Przegląd nowości

Piotr Beczała w Filharmonii Poznańskiej wyśpiewał wszystkie odcienie miłości.

Opublikowano: niedziela, 15, kwiecień 2007 02:00

Filharmonia Poznańska im. Tadeusza Szeligowskiego od wielu lat prowadzi cykl zwany Koncertami Poznańskimi. W jego ramach mieszczą się koncerty " Gwiazdy Światowych scen Operowych". Na ostatnim (377) 14 kwietnia 2007 r. solistą był znakomity polski tenor liryczny, Piotr Beczała. Z towarzyszeniem Orkiestry Filharmonii Poznańskiej pod batutą Łukasza Borowicza przedstawił program, na który w pierwszej części składała się muzyka francuska, a w drugiej włoska i słowiańska.

Image

Koncert rozpoczęto brawurowym zagraniem uwertury Coriolan Ludwiga van Beethovena. Program skonstruowano w taki sposób, że każde wejście solisty rozdzielono utworem orkiestrowym w swoim stylu i temacie korespondującym z mającą po nim nastąpić produkcją wokalną. Tak, więc publiczność z przyjemnością wtapiała się w słodkie brzmienia następujących fragmentów operowych takich jak: suita orkiestrowa Walc z II aktu opery Faust, preludium do opery Werther, uwertura do oper: Napój miłosny, Linda z Chamonix, Moc przeznaczenia oraz polonez z opery Eugeniusz Oniegin. Przyznać należy, że młody, niezwykle utalentowany dyrygent Łukasz Borowicz wnikliwie odczytał zalety muzyki poszczególnych kompozytorów i zaprezentował je z maestrią godną dla muzyka wysokiej klasy. Po pojawieniu się solisty na estradzie już od pierwszych taktów arii z opery Faust widać było, że dyrygent właściwie pojmuje specyfikę muzyki francuskiej i umiarem traktując orkiestrę dając soliście możliwość na rozwijanie linii melodycznej głosem z należną śpiewnością. Odpowiednim wyczuciem stylu muzyki włoskiej i słowiańskiej. Znalazł wspaniałe porozumienie z wspomaganiem solisty, którego w przeciwieństwie do spektaklu operowego na estradzie wcale nie widział. Brawo.


Piotr Beczała nieprzeciętny popis kunsztu wokalnego rozpoczął od arii Fausta Salut! demeure chaste et pure. W jej interpretacji zawarł bardzo dużą ilość romantycznych akcentów rozwijanych w eleganckich, długich frazach. Zadziwiał urodą głosu, który wprawdzie otrzymał od Boga, lecz zaletą śpiewaka jest umiejętnie jego prowadzenie. Następnie pozostając w kręgu muzyki Gounoda wprost zniewalał kunsztownym przedstawieniem arii Romea L'amour, l'amour, - Ah! Léve-toi, soleil. Na koniec pierwszej części koncertu usłyszeliśmy także francuskiego kompozytora, Masseneta. W arii Pourquoi me réveiller? w której Werther z powodu nieszczęśliwej miłości popełnia samobójstwo pan Piotr utopił serca publiczności w szczerym zachwycie. Należy nisko schylić czoło nad jego muzykalnością

Image

Drugą część wieczoru, przechodząc do muzyki włoskiej rozpoczął od zaśpiewania, bez powszechnie stosowanej ckliwości niezwykle popularnej arii, Nemorina Una furtiva lagrima. Zachwycał w niej umiejętnością prowadzenia głosu we włoskim stylu bel canto. To był naprawdę przepiękny śpiew konsekwentnie kontynuowany w nieco innej wyrazowo arii Edgara Tombe degl' avi miei z "Łucji z Lammermoor". Przechodząc do Verdiego, jako Alfredo o swoim szczęściu śpiewając Lunge da lei... De'miei bollenti spiriti z II aktu opery "La Traviata" pozwolił nam odczuć piękno świeżego uczucia. Swym entuzjazmem, przekonywał i wzruszał. W tym przypadku za genialne ujawnienie najwyższych dźwięków spotkał się z huraganowym aplauzem. Na zakończenie programu ujmująco zaśpiewał arię z opery "Eugeniusz Oniegin" Kuda, kuda, kuda wy udalilis. Także przyjętą przez publiczność ze szczególnym wybuchem entuzjazmu.

Miłym, aczkolwiek smutnym dla poznańskiej publiczności akcentem był fakt, że wielki śpiewak swój koncert dedykował tragicznie zmarłemu barytonowi, ulubieńcowi Poznaniaków, Wojciechowi Drabowiczowi. Obaj znakomici artyści na scenie spotkali się tylko jeden raz. Miało to miejsce w Theater an der Wien przy produkcji opery Jolanta Czajkowskiego. W dalszych planach, za dwa lata chcieli wspólnie wystąpić w swoich popisowych rolach należących do tej samej pozycji repertuarowej. Niestety to już nie nastąpi.

Image

Po czym po gorących wiwatach publiczności przybyłej z wielu polskich miast m.in. Warszawy, Krakowa, Szczecina... wybitny artysta podarował nam kilka bisów. Na pierwszy wybrał najpiękniejszą z pięknych u Moniuszki, jaką jest aria Stefana Cisza dokoła, noc jasna, czyste niebo, na tle tęsknego motywu wiolonczeli z pełnym lirycznym nasyceniem poddał się rozmarzeniu. Jakże subtelnie poddał się refleksji w motywie ślubów kawalerskich Nie, nie! Nie myślmy o tym! Ale, przecież ten artysta prawie połowę swego życia mieszka poza ojczyzną. Powiedział, że tę arię ostatnio śpiewał jeszcze podczas studiów w katowickiej Akademii Muzycznej. Bardzo chętnie zaśpiewałby całą partię Stefana, lecz europejskie i amerykańskie teatry "Strasznego dworu" nie wystawiają, a z polskich teatrów do tej pory tego typu oferty nie otrzymał.

Ponieważ temperatura owacji stale rosła kolejnymi bisami była brawurowo ze sporą płynnością dźwięku zaśpiewana aria La donna é mobile z opery "Rigoletto" i jeszcze raz powtórzona Lunge da lei... De'miei bollenti spiriti z "Traviaty", w której ponownie dla osiągnięcia pożądanego wyrazu artystycznego swobodnie wydłużał pewne wartości rytmiczne, kosztem skracania innych. Poza tym, że Piotr Beczała w poszczególnych utworach wyśpiewał wszystkie odcienie miłości, można było zauważyć, że posiadał doskonałą pracę nad oddechem, co dowodzi, iż prowadzi wyrównany poziom wolumenu głosu we wszystkich rejestrach. Prezentując odmienne gatunkowo i muzyczne arie pieczołowicie przestrzega należnych im odmienności stylistycznych. W każdej z nich udowodnił jak głęboko wnika w jej znaczeniowy tekst, a samą wartość słowa podporządkowuje specyficznej melodyce francuskiego, włoskiego, rosyjskiego, bądź polskiego języka. Tak, więc piękno dźwięku lirycznego tenora z głębokim interpretacyjnie wglądem w rolę, oparte prawidłową techniką wokalną, w efekcie zaświadczyło, że Piotr Beczała należy obecnie do światowej pierwszej ligi tenorów. Dla nas, Polaków zaszczytem jest, że ten znakomity Polak również śpiewa w Polsce. Oby jak najczęściej.

Wilfried Górny.