

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościUroda brzydoty
Strona 2 z 2 Jakkolwiek nie jestem gorącą zwolenniczką tego typu interpretacji klasyki, to jednak muszę się zgodzić z faktem, że przedstawienie spodobało się poznańskiej publiczności premierowej, bo przy całej swej wulgarności i brzydocie, jest jednak na swój sposób barwne i ciekawe. Jeśli nawet widzów nie interesowały dosyć banalne perypetie bohaterów opery Pucciniego, tutaj mocno zdeformowane i zbrutalizowane, to mogli oni z uwagą śledzić to, co dzieje się na drugim i trzecim planie, a pomysłów reżyserka miała mnóstwo. Chciała jakby w pigułce pokazać życie społecznych nizin, mieszkańców wielkomiejskich slumsów i to się jej udało. Nawet "ubogaciła" muzykę kompozytora trzema melodiami śpiewanymi przez aktorów będących równoprawnymi uczestnikami przedstawienia: przebojem z repertuaru Marilyn Monoroe, celowo fałszowaną piosenką O mój rozmarynie i upiornie zniekształconą kolędą Cicha noc. Publiczność przyjęła te wstawki bez cienia dezaprobaty, choć dla operowych purystów było to jawne świętokradztwo. Trzeba tutaj mocno podkreślić, że warstwa muzyczna opery Pucciniego została przygotowana i zrealizowana na bardzo wysokim poziomie, pomimo perturbacji z obsadą stanowiska dyrygenta. Gabriel Chmura zrezygnował jeszcze w czasie prób, co dodawało pikanterii całemu przedsięwzięciu. Batutę przejęła Aleksandra Nagórka, która poprowadziła operę z ogromną pasją i wydobyła wszystkie soczyste brzmienia z orkiestry. Pewien problem sprawiało nagłośnienie. Moim zdaniem było zbyt mocne i deformujące proporcje dynamiczne pomiędzy solistami i orkiestrą. Ogólnie warstwa słuchowa bardziej przypominała mocno "podsterowane" nagranie płytowe opery niż wrażenie, jakie się ma w teatrze, gdzie głosy płyną swobodnie ze sceny. Pomimo tego można było docenić walory wokalne solistów. Pięknie brzmiał ciepły sopran Mimi, którego użyczyła pucciniowskiej bohaterce włoska śpiewaczka Antonella de Chiara. Dobrym Rodolfo był koreański tenor Sang-Jun Lee, który jednak chyba nieswojo czuł się wypełniając szokujące ewolucje podczas zalotów do Mimi, jak i budząc się półprzytomny na jakimś podwórku obok psiej budy i załatwiając potrzeby fizjologiczne do blaszanego wiadra, które później w duecie z Musettą służyło mu za jedyny rekwizyt. Urzekał piękną barwą barytonową Marcello, w którym trudno było rozpoznać znakomitego Artura Rucińskiego, tak bardzo wczuł się w rolę znarkotyzowanego malarza. Także wyraziste, choć nie zawsze sympatyczne role stworzyli znakomicie dysponowany głosowo Maciej Nerkowski (Schaunard), który wcielił się w transwestytę, i Remigiusz Łukomski jako Colline. Warto zwrócić uwagę, że reżyserka, choć niektórzy recenzenci odsądzali od czci i wiary jej kompetencje muzyczne, dokonała bardzo ciekawego i przekonującego zabiegu "obsadowego" wkładając część partii w oryginale śpiewanej przez umierającą Mimi w usta pojawiającej się w tej scenie Śmierci. Głosu tej postaci użyczyła Monika Mych, i tę rolę też trzeba uznać za w pełni udaną, a przy tym uzasadnioną dramaturgicznie. Nie raz przecież słyszało się szyderstwa z gatunku operowego, w którym dopuszczalne są długie i niezwykle forsowne głosowo arie w momencie śmierci bohatera. A przecież Cyganeria Pucciniego należy do oper werystycznych, które miałyby ukazywać tzw. życiową prawdę. Ogólnie wypada ocenić inscenizację Cyganerii jako wysoce kontrowersyjną, jednak w warstwie muzycznej i scenicznej w pełni profesjonalną i sprawnie zrealizowaną operę w wersji plenerowej. Joanna Tumiłowicz
|
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||