Przegląd nowości

Pan Twardowski w kasynie

Opublikowano: wtorek, 01, maj 2007 02:00

Nietypowo rozpoczął się tegoroczny XIV Bydgoski Festiwal Operowy, bo premierą baletu Ludomira Różyckiego - "Pan Twardowski" w wykonaniu własnego zespołu baletowego i w choreografii Marka Zajączkowskiego, kierującego nim od dwóch lat. Choć Bydgoszcz nie była zaliczana do czołówki baletowej kraju, warto przypomnieć, że od początku istnienia opery w tym mieście - jeszcze jako Studio Operowe - miała ambicje pokazywania tej sztuki i to jej najwartościowszych dzieł. Już w 1958 wystawiono "Dziadka do orzechów", w 1962  - "Romeo i Julię", a w 1972 nawet "Jezioro łabędzie", nie mówiąc już o innych baletach klasycznych, na których wystawienie pozwalał 40-osobowy (w 1965 r.) zespól baletowy, spełniający często rolę usługową w stosunku do przedstawień operowych. 

Image

      Niektóre z baletów wystawiano nawet dwukrotnie - tak było z "Romeo i Julią" (powtórnie - w 1987 r.), ale i z  "Panem Twardowskim", którego po raz pierwszy pokazano w Bydgoszczy w 1966 r. w choreografii Rajmunda Sobiesiaka (w scenografii R. Bubiec) , a w 1982 r. Przemysław Śliwa zmierzył się z legendą o polskim czarnoksiężniku w "Opowieści o mistrzu Twardowskim" (w scenografii Jana Bernasia). Ta popularność baletu Różyckiego wynikała nie tylko z faktu, iż jest to pierwszy pełnospektaklowy balet polski, ale i z uwagi na bajkowe libretto osnute na legendzie o Twardowskim i barwne tańce charakterystyczne: polkę-mazurkę, czardasz, mazur, marsz, oberek, krakowiak, walc, dające pole do popisu nie tylko tancerzom, ale także autorom kostiumów.


Image

Życiorys artystyczny obecnego choreografa, jego zainteresowania tańcem ludowym, wskazywał, iż wystawi ten balet tradycyjnie, a scenograf będzie mu wtórował realistycznymi dekoracjami i kostiumami. Tymczasem Marek Zajączkowski z Mariuszem Napierałą (inscenizator i scenograf, także autor kostiumów) stworzyli widowisko będące odnośnikiem do czasów współczesnych, choć osnute na libretcie Stefanii Różyckiej. Zamiast zatem kotów na dachach Krakowa są narkomani, zamiast kuszenia skarbami w kopalniach srebra w Olkuszu jest kopalnia diamentów, zamiast kuszenia czarownic na Krzemionkach - seks  w pracowni Twardowskiego, a zamiast karczmy Rzym - kasyno Rzym z rewią mody na schodach.

Image

Zachowano jedynie wywoływanie ducha Barbary (najpiękniejsza ze scen), Lajkonika oraz fantastyczną krainę Wschodu - którą choreograf umieścił na Bali - miejscu wycieczek nowobogackich. Oczywiście, konsekwencją tak widzianego libretta jest rodzaj tańca - klasyki tu mało i nie najwyższych lotów, są natomiast różne techniki tańca współczesnego, co nie zawsze daje dobre efekty w powiązaniu z muzyką Różyckiego.

Jednak największym walorem przedstawienia są światła oraz scenografia, które tworzą niebywale urokliwy klimat tej bajkowej opowieści.

Image

Reżyserem świateł jest Bogumił Palewicz, znany nie tylko z realizacji wrocławskich przedstawień operowych, ale i z reżyserii światła w filmach. Dzięki nowoczesnemu wyposażeniu tej najnowszej polskiej sceny operowej mógł pokazać nie tylko możliwości techniki, ale przede wszystkim cały swój kunszt operowania światłem. Promienie świetlne zawieszone w dymach, pozwalających na stworzenie atmosfery nierzeczywistości,  malują i poruszają genialnie ascetyczne prostopadłościany dekoracji, które dzięki temu przemieniają się - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - w przedmioty, budowle, krajobrazy, zmieniają klimat poszczególnych scen, obrazów, ich koloryt. Tak symbolicznie potraktowana scenografia nadaje temu ludowemu baletowi zupełnie inne walory, stawia go w nowym świetle - także w warstwie filozoficznej.  Wzbogaca ją o nowe znaczenia, przenosi widza w rejony wyobraźni malarskiej. Co skłania do przypuszczeń, że spektakl będzie przyciągać do teatru publiczność w różnym wieku i o róznych upodobaniach artystycznych.

Anna Leszkowska