Przegląd nowości

Poznaliśmy głos i talent wokalny Piotra Beczały

Opublikowano: czwartek, 22, marzec 2007 01:00
Głos i talent Piotra Beczały jest spełnieniem najpiękniejszych snów polskich melomanów. Ów sen na scenie Teatru Wielkiego - Opery Narodowej ziścił się podczas przedstawienia opery "Rigoletto", 21 marca 2007 roku. Oczekiwany z niebywałym napięciem występ znakomitego polskiego tenora lirycznego w partii Księcia Mantui na polskiej scenie operowej stał się nie lada wydarzeniem kulturalnym.

Image

O wznowionej w styczniu produkcji niedawno pisaliśmy. Ogólnie w jakości muzycznej przedstawienia niewiele się z mieniło, a szkoda, bo fatalnie śpiewający chór nie poprawił się wcale, zresztą całkiem podobnie jak poprzednio zabrakło perfekcyjnej spójności tego, co śpiewają na scenie z tym, co płynie z kanału orkiestrowego. Niestety akurat niezbyt idealne porozumienie pomiędzy dyrygentem Tiziano Severinim, a bezsporną gwiazdą wieczoru, Piotrem Beczała źle zaowocowało w pełnej temperamentu balladzie con eleganza Questa o quella. Słuchając przepięknej urody tenorowego głosu odnosiło się wrażenie, że artysta jednocześnie poszukuję porozumienia z dyrygentem (w zakresie przyspieszonego tempa) oraz ze... zdradliwą akustyką sali Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie.

Później już szło coraz lepiej. Choćby w epizodycznej scenie z Hrabiną Ceprano, (którą ślicznie zaśpiewała Jeanette Bożałek), Książe Mantui z pełną elegancją prezentował nieprzeciętny talent wokalny i trafnie do niego dopasowaną warstwę aktorską. Muzykalnością imponował w XI scenie i duecie I aktu Signor né principeio lo, vorrei, chociaż jego partnerka, Gilda (Yelda Kodalli), poważnie zmagała się z problemami intonacyjnej natury. W szczególnie miłej pamięci zapadło mi rozumne przestrzeganie przez solistę linii melodycznej Verdiego, pełnią wyrazu i emocji jakby nie było miłosnego duetu.

Image

Podobnie interesująco zaczął I scenę w II akcie Ella mi fu rapita! i dalszą już bardziej dramatyczną Possente a mor mi chiama. Na koniec zachwycił fantastyczną interpretacją najpopularniejszej kancony La donna é mobile oraz mistrzowskim udziałem w trudnym, aczkolwiek mniej słynnym kwartecie Un di, se ben rammentomi, o bella. Zagrał Księcia Mantui z pasją i wyrazistym zaangażowaniem, dzięki czemu był to książę współczesny i naturalnie spontaniczny aktorsko. Po ariach i na zakończenie spektaklu spotkał się z ogromną i zasłużoną owacją.
Piotr Beczała podczas warszawskiego debiutu udowodnił, że krążące o nim opinie są słuszne i obecnie należy do pierwszej ligi na światowym firmamencie gwiazd opery. Miejmy nadzieję, że na stałe zagości nie tylko w stolicy, ale i na innych krajowych scenach, przede wszystkim w Krakowie - mieście, w którym również mieszka.

Wilfried Górny