecie. Dyrektorzy oper Wiednia, Mediolanu, Parmy, Nowego Jorku, Londynu, Zurichu czy Monachium ze znacznym wyprzedzeniem proponują jej występy w swoich teatrach. Utarła się już opinia, że można i należy, jej powierzać partie, w których dominuje technika koloraturowa. Dlatego jej domeną od lat są wirtuozowskie partie w dziełach Mozarta, Verdiego, Donizettiego, Rossiniego czy Offenbacha.

Niemal każdy jej występ na scenie staje się sensacją artystyczną i zyskuje entuzjastyczne recenzje. Kurzak debiutując, zaśpiewała taką koloraturą, z tak zadziwiającą precyzją, że siedziałem z otwartymi ustami – napisał po jej występie Tim Ashley w „The Guardian”. Najjaśniej błyszczała debiutantka, 27-letnia Polka Aleksandra Kurzak w roli Olimpii. Taką diabelską, wokalną pirotechniką mogły się kiedyś pochwalić Joan Sutherland czy Beverly Sills. (...) Kurzak sięgała wysokiego „c” jakby podrzucała piłeczkę pingpongową, celnie i radośnie. – napisała Verena Dobnik po debiutanckim występie w Nowym Jorku. I tak jest po każdym występie.
Nie inaczej jest w przypadku nagrań tej artystki będącej od trzech lat jedną z gwiazd firmy DECCA, która zawarła z nią kontrakt na wyłączność. Właśnie ukazał się jej najnowszy album Bel raggio, w którym niepodzielnie króluje muzyka Gioacchina Rossiniego, dająca możliwości zaprezentowania nie tylko urody głosu i jego fantastycznego brzmienia ale również koloraturowej techniki. Właśnie to jest najmocniejszą stroną nowego albumu. Kurzak z zadziwiającą łatwością pokonuje wszystkie techniczne pułapki wokalne prezentując przy tym świetną ekspresję, lekkość i finezję w naturalnym prowadzeniu frazy. Koloratura w jej przypadku nie jest pustym popisem technicznym, ale podporządkowana jest dramaturgii wykonywanej partii stając się środkiem wyrazu. Dowodzi tego wszystkiego już w pierwszej z prezentowanych arii Bell raggio Lusinghier z I aktu Semiramidy zaśpiewanej z ogromną lekkością. Wokalna wirtuozeria Gran Dio! Deh, tu proteggi arii Amenaidy z II aktu Tancreda wręcz wciska w fotel. W albumie obok znanych arii z Cyrulika sewilskiego (świetnie zaśpiewany duet z Arturem Rucińskim), czy arii Matyldy z II aktu Wilhelma Tella mamy perełki w postaci arii pochodzących z oper Rossiniego już zupełnie zapomnianych. Tak jest w przypadku arii królowej Aldimiry z Sigismondo (to jedyny polski temat w twórczości Rossiniego), arii królowej z opery Elżbieta, królowa Anglii, czy arii Palmiry z Oblężenia Koryntu. Tego ostatniego z wymienionych fragmentów słucha się z wyjątkową satysfakcją. Wszystkie one stawiają wykonawcy niezmiernie wysokie wymagania tak techniczne jak i bezbłędnego prowadzenia głosu.
Solistce towarzyszy Sinfonia Varsovia prowadzona batutą Pier Giorgio Morandi, który okazuje się świetnym akompaniatorem prowadzącym orkiestrę w sposób pozwalający na swobodne i naturalne prowadzenie głosu.
Oficjalna prezentacja albumu odbyła się 1 kwietnia. Szkoda tylko, że Decca nie zadbała w nim o dokładne oznaczenie która z postaci śpiewa prezentowaną arię, z którego ona pochodzi aktu. Jak na tak cenioną firmę spore niedopatrzenie.
Adam Czopek