Przegląd nowości

Florencki Cyrulik sewilski w Warszawie.

Opublikowano: niedziela, 03, czerwiec 2007 02:00
To wielce chwalebne. Teatr Wielki – Opera Narodowa postanowiła uczcić 150 rocznicę śmierci Karola Kurpińskiego przypomnieniem działalności pierwszego dyrektora Opery Narodowej. Dla osiągnięcia tego celu wybrano dwie równoległe imprezy. Jedną z nich jest wielce interesująca wystawa w Salach Redutowych, a drugą premiera opery Cyrulik sewilski z finalizującą spektakl Zabawą tancerską (Uwertura i Rondo z baletu Mars i Flora), Kurpińskiego właśnie. Tym właśnie Cyrulikiem sewilskim i specjalnie dla tego celu skomponowanym divertimentem Zabawa tancerska maestro Kurpiński, 24 lutego 1833 roku zapoczątkował działalność Teatru Wielkiego. Powszechnie wiadomo, iż Polacy lubią świętować wszelkie rocznice, a tego typu wzorce na przypomnienie w pełni zasługują.

Image
W witrynie, internetowej TW-ON poinformowano, że produkcja Cyrulika jest cyt. "przeniesieniem udanej inscenizacji ze słynnego Teatro del Maggio Musicale we Florencji, (z którym Teatr Wielki – Opera Narodowa współpracuje), w oryginalnej reżyserii, J.C. Plazy (nadzorowanej przez jego asystenta, Damiano Michieleotto)". Zatem kostiumy i rekwizyty także wypożyczono z tegoż teatru. Osobiście poprzednie spektakle, które widziałem w gmachu Teatro Comunale nie przypadły mi do gustu, więc z tym większym zainteresowaniem pojechałem do stolicy na premierę.

Image

Wprawdzie można przypuszczać, że niektóre elementy kostiumów przenoszą widza do XVIII wiecznej Sewilli, lecz ich bajecznie bajkowe kolory cieszą oko niezależnie od wierności historycznej.

Image


Podobne wrażenie wywołuje oprawa scenograficzna przedstawienia od początku do końca zlokalizowana wśród zielonych szpalerów drzew, zdaje się z owocami pomarańczy. Wymieniają się jedynie ekrany sygnalizujące zmianę rozgrywanego miejsca akcji. W tym przypadku tak zwana umowność teatralna sięgała szczytów, bowiem jeśli, Rozyna powinna zjawić się na balkonie, to od strony kulis wjeżdżał drugi ekran, z wychowanicą Bartola, albo z Bertą. Żeby było śmieszniej, to ów balkon mieścił się na poziomie parteru, a balkon nie wychodził na stronę widowni. Reżyseria, można powiedzieć, była uczciwa wobec libretta i nic więcej. W każdym bądź razie nie zauważyłem ani jednej dowcipnej sytuacji scenicznej, która wywoływałaby uśmiech na widowni, a tego po operze komicznej należy oczekiwać.

Image
Natomiast zdziwienie wywołał prowadzący przedstawienie amerykański dyrygent, Will Crutchfield. Od pierwszych taktów uwertury jasno było widać, że lekkość i wdzięk muzyki Rossiniego opanował w przyzwoitym stopniu. Spektakl do samego końca przebiegał we właściwym muzycznie stylu. W każdym takcie dyrygent wspomagając solistów z nimi współpracował, niestety miało to ujemny wpływ na ciągłe zwalnianie tempa. Utrzymywał świetne relację między poszczególnymi grupami instrumentów, a także między zespołem orkiestry i artystami przebywającymi na scenie. Na szczególne wyróżnienie zasługują zaproszeni do omawianej produkcji soliści.

Image



Pochodzący z Macedonii bardzo tenor liryczny Blagoj Nacoski występujący w partii hrabiego Almaviva, precyzyjnie wyśpiewał każdą nutę, nawet tę, o najmniejszej wartości. Nie zawodziła go technika wokalna. Nawet w pierwszym akcie dość specyficzna barwa głosu w wysokich dźwiękach, kojarzona się raczej z falsetem brzmiała mile i była do przyjęcia. Swobodny aktorsko stworzył godną uwagi kreację. Solistka Ukraińskiej Opery Narodowej w Odessie, sopranistka Alina Peretyatko, może poziomem kreacji artystycznej odbiegała trochę od hrabiego Almaviva, ale zrobiła bardzo dobre wrażenie, głównie dzięki umiejętności perfekcyjnej realizacji rossiniowskiej melodyki. Jest artystką utalentowaną i powinna jeszcze niejednokrotnie zachwycić warszawską walorami swego głosu oraz wizualną urodą.

Odtwórca partii tytułowej, baryton Artur Ruciński jako Figaro wykazał spore umiejętności aktorskie. Dysponuje - niemal tenorowym - ładnej barwy głosem, lecz nie włada nim pełnym rossiniowskim stylem. Jego grzechem głównym była fatalna dykcja języka włoskiego. Całkowite zlewanie się poszczególnych wyrazów (a cisza między poszczególnymi dźwiękami też jest muzyką), i techniczny brak precyzji podczas śpiewania figur rytmicznych składających się z większej ilości niż jedna nuta w tej samej wartości czasowej niszczyło efekt odbioru. Artysta wykazał spore umiejętności aktorskie i przypuszczalnie dzięki temu po przedstawieniu otrzymał sowite brawa.

Image

Całkowicie rozczarował Dariusz Machej, odtwórca partii Don Bartolo. Przede wszystkim mam duże wątpliwości, czy tym lirycznym głosem, który posiada powinien tę, przeznaczoną raczej dla basa, partię śpiewać. W kwestii koszmarnie wolnych temp pierwszej części arietty Quando mi sei vicina lepiej będzie wcale się nie wypowiadać. Nieco lepiej przedstawił się wokalnie Grzegorz Pazik jako Fiorello. Anna Lubańska, grająca partię Berty imponowała wyrównanym w całej skali, przyjemnym w barwie mezzosopranem. Obycie sceniczne pozwalało tej śpiewaczce fachowo budować postać opiekunki, Rozyny. Co się zaś tyczy najpoważniejszego punktu programu, czyli arii, Il vecchiotto cerca moglie, to pod wokalnym względem nic dodać, nic ująć. Jednak aktorsko, prawdopodobnie reżyser nie poczuł dowcipu przynależnej do arii muzyki. Dlatego piękny śpiew Lubańskiej zupełnie nie pasował do jej ruchu scenicznego. Na zakończenie jeszcze jedna postać, mianowicie potężny bas, Rafał Siwek kreujący partię Don Basilio. Ogólnie cieszył subtelnym przestrzeganiem frazy muzycznej i wyważonym warsztatem aktorskim. W jego wykonaniu przyjemnie słuchało się z dużą kulturą muzyczną zaśpiewanej arii La calunnia é un venticello, w której błyszczał bardzo dobrym wyrazem artystycznym.

Oddzielne gratulacje należą się Janinie Niesobskiej za śliczną choreografię Zabawy tancerskiej (oraz za włączenie do niej kilku solistów Cyrulika) do muzyki Karola Kurpińskiego.

Wilfried Górny