W dzisiejszych czasach zupełnie nieprawdopodobnym jest kultywowanie tradycji sięgającej czasów pogańskich, a konkretnie wyjątkowego okresu poprzedzającego najkrótszą noc w roku. Dyrektor Opery Bałtyckiej dla podtrzymania wieloletniej tradycji przodków program miejscowych imprez, poprzedzających tę magiczną, świętojańską noc, przed kilkoma laty po raz pierwszy poszerzył o cykl Świętojańskie Noce Operowe. Dla tego celu wybrał kościół św. Jana przy ul. Świętojańskiej 50 w Gdańsku. Wspólnie z Nadbałtyckim Centrum Kultury i Duszpasterstwem Środowisk Twórczych Archidiecezji Gdańskiej w świątyni zorganizował spektakl opery Tosca. Świetna akustyka i zainteresowanie publiczności dowiodły o sukcesie nowego przedsięwzięcia. Tak się zaczęło i miejmy nadzieję, że operowe współgospodarzenie Świętojańskim świętowaniem przez wiele następnych lat będzie gościło w masowych imprezach Trójmiasta.
Program tegorocznych imprez zainaugurowano 18 czerwca prezentacją sztuki Mirosława Filonika Daylight system – sugestywnym przedstawieniem zimnego światła jarzeniówki. Następnego dnia zaproszony Zespół Festiwalu Muzycznego w Znojmo (Czechy) zaprezentował wiedeńską wersję opery Don Giovanni Mozarta. W czwartek, 21 czerwca Teatr Wielki z Poznania w kościele św. Jana przedstawia koncertową wersję opery Cosi fan tutte, również Mozarta. W piętek podczas Koncertu Świętojańskiego Maria Peszek śpiewa piosenki, do których muzykę napisał Wojciech Waglewski z synami. Widowisko plenerowe Noc świętojańska w mieście 23 czerwca od godz. 22:00 zacznie kończyć obchody ‘2007.
W niniejszej relacji chciałbym więcej uwagi poświęcić koncertowej wersji, szóstej w kolejności opery Dwaj Foskariusze (I due Foscari), Verdiego. Powody ku temu są dwa. Pierwszy to fakt, że ta opera jeszcze nigdy nie była w Gdańsku prezentowana. Drugi, to wysoki poziom koncertu, bowiem w wersji koncertowej, 20 czerwca opera została przedstawiona w wypełnionym po brzegi kościele św. Jana. Odchodzący z końcem roku na emeryturę wielce zasłużony dyrektor Opery Bałtyckiej, Włodzimierz Nawotka nigdy nie ukrywał fascynacji twórczością Giuseppe Verdiego, ani też prezentowania atrakcyjnych, aczkolwiek mniej popularnych dzieł.
Libretto opery Dwaj Foskariusze w przeciwieństwie do innych pozycji włoskiego arcymistrza nie jest skomplikowane. Rzecz dzieje się w Wenecji, w 1457 roku. Zgromadzenie Rady Dziesięciu i weneckiego Senatu podejrzanego o dokonanie morderstwa, syna Doży Jacopo Foscari skazuje na banicję. Wstawiennictwo jego żony, Lukrecji nic nie pomoże i doża Francesco Foscari mimo rozpaczy ojca musi ogłosić wyrok. Nic nie pomaga mu wiara w niewinność syna. Senatorowie stają po stronie intryganta Loredana. Niewiele zmienia wieść, że rzeczywisty sprawca morderstwa przyznaje się do winy, bo Jacopo jeszcze przed wywiezieniem na Kretę, umiera, a ojciec nakłaniany do rezygnacji z urzędu także zakończy żywot, lecz z rozpaczy.
Dyrektor Nawotka do produkcji I due Foscari zaangażował artystów wysokiej klasy. Na największe ukłony zasłużył kierownik muzyczny produkcji, Łukasz Borowicz. Jest zaledwie trzydziestoletnim dyrygentem, człowiekiem z najmłodszego pokolenia, lecz fachowcem o niesamowitym wigorze artystycznym. Orkiestrę Państwowej Opery Bałtyckiej, jej chór oraz Akademicki Chór Uniwersytetu Gdańskiego prowadził z mistrzowskim majestatem i wdziękiem. Z partytury wydobył wszystko, co możliwe, dzięki czemu w kościele św. Jana wszystkie dźwięki mieniły się urzekającym kolorytem; od lirycznych i pastelowych poczynając, a na ponuro tragicznych kończąc. Przede wszystkim dyrygent już od pierwszych taktów na pierwszym planie ukazał dramat głównych bohaterów: ojca, syna i synowej, a nie łatwa to sztuka. Wyważonym stosowaniem narastającej dynamiki tempami z muzyki wydobył urzekającą, pełną blasku melodykę. Wspaniale współpracował z wszystkimi wykonawcami. Bezbłędnie kontrolując ich możliwości wyrazowe i techniczne z zakresu kształtowania frazy a nawet oddechu umiejętnie wspomagał. Doskonale czuł wokalistów i instrumenty. Brawo!
Tytułową partię Francesco Foscari śpiewał baryton młodego pokolenia, Adam Szerszeń. Artysta z natury posiada głos liryczny, co wcale w kreowanej partii starca nie mogło pomagać. W scenach ansamblowych, a także duetach zdarzały się dźwięki całkowicie nie słyszalne. Ale mimo to z wielkim wokalnym wyczuciem przedstawił postać doświadczonego władcy, szlachetnego człowieka, będącego jednocześnie kochającym ojcem. Z dużą dozą ekspresji ujawnił dramatyzm i wizerunek rozdartego serca, obdarzonego licznymi cnotami. W drugiej, także tytułowej partii syna, Jacopo Foscari wystąpił amerykański tenor, Michael Austin. 
Pochodzący z Filadelfii śpiewak dysponuje mocnym i ładnym głosem, także niezłą techniką wokalną. Jednak tego dnia chyba nie był całkowicie dysponowany. Szczególnie w drugim akcie wysokie dźwięki starał się zaśpiewać w piano, lecz i to nie bardzo mu wychodziło, skończyło się klęską. Lecz potrafił zachwycić sumiennie przemyślaną interpretacją arii, duetu i całej partii. Sceniczna Lucrezia Contarini, żona Jakopa Foscari, Magdalena Barylak prowadzi klasę śpiewu w Akademii Muzycznej w Krakowie. 
Ponadto współpracuje z tamtejszą Operą, a także z Teatrem Wielkim – Opera Narodową, Operą Nova w Bydgoszczy i Operą Śląską w Bytomiu. Posiada ładnej, przyjemnej barwy sopran, lecz tylko w średnicy i dolnym rejestrze, bowiem w wysokim ma przeraźliwie szklistą i ostro brzmiącą emisję. W śpiewie tej solistki jest jeszcze jedno niezbyt komplementarne spostrzeżenie, mianowicie odtwórczyni partii Lukrecji w scenach ansamblowych za wszelką cenę usiłowała dominować nad całym zespołem. Czyniła to z powodzeniem, lecz takim rozumowaniem obniżała wartość współbrzmienia wszystkich głosów, a tym samym i jakość odbioru. Odnosiło się wrażenie, że czym głośniej tym lepiej. Lecz takie podejście trąciło prowincjonalizmem, ale cóż skoro dyrygent to zaakceptował. Wielka szkoda, bo pod względem artystycznym całą partię przedstawiła w sposób profesjonalny i godny wielkiej śpiewaczki. Imponowała perfekcyjnym podejściem do zapisu nutowego. Bas Ryszard Morka śpiewający partię spiskowca Jacopo Loredano w nienagannie prowadzony głos włożył maksymalną ilość czarnego charakteru odtwarzanej postaci. Zaprezentował kunszt wokalny wysokiej klasy i każdy zaśpiewany przez niego wyraz był przepełniony właściwą treścią. Podobne w miłej pamięci pozostaną wykonawcy mniejszych ról, z których warty zauważenia jest debiut studenta Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Śpiewający tenorową partię Barbario, Adam Węgliński zaprezentował dobrą emisję głosu i pod względem wyrazu staranne opracowanie roli. Sympatycznym akcentem okazała się Ewelina Wojciechowska, nowy mezzosopran Opery Bałtyckiej, śpiewająca partię Pisany. Także przyjemnie było posłuchać dwóch epizodycznych partii, które zaśpiewali Krzysztof Gasz (Fante) i student Akademii Muzycznej w Gdańsku Adam Palka (Służący). Jak wynika z programu oba rewelacyjnie śpiewające chóry przygotowała Elżbieta Wiesztordt.
Wilfried Górny