Straszny dwór, podobnie jak i inne opery Stanisława Moniuszki, w Operze Śląskiej ma swoją historię. Doczekał się bowiem w jej dziejach aż 5 inscenizacji (pierwsza w 1946 roku, ostatnia w roku 1990). Można więc stwierdzić, iż w ten sposób stale jest obecny w repertuarze tego Teatru. Opera ta stanowi również ważną pozycję w repertuarze artystycznym znakomitego śpiewaka, Wiesława Ochmana. Nic więc dziwnego, iż w swej pracy reżyserskiej na bytomskiej scenie sięgnął po nią ku zadowoleniu publiczności i kierownictwa Opery.

Dobrał sobie znakomitych współrealizatorów: Tadeusza Serafina (kierownictwo muzyczne), Jana Polewkę (scenografia i kostiumy), Jarosława Świtałę (choreografia) i Annę Tarnowską (kierownictwo chóru). Straszny dwór jest operą nie tylko piękną muzycznie, ma także doskonałe libretto (z komediową ale jakże uroczą intrygą), a postaci są bardzo trafnie wykreowane muzycznie.

Łącząc to wszystko, opera ta stanowi "esencję polskości", jak zauważył sam reżyser i dodał: Pragniemy w tej inscenizacji zachować wszystkie te walory komediowe, a także i te patriotyczne. To ma być spektakl nie tylko muzyczno - wokalny i aktorski. I był. Ciekawy scenograficznie, dobry wokalnie, zwarty muzycznie i treściowo, choć niektóre fragmenty zwidowano. Dodałbym jeszcze, iż był on "malowany" subtelnymi barwami wyczucia, wiedzy i wrażliwości scenicznej Wiesława Ochmana.
Zatrzymajmy się jednak nieco dłużej przy stronie wokalnej i obsadzie solistycznej premierowego spektaklu. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż w zespole solistów premierowych na pierwszy plan wybijał się Arnold Rutkowski (Stefan). Ten młody tenor (doskonale wyszkolony w łódzkiej Akademii Muzycznej) dysponuje pięknym materiałem głosowym i potrafi nim bardzo umiejętnie operować. Jego głos brzmi na całej szerokości skali wyjątkowo równo. Artysta prowadzi go pewnie i lekko. Głos ten brzmi pięknie i dźwięcznie. A swoboda aktorska i miła aparycja sceniczna śpiewaka potęgują odbiór tej interpretacji.

Partnerująca mu Ewelina Szybilska (Hanna) wniosła w swą rolę nie tylko ładny głos, urodę, swobodę sceniczną, ale także dużo wdzięku i naturalności. Jej wielka aria była nie tylko popisem wokalnym, lecz także w pewnym sensie "patriotycznym wyzwaniem". Renata Dobosz (Jadwiga) ładnie zaśpiewała swą dumkę. Poprawnie wypadł także i Zbigniew Wunsch (Zbigniew), szczególnie w "scenie strachów" (arioso, duet ze Stefanem i kwartet). Z dużą kulturą, muzykalnością i brawurą zaśpiewał słynną arię - poloneza Adam Szerszeń (Miecznik), zarówno głosem jak i gestem nawiązując do interpretacji wielkiego Andrzeja Hiolskiego.

Bogdan Kurowski (Skołuba) po raz kolejny dał przykład pięknego śpiewu i dojrzałego aktorstwa. Z wyraźnym przymrużeniem oka potraktowali swe partie Paweł Kajzderski (Maciej) i Bogdan Desoń (Damazy), bardziej uwypuklając komiczność sceniczną niż stronę wokalną. Z wdziękiem i swobodą sceniczną wykonała swą partię Aleksandra Stokłosa (Cześnikowa), której nośny głos, zwłaszcza w wyższym rejestrze, brzmiał pewnie i ładnie.
Niech podsumowaniem tego omówienia będą słowa Wiesława Ochmana: "Straszny dwór" to wspaniale opowiedziana historia z humorem, z sarmackim "przytupem", z wielkimi obszarami liryzmu i ukrytym w nutach patriotycznym przesłaniem. I taki jest właśnie bytomski spektakl!
Jacek Chodorowski