Opera Bałtycka w Gdańsku 19 maja 2007 roku, po raz kolejny na swojej scenie wystawiła arcydzieło Giuseppe Verdiego – Rigoletto. Tym samym do szerokiej palety prezentowanych, często mniej popularnych dzieł dołożyła pozycję powszechnie znaną.
Najnowszą produkcję przygotował doborowy zestaw realizatorów, na polskich scenach posiadających wysoką renomę.
Kierownictwo muzyczne przygotował i spektakl premierowy znakomicie poprowadził świetny dyrygent Janusz Przybylski. Fachowo i skrupulatnie odczytał partyturę włoskiego kompozytora. Subtelne zastosowanie pulsującej dynamiki wewnętrznej poszczególnych grup instrumentów kształtowało brzmienie całej orkiestry, a ona pozytywnie wpływała na przebieg dramatu rozgrywającego się na scenie. Eksponowanie dźwiękami pogłębionych środków dramatycznego wyrazu było imponujące. Burza oraz kwartet Bella figlia dellamore z IV aktu pozostaną w przemiłej pamięci. To, co na scenie się działo inscenizował Marek Weiss – Grzesiński, także zaliczany do mistrzów w dziedzinie operowej reżyserii. Akt pierwszy, ma miejsce na balu w pałacu księcia Mantui. W sytuacyjnym ujęciu Grzesińskiego niewiele pozostaje odniesień do naszej wyobraźni o XVI wieku w Italii. Reżyser przenosi widzów raczej do współczesności sugerując, że to, co miało miejsce w fabule opery istnieje również we współczesnej nam rzeczywistości. W I akcie do współczesności także nawiązują z lekka orgiastyczne układy tańca Izadory Weiss. Jedynie kostiumy (pięknie zaprojektowała je Jagna Janicka) z dominującymi kolorami czarnym i białym nawiązują do historii.
Co się zaś tyczy ubrania tytułowego bohatera w płomienną perukę i kostium będący połączeniem kobiecego ubioru z ogonem koguta, to też można przyjąć za sposób błazeńskiego zachowania na książęcych salonach. Wraz z dekoracjami, które przygotował Marcel Sławiński, zastosowano szereg niezbędnych rekwizytów, typu drabina w II akcie, bowiem odnoszą się do akcji, ale i jednocześnie podkreślają "operową umowność". W omawianej reżyserii akcja następujących po sobie scen i wydarzeń przebiega sprawnie, ale kilka sytuacji jest ważnych podkreślenia. Bodajże najlepszym rozwiązaniem jest finał IV aktu, w którym to Rigoletto śpiewa duet "z workiem", w którym jest zamordowana przecież Gilda. Tę niedorzeczność Marek Weiss-Grzesiński rozwiązał kapitalnie. Przed klęczącym Rigolettem w białej sukience ukazuje się kilkuletnia statystka. To do niej, jakby do swoich wspomnień o córeczce, tej jeszcze sprzed lat, ojciec śpiewa zszokowany odkryciem prawdy. Natomiast sceniczna Gilda pojawia się z tyłu i w taki sposób bierze udział w duecie Lassu in cielo, lecz Rigoletto jej nie widzi.

Partię księcia Mantui wykonał Paweł Skałuba. Z pełnym temperamentem zaśpiewał balladę Questa o quella, z właściwym wyrazem arię Parmi veder le lagrome oraz popularną pieśń La donna e mobile jednak problematyczny wysoki rejestr głosu nie był zachwycający. W partii tytułowej zarówno pod aktorskim jak i wokalnym względem wielkie triumfy świecił Mikołaj Zalasiński. Nie tylko stałe elementy, takie jak monolog Pari siamo, błaha piosenka La ra, la ra bądź dramatyczna aria Cortigiani robiły wrażenie, ale i każdy udział w duetach i scenach zespołowych. Jego sceniczna córka, Gilda – Julia Iwaszkiewicz rozporządza przyjemnej barwy głosem, lecz nie włada nim jeszcze wystarczająco precyzyjnie. Raczej jest nadzieją na dobrą wokalnie przyszłość. Do coraz bogatszej kolekcji swoich wokalnych sukcesów następne dopisali: Łukasz Goliński (świetny Sparafucile), Magdalena Lewandowska (Magdalena), Joanna Wesołowska (Giovanna), Ryszard Morka (znakomity Monterone), Jacek Szymański (Borsa), Grzegorz Piotr Kołodziej (Marullo), Jacek Jasman (hrabia Ceprano) oraz Monika Kulecka (hrabina Ceprano).