Emilie to już trzecia z kolei opera Sarriaho (poprzedzona często wystawianą L'Amour de loin, wykreowaną na Festiwalu w Salzbourgu w 2000 roku przez Kenta Nagano i Adrianą Mater, poprowadzoną w Opéra Bastille przez Esa-Pekkę Salonena w roku 2006), do której libretto napisał - podobnie jak w przypadku tych dwóch pozycji i oratoria La Passion de Simone - pochodzący z Libanu Amin Maalouf. Jego tekst jest homagium złożonym jednej z najważniejszych kobiecych postaci wieku Oświecenia: Emilie Le Tonnelier de Breteuil, późniejszej markizie du Châtelet, która dzięki nieprzeciętnym zdolnościom intelektualnym, pełnemu pasji zainteresowaniu naukami ścisłymi oraz uzyskanemu wbrew ówcześnie przyjętym zwyczajom wykształceniu stała się pierwszym europejskim naukowcem w spódnicy. Aliści sławę i rozgłos przyniosły jej w równym stopniu pisane przez nią dzieła naukowe - w tym także doskonałe tłumaczenie na język francuski słynnych Principia mathematica Isaaca Newtona - co bogate i burzliwe przygody miłosne. Zawarte z markizem du Châtelet małżeństwo z rozsądku, z którego narodziła się trójka dzieci, nie przeszkodziło jej w dobieraniu sobie licznych kochanków. Najbardziej znanymi z nich byli Voltaire, marszałek de Richelieu, Maupertuis i markiz Saint-Lambert, z którym rownież poczęła dziecko. Los zrządził, iż umarło ono zaledwie kilka dni po urodzeniu, a po tygodniu, wskutek ciężkiego porodu, śmierć zabrała także jego matkę.
To właśnie historia tego niezwykłego życia zainspirowała Kaiję Saariaho, która w oparciu o wykorzystujące w znacznej części fragmenty autentycznych tekstów Emilie du Châtelet libretto Maaloufa stworzyła rodzaj podzielonego na dziewięć scen monodramu, przeznaczonego już na etapie powstawania dla zaprzyjaźnionej z kompozytorką - i pochodzącej tak jak i ona z Finlandii - wybitnej sopranistki: Karity Mattili. ów monodram przypomina swoją formą i nastrojem Erwartung Schönberga lub La Voix humaine Poulenca, z tą jednak różnicą, że o ile oba wymienione dzieła odzwierciedlają stan kobiety tracącej sens życia z powodu nieobecności mężczyzny, o tyle w operze Saariaho mamy do czynienia z portretem psychologicznym o wiele bardziej bogatym i złożonym, wykraczającym poza sferę miłosnych uniesień, nawet jeśli te ostatnie mają tutaj niebagatelne znaczenie.
Otóż w trakcie trwającej bez przerwy osiemdziesiąt minut opery jesteśmy świadkami dyktowanych w dużej mierze podświadomością refleksji, wynurzeń i emocjonalnych reakcji znajdującej się już u kresu swego przeznaczenia Emilie, która oczekuje na narodziny noszonego pod sercem maleństwa, a jednocześnie prowadzi nieugiętą walkę z czasem o dokończenie tłumaczenia dzieła Newtona. Po scenie redagowania zawierającego przeczucia nadchodzącej śmierci listu, bohaterka wyobraża sobie epitafium na swoim grobie, obejmuje myślami minione wydarzenia i teraźniejszość, wspomina męża i kochanków, przywołuje ukrytą w jej łonie istotę, deklamuje fragmenty tekstów Newtona, wyraża podszyty pretensją do losu strach przed popadnięciem w otchłań zapomnienia.
Porywająca osobowość sceniczna, nieprzeciętny talent aktorski i w każdym momencie dostosowane do temperatury emocjonalnej środki wokalne Karity Mattili wzbudzają najwyższe uznanie i przykuwają uwagę widzów od początku do końca przedstawienia. Po mistrzowsku operująca mocnym, wszak utrzymywanym pod stałą kontrolą głosem, swobodnie wykorzystująca rozległy wachlarz barw i zręcznie poruszająca się w szerokim zakresie dynamicznym, od przytrzymywanego krzyku do nasyconego ekspresją szeptu, artystka ukazuje Emilie jako targaną namiętnościami, kochającą, a zarazem prowadzącą wewnętrzne zmagania kobietę, która fascynuje, ale też i wywołuje współczucie wyostrzonym postrzeganiem procesu przemijania.
Subtelną, wyrafinowaną i miejscami dyskretnie odwołującą się do doświadczeń spektralizmu muzykę Kaiji Saariaho charakteryzuje rzadko spotykana elastyczność rytmiczna, albowiem - jak stwierdza kompozytorka - chodzi o to, aby orkiestra żyła w rytmie oddechu Emilie. Pozornie statyczny i mało urozmaicony język dźwiękowy Finki porusza specyficznym liryzmem oraz zdolnością do kreowania dusznych klimatów i tajemniczych, zmysłowych atmosfer. Celowo wywoływane wrażenie monotonii posiada zresztą konkretny cel dramaturgiczny, polegający na ukazaniu sytuacji zamknięcia bohaterki w pułapce mijającego niby niepostrzeżenie, a przecież nieubłaganie, czasu i tym samym przekazaniu jej żalu między innymi z powodu niemożności kontynuowania prowadzonych z pełnym poświęceniem i nieugiętą wolą badań naukowych. Owej metafizycznej aurze przeciwstawiane są nagłe porywy i wzloty symbolizujące gotowość Emilie do otworzenia się na miłość do życia i świata, do śmiałego korzystania z kobiecego prawa do intymnych uniesień i gorących namiętności. Główna rola w wykorzystywanym przez Saariaho instrumentarium przypada klawesynowi - na którym Emilie muzykowała - wzbogacającemu kolorystycznie partię kameralnej orkiestry, a także budzącemu skojarzenia ze współczesną tytułowej bohaterce epoką. Za każdym razem kiedy Emilie przywołuje bliskie sobie postacie, zarówno jej głos, jak i dźwięki klawesynu podlegają rozlicznym elektronicznym przetworzeniom, co nadaje im poszerzające możliwości ekspresyjne cechy przestrzenności.
Wydaje się jednak, że to dopiero wielokrotne wsłuchanie się w tę inteligentnie, z żelazną dyscypliną i kobiecą wrażliwością utkaną materię muzyczną może pozwolić na pełne odkrycie jej oryginalnych walorów artystycznych. W znacznej mierze ułatwia nam to już stojący na czele Orchestre de l'Opéra de Lyon, a tak doskonale czujący ten muzyczny idiom i jego dramaturgiczny wymiar Kazushi Ono, który prowadzi ową przypominającą seans alchemii dźwiękowej kreację ze spontanicznym zaangażowaniem, skupieniem i dogłębną znajomością rzeczy.

Z interpretowaną przezeń muzyką bezbłędnie harmonizuje zbudowany przez reżysera François Girarda i dekoratora François Séguina obraz sceniczny, zdominowany przez usytuowaną centralnie i znajdującą się w nieustannym ruchu scenografię, na którą składają się gigantyczne ramiona jakiegoś służącego do badań z zakresu fizyki urządzenia - przypominające nogi olbrzymiego pająka - i umieszczone na ich zakończeniach, obracające się wokół własnej osi globusy. To właśnie w ich otoczeniu pogrążona w półmroku Karita Mattila snuje swój wewnętrzny, zsynchronizowany z ruchem obserwowanych przez nią modeli ciał niebieskich, dialog. Czas pokaże czy w kolejnych realizacjach nowej opery Saariaho, z udziałem innych wokalistek, będzie on brzmiał równie szczerze i przejmująco, co w Lyonie.
Leszek Bernat