Zawsze byłem księciem - tak o swoim życiu Mariusz Kwiecień powiedział w jednym z wywiadów. Ale książę, jeśli akurat jest śpiewakiem operowym, to może w arystokratycznej hierarchii zagrać nieco niższą pozycję np. hrabiego. Polski baryton właśnie taką partią Il Conte Almaviva obecnie święci tryumfy w Santa Fe. Spektakl w dniu 4 lipca 2008 r. był wyjątkowym, w pewnym sensie złotym jubileuszem, ponieważ tę rolę pan Kwiecień wykonywał po raz pięćdziesiąty. Hiszpańscy misjonarze w 1609 roku miasto Santa Fe ustanowili stolicą północnej części swojego kolonialnego imperium. Stolica stanu Nowy Meksyk, leży na wysokim płaskowyżu u podnóża majestatycznych gór Sangre de Cristo. Pomimo upływu czasu i modernizacji zespołu urbanistycznego domy z cegły oraz barokowe kościoły prawie nietknięte przetrwały do dnia dzisiejszego. Nowoczesne muzea i galerie przyciągają miłośników sztuki z czterech stron świata. Przez blisko 60-tysięczne miasto przewija się rocznie około 1,5 miliona turystów. Nic dziwnego, że rozrosło się ponad miarę, tracąc coś ze swego dawnego uroku. Od początku lat osiemdziesiątych XX wieku uchodzi za jedno z najmodniejszych, najchętniej zwiedzanych przez zamożnych turystów miasto w Stanach Zjednoczonych. Z prostej przyczyny: jest jednym z najstarszych i najpiękniejszych miast w USA.

Letnie festiwale Santa Fe Opera powstały w lipcu i sierpniu 1957 roku, kiedy to miłośnicy opery postanowili połączyć muzyczną sztukę z naturą wspaniałych gór oraz harmonią wysokiego, pustynnego krajobrazu Nowego Meksyku. Więcej niż połowa dotychczasowych 85 tys. widzów pochodzi spoza stanu New Mexico, a 25 - 30 tys. z obcych krajów. Produkcja 142 dotychczas przedstawionych oper swoją inspirację miała w tradycyjnym świecie opery z uwzględnieniem amerykańskiego, artystycznego punktu widzenia.
Podczas Santa Fe Opera Festival przedstawiono 10 światowych prawykonań oraz 44 premiery amerykańskie. Poszukując naszych akcentów z przyjemnością stwierdziłem, że z polskich kompozytorów dwukrotnie na afiszu gościł Krzysztof Penderecki. W 1969 roku amerykańską premierę miała opera Diabły z Loudun (The Devils of Loudun), spektaklami dyrygował Stanisław Skrowaczewski, a reżyserią zajął się Konrad Swinarski. Tam też opera Czarna maska (The Black Mask), doczekała się amerykańskiego prawykonania w 1988 roku. Jeśli spojrzymy w archiwum obsad, to statystycznie nie wyglądamy najkorzystniej. Wprawdzie w wykazie solistów można dostrzec polsko brzmiące nazwiska (Patryk Wroblewski, Najda Witkowska, Bob Wojewodzki, Michael Orzechowski, Jan Opalach i Joanna Bruno), lecz tego, czy byli Polakami, tego nie zdołałem ustalić. Zatem z całą pewnością można powiedzieć, że w Santa Fe Opera Festival śpiewało tylko czworo reprezentantów polskiej szkoły wokalnej. W 1999 roku sopran Izabela Labuda występowała jako Micaela (Carmen). Następnie w 2002 roku polski mezzosopran, Edyta Kulczak swoje umiejętności pokazała jako Flora Bervoix (La Traviata). Nasz reprezentacyjny obecnie bas Daniel Borowski w 2004 roku z powodzeniem kreował odpowiedzialną partię Jacopo Fiesco (Simone Boccanegra). W tym samym roku baryton Mariusz Kwiecień święcił tryumfy tytułową partią w operze Don Giovanni.
Ten sam artysta, Kwiecień, dotychczas jako jedyny Polak, w Santa Fe ponownie dostał angaż. Tym razem na wykonanie partii Hrabiego Almaviva w nowej produkcji opery Wesele Figara (The Marriage of Figaro). Wesele Figara poprzednio na festiwalu operowym w Santa Fe wystawiano w latach: 1960, 1961, 1964, 1965, 1967, 1970, 1971, 1973, 1976, 1982, 1985, 1987, 1991, 1995 i 2000. Najnowsza premiera miała miejsce 28 czerwca 2008 roku. Nasz artysta z operą Wesele Figara jest związany od początków swej scenicznej drogi. Jeszcze jako student Akademii Muzycznej w Warszawie 22 października 1995 roku partią Figara, z ogromnym sukcesem, debiutował na scenie teatru Wielkiego w Poznaniu. Wówczas oczarował mnie eksplozją niepospolitego talentu, nieomylnym wyczuciem praw sceny oraz młodzieńczym wdziękiem. Z zespołem tego teatru w swojej debiutanckiej roli wystąpił 10 razy, w tym dwukrotnie na scenie Theatre Municipal w Luksemburgu (6 i 7 czerwiec 1996).
Partię Hrabiego Almaviva po raz pierwszy wykonał 20 maja 2000 roku na renomowanym festiwalu w Glyndebourne. Osobiście zobaczyłem spektakl nr 13, grany 29 lipca. Z całego zespołu solistów wybitny Polak wyróżniał się artystyczną perfekcją. W tej inscenizacji Almaviva chyba otrzymał najtrudniejsze aktorskie zadanie. Oszczędnymi środkami musiał zbudować wiarygodną, psychicznie wielowymiarową i moralnie negatywną postać. Znakomicie sobie z tym poradził. Od samego początku wokalno - aktorską spójnością ujawniał emocjonalne treści duszy zmanierowanego arystokraty. Działo się tak zapewne dzięki kulturze muzycznej popartej świetną techniką śpiewu, pozwalającą na formowanie delikatnych, bądź potężnych dźwięków bez najmniejszego wysiłku.
W I akcie głównie barwą głosu malował dominujący cynizm wobec Zuzanny i Figara. Jak rzadko, kto, potrafił zjednoczyć treści zawarte w słowach i muzyce. W sposób wokalnie nienaganny umiał wydobyć wszystkie odcienie głosu. Finezyjnym, skrupulatnie opracowanym frazowaniem w II akcie prezentował całą huśtawkę nastrojów Almavivy miotającego się między zazdrością o żonę, a chęcią uwieńczenia sukcesem zalotów do pokojówki. Istocie tak pojętej interpretacji znów pomogła rewelacyjna technika prowadzenia głosu, tętniącego pulsem żywego człowieka, posiadającego gorące serce i autentyczne namiętności. W warstwie aktorskiej bez problemów ustrzegł się tak często spotykanej marionetkowości. Po scenie poruszał się z naturalną godnością arystokraty. W recytatywie Che imbarazzo e mai queste! rozpoczynającym III akt ekspresją głosu wyraził jak tytułowy bohater staje na rozdrożu sprzecznych upodobań i zranionej dumy. Takim samym, szlachetnym wyrafinowaniem kształtował atmosferę w duecie Crudel, perche finora farmi languir cosi. Tu, wraz z partnerką stanął na pograniczu mistrzostwa wokalnego i zwięzłości aktorskiej, całkowicie podporządkowanej muzycznej konstrukcji duetów Mozarta. Prawdziwym popisem kunsztu śpiewaczego była też wyrazista interpretacja arii Hai gia vinta la causa!. Ponownie na renomowanym festiwalu Glyndebourne tę samą partię śpiewał w 2003 roku. Łącznie w obu edycjach zaśpiewał 27 przedstawień.
Na obszarze USA po raz pierwszy angaż na czterokrotne wykonanie partii hrabiego otrzymał w 2002 roku z Opery w Dallas (stan Texas). Jesienią tego samego 2003 roku jako Almaviva występował w Teatro del Maggio Musicale Fiorentino. Widziałem spektakl 19 października. Fantastyczną umiejętnością przenikania się dźwięku i gestu od pojawienia się na scenie, do samego finału tworzył strukturę granej postaci. Nie ograniczając się tylko do poprawnego zaśpiewania każdej nuty, zadbał o różnorodność podziałów czasu między nutami, czym wznosił się na szczyty artyzmu. Imponował blaskiem we wszystkich rejestrach głosu, od pięknych, wysokich tonów aż do najniższych. Cieszył precyzją intonacyjną i dobrą dykcją, tym samym pokazał jak dba o brzmieniowe wymogi tekstu. Dzięki temu głos przyjemnie rezonował i cudownie było tego słuchać. Wyzywająco wyrażał arogancję, gniew i pogardę dla służby. Faktycznie jego recytatyw i arię Mio servo un felice sospiro metr'io Vedro entuzjastycznie przyjęto W finale podczas muzyki przebaczenia śpiewał w pełni lirycznie, w sposób skruszony odzyskał sympatię hrabiny oraz publiczności oczarowanej najwyższej klasy kunsztem. Swymi wokalnymi i aktorskimi umiejętnościami udowodnił, iż w świecie opery jest gwiazdą pierwszej wielkości. Odniósł oszałamiający sukces.
Wreszcie w dwa lata później, w lutym 2005 roku przyszła pora na udział w czterech spektaklach Wesela Figara na scenie Metropolitan Opera, teatru, w którym najczęściej występuje.
Na łamach miesięcznika Muzyka 21 red. Basia Jakubowska w recenzji z przedstawień 3 i 7 lutego napisała: "Owacyjnie przyjęto Mariusza Kwietnia za znakomicie zaśpiewaną rolę Hrabiego Almavivy. Co przede wszystkim wybijało się na pierwszy plan, to stylowość, naturalność arystokratycznych manier tak w wokalnym prowadzeniu linii melodii Mozarta, jak i w aktorskiej interpretacji postaci Hrabiego. Głos jest znakomicie wyszkolony, o pięknej barwie, swobodny w jego operowaniu, a świetna interpretacja roli zrobiły doskonałe wrażenie. Po wspaniale zaśpiewanej arii z III aktu, burzliwe oklaski na kilka chwil przerwały spektakl, a Contessa perdono rozpoczynające cudowną "muzykę przebaczenia" z końca opery było wzruszająco piękne i z pewnością na długo zapadnie mi w pamięci. W pełni zasłużył sobie na owację po zakończeniu spektaklu, bo było to w istocie wykonanie Mozarta na najwyższym poziomie światowej wokalistyki. Brawo! Czekamy na więcej!". W zupełnie innym stylu na łamach nowojorskiego Gay City News ten sam występ ocenił red. Shengold David. W recenzji czytamy: "Mariusz Kwiecień dobrze pokazał się jako hrabia Almaviva z Jossie Pérez występującą jako chłopiec Cherubino. Był seksowny i wyraźnie dobrze się bawił. Spotkał się z huraganową aprobatą widowni tłumnie zgromadzonej na przedstawieniu Wesela Figara. Następnie autor ten wątek rozwijał następująco: Mariusz Kwiecień zrobił seksownego hrabiego, który gruntownie cieszył wszystkimi manipulacjami, które jego argumentacja wokalna wymagała. Stwarzał wrażenie, że był wokalnym lotem kosmicznym, z ciemno jedwabistym barytonem i śpiewem legato - łatwo kończył trudne muzyczne dźwięki. Dostał krzyczącą aprobatę po wolnym trylu z jego arii. Ten sam krytyk muzyczny na łamach "New York Time Out" i "Opera News" napisał tylko: "Mariusz Kwiecień wykreował atrakcyjnego Hrabiego. Jak zawsze wyróżniał się wokalnie ciemnym, jedwabnym barytonem. Otrzymał huczne oklaski".

Następny kontrakt także miał miejsce za oceanem, bowiem od 30 kwietnia do 8 maja występował w Colorado Opera House w Denver, również w czterech przedstawieniach. Po premierze krytyk muzyczny Kelly Dean Hansen napisała: "Mariusz Kwiecień jako rozpustny Hrabia Almaviva był w równej mierze efektowny, wywołujący głębokie wrażenie, zarówno aktorsko, jak i wokalnie, jego aria zemsty z III aktu jest jedną z najbardziej niezapomnianych muzycznych momentów. Po tych samych spektaklach inny krytyk muzyczny Marc Shulgold z "Rocky Mountain News" wyraził słowa uznania: "Mariusz Kwiecień, przystojny i tajemniczy, błyszczał pełnym energii barytonem, za które dostał najgłośniejsze, pełne aprobaty oklaski". Po minięciu kolejnych dwóch lat, w maju 2007 roku na drugiej półkuli interpretację partii Il Conte Almaviva, miała okazję pięciokrotnie podziwiać publiczność San Diego Opera (stan Kalifornia). Występ komplementarnie został oceniony przez La Jolla Villege News "... baryton Mariusz Kwiecień jest doskonały i pasował do roli Hrabiego Almaviva. Jego fizyczna obecność, silny i przekonujący głos oraz całkowite zaufanie do strony aktorskiej dały więcej wiarygodności, niż wynikałoby z libretta, że jest głupcem. Swoimi spojrzeniami, stanowiskiem i determinacją wystarczająco przekonywał aby na niego kierować wzrok". Natomiast Charlene Baldrigge 10 maja stwierdza tylko tyle: "Wokalnie i dramatycznie atrakcyjnym był polski baryton Mariusz Kwiecień jako lubieżny Hrabia". Pam Krager - Staff Writer napisał: "Też imponującym miejscowym debiutem był polski baryton Mariusz Kwiecień jako Hrabia Almaviva, który znudził się swoim małżeństwem z hrabiną i jego oczy wędrują w kierunku Zuzanny. Kwiecień ma duży, cudowny głos i chytrą, charyzmatyczną sceniczną osobowość. Trudno jest przestać spoglądać na niego jak pożądliwie skrada się dookoła sceny". Molly Betiga w swojej relacji uważa; "I dużo rozrywki dostarcza niewierność Hrabiego Almaviva, bawił niegodziwym sprytem. Polski baryton Mariusz Kwiecień, jest w zwariowanej pogoni za Figarem i przyjaciółmi. Kwiecień ma bogaty, giętki głos, utrzymuje grając intryganta, on jest bardzo zabawny". Na łamach The San Diego Union-Tribune Valerie Scher dochodzi do podobnych stwierdzeń: "Odkryciem był baryton Mariusz Kwiecień. Debiutem, pokazał prawdziwą gwiezdną władzę jako Count Almaviva. Chronicznie niewierny mąż, który służy jako nikczemnik w komicznej operze Mozarta o miłości, małżeństwie i szaleństwach romantycznych relacji. Mniejsza o to polski śpiewak Kwiecień (ogłosił kvee - AY - chen) wyglądał jak Wannabe Fabio, z płynącymi włosami i... On udowodnił się, że jest wyjątkowo charyzmatycznym aktorem śpiewu, czy wybuchając z wściekłości w Omai Esci, albo błagając żonę przebaczenie we wzniosłej scenie finałowego pojednania. Jeszcze inny krytyk, Devid Gregson w recenzji zamieszczonej w San Diego Arts stwierdza: "Co do naszego anty bohatera, rzadko robi to, co widzi. Almaviva jest więc wyborny, niemoralny i atrakcyjny równocześnie. Jego głos tak często bywa chwalony jako " klasa światowa", nudny stereotyp bez wątpienia, ale zdecydowanie przydatny w tym przypadku. Prawdziwa groźba nie jest możliwa bez elementu takiej atrakcji. Spodziewam się, że Ian Campbell wynajmie polskiego barytona Mariusza Kwietnia znów, zanim stanie się za drogi!
Krytycy z Santa Fe także nie szczędzą pochwał. Na łamach Albuquerque Journal krytyk D. S. Crafts 30 czerwca br. napisał: "Polski baryton Mariusz Kwiecień, który w 2004 roku wszystkich zaskoczył jako Don Giovanni, teraz powrócił jako dyktatorski Hrabia Almaviva. Dominująca sceniczna obecność Kwietnia przynosi roli ten sam sens jak tytułowy Don Giovanni, chociaż Almaviva ma mniej pomysłów w uwodzicielskich wysiłkach. Kwiecień przykuwa uwagę. Dramatycznym śpiewaniem znajduje pełną miarę w Hai gia vinta la causa, którym otwiera trzeci akt. Inny krytyk Olin Chism ograniczył się jedynie do stwierdzenia, że Luca Pisaroni (Figaro) i Mariusz Kwiecień (Hrabia Almaviva), byli dopasowaną parą przeciwników, śpiewali z mocą i rozkładali dobrze swoje siły.
Mariusz Kwiecień, jak z powyższej publikacji wynika w partii Il Conte Almaviva podczas 50 przedstawień występował w 7 produkcjach. Wszędzie odnosił sukcesy, choć publikacje prasowe nie zawsze były tak obfite, jak w kalifornijskim San Diego. W ojczyźnie jeszcze nigdy partii Hrabiego Almaviva nie zaśpiewał, lecz ten problem pozostawmy polskiemu agentowi wybitnego polskiego artysty. Oby był tak operatywny jak menager William G. Guerri, bo wyżej przedstawione i dwa poniższe kontrakty są dziełem zabiegów amerykańskiego agenta. Następny kontrakt na 5 przedstawień będzie dotyczył Seattle Opera od 2 do 16 maja 2009 po czym nastąpi powrót do Europy, bowiem od 12 do 27 lipca 2009 roku będzie jednocześnie debiutem w Madrycie (Real).
Wilfried Górny