Historia muzyki klasycznej na Przystanku Woodstock, ze szczególnym uwzględnieniem edycji 2010 roku.
Gitara, wokół której rozpostarte są dwa białe skrzydła. Logo o takim wyglądzie było jednym z symboli ostatniej edycji Przystanku Woodstock, jednego z największych na świecie festiwali muzycznych. Równie dobrze zamiast gitary mogłyby w tym znaku graficznym znaleźć się skrzypce, instrument kojarzony bardziej z muzyką poważną niż rozrywkową. Nie tylko dlatego, że jest to instrument, na którym grał Nigel Kennedy - jedna z największych gwiazd tegorocznej odsłony festiwalu, czy też z tego powodu, iż jest to narzędzie pracy Michała Jelonka, kończącego ostatni Przystanek w nagrodę za to, iż jego występ z poprzedniej edycji Woodstocku publiczność uznała z najlepszy (w ramach tego artysta został uhonorowany "Złotym Bączkiem" - nagrodą publiczności przyznawaną za najlepszy koncert podczas festiwalu).

Także dlatego, iż skrzypce symbolizować mogłyby muzykę klasyczną, która na zakończonym niedawno Przystanku Woodstock osiągnęła apogeum w historii swojej obecności na tym, jak twierdzą sami organizatorzy na czele z Jurkiem Owsiakiem na, najpiękniejszym festiwalu świata. Choć może równie dobry w miejscu gitary byłby fortepian...
Historia
Dla Jurka Owsiaka bezpośrednią inspiracją do zorganizowania Festiwalu, którego 16. edycja niedawno dobiegła końca, była impreza zorganizowana w dniach 12-14 sierpnia 1994 roku, będąca uroczystą rocznicą obchodów 25-lecia legendarnego Festiwalu Woodstock. Tak jak w 1969 roku wystąpili wówczas Joe Cocker i Carlos Santana. Pojawiały się także inne, ówczesne-współczesne gwiazdy jak choćby Green Day, Metallica czy Aerosmith.

Dla Owsiaka ważniejsze jednak od strony muzycznej były idee, które w swoim czasie stały się siłą napędową oryginalnego Woodstocku, jak i - wg niego samego - także jego remaku po ćwierćwieczu. "Miłość, przyjaźń, muzyka", te dobrze nam znane i inne hasła-symbole były Owsiakowi bliskie od dawna. Najlepszy dowód tak pojętej otwartości dał, wymyślając Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, która jest od Przystanku Woodstock dwa lata starsza. Zresztą Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest organizatorem festiwalu. Pieniądze na jego organizacje nie pochodzą jednak z datków na Fundację, której coroczne finały są fenomenem na skalę światową. Woodstock finansowany jest w całości z pieniędzy pozyskanych od sponsorów oraz z odsetek bankowych naliczanych ze zgromadzonych na kontach Fundacji pieniędzy zebranych podczas finałów. Festiwal jest, przede wszystkim podziękowaniem dla wolontariuszy Orkiestry, zwłaszcza za ich pracę podczas finałów.
Pierwszy Przystanek Woodstock odbył się w Czymanowie. Jego kolejna edycja miała miejsce w Szczecinie, a w latach 1997-2003 woodstockowiczów gościły Żary (poza 2000 rokiem w którym to impreza odbyła się nieoficjalnie w Lęborku - tzw. Dziki Przystanek Woodstock). Od 2004 roku gospodarzem festiwalu jest Kostrzyn nad Odrą.

Historia Przystanku Woodstock to oczywiście temat na odrębny artykuł. Nie sposób jednak nie wspomnieć, iż nie jest to typowy festiwal muzyczny. Oczywiście strona artystyczna jest najważniejsza, ale Przystanek na czas swego trwania (2 lub 3 dni) jest społecznością, w której - jakkolwiek banalnie to zabrzmi - każdy może znaleźć coś dla siebie. Festiwal rozrastał się z każdą edycją, dodając z kolejnym rokiem coraz to ciekawsze możliwości spędzania czasu dla swoich gości. Gastronomia, pasaż handlowy, punkty usługowe, warsztaty artystyczne, projekcje filmowe, zawody sportowe, oddawanie krwi, spotkania z ciekawymi ludźmi, punkty konsultacyjne, wioska piwna, liczne happeningi czy nawet swego rodzaju "Przystanki na Przystanku", czyli miejsca wyodrębnione (teoretycznie) dla jakiś subkultur, religii czy ideologii - jak np. Pokojowa Wioska Krishny, Przystanek Jezus (dwie pierwsze to także przykłady organizacji pozarządowych, który zawsze są silnie reprezentowane na Woodstocku), Wioska Motocyklowa, Wioska Wegetariańska - to tylko niektóre z elementów sprawiające, iż społeczność przystankowa jest otwarta, radosna, zintegrowana, a przede wszystkim pozytywnie nastawiona. Wypadałoby dodać także "bezpieczna", bo przypadków śmierci, rozbojów, kradzieży i innych przejawów agresji jest za każdym razem w trakcie trwania Przystanku (w którym udział jest bezpłatny) mniej niż w przeciętnym, dużym mieście o porównywalnej do grupy woodstockowiczów liczbie mieszkańców.

Muzyka
Gatunkami muzycznymi najczęściej kojarzonymi z festiwalem w ciągu 16 lat jego istnienia są, przede wszystkim rock (w rozmaitych odmianach), folk i reggae. Od początku istnienia Przystanek gościł czołówkę polskiej sceny muzycznej. Na Woodstocku, za symboliczne 100 zł jako "zwrot kosztów podróży" zagrali (niektórzy wielokrotnie) m.in.: Dżem, Urszula, Voo Voo, T-love, Maanam, Hey, Myslovitz, Zbigniew Hołdys (który później zasłynął jako współtwórca i pierwszy prowadzący Akademii Sztuk Przepięknych), Acid Drinkers, Raz Dwa Trzy, Pidżamo Porno, Big Cyc, Vader, Coma, Armia, Maleo Reggae Rockers. Nie zabrakło także zagranicznych gwiazd, jak choćby Die Toten Hosen, Type Of Negative, The Stranglers, Guane Apes czy Papa Roach.
Od początku na Przystanku pojawiali się - zgodnie z jego pierwowzorem - artyści związani z muzyką rozrywkową, ale w twórczości niektórych z nich można bez problemu odnaleźć powiązania z muzyką poważną. Świetnym przykładem jest tutaj zwłaszcza zespół Ankh, który swoją rockową-folkową stylistykę wzbogacał elementami muzyki klasycznej. Istotnymi instrumentami były u nich skrzypce i altówka, a w repertuarze grupy można było usłyszeć choćby rockowe aranżacje utworów Griega czy Paganiniego. Taka muzyczna mieszanka była dla publiczności strzałem w dziesiątkę, o czym najlepiej świadczy fakt, iż grupa dwukrotnie zdobywała "Złotego Bączka". Ich występy zostały bowiem uznane za najlepsze zarówno na drugim jak i na trzecim Przystanku. Z tego zespołu wywodzi się, wspominany już Michał Jelonek, o którym będzie jeszcze mowa w dalszej części tekstu.

Akcenty związane z muzyką poważną, takie jak instrumentarium i swoista "oryginalność", można było usłyszeć w repertuarze także innych zespołów występujących w historii na Przystanku (np.: 2Tm,2,3; Hunter, Świetliki, Korpiklanni czy Gang Olsena wspomagany w 2007 roku orkiestrą smyczkową). Nie były to jednak zespoły grające muzykę klasyczną. Elementy muzyki poważnej usłyszeć można było ponadto np. w trakcie koncertu Swarzędzkiej Orkiestry Flażoletowej (m.in. w 2003 roku), Orkiestry Smyczkowej "Kostrinelli", która wraz chórem wykonała Harnasia Henryka Mikołaja Góreckiego (2005 rok), u grupy eksperymentalnej Karbido (2008 rok), zespołu Kroke czy tria jazzowego Leszek Możdżer, Lars Danielsson i Zohar Fresco (oba występy w 2009 roku).

Orkiestrowym akcentem Przystanku jest tradycyjny początek Woodstocku, który na Dużej Scenie (czyli głównej scenie Festiwalu, jednej z największych tego typu konstrukcji w Europie, na której odbywały się wspomniane wyżej koncerty) rozpoczyna tradycyjna pieśń Glory, Glory, Alleluja w wykonaniu miejscowej orkiestry. Inny orkiestrowy element mieliśmy w tym roku. Wymyślona przez serwis aukcyjny Allegro tzw. Eko Orkiestra pobiła - na specjalnie wydzielonym do tego obszarze - rekord Guinnessa na największą orkiestrę grającą na instrumentach pochodzących z recyklingu. 618 osób zagrało m.in. na stalowych i plastikowych beczkach z membranami ze zużytych banerów, wiaderkach z zużytych farb, basach z rur PCV, starych komputerach, skanerach czy faksach. "Instrumenty" te zostały wykonane m.in. na warsztatach zorganizowanych w strefie Allegro na Przystanku.
Ważnym momentem dla obecności muzyki klasycznej na Woodstocku było wprowadzenie w 2001 roku i istnienie po dziś dzień tzw. Małej Sceny, zwanej też Sceną Folkową. Jak sama nazwa wskazuje prezentują się na niej artyści grający szeroko rozumianą muzykę etniczną, ludową, regionalną czy też kojarzoną z jakąś grupą społeczną lub narodem (np. muzyką celtycka, szkocka, góralska). Termin "muzyka folkowa" jest bowiem mało precyzyjny. Sama Mała Scena w ciągu dziewięciu lat swego istnienia także straciła (na szczęście) trochę swój charakter, gdyż poza zespołami grającymi folk i folk rock pojawiają się tam artyści prezentujący tzw. muzykę świata, rock alternatywny czy szanty lub też tak specyficzni jak choćby Arka Noego. Na tegorocznym Przystanku mieliśmy tam nawet... rock-operę. Istotną rolą odgrywają na niej instrumenty kojarzone z muzyką klasyczną, zwłaszcza smyczkowe. Zespoły takie jak m.in. Carrantouhill (współorganizatorzy Sceny Folkowej), Kapela, Trebunie Tutki czy Orkiestra Dni Naszych takiego instrumentarium używają. Grupy te prezentowały się zresztą także podczas koncertów na Dużej Scenie. Z pewnością jednak nie grają one muzyki poważnej.

Przełom
Wspomniane przykłady stanowiły namiastkę muzyki poważnej na Przystankach Woodstock. Jej prawdziwy, pełnoprawny debiut miał miejsce podczas 8. edycji festiwalu. Publiczności w Żarach zaprezentowała się wówczas Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Wrocławskiej. Kilkudziesięcioosobowa grupa muzyków zagrała wówczas Boléro (poprzedzony orkiestrową wersją hymnu Polski, niejako "na rozgrzewkę"). Utwór Maurice'a Ravela wykonany został oczywiście w klasycznej aranżacji. Było to pierwsze w dziejach festiwalu tak wyraziste "zderzenie" muzyki poważnej z wybitnie "rozrywkową" publicznością. Zarówno Owsiak, jak i Orkiestra, bali się tego kontrastu. Obawy były uzasadnione tym bardziej, że orkiestra wystąpiła pomiędzy innymi koncertami muzyki zdecydowanie rozrywkowej. Ponadto organizatorzy mieli zaledwie pół godziny, by po zakończonym właśnie koncercie Sweet Noise rozstawić na scenie 80-osobową orkiestrę. Publiczność jednak "poradziła" sobie z odbiorem klasyki. Widownia reagowała różnie. Jedni tańczyli, inni podrygiwali w rytm muzyki. Byli też tacy, którzy stali jaki zahipnotyzowani, jakby uczestniczyli w magicznym spektaklu. Istotnie bowiem, zaprezentowanie jednego z najbardziej rozpoznawalnych utworów muzyki poważnej kilkudziesięciotysięcznej, głównie rockowej publiczności zgromadzonej pod sceną, miało w sobie coś z magii. Tą magiczną symbiozę między muzykami a publicznością można doskonale zauważyć oglądając "Przystanek Woodstock - Najgłośniejszy Film Polski", film dokumentujący przebieg Festiwalu z 2002 roku. Boléro jest pierwszym utworem zaprezentowanym na tym dvd. To najlepiej podkreśla fakt, jakim uznaniem i przyjęciem ze strony młodej publiczności cieszył się pomysł zaprezentowania muzyki poważnej w takim miejscu. Na wspomnianym dvd znalazł się także inny utwór w wykonaniu Orkiestry. Muzycy dodatkowo akompaniowali także Ewelinie Flincie wykonującej utwór Nadzieja, jeden z hymnów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, z repertuaru grupy IRA
Występ filharmoników był kamieniem milowym dla obecności muzyki poważnej na Przystanku Woodstock. Pokazał, że tego typu projekty artystyczne trafiają do zgromadzonej na festiwalu publiczności. O dziwo, jednak Owsiak nie poszedł za ciosem i przez kolejne pięć edycji festiwalu nie mieliśmy wydarzeń na taką skalę. Nie oznaczało to jednak, iż Przystanek przestał się rozwijać artystycznie, wręcz przeciwnie. W 2006 roku została otwarta Akademia Sztuk Przepięknych, która od początku cieszyła się dużym zainteresowaniem, głównie ze względu na spotkania z osobistościami z różnych dziedzin (polityka, dziennikarstwo, kultura, nauka), a także warsztaty artystyczne. Jak się okazało, miejsce to stało się także istotne dla przyszłości muzyki klasycznej na festiwalu - poprzez warsztaty gry na instrumentach (także historycznych), spotkania z artystami, a przede wszystkim koncerty.
Rozkwit
Muzyka poważna na dużą skalę powróciła na Woodstock w 2008 roku i od tego momentu gości już tu na stałe. Choć ten powrót, paradoksalnie, jest poniekąd związany z muzyką rozrywkową. Do tego gatunku bowiem przez wielu ekspertów zaliczana jest operetka, a właśnie koncert operetkowego repertuaru był na 14. Przystanku prawdziwym wydarzeniem. Obecność znakomitych tenorów na czele z Wiesławem Ochmanem oraz akompaniament orkiestry Mazowieckiego Teatru Muzycznego "Operetka" sprawił, iż koncert największych przebojów Jana Kiepury woodstockowej publiczności kojarzył się z muzyką poważną, tak zresztą jak się kojarzy większości słuchaczy.
Teatr "Operetka" im. Jana Kiepury do koncertu delegował swoich najlepszych solistów, znakomitych polskich tenorów (m. in. Arnolda Rutkowskiego, Krystiana Krzeszowiaka, Piotra Friebe, Dariusza Stachurę). Gościnnie wystąpił z nimi także Maestro Wiesław Ochman, który w trakcie Przystanku gościł również w Akademii Sztuk Przepięknych. Śpiewakom akompaniowała ponad 40-osobowa orkiestra symfoniczna "Operetki" pod batutą Tadeusza Karolaka.

W programie koncertu poza obowiązkowym Brunetki, Blondynki (skomponowanym przez Roberta Stolza) znalazły się także m. in. śpiewane przez Kiepurę utwory Pucciniego, Wieniawskiego czy Verdiego z La Donna Mobile na czele. Oprócz przypomnienia twórczości wybitnego polskiego śpiewaka i prawdziwego idola XX wieku mieliśmy też przegląd słynnych arii operowych i operetkowych. Przy okazji więc koncert pełnił rolę edukacyjną, przypominając "nieklasycznej" publiczności także operowe, a więc już jak najbardziej klasyczne standardy.
Koncert, będący swoistą kontynuacją projektu "Polscy Tenorzy Pamięci Jana Kiepury" z 2007 roku (koncert został wydany w postaci dwupłytowego wydania cd i dvd), okazał się spektakularnym sukcesem. Ogromna, blisko 150-tysięczna widownia była oczarowana. Publiczność śpiewała wraz z tenorami, tańczyła w rytm znanych dla siebie melodii. Niektórzy, na prośbę Owsiaka założyli nawet "galowe" stroje, a więc ubrali się elegancko. Oczywiście jak na Przystanek Woodstock przystało, np. zakładając muchy wykonane z ... papieru toaletowego. Zabawa była na najwyższym poziomie, a po skończonym spektaklu artyści dostali zasłużone, długie owacje. Po swoim koncercie orkiestra wspomogła jeszcze projekt "Męska Muzyka" (Wojciech Waglewski - lider Voo Voo, wraz z synami) w utworze Zimno.

Głównymi bohaterami koncertu byli oczywiście tenorzy ale, nie sposób nie podkreślić znaczenia orkiestry akompaniującej śpiewakom. Także dzięki ich udziałowi koncert miał "klasyczny" charakter. Kwartet smyczkowy "Operetki" wystąpił ponadto w Akademii Sztuk Przepięknych. W kameralnej atmosferze zaprezentował zróżnicowany repertuar oraz nietypowe aranżacje. W programie, pokazującym charakterystyczne dla "Operetki" luźne podejście do muzyki poważnej, znalazło się m. in. Divertimento Mozarta. Nie zabrakło także miejsca dla improwizacji i swego rodzaju muzycznych warsztatów.
Kontynuacja
Współpraca Owsiaka z Mazowieckim Teatrem Muzycznym najwyraźniej przypadła do gustu obydwu stronom. Orkiestra, soliści oraz chór "Operetki" wystąpili także na Przystanku rok później. Ponownie dwukrotnie. Wzięli udział w tzw. Koncercie Jubileuszowym, z okazji 40-lecia Festiwalu Woodstock, na którym zostały zaprezentowane utwory z oryginalnego Festiwalu, jak i jego 25. rocznicy z 1994 roku. Właśnie to wydarzenie w 2009 roku cieszyło się największym zainteresowaniem. Dobór wykonawców, poziom artystyczny, a przede wszystkim repertuar koncertu (zwłaszcza jego ostatniej części), podzieliły jednak publiczność na dwa obozy i wzbudziły sporo kontrowersji. O ile utwory z repertuaru gwiazd charakterystycznych dla epoki "dzieci kwiatów" takich jak Dylan, Cocker, Joplin czy Hendrix w wykonaniu naszych rodzimych gwiazd sceny pop-rockowej (Kasia Kowalska, Ewelina Flinta, Piotr i Wojciech Cugowscy, Artur Gadowski, Robert "Litza" Friedrich i inni) były oczywistym i bardzo udanym akcentem, o tyle wprowadzenie do koncertu elementów rapu, hip-hopu czy reggae (choć miały one miejsce w utworach z repertuaru eklektycznych artystów, jak np. zespołu Sly and the Family Stone) było co najmniej zaskakujące. Trudno zatem jednoznacznie ocenić, czy od strony artystyczno-ideowej Koncert Jubileuszowy spełnił pokładane w nim nadzieje. Spodobał się jednak nie tylko Owsiakowi, ale także będącemu gościem specjalnym Przystanku Michaelowi Langowi, jednemu z organizatorów i pomysłodawców oryginalnego Festiwalu Woodstock.
Z pewnością nie można mieć zastrzeżenia do artystów Mazowieckiego Teatru Muzycznego. Swoją obecności dodali oni kolorytu koncertowi i podnieśli jego poziom artystyczny. Orkiestra - obecna w każdym, poza Mazurkiem Dąbrowskiego, w gitarowej wersji Dariusza Kozakiewicza, utworze koncertu - chór i soliści wprawdzie z oryginalnym Woodstock nie mieli nic wspólnego, ale występ artystów z "Operetki" sprawił, iż jubileusz wypadł dostojnie. Tą "dostojność" znakomicie było słychać (i widać) choćby w flagowym dla Woodstocku'69 utworze With a Litlle Help from My Friends, wówczas w wykonaniu Joe Cockera (utwór z repertuaru The Beatles). W Kostrzynie ten rockowy standard otwierał Koncert Jubileuszowy. Braciom Cugowskim towarzyszyła sopranistka, dwóch tenorów, chór i orkiestra. Efekt był zjawiskowy. Podobnie jak w operowej wersji Hej Joe i wielu innych utworach.

Muzycy "Operetki" zaprezentowali się także w operetce Wesoła wdówka. W tym wydarzeniu wzięło udział 106 artystów! W tym także tancerze i aktorzy. Gościnnie z Teatrem wystąpili m. in. Krzysztof Tyniec i Bohdan Łazuka. Ten ostatni ponadto spotkał się także z publicznością w Akademii Sztuk Przepięknych. Koncert słynnej operetki Franza Lehára także odbył się w namiocie ASP. Spektakl został znakomicie przyjęty przez publiczność. Oklaski i śmiech widowni trwały przez cały występ, mimo że rozpoczął się ok. 3, a zakończył ok. 5 nad ranem...Było to specjalne wystawienie tej słynnej operetki. Nie zabrakło w nim także "woodstockowych" dygresji, dyskretnie przemycanych przez artystów.
Prowadzony przez Włodzimierza Izbana (Dyrektor Naczelny i Artystyczny) teatr brał udział także w innych organizowanych przez Owsiaka projektach. Występował podczas finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a także wziął udział w powtórce Koncertu Jubileuszowego, która miała miejsce 2 grudnia 2009 na warszawskim Torwarze. Warto też wspomnieć, iż muzyka klasyczna w różnych formach występuje nie tylko podczas finałów, ale także na organizowanych przez WOŚP koncertach bożonarodzeniowych i wielkanocnych.

Występy muzyków związanych z Mazowieckim Teatrem Muzycznym "Operetka" im. Jana Kiepury to nie jedyne akcenty związane z muzyką poważną podczas jubileuszowej, 15. edycji festiwalu. Publiczność bardzo dobrze przyjęła także koncert tria Leszek Możdżer, Lars Danielsson i Zohar Fresco. Skład polsko-szwedzko-izraelskiej grupy jazzmanów to klasyczne trio jazzowe, czyli pianista, kontrabasista i perkusista. Jednak w wypadku tych uznanych muzyków ich instrumentarium poszerzone jest m.in. o wiolonczelę, czelestę oraz różne instrumenty perkusyjne. Podczas koncertu tej uznanej w środowisku jazzowym formacji nie zabrakło miejsca zarówno na autorskie kompozycje czy improwizację, jak i standardy, także rockowo-podobne jak Smells Like Teen Spirit Nirvany, z dominującą partią fortepianu. Publiczność tradycyjnie dopisała choć większość koncertu odbywała się w deszczu. Paradoksalnie jednak to tylko jeszcze bardziej "nakręciło" klimat tego koncertu i podkreśliło subtelność oraz melodyjność muzyki prezentowanej przez trio.
Oczywiście Możdżer jest nie tylko świetnym pianistą jazzowym, ale równie dobrze czuje się także w muzyce klasycznej, zwłaszcza w utworach Chopina. Potwierdzenie tego dał na kolejnej edycji Przystanku, prezentując muzykę wielkiego polskiego kompozytora zarówno w jazzowych interpretacjach, jak i klasycznych aranżacjach. Doszło do tego także dlatego, iż artysta znakomicie odnalazł się na Woodstocku 2009. Publiczność bardzo dobrze przyjęła nie tylko jego wspomniany wyżej koncert, ale także spotkanie z pianistą w Akademii Sztuk Przepięknych.

Koncert tria Możdżera był jednym z wydarzeń kończących 15. Przystanku. Jednym z pierwszym był zaś występ Michała Jelonka, rockowego skrzypka z "klasycznym" rodowodem. Obronił on pracę dyplomową w klasie skrzypiec w Państwowej Szkole Muzycznej II st. im. Ludomira Różyckiego w Kielcach, czego efektem było wykonanie Koncertu Skrzypcowego D-dur Beethovena z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Kieleckiej. Przez pierwsza lata kariery skupiony był głównie na muzyce klasycznej. Poza wspomnianą orkiestrą współpracował m. in. z Orkiestrą Kameralną Filharmonii Kieleckiej i Kwintetem Smyczkowym "Collegium Musicum". Z czasem jednak skłonił się ku muzyce rozrywkowej współpracując m.in. z De Press, Closterkeller, Perfect czy Marylą Rodowicz. Był też członkiem wspomnianej wcześniej grupy Ankh, a obecnie gra w zespole Hunter (z obydwoma tymi formacji zdobywał "Złotego Bączka"). Jest także członkiem Orkiestry Dni Naszych.

Od 2007 roku, ten wszechstronny muzyk i kompozytor, udzielający się na kilkudziesięciu albumach wielu artystów prezentujących różne gatunku muzyczne, rozpoczął także karierę solową, czego dowodem jest płyta nazwana po prostu "Jelonek". Właśnie materiał z debiutanckiej płyty zdominował koncert podczas Przystanku. W repertuarze znalazły się m. in. 24 kaprysy Paganiniego (znany jeszcze z repertuaru grupy Ankh) oraz słynna uwertura z opery Wilhelm Tell Gioacchino Rossiniego. Publiczność, na której wyraźne życzenie artysta został zaproszony do udziału w Przystanku, przez cały koncert bawiła się wybornie, zawłaszcza przy wspomnianych dwóch utworach. Pogo przy muzyce Paganiniego? Taki widok na koncertach Jelonka to rzecz normalna, tak też było i tym razem. Skrzypek zapytany o to, czy popularyzacja różnych form muzyki poważnej, choćby przez rockowe aranżacje klasycznych utworów, przyczyni się wzrostu zainteresowania klasyką w naszym kraju stwierdził: Mam nadzieję, że tak będzie aczkolwiek moim zdaniem muzyka klasyczna najlepiej wypada właśnie w klasycznych aranżacjach. Niemniej przedstawienie takiej muzyki w sposób uproszczony, na rockowo, podanie jej jakby w innym sosie, może zwrócić większą uwagę na to, że taki Beethoven, Bach czy Vivaldi grali coś fajnego i warto poszukać ich innych utworów, a także zapoznać się z innymi klasycznymi wykonawcami. I nagle okazuje się, że ta muzyka klasyczna wcale nie jest taka niedostępna i nie trzeba mieć górnolotnego wykształcenia czy wrażliwości motyla, aby ją podziwiać i dobrze się przy niej czuć. Nieważne bowiem, czy słuchasz "V Symfonii" Beethovena, "Zimy" Vivaldiego czy utworów Nirvany bądź Metalliki - odczuwasz ciągle te same "ciary", tą samą gęsią skórkę.
Podobną filozofię wyznaje publiczność, skoro po raz czwarty w historii, a po raz pierwszy za solowe wykonanie, przyznała Jelonkowi "Złotego Bączka". Wyróżnienie tym bardziej prestiżowe, bo przyznane za występ na Przystanku, który jak dotychczas zgromadził największą, ok. pół milionową liczbę uczestników. Z pewnością do takiej frekwencji przyczynił się fakt, iż Woodstock obchodził jubileusz 15. urodzin. Jubileusz był potrójny, bo poza numerem Przystanku odbywał się on także w rocznicę oryginalnego Woodstocku oraz wyborów z 1989 roku, uznawanych za moment odrodzenia demokratycznej Polski. "Miłość, przyjaźń, pokój, wolność, rock'n'roll" i inne hasła charakterystyczne zarówno dla Imprezy organizowanej przez Jurka Owsiaka, jak i jej legendarnej poprzedniczki, tym razem działały więc z potrójną siłą rażenia.

Apogeum
Tradycją Przystanków Woodstock jest, iż laureat "Złotego Bączka", a więc nagrody przyznanej przez publiczność za najlepszy koncert podczas poprzedniego festiwalu, daje ostatni występ w trakcie bieżącej edycji imprezy. Tak też było w roku 2010, kiedy na Przystanku muzyki klasycznej było najwięcej w historii imprezy. Jelonek na Dużej Scenie zaprezentował repertuar podobny do zeszłorocznego i tak samo znakomicie przyjęty. Widać było jednak, że akceptacja publiczności bardzo pomaga artyście, bo skrzypek wraz z towarzyszącą mu grupą muzyków na Dużej Scenie czuł się pewniej niż przed rokiem. Nie zabrakło zatem zabaw z widownią, jeszcze większych niż ma to miejscu w przypadku normalnych koncertów artysty. Poza utworami z debiutanckiej płyty i znanymi z koncertu z 2009 roku rockowymi aranżacjami utworów muzyki klasycznej w występie znalazło się miejsce także na skrzypcową wersję muzyki Chopina. Nie mogło być inaczej, skoro Chopin był jednym z "bohaterów" tegorocznej edycji Przystanku.

Prawdziwym bohaterem był natomiast inny skrzypek, jeden z najbardziej oryginalnych muzyków świata. Wirtuoz skrzypiec, którego wersja Czterech pór roku Vivaldiego jest najlepiej sprzedającym się albumem z muzyką klasyczną wszechczasów (ponad dwa miliony egzemplarzy!). Nigel Kennedy, bo o nim oczywiście mowa, jest ekscentrycznym, niezwykle utalentowanym i wszechstronnym skrzypkiem, który równie dobrze czuje się repertuarze Bacha czy Vivaldiego, jak The Doors i Jimiego Hendrixa. Wszystkie cechy swojego muzycznego talentu i wyrazistej osobowości zaprezentował pierwszego dnia 16. edycji Przystanku. Artysta wystąpił z grupą muzyków znaną jako Nigel Kennedy Quintet. Poza czwórką grających z nim od kilku lat polskich jazzmanów (Paweł Dobrowolski - perkusja, Tomasz Grzegorski - saksofon tenorowy, Adam Kowalewski - kontrabas, Piotr Wyleżoł - pianino) w koncercie wzięli udział gościnnie także inni muzycy. W koncercie dominowały utwory z dwóch płyt formacji: "A Very Nice Album" i "Shhh!"
Powszechnie znane są silne związki tego muzyka z naszym krajem. Jego żoną jest Polka, posiada dom w Krakowie, aktualnie jest gościnnym dyrektorem artystycznym Filharmonii Krakowskiej. Poza muzykami ze swojego kwintetu zdarzało się mu się także współpracować choćby ze wspomnianą wcześniej krakowską grupą Kroke. Skrzypek czasem improwizuje także w krakowskich klubach muzycznych. Dobrze się więc stało, iż ten niezwykle popularny artysta zechciał wystąpić na największym festiwalu w kraju, który jest mu tak bliski.

Kennedy zaprezentował się z tradycyjnym, punkowym irokezem na głowie. Ta fryzura podkreśla jego niepokorną duszę. Ujawnił ją także podczas woodstockowego koncertu. Dialogi z publicznością, dowcipkowanie z członków zespołu, przytupywanie w rytm muzyki, picie piwa na scenie czy wreszcie ... śpiewanie to nie są z pewnością zachowania, które możemy spotkać u innych wybitnych instrumentalistów, którzy podobnie jak Kennedy występują w filharmoniach całego świata. Tymczasem te i inne nietypowe elementy obecne były podczas koncertu ucznia samego Yehudi Menuhina i towarzyszącej mu grupy muzyków. Dominował repertuar jazzowy, ale nie zabrakło także elementów folku, fusion (jazz-rock), country oraz najbardziej nas interesującej muzyki poważnej, w postaci choćby Czterech pór roku. Mogliśmy też usłyszeć skrzypcowe aranżacje rockowych standardów: Smoke On The Water Deep Purple i Foxy Lady Hendrixa. O ile sceniczne zachowanie skrzypka mogło widzących go po raz pierwszy dziwić, a nawet szokować, o tyle co do strony artystycznej koncertu, sądzę, że wszyscy byli zgodni. Kennedy to prawdziwy wirtuoz i nawet w momentach, zdawać by się mogło, dużego rozluźnienia grał - na skrzypcach elektronicznych - w sposób mistrzowski. Będziemy mieli okazję się o tym przekonać po raz kolejny, bowiem w planach jest wydanie dvd z tego koncertu.

Chopin
Na chwilę przed rozpoczęciem koncertu Kennedy'ego dobiegł końca inny ciekawy występ, mający miejsce na Małej Scenie (Scenie Folkowej) w Akademii Sztuk Przepięknych, w której to koncerty - w ramach tej sceny - odbywały się w tym miejscu po raz pierwszy. Swój występ zakończył tam - występujący już w przeszłości na Małej Scenie - Witek Łukaszewski, który wraz ze swoją grupą Grand Piano i towarzyszącym im teatrem Teatr 112 zaprezentował, bardzo mało popularny w Polsce gatunek, jakim jest rock-opera. Fortepian Szopena, bo taką nazwą nosiło to muzyczno-teatralne widowisko, swoją wymową nawiązywał do wiersza Norwida pod tym samym tytułem.
Było to zjawisko eklektyczne, uniwersalne i pobudzające wyobraźnię. Tym razem publiczność, niestety, nie dopisała. Mimo to artyści zachowali się profesjonalnie i z pełnym zaangażowaniem pokazali spektakl mający - odwrotnie od utworu, stanowiącego jego inspirację - raczej radosną wymową i traktujący o losie artysty, zarówno XIX-wiecznego, jak i współczesnego. Zresztą nawiązywał do tego także podtytuł - Wielka Sztuka zwycięża czas i granice. Na scenie poza zespołem Łukaszewskiego znaleźli się także aktorzy i tancerze. Jako, iż była to współczesną wizja dzieła Norwida zaprezentowane zostały różne gatunki zarówno muzyczne (m. in. rock i jazz), jak i taneczne (np. balet klasyczny i flamenco), a także inne dziedziny sztuki. Twórcom spektaklu chodziło o metaforyczne pokazanie otwartości Chopina, wskazanie na różnorodność muzycznych inspiracji, jak i ukazanie "rozdarcia" i wszechstronności artystycznej Norwida.

Współczesne oblicze "otwartości" muzyki Chopina mogliśmy zaobserwować, biorąc udział także w ...warsztatach plastycznych poświęcone kompozytorowi (Dariusz Miliński i Mariusz Kaczmarek - "Projekt Chopin") odbywających się w ramach ASP.
Wspomniane wyżej projekty to były jednak przystawki do dania głównego, jakim były dwa, zupełnie różne koncerty chopinowskie, które na 16. Przystanku znalazły się z oczywistej przyczyny Roku Chopinowskiego. Punktem wspólnym obydwu występów, poza muzyką polskiego geniusza, była także osoba Leszka Możdżera.

Ten wybitny pianista jazzowy, ale jednocześnie świetny interpretator muzyki Chopina, zaprezentował się najpierw na Dużej Scenie. Wraz ze - znanym mu jeszcze ze wspólnych występów w jazzowym, awangardowym zespole "Miłość" - kontrowersyjnym Tymonem Tymańskim i jego grupą Polish Brass Ensamble zagrali koncert "Jazzowe Interpretacje Chopina". Był to oficjalny akcent Roku Chopinowskiego na Przystanku Woodstock. Jakbyśmy więc na to nie patrzyli, żaden z dotychczasowych projektów chopinowskich realizowanych na całym świecie nie mógł liczyć na taką frekwencję, jak występ Możdżera z grupą jazzową Tymańskiego podczas tego, było nie było, rockowego festiwalu. Poproszony o skomentowanie tego faktu Owsiak, pomysłodawca koncertu, powiedział: Nie mogliśmy nie zauważyć Roku Chopinowskiego. Leszek Możdżer tylko nam nie odmówił tego typu projektu. Wszystko jest przygotowane profesjonalnie. I rzeczywiście było. Jazzowe aranżacje utworów Chopina, z których słynnie Możdżer, w połączeniu z jazz-rockową muzyką Polish Brass Ensamble dały bardzo nietypowy, wręcz prowokacyjno-zadziorny efekt.
Ale skoro Możdżer twierdził, iż "Chopina zagrają po chuligańsku" to tak najwyraźniej miało być. Możdżer w swoim stylu, grał z dużą dozą improwizacji i awangardowym podejściem do klasycznych tematów. Towarzyszący mu muzycy za pomocą swoich instrumentów podkreślali oryginalność jego interpretacji. Partie fortepianu przeplatały się z jazzowymi impresjami, rockowymi harmoniami i odważnymi wariacjami. Dominowała oczywiście sekcja instrumentów dętych (Antoni "Ziut" Gralak - trąbka, Ireneusz Wojtczak - saksofony tenorowy i sopranowy, Marcin Ślusarczyk - saksofon altowy, Bronisław Duży - puzon) znakomicie współgrająca z perkusją Kuby Staruszkiewicza i kontrabasem lidera Tymańskiego. Momentami Możdżer był w tle pozostałych muzyków grających bardzo dynamicznie, pewnie, ekspresyjnie. Generalnie jednak całość złożyła się na wyrafinowany artystycznie popis free jazzu. Było tak od samego początku, czyli Etiudy c-dur nr.1 op. 10 (etiudy zresztą przeważały na koncercie), w której to najpierw dominowała muzyka Możdżera, a z czasem coraz bardziej słyszalne były pozostałe instrumenty. Zresztą motyw "dochodzenia" instrumentów, rozbudowywanie granego właśnie utworu był jednym z charakterystycznych elementów tego koncertu. Innym były płynne przejścia od fragmentów improwizowanych do harmonicznych. Nie zabrakło także solowych popisów instrumentalistów.

Znalazło się także miejsce na spokojnie utwory, jak Preludium e-moll op. 28 nr. 4. Ci uznani artyści przy całym profesjonalnym podejściu bawili się muzyką. Ich gra była odważna i żywiołowa, ale jednocześnie radosna i energetyczna. Dawali sobie wzajemnie swobodę na scenie, jednocześnie świetnie się uzupełniając. Publiczność doceniła to i bardzo dobrze przyjęła ten trudny koncert. Trudny, bo "czystej" muzyki Chopina oraz fragmentów jego utworów rozpoznawalnych dla przeciętnego słuchacza było stosunkowo mało. Tu jednak, zgodnie z tytułem projektu, liczyły się jazzowe interpretacje jego muzyki.

Na ostatnim Przystanku było jednak także miejsce dla muzyki Chopina w klasycznych aranżacjach. Z nocy z soboty na niedzielę, niedługo po 2.30 nad ranem, swój recital miał Leszek Możdżer. W kameralnych warunkach Akademii Sztuk Przepięknych na Małej Scenie, z ciemności wyłaniali się tylko artysta i fortepian. Koncert odbył się w ramach cyklu "Klasyka nocą", odnoszącego się do, wspominanych także wcześniej koncertów muzyki poważnej, który odbywają się w namiocie ASP i zawsze gromadzą liczną publiczność. Tak też było tym razem. Ludzie w skupieniu słuchali muzyki Chopina w wykonaniu Możdżera, by po każdym skończonym utworze wybuchać burzą oklasków. Na taki odbiór, oprócz wirtuozerii Możdżera, na pewno wpływ miała także otoczka - ciemna noc, namiot, oświetlona scena. Repertuar składał się nie tylko z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych utworów Chopina. Znalazły się nim także mniej "osłuchane" ballady czy nokturny.
Możdżer nie byłby sobą, gdyby utwory Chopina grał jota w jotę z oryginałem. W jego aranżacjach znalazły się także autorskie pomysły. Szczególnie interesujące były zmiany tempa granych utworów. Możdżer, zachowując niezmiennie niezwykłą precyzję gry, "uwodził" publiczność, na przemian zwalniając lub przyspieszając tempo utworów. Wrażenie robiły także imitacje dźwięków innych instrumentów (np. gitary czy cymbałów), które artysta wykonywał z pomocą fortepianu i różnych rekwizytów, jak np. skrawek materiału lub pusta butelka. Grając muzykę Chopina, na taką zabawę mogą pozwolić sobie tylko najwybitniejsi pianiści. A, że polski wirtuoz fortepianu zaliczany jest do tego grona, najlepiej niech świadczy fakt, iż po zasadniczej części koncertu artysta sześciokrotnie bisował! Wśród dodatkowo zagranych utworów znalazł się m.in. jeden z chorałów Bacha, a także "klasycznie" zaaranżowana wersja Imagine Johna Lennona.

Były one świetnym dodatkiem do takich utworów, zaprezentowanych wcześniej jak np. impresja Preludium as-dur nr. 26. Artysta, kojarzony już teraz przez przystankowa publiczność zarówno jako wybitny reprezentant jazzu, jak i muzyki klasycznej, zanim dwukrotnie zaprezentował się na scenach Przystanku, odniósł się do tegorocznych, jak i mających miejsce w przyszłości koncertów z pogranicza muzyki poważnej na Przystankach Woodstock i ich wpływu na popularyzację klasyki: To jest wielka zasługa Jurka Owsiaka, że on tych młodych ludzi "wychowuje" w ten sposób, że daje im możliwość wyboru. Jeżeli dzisiaj jedzie się samochodem i przerzuca się stacje radiowe, to możliwość wyboru między stylami i estetykami muzycznymi jest bardzo nieduża. Właściwie jej nie ma. Mam wrażenie, że jeśli człowiekowi da się możliwość wyboru muzyki, wyboru stylu, to on siłą rzeczy wybierze to, co mu się podoba, to co uważa za wartościowe. Wspaniałe jest to, że ta publiczność tak wspaniale reaguje na klasyczną estetykę i odkrywa w niej wartość.
Przyszłość
Ostatnia edycja Przystanku Woodstock pokazała, iż muzyka poważna w różnych formach już na dobre wpisała się rozkład koncertów i jest odbierana nie gorzej niż inne muzyczne gatunki. Wydaje się, iż Owsiak doprowadził jej obecność do właściwych proporcji w stosunku do muzyki rozrywkowej. Jedno, dwa wielkie muzyczne wydarzenia to właściwa dawka by ta muzyka nie spowszedniała, jednocześnie cały czas podsycać zainteresowanie nią, oraz przy okazji, edukować muzycznie kolejne pokolenia woodstockowiczów.
Sposób prezentacji muzyki klasycznej na tym jednym z największych na świecie festiwali ewoluuje. Niewykluczone zatem, iż w przyszłości doczekamy się takich artystycznych projektów jak, normalny koncert symfoniczny filharmoników czy wystawienie opery. Bardziej realny wydaje się jednak koncert rocka symfonicznego, czyli orkiestrowych aranżacji rockowych utworów w wykonaniu orkiestry symfonicznej i zespołu, którego repertuar byłby wykonywany. Zdecydowanie najlepszy w XXI wieku przedstawiciel rocka symfonicznego w Polsce zespół Perfect, który od 2001 z powodzeniem realizuje projekt "Perfect Symfonicznie", był bliski występu na tegorocznym Woodstocku. Ostatecznie do koncertu nie doszło a i tak występ miał być "normalnym", stricte rockowym koncertem. Być może jednak w przyszłości grupa Grzegorza Markowskiego wystąpi na Dużej Scenie Przystanku z jedną z krajowych orkiestr symfonicznych. Tego typu projekt byłby odwrotnym zjawiskiem do tych, które już mieliśmy na Przystankach czyli rockowych aranżacji utworów muzyki klasycznej (Ankh, Jelonek). W tym wypadku to rock dostałby orkiestrową oprawę. Klasyczne aranżacje rockowych utworów nie muszą być jednak ogromnym, kilkudziesięcioosobowym (orkiestra + zespół) przedsięwzięciem. Można taki efekt uzyskać w kameralnych warunkach na Małej Scenie w Akademii Sztuk Przepięknych, zapraszając do występu np. Kwintet Śląskich Kameralistów, który wydał niedawno znakomitą płytę ze smyczkowymi aranżacjami hitów lat 60. i 70. (m. in. Queen, The Doors, Pink Floyd, Deep Purple, The Beatles, Elvis Presley). Oczywiście przedstawicieli różnych rodzajów mariażu rockowych dźwięków i poważnej instrumentalizacji możemy znaleźć także zagranicą. Chyba nie jest do końca szalone choćby rozważenie występu na Woodstocku często goszczących w naszym kraju byłych członków legendarnego Electric Light Orchestra (występujących jako Electric Light Orchestra Former Members) - dających wspólne koncerty z różnymi polskimi orkiestrami symfonicznymi - jak i rockowych wiolonczelistów z fińskiego zespołu Apocaliptyca.


Utarło się przekonanie, iż muzyka rozrywkowa ma innych odbiorców niż klasyczna, a te dwa gatunki dzieli przepaść. Tymczasem projekty realizowane na Przystankach Woodstock pokazują, iż takie mniemanie jest błędne. Inna sprawa, że formalny podział muzyki na poważną i rozrywkową jest stosunkowo sztuczny. Na dobrą sprawę każda muzyczna forma może należeć zarówno do jednej, jak i drugiej kategorii. Świetnym tego przykładem jest operetka, przez Wiesława Ochmana nazywana muzyką "popularno-klasyczną".
Reakcje ludzi bawiących się na Woodstocku udowadniają, iż dobra muzyka nie ma ograniczeń. Nieważne, czy nazwiemy ją poważną, rozrywkową czy z pogranicza gatunków. Ważna natomiast jest jej popularyzacja i wskazywanie jej miejsca w kulturze. A to festiwalowi Owsiaka udaje się bardzo dobrze.
Michał Bigoraj