Przegląd nowości

Iwona, księżniczka Burgunda w TW-ON

Opublikowano: środa, 09, maj 2007 02:00

Kiedy już opadną premierowe emocje spektakle zaczynają żyć własnym życiem. Ogląda je mniej snobistyczna publiczność, ale za to rozmiłowana w sztuce operowej. W przypadku dzieł współczesnych wielu widzów przychodzi z ciekawości, niekiedy też dla porównań z klasyką tego gatunku sztuki. Twórczość sceniczna Zygmunta Krauze, wielu stołecznym widzom jest już znana, bowiem na scenie kameralnej Teatru Wielkiego wystawiano już Gwiazdę, a Warszawska Opera Kameralna posiada w repertuarze Balthazara. Najnowsze dzieło sceniczne, Iwona, księżniczka Burgunda jest trzecią operą skomponowaną przez Zygmunta Krauze. W 2004 roku miało koncertowe prawykonanie w Paryżu, a w dwa lata później na scenie Teatru Narodowego w Warszawie. Teatr Wielki - Opera Narodowa produkcję nowej opery przygotował na 1 lutego 2007 roku, lecz zobaczyłem dopiero przedstawienie grane po raz trzeci, 6 maja br.

Image

Wprawdzie dla mnie nie było to nowością, lecz spektakl grany w widzami umieszczonymi na scenie ma w sobie coś ekscytującego. Widzowie zajmując miejsca od razu mają wizualny kontakt z tonącą w zieleni scenografią I aktu. Wszak jego akcja będzie toczyła się w parku księcia Filipa. Autorzy libretta, Grzegorz Jarzyna wraz z kompozytorem treść opery oparli na dramacie Witolda Gombrowicza. Zachowali w nim poetycką wieloznaczność osobowości występujących postaci, a realizatorzy omawianej inscenizacji spektakl podzielili na dwie części.

W programie kompozytor przyznał, że muzykę do tego utworu tworzył intuicyjnie, spontanicznie i w stosunkowo krótkim czasie. Uważa, że wobec treści słowa powinna, więc mieć charakter ilustracyjny. Mnie urzekała delikatność dźwięków i zmieniający się koloryt barw. W tej operze muzyka stanowi jakby podkład dla przebiegającej akcji i tylko niekiedy zauważałem spójność z tym, co przeżywają bohaterzy. Niezależnie od stosunkowo dużego składu orkiestry mamy tu do czynienia z operą kameralną choćby z uwagi na udział jedynie 10 solistów i brak chóru.


Image

Marek Weiss - Grzesiński reżyser i jednocześnie inscenizator przedstawienia, na warszawskiej scenie jest doskonale znanym producentem. Dla mnie również, bo tym razem zobaczyłem już 35. dzieło tego artysty. Nie pierwsze w tej konwencji, bowiem dokładnie 20 lat temu w Bramach raju publiczność zamiast na widowni, również została umieszczona na ogromnej scenie Teatru Wielkiego.

Image

Pierwsza część Iwony przebiega w eleganckim parku projektu Wiesława Oklo, druga już w bardziej "umownych" apartamentach Księcia. Polegały na likwidacji zielonych alejek i początkowym umieszczeniu kanapy, a na końcu długiego stołu, przy którym skona ugodzona ością tytułowa bohaterka. W znacznym stopniu realizatorzy i wykonawcy mieli tu możliwość do swobodnej interpretacji zjawisk i zachowań poszczególnych bohaterów. W moim odczuciu reżyser osobom dramatu nadał tak wyraźne cechy, że wszyscy byli wystarczająco czytelni w odbiorze.

Ładne kostiumy zaprojektowali je Gosia Baczyńska i Wojciech Dziedzic, lecz dla przebiegu akcji nie mających widocznego związku z akcją. Tytułowa bohaterka, którą grała Kinga Preis w tym przedstawieniu jest bardzo ładną dziewczyną, (nie tak szkaradną jak u Gombrowicza), niewiele mówiącą, lecz bardzo dobrze grającą. Zakochany w niej Książę Filip - Adam Zdunikowski prawidłowo przedstawił swoją rolę, lecz pod względem wokalnym w pełni nie wykorzystał walorów swego głosu.

Image

Z kolei Magdalena Barylak grająca jego matkę, Królową Małgorzatę imponowała zarówno linią wokalną jak i aktorską. Jej sceniczny mąż, Król Ignacy - Dariusz Machej popisał się zręcznym warsztatem aktorskim. W partii Szambelana wystąpił Artur Ruciński, artysta prawidłowo władający przyjemnym w barwie barytonem. Rzadkim zjawiskiem jest pisanie ról dla kontratenorów. Jednak w tym przypadku kompozytor taką decyzję podjął i dzięki temu partię Cyryla zaśpiewał Piotr Łykowski. Artysta dysponuje przyjemnej barwy głosem i świetną techniką wokalną. Także wizualnie stworzył interesującą postać. Pozostali soliści w epizodycznych rolach niewiele mieli do zaśpiewania. Lecz mimo to Monika Ledzion podobała się jako Iza, a Krzysztof Kur równie sympatycznie przedstawił rolę Cypriana. Ostatnie epizody to ciotki. Joanna Cortés z wielkim wigorem, znakomicie śpiewała i rewelacyjnie grała Ciotkę I, a Agnieszka Dąbrowska z charakteru podobną do niej Ciotkę II.

Wilfried Górny