Przegląd nowości

Rozerotyzowany Algier

Opublikowano: niedziela, 08, luty 2009 01:00

W Algierze Nigela Lowery'ego prócz minaretów meczetów i współczesnych wieżowców króluje seks. Wiele się tutaj zmieniło od 1813 roku, momentu kiedy wystawiono drugą operę mistrza opery buffa - Gioachino Rossiniego, która przyniosła mu zasłużony sukces, a którą Lowery, scenograf i reżyser, wspólnie z choreografem Amirem Hosseinpourem, zainscenizował w berlińskiej Staatsoper Unter den Linden.

Image

Oczywiście lokalizacja Włoszki w Algierze miała się nijak do rzeczywistego Algieru z początku XIX wieku, ale z pewnością tak go sobie Rossini nie mógł wyobrazić, choć erotyzm jest wpisany w każde egzotyczne miejsce akcji. W berlińskim Algierze prawie każdy plastycznie, aczkolwiek umownie potraktowany "neon" dotyczny przemysłu erotycznego. Teraz każdy zakątek jest tutaj poświęcony zaspokajaniu potrzeb cielesnych mężczyzn.

Image

Choć tania erotyka zdominowała otaczającą rzeczywistość, a tajemniczy złodziejaszkowie notorycznie wkradają się do mieszkań w samym środku białego dnia, w Algierze prawdziwej miłości zdobyć łatwo nie można.


Włoski bas Lorenzo Regazzo, grający beja Mustafę, jest szczególnie zabawny. Nie waha się robić min, a przy tym ma bardzo ekspresyjną twarz, więc każde uniesienie brwi czy murugnięcie okiem jest łatwo zauważalne. I już podczas uwertury Regazzo szybko wszedł rolę znudzonego męża-władcy, maczo ostentacyjnie dającego do zrozumienia, że niemiłe jest mu towarzystwo dotychczasowej żony: czyta gazetę, wyrzuca jedzenie, wystawia nogi na stół. A biedna Elwira, którą gra brazylijska sopranistka Adriane Queiroz, robi wszystko, by mu okazać miłość i zainteresowanie. Nawet przebiera się w seksowną bieliznę, by zrobić na nim jakiekolwiek wrażenie. Wszystko na próżno, bo Mustafie zachciało się pięknej Włoszki o kruczych włosach, a Elwirę postanowił wydać za swojego ulubionego niewolnika-śmieciarza Lindora (włoski tenor Antonino Siragusa)! A wszystko ma mu zaaranżować zaufany kapitan algierskich korsarzy Ali (bas Valerij Murga).

Image

Ale czymże byłby Algier bez egzotycznych tancerek w strojach odalisek? Hosseinpour zaaranżował choreograficzne numery dla ośmiu tancerek, które co chwila pojawiają się na scenie czy to kusząc Lindora, kiedy ten śpiewa piękną cavatinę "Languir per una bella" stęskniony za swoją piękną Izabelą (bułgarska kontralcistka Vesselina Kasarova), czy też w sado-masochistycznej wersji z pejczami w rękach okrążają chór eunuchów. Hosseinpour w rewelacyjny sposób połączył erotyzm z komizmem.


Nawet Izabela porzuca swoje europejskie ubranie i ubiera orientalny strój. Choć później tuż przed odjazedem, Izabela ofiaruje Elwirze i Zulmie, jej zufanej niewolnicy (mezzo-soprano Simone Schröder), symbol mody włoskiej - damską skórzaną torebkę.

Image

Dla grającej Izabelę Vesseliny Kasarovej, nie był to dobry wieczór, bowiem tuż po zakończeniu jej pierwszej, bardzo wymagającej cavatiny "Cruda sorte!" z balkonu rozległo się donośne: buuu..., które jednakże zostało zagłuszone przez burzę oklasków. Mimo to i mimo późniejszych aplazów Kasarova nie odzyskała swobody i wyraźnie była speszona przez resztę przedstawienia. Trudno zrozumieć powód tak głośnego niezadowolenia jednego widza, tym bardziej że kontralcistka wykonałą tę cavatinę poprawnie. Być może oczekiwał on wykonania "Cruda sorte!" na miarę Ewy Podleś... Choć nie zawsze można usłyszeć doskonale zaśpiewane arie podczas przedstawienia na żywo, Włoszka w Algierze duetu Lowery/Hosseinpour jest świetnie zainscenizowaną operą komiczną, podczas której nie trudno o dobrą zabawę.

Ewa Kara