Przegląd nowości

XIII Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. K. Jamroz w Busku Zdroju

Opublikowano: piątek, 13, lipiec 2007 02:00

Po festiwalowe refleksje

Bez żadnej przesady można powiedzieć, że przez ostatni tydzień, od 30 czerwca do 7 lipca, Busko Zdrój od rana do wieczora rozbrzmiewało muzyką. Przed południem odbywały się zajęcia w ramach kursów mistrzowskich dla muzycznej młodzieży w klasach prof. Marcina Baranowskiego – skrzypce i prof. Tomasza Strahla – wiolonczela. Wczesne popołudnie zarezerwowano dla koncertów promenadowych i spotkań z występującymi artystami w festiwalowej kawiarence na tarasie pensjonatu Sanato. Wieczór należał do głównych festiwalowych koncertów, których wykonawcami była plejada znakomitych artystów i zespołów.

Image

Image

Galeria festiwalowa -> zobacz


Jak zwykle zjechali na festiwal wszyscy jego stali goście. Oczywiście jak każdego roku pojawiła się rodzina patronki festiwalu: córka Krystyna z mężem Henrykiem Kuźniakiem, znanym kompozytorem muzyki filmowej, oraz bratowa i Sergiusz Mikulicz, mąż Krystyny Jamroz, która zmarła w 1986 roku. Nie mogło zabraknąć od lat wiernych festiwalowi pań: Zofii Zawadzkiej i prof. Niny Stano, która zjechała z Düsseldorfu. Z Waszyngtonu przylecieli, jak co roku, państwo Adela i Władysław Zachariaszewiczowie.

Image

Image

Tegoroczną inaugurację poprzedziło otwarcie Buskiej Alei Gwiazd usytuowanej w głównej alei Parku Zdrojowego. Jej założeniem jest uhonorowanie zasłużonych dla rozwoju festiwalu artystów. Pierwsze słoneczko (główny element herbu Buska) będące płaskorzeźbą wykonaną z brązu krzemowego autorstwa Jacka Kucaby poświęcono Krystynie Jamroz, patronce festiwalu. Drugie otrzymał Krzysztof Penderecki, znany kompozytor, częsty gość festiwalu. Fundatorem płaskorzeźby jest burmistrz Buska Zdroju Piotr Wąsowicz.

Image

Image

Inauguracja będąca autorskim koncertem Wiesława Ochmana została zdominowana przez niego samego. Barwna opowieść o Krystynie Jamroz, z którą wielokrotnie występował na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie oraz liczne anegdoty sprawiły, że muzyka i śpiew zeszły poniekąd na drugi plan. Najkorzystniejsze wrażenie pozostawił Adam Szerszeń, który prezentując nieprzeciętne walory swojego pięknego głosu zaśpiewał owacyjnie przyjętą arię Gerarda "Nemico della partia" z III aktu "Andrea Chenier" U. Giordano. Znacznie mniejsze wrażenie pozostawił tym razem dyrygujący koncertem Sławomir Chrzanowski, który za najważniejsze uznał ekspozycję niemal wojskowych rytmów. Było równo i głośno, ale bez większej finezji w cieniowaniu frazy i brzmienia, a już "Viva Verdi", będąca wiązanką jego najpiękniejszych melodii i uwertura do "Wesela Figara" Mozarta zagrane jak wojskowy marsz były trudne do zaakceptowania.


Na niedzielne popołudnie festiwal przeniósł się do pięknie odrestaurowanego zespołu pałacowo – parkowego w Kurozwękach. Sam pałac ma szesnastowieczny rodowód, przed kilku laty odzyskali go dawni właściciele. Obecnie jego właścicielem jest hrabia Marcin Popiel. Najpierw w otaczającej pałac fosie rozgościła się orkiestra Strauss Ensemble prezentująca z wiedeńskim wdziękiem i lekkością walce polki, marsze o galopy rodziny wiedeńskich Straussów.

Image

Image
Bezpośrednio po koncercie promenadowym przenieśliśmy się do Sali Balowej na koncert muzyki latynoamerykańskiej w wykonaniu tria w składzie: Beatriz Blanco – śpiew, Leszek Potasiński i Marek Walawander - gitary. I znowu ponad godziny relaks w towarzystwie znakomicie granej muzyki o charakterystycznym brzmieniu i rytmach. Solistka ujmowała nie tylko scenicznym temperamentem, ale również świetnym operowaniem barwą głosu o interesującym brzmieniu. Dzięki temu każda z prezentowanych pieśni miała właściwy sobie klimat i rytm.

Galeria festiwalowa -> zobacz


Wieczorem w kościele p.w. NP. NMP wróciliśmy do najpiękniejszej klasyki. Koncert "Vivaldiana" miał w programie popularne Cztery pory roku A. Vivaldiego, Koncert na wiolonczelę C – Dur J. Haydna i "Nokturn" A. Borodina. Dobrym pomysłem okazało się podzielenie Pór roku między dwóch skrzypków. Ludmiła Worobec – Witek zagrała z właściwą sobie ekspresją Wiosnę i Lato ujmując przy tym urodą dźwięku, świetnie rozplanowaną dynamiką i współpracą z Śląską Orkiestrą Kameralną prowadzoną tego wieczoru przez Czesława Grabowskiego.

Image

Image

W jej wykonaniu był to Vivaldi po kobiecemu liryczny i subtelny. Zdecydowanie męski charakter nadał Jesieni i Zimie francuski skrzypek Pierre Hommage. Szkoda tylko, że dwie pierwsze części Jesieni zgrał zbyt spięty przez co dźwięk stracił nieco na urodzie brzmienia. Ale już Zima grana od początku do końca z pełną swobodą sprawiała prawdziwą satysfakcję.

Tomasz Strahl w koncercie wiolonczelowym Haydna zachwycał techniczną maesterią, szlachetnym ciepłym dźwiękiem aksamitnie brzmiącego instrumentu i głęboką emocjonalnością każdej frazy. Na zakończenie zostawiłem sobie przyjemność poświęcenia kilku słów orkiestrze, która okazała się zespołem świetnie się rozumiejących muzyków, którym wspólne grania sprawia autentyczną radość. Piękny dźwięk, świetne zgranie i wrażliwość najpełniej dało się poznać w zgranym Nokturnie z II Kwartetu smyczkowego D – Dur A. Borodina.

Image

Image


Dwa festiwalowe wieczory oświecono kulturze żydowskiej. Najpierw Rodzynki z migdałami, autorski program Leopolda Kozłowskiego, zwanego ostatnim klezmerem Galicji. Złożony on został piosenek o charakterystycznym dla tej kultury klimacie i brzmieniu. Jest w tych piosenkach ból, cierpienie i tęsknota za wszystkim co ludzkie, ale jest też odrobina humoru, optymizmu i nadziei. Każda z nich prezentowana w mistrzowski sposób przez znakomitych w każdym calu: Martę Bizoń, Katarzynę Jamróz, Renatę Świerczyńską, Katarzyną Zielińską i Andrzeja Róga przyjmowana była gorącą owacją. Mistrzem ceremonii był Jacek Cygan, a siedzącemu przy fortepianie Leopoldowi Kozłowskiemu towarzyszyła skrzypaczka Halina Jarczyk. Drugi, równie wspaniały, wieczór w pinczowskiej synagodze należał do Grupy Rafała Kmity. Ai, waj, czyli historie z cynamonem to świetnie skonstruowane, dynamiczne widowisko prezentujące z dystansem, humorem i odrobią ironii, scenki z codziennego życia Żydów.

Image

Image


Ważnym wydarzeniem okazał się mistrzowski recital wybitnej śpiewaczki Stefanii Toczyskiej, która w mistrzowski sposób zaśpiewała romantyczne pieśni polskie: F. Chopina, S.Moniuszki, M. Karłowicza oraz F. Schuberta. Recital szybko potwierdził opinię, że Stefania Toczyska jest mistrzynią budowania nastroju nie tylko każdej z prezentowanych pieśni, ale również ich cyklu w obrębie stylistyki jednego kompozytora i całego recitalu. Każda z prezentowanych pieśni śpiewana z ogromną kulturą muzyczną i subtelnością emocjonalną przy znakomitym operowaniu niepowtarzalną barwą głosu przy naturalnym jego prowadzeniu oraz kształtowaniem jego fascynującego brzmienia okazała się autentycznym klejnotem sztuki wokalnej. Przy fortepianie towarzyszył artystce ceniony kielecki pianista Artur Jaroń, jednocześnie dyrektor buskiego festiwalu.

Image

Okazał się on znakomitym i wrażliwym akompaniatorem znakomicie współpracującym ze śpiewaczką i potrafiącym świetnie podążać muzycznie za jej interpretacją. Stanowili doskonale zgrany i rozumiejący się duet.

Image




Image

Z drugim recitalem wystąpił znany pianista Marek Drewnowski prezentujący świetną technikę i krystalicznie czysty dźwięk i perlistość pasaży, ale również emocjonalny chłód. Najpiękniej wypadły w jego ujęciu trzy walce F. Chopina mające w jego interpretacji taneczną zwiewność i wdzięk. Równie wysoko oceniam zagrany stylowo i elegancko Nokturn fis – moll op.15 nr 2 Chopina. Jednak największe wrażenie pozostawiły zagrane na bis trzy sonaty D. Scarlattiego.
Ważnym festiwalowym wydarzeniem był monograficzny koncert Szymanowski in memoriam w bazylice Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Wiślicy. Kościół został zbudowany w latach 1350- 55 z fundacji Kazimierza Wielkiego. Mówi o tym tablica erekcyjna wmurowana nad portalem wejściowym. Kilka lat temu w podziemiach tej bazyliki odkryto gipsową płytę z VIII wieku, zwaną "Płytą Orantów", najstarszy tego typu zabytek na naszych ziemiach. Obok potężnej gotyckiej dwunawowej świątyni o fantastycznym sklepieniu opartym na dwóch kolumnach stoi Dom Długosza z 1460 roku o pięknych autentycznych modrzewiowych stropach. Wieczór rozpoczęła Etiuda b – moll zagrana z delikatnie narastającą ekspresją i narracyjną płynnością przy dobrym operowaniu barwą kwintetu smyczkowego. Okazała się ona doskonałym wstępem do I Koncertu skrzypcowego wspaniale wykonanego przez Krzysztofa Jakowicza. Uznanie budziła wspaniała ekspozycja lirycznie śpiewnej kantyleny, wyrazista artykulacja, wirtuozowskie zacięcie i krystaliczne czysty dźwięk oraz znakomita pod każdym względem dynamika. Wszystko to razem sprawiło, że byliśmy świadkami wykonania wyrafinowanego kolorystycznie i nasyconego emocjonalnie, którego słuchało się z czystą przyjemnością. Soliście towarzyszyła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Świętokrzyskiej pod dyrekcją Jacka Rogali, który nie tylko dobrze przygotował orkiestrę, ale równie precyzyjnie i z wyczuciem prowadził akompaniament. Szczególną uwagę zwracał pięknie prowadzony dialog solisty z orkiestrą, której jednym mankamentem było to, że czasami miała zbyt masywne brzmienie.



Najważniejszym punktem programu koncertu w Wiślicy było wykonanie skomponowanego w 1926 roku Stabat Mater. To wspaniałe dzieło na orkiestrę symfoniczną, chór i trzy głosy solowe o surowej harmonice, skupionej melodyce i przejrzystej formie, należy bez wątpienia do najlepszych w swoim gatunku w światowej literaturze muzycznej. Wykonawcy: Dorota Radomska - sopran, Ewa Marciniec - alt, i Adam Kruszewski - baryton, Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Świętokrzyskiej, Chór Polskiego Radia w Krakowie oraz Jacek Rogala przy dyrygenckim pulpicie sprawili, że było to niezmiernie interesujące wykonanie w pełni oddające niezwykły charakter i klimat tego dzieła. Do tego wszystkiego należy dodać, że dyrygent zadbał też o właściwą dramaturgię i przejmujące skupienie każdej części, oraz o rozmach i surową emocjonalność.

Image


Musica Sacra to koncert prowadzony przez Krzysztofa Pendereckiego w kościele p.w. św. Brata Alberta. Tutaj była okazja podziwiania dobrze brzmiącego i śpiewającego a capella Chóru Polskiego Radia w Krakowie, który zaprezentował dzieła K. Pendereckiego m. in. De Profundis z Siedmiu bram Jerozolimy, Agneus Dei z Polskiego Requiem oraz Benedictus, H. M. Góreckiego - Amen M. Zielińskiego - Magnificat, Wacława z Szmotuł - Już się zmierzcha oraz cztery fragmenty Missa pro pace F. Nowowiejskiego. Na organach grał Robert Grudzień. Koncert rozpoczęło Gaude Mater, którego wysłuchano na stojąco.




Finałowy koncert należał do Waldemara Malickiego. Był to typowy kabaret słowno - muzyczny pod hasłem: "Bach, Beethoven i inne chłopaki". Na scenie królował cięty dowcip, dobry humor i muzyka w formie wariacji i parafrazy.

Image

Malicki w właściwym wdziękiem improwizował na tematy najbardziej znanych utworów klasycznych i rozrywkowych. I tak walc "Nad pięknym modrym Dunajem" J. Straussa płynnie zmieniał się po chwili w "Oczy czarne" zabierając po drodze kilka innych znanych melodii. Zagrana na wstępie improwizacja poloneza "Pożegnanie ojczyzny" również obudowana została atrakcyjnie brzmiącymi fragmentami znanych przebojów.

Galeria festiwalowa -> zobacz

Adam Czopek