Przegląd nowości

Kafka według Philipa Glassa

Opublikowano: sobota, 14, luty 2009 01:00

Od połowy lat 70. ubiegłego wieku, Philip Glass - amerykański kompozytor, jeden z czołowych przedstawicieli minimalizmu w muzyce, a ostatnio szczególnie popularny w związku z oryginalną ścieżką dźwiękową do filmu Stephena Daldry'ego Godziny (2002) - próbuje z różnym skutkiem zmierzyć się z tym jakże wymagającym interdyscyplinarnym gatunkiem jakim jest opera. Do tej pory napisał ich ponad 20. W 2000 roku skomponował operę In the Penal Colony (Kolonia karna) do libretta Rudolpha Wurlitzera napisanego na podstawie opowiadania Franza Kafki pod tym samym tytułem. To kameralny utwór napisany na orkiestrę smyczkową, która składa się jedynie z dwóch skrzypiec, altówki, wiolonczeli i kontrabasu. Wokalnie natomiast tekst rozpisany jest na monologi i dialogi dwóch osób: Oficera - baryton, i Gość - tenor, z jedną rolą mówioną - Żołnierz, oraz jedną rolą niemą - Skazany. Prapremiera Kolonii karnej odbyła się 31 sierpnia 2000 w Teatrze Współczesnym (A Contemporary Theatre, w skrócie ACT) w Seatle, a przygotował ją wyborowy zespół pod kierunkiem amerykańskiej awangardowej reżyserki JoAnne Akalaitis wraz z Johnem Conklinem - odpowiedzialnym za scenografię, i Jennifer Tipton - odpowiedzialną za światła.

Image 

Właśnie to dzieło Glassa zdecydowała się przedstawić Opera de Lyon w ramach Festiwalu "Héros Perdus" ("Zaginieni bohaterowie"). Spektakl wyreżyserował młody francuski aktor i reżyser Richard Brunel, scenografię zaprojektowała Anouk Dell'Aiera, a kostiumy Bruno de Lavenère. Natomiast kwintet Orkiestry Opery świetnie przygotował Philippe Forget. Akcja rozgrywa się w czarnej przestrzeni Studia Lumière 2, gdzie pośrodku ustawiono wertykalnie do publiczności długie podium, a po bokach umieszczono pogrupowane kilkanaście krzeseł, które maniakalnie rozstawiać będą żołnierze, narzucając muzyce Glassa dodatkowy mocny rytm.


 

Opera zaczyna się od wejścia wykonawców (zarówno muzyków, śpiewaków i aktorów) ubranych w tradycyjne anglo-saksońskie togi sędziowskie, którzy stają plecami do publiczności. Z głośników docierają nakładające się głosy w różnych językach: francuskim, hiszpańskim, niemieckim, włoskim, itd., a w tym samym czasie grają solo skrzypce. Jeden z sędziów obraca się powoli i wymownie spogląda na publiczność. Później wszyscy łącznie z muzykami ściągają togi i zamienią się w żołnierzy w polowych mundurach i beretach. Na podium wchodzi ubrany w biały lniany garnitur i niebieską koszulę Gość, którego partię wykonywał włoski tenor Stefano Ferrari, i śpiewa prolog w słuchawkach do tłumaczenia symultanicznego, później również i w ten sposób wykonuje inne monologi, komentujące jego pozycję i sytuację w kolonii. Jego monologi wraz z akompaniującymi im odgłosami przekładów stanowią rodzaj ramy kompozycyjnej inscenizacji. Z jednej strony próbują nadać mu wiarygodność i neutralność obserwatora i świadka, a równocześnie zaznaczyć zainteresowanie międzynarodowej opinii publicznej, stojącej na straży humanizmu, a którego ramieniem jest ONZ.

Obaj: Gość i Oficer, w którego wcielił się amerykański bas-baryton Stephen Owen, w tradycyjny sposób śpiewali swoje partie, ponieważ w warstwie wokalnej Glass nie skomponował niczego specjalnego ani wymagającego. Również ich gra była ograniczona do tradycyjnych gestów i emocji. Natomiast poprzez pozostałe niewokalne role, które grali aktorzy Gérald Robert-Tissot (Żołnierz), Nicolas Hénault (Żołnierz - dodatkowo wprowadzona przez reżysera postać) i Mathieu Morin (Skazany), Brunel starał się inscenizacyjnie wypełnić tę pozbawioną dramatycznej akcji operę. Ich ciągle zmieniające się relacje pokazują brutalność życia żołnierzy lub ilustrują słowa Oficera, na przykład, kiedy Robert-Tissot i Hénault przebrani za kobiety udają dziewczyny Komendanta. Ich drag performance był jednocześnie zabawny i niepokojący.


Maszyna do okrutnej egzekucji, którą specjalnie przyjechał obejrzeć Gość, nie jest jakimś okrutnym, potwornym narzędziem tortur, lecz podświetloną płytą pleksiglasu wmontowaną w podium. Ten minimalistyczny i pozbawiony emocjonalych konotacji element scenografii zostanie podczas akcji otoczony kilkoma parawanami: z jednej strony to ściana z pasów czarnej gumy, przez które wyciąga ręce lub w które uderza torturowany, a po bokach na poły przeźroczyste panele z abstarkcyjno-ekspresyjnymi obrazami ni to powiększeń skóry, ni to poddane dekompozycji powierzchnie niezidentyfikowanych ścian jak w malarstwie hiszpańskiego artysty Antonia Tapiesa. Jeśli jednak zrówno Brunelowi i Glassowi udało się przez większość opery pozostawić widza w dystansie do prezentowanych racji w obecności raczej ilustracyjnej muzyki, to punkt kulminacyjny opery rozwiązała w zdumiewający sposób Dell'Aiera, gdyż podczas śmierci Oficera, która ma udowodnić wyższość maszyny nad życiem ludzkim, podium kilkakrotnie obraca się wokół własnej osi coraz szybciej, a spod spodu rozlewa się brunatna krew, w której w amoku-ekstazie wywraca się kilkakrotnie Skazany.

Niemniej jednak prócz tych kilku interesujących pomysłów jakie miał Brunel i jego współpracownicy, zabrakło temu spektaklowi dramatycznośći. Najprawdopodobniej główny problem tkwi w muzyce Glassa, która jednak w niedostateczny sposób oddaje mroczny charakter opowiadania Kafki. Choć sam początek to zapowiadał, reszta muzyki pozostała muzycznie bezbarwna, niewymagająca, nie budowała żadnego napięcia ani dramatycznego ani wokalnego. Wszechobecna alegoria zła Kafki u Glassa zamienione zostało na piękne, alczkolwiek pozbawione Kafkowskiego terroru dźwięki.

                                                                                                          Ewa Kara