Tegoroczny, 48. w kolejności Festiwal Moniuszkowski w Kudowie -Zdroju, który od kilku lat kierowany jest artystycznie przez Sławomira Pietrasa, wyraźnie nakierował swój program na 200 rocznicę urodzin Chopina. Ale żadnej szkody dla patrona Festiwalu z tego powodu nie było, wszak sam Moniuszko żywił do wielkiego twórcy ogromny szacunek i nawet bardzo się denerwował, gdy po śmierci Chopina rodacy pocieszali się faktem, że na posterunku pozostał jeszcze autor Halki.

W programie Festiwalu muzyki Chopina i rozmaitych odniesień do muzycznego Wieszcza było sporo. W koncercie inauguracyjnym mogliśmy posłuchać Koncertu fortepianowego f-moll w wykonaniu młodego pianisty Grzegorza Niemczuka i Orkiestry Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu pod dyrekcją Dariusza Mikulskiego. Wielka szkoda, że pianista był najwyraźniej nieprzygotowany, bo emocji, którymi chciał obdarować publiczność z pewnością miał pod dostatkiem. Dobrze natomiast sprawdziła się na tym wieczorze Eliza Kruszczyńska, tegoroczna zwyciężczyni Konkursu Moniuszkowskiego w Warszawie, która silnym, pięknym w barwie głosem zaśpiewała dwie arie z Halki.
Pięknym akcentem chopinowskim był wieczór pieśni, w którym wystąpił baryton Adam Szerszeń zaś listy Chopina czytała znakomita aktorka Maria Seweryn. Śpiewakowi, któremu towarzyszyła przy fortepianie bardzo muzykalnie grająca Mirella Malorny, zarzucić można jedynie, że ważniejsze było dla niego piękne prowadzenie głosu niż interpretacja tych stylowych perełek wokalnych. Kilka pieśni Chopina wykonała także w trakcie swojego Mistrzowskiego Recitalu Barbara Kubiak - sopran, ale o jej występie trzeba powiedzieć osobno, w największych superlatywach. Muzyka Chopina pojawiła się także podczas wieczoru baletowego Chopin tańczony nocą, gdzie znowu pojawiły się opracowane choreograficznie przez Henryka Konwińskiego fragmenty Koncertu f-moll oraz Preludia tego kompozytora w wykonaniu Marty Jampolskiej i Adama Myślińskiego, uczniów Szkoły Baletowej w Bytomiu, uwagę przykuwał też młody tancerz z Polskiego Baletu Narodowego z Warszawy Oskar Świtała, który zaprezentował dynamiczną wersję taneczną Etiudy Rewolucyjnej oraz Introdukcji i Poloneza C-dur na wiolonczelę i fortepian.

Można powiedzieć, że publiczności festiwalowej każda pozycja programowa bardzo się podobała, chociaż ich jakość była zróżnicowana. Do tych bardziej "rozrywkowych" zaliczyć trzeba widowisko muzyczne przygotowane przez Teatr Muzyczny z Łodzi, obecnie tułający się po różnych scenach z powodu remontu we własnej siedzibie. Spektakl pt. ZNASZ-LI TEN KRAJ.... Spoko, to przecież Moniuszko! w reżyserii Pawła Kruka był zwykłą składanką jazzujących opracowań pieśni Moniuszki dokonanych przez Andrzeja Żylisa. Zapewne ciekawsza byłaby jakaś spójna opowieść przeplatana pięknymi starannie dobranymi pieśniami. Tutaj żadnej myśli wiążącej nie było, obok Kozaka był Dziad i baba, Trzech budrysów, Pieśń wieczorna, które wiązała ze sobą tylko osoba kompozytora, ale to jednak zbyt mało na spektakl. Na plus Teatrowi Muzycznemu policzyć trzeba, że ma w swojej ekipie dobrze przygotowanych wokalistów z ładnymi głosami.
Trzeba wreszcie powiedzieć do dwóch najważniejszych filarach Festiwalu Moniuszkowskiego, których wielkość błyszczała prawdziwym, a nie odbitym światłem gwiazd. To Sławomir Pietras, jako twórca całego programu, ale zarazem nieoceniony i niedościgniony prowadzący rewelacyjne Warsztaty Moniuszkowskie, tryskający energią, inteligentnym humorem i dostarczający nierzadko unikatowej wiedzy o zawiłościach polskiej muzyki. Właśnie na zajęciach prowadzonych przez dyrektora Pietrasa słuchacze mogli się dowiedzieć, dlaczego Moniuszko nie zrobił wielkiej kariery międzynarodowej, choć się o nią na swój sposób starał i czy Chopin znał się osobiście z Moniuszką, bo w jednym czasie obaj mieszkali jako dzieci w Warszawie.

Warsztaty Moniuszkowskie były też wzbogacone muzyką w wykonaniu znakomitych śpiewaków, którym akompaniował bardzo muzykalnie kwartet smyczkowy Pegasus. Gwiazdą Festiwalu była też bezsprzecznie Barbara Kubiak, która nie tylko śpiewała w jednym z Warsztatów, ale niejako z marszu, w nagłym zastępstwie za chorego basa Andrzeja Saciuka, wystąpiła z ogromnym recitalem pieśni i arii operowych, i to tych najtrudniejszych, wymagających największego mistrzostwa wokalnego. Półtoragodzinny recital artystka zaśpiewała niemal bez przerwy na odpoczynek, w sali w której panowała tropikalna temperatura. Mimo tych wszystkich niedogodności recital prezentował się znakomicie i mógł być ozdobą najsłynniejszych sal koncertowych Europy.
Nie byłoby oczywiście Festiwalu Moniuszkowskiego bez stałych pozycji - porannych prezentacji nagrań płytowych z pieśniami Moniuszki oraz kończących imprezę barwnego korowodu i Turnieju Tenorów. Tutaj pozytywnym zaskoczeniem były mało jeszcze znane, choć bardzo obiecujące głosy Wasyla Grocholskiego i Macieja Komandery. I jak zwykle publiczność świetnie się bawiła podczas śpiewanej wspólnie na bis Stretty z Rigoletta Verdiego. A przy okazji Kudowa wzbogaciła się o nowe metalowe rzeźby w Parku Zdrojowym przedstawiające instrumenty muzyczne - fortepian, harfę, kontrabas.
Do zobaczenia za rok.
Joanna Tumiłowicz