Francuskie miasto Dijon jest historyczną stolicą Burgundii - pięknego regionu kojarzącego się zazwyczaj z wyśmienitymi, znanymi na całym świecie winami - a dzisiaj także dużym ośrodkiem akademickim i imponującym bogatym życiem muzycznym centrum kulturalnym. Przed dwoma laty tutejsze władze podjęły odważną i - jak się szybko okazało - słuszną decyzję o połączeniu działań nowoczesnego Audytorium i pochodzącego z początku XIX wieku Grand Théâtre, które funkcjonują teraz w ramach tej samej struktury organizacyjno-prawnej pod nazwą Opéra de Dijon.

Na jej czele stoi młody, ale niezwykle sprawny i doświadczony dyrektor artystyczny Laurent Joyeux oraz owocnie z nim współpracujący Olivier Leymarie. To dzięki ich nowatorskim i niemalże wizjonerskim pomysłom nowy organizm nabrał nowej dynamiki zaskakując europejskim rozmachem i bogactwem skierowanych do różnych środowisk propozycji programowych. W zależności od rodzaju muzyki i prezentowanych form spektaklu publiczność jest zapraszana do jednej lub drugiej z wymienionych placówek. Otóż zainaugurowane w czerwcu 1998 roku, dysponujące 1611 miejscami, przestronne i intrygujące swą ciekawą architekturą Audytorium słynie w całej Europie i poza jej granicami z doskonałej akustyki, co sprawia, iż chcą w nim występować najwybitniejsi artyści oraz najbardziej prestiżowe zespoły i orkiestry. Zaś wzniesiony w 1828 roku w stylu klasycznego antyku i odnowiony przed pięcioma laty Grand Théâtre, z mogącą pomieścić 694 osób salą à l'italienne, świetnie się nadaje do mniejszych form operowych, kameralnych koncertów, a także do przedstawień baletowych i teatralnych.
Dzięki tym wyjątkowo korzystnym, jak na liczące sobie niecałe dwieście tysięcy mieszkańców miasto, warunkom działalności artystycznej Laurent Joyeux może realizować ambitne projekty muzyczne, które, również za sprawą jego entuzjastycznie nastawionych współpracowników, czynią z Opéra de Dijon dbający o stałą obecność różnych form muzycznych, sprzyjający kreacji i tym samym doskonale rozpoznawalny - także i za granicami Francji - ośrodek. Ponadto warto jeszcze zauważyć troskę dyrekcji rzeczonego teatru o zapewnienie dostępu do sztuki ludziom pochodzącym ze środowisk żyjących w nieco trudniejszej sytuacji ekonomiczno-społecznej.

Temu na przykład mają służyć niezwykle przystępne ceny biletów, obniżone dzięki miejskim dotacjom, czy organizowane w soboty "operowe podwieczorki" pozwalające wszystkim chętnym na odkrywanie magii spektaklu poprzez odpowiednio prowadzone prelekcje, spotkania z artystami i innymi biorącymi udział w jego przygotowaniu osobami. Wiele z tych cennych inicjatyw ma na celu zachęcenie do odkrycia świata sztuki przez ludzi, którzy może jeszcze nigdy do tej pory nie odważyli się na przekroczenie progu jakiejkolwiek instytucji kulturalnej.

W tym sezonie Opéra de Dijon kontynuuje rozpoczętą już wcześniej podróż po rozległych obszarach muzyki barokowej wystawiając Dardanusa Rameau oraz prezentując koncertowe wykonania Izraela w Egipcie i Mesjasza Haendla, a także Vespro della Beata Vergine Monteverdiego i - co dla nas ważne - kompozycji Marcina Mielczewskiego w interpretacji zespołu Traversées Baroques pod dyrekcją Etienne Meyera. Odpowiadając pozytywnie na zaproszenie Laurenta Joyeux, w Dijon pojawiły się - lub przyjadą tutaj w najbliższej przyszłości - takie prestiżowe zespoły jak London Symphonie Orchestra z Valerym Giergiewem, Orchestre National de Lille z dyrygentem Jean-Claudem Casadesus, Orchestre National de Lyon, Anima Eterna z Jos van Immerseelem, Le Concert d'Astrée z Emmanuelle Haïm czy le Cercle de l'Harmonie z Jérémie Rhorerem.
Również nazwiska solistów mówią same za siebie : Vadim Repin, Mireille Delunsch, Sophie Karthaüser, Michel Dalberto, Alain Planès, Anne Gastinel i entuzjastycznie przyjęty Krystian Zimerman - to tylko niektórzy z nich. Jeśli chodzi o dzieła operowe to na afiszu pojawiają się Rigoletto Verdiego, Elisir d'amore Donizettiego, Médecin malgré lui Molièra z muzyką Gounoda i praktycznie w Dijon nieznane Neues vom Tage Hindemitha oraz Miłość do trzech pomarańczy Prokofiewa. Do tej oferty trzeba jeszcze dodać koncerty przebywającego tutaj na rezydencji zespołu Dissonances pod dyrekcją Davida Grimala (Beethoven, Escaich, Dalbavie) oraz kreacje choreograficzne, wśród których oczywiście nie mogło zabraknąć wieczorów poświęconych Baletom Rosyjskim.
Najbliższy sezon przedstawia się równie smakowicie i choć postaram się go dokładniej omówić przy innej okazji, to chciałbym jednak chociaż wspomnieć o interesujących zapowiedziach operowych, na które składają się Madame Butterfly Pucciniego w reżyserii Jean-François Sivadiera i z udziałem Tatiany Monogarowej w roli Cio-Cio San, Orfeusz w piekle Offenbacha w reżyserii Yves'a Beaunesne, Orlando Haendla w reżyserii Davida McVicara, niezmiernie rzadko wystawiana Turandot Busoniego w reżyserii Cisco Aznara i pod dyrekcją znanego w Polsce Daniela Kawki, z Sabine Hogrefe w roli tytułowej, a także przygotowana przez młodych artystów inscenizacja Dydony i Eneasza Purcella. Wystawiana właśnie teraz w Dijon Miłość do trzech pomarańczy (w oryginalnej czyli francuskiej wersji), w reżyserii Sandrine Anglade i pod kierownictwem muzycznym Pascala Verrota, jest najsławniejszą i wciąż jeszcze zbyt rzadko pojawiającą się na scenach teatrów lirycznych operą Prokofiewa. Za jej pierwowzór posłużyła nosząca ten sam tytuł fiabe (czyli baśń) z 1761 roku włoskiego dramaturga Carlo Gozziego, który w osiemnastowiecznej Wenecji - jako ostatni obrońca ginącego gatunku commedia dell'arte - energicznie zwalczał reformatorskie idee Carlo Goldoniego dotyczące przyszłości włoskiego teatru. Sto pięćdziesiąt lat później za pośrednictwem Guillaume'a Apollinaire'a, zagorzałego zwolennika twórczości Gozziego, z tą odzwierciedlającą ostrą polemikę literacką sztuką zapoznał się wybitny rosyjski reżyser Wsiewołod Meyerhold, który z kolei zachęcił Prokofiewa do napisania na jej podstawie dzieła operowego.
Ostatecznie zostało ono wykreowane - pod dyrekcją samego kompozytora - 30 grudnia 1921 roku w Lyric Opera w Chicago, co zresztą było w ogromnej mierze zasługą kierującej tym teatrem śpiewaczki Mary Garden. Warto podkreslić, że pomysł pokazania tej opery w Dijon wpisuje się w interesujący i ambitny projekt tutejszej placówki, który polega na prezentowaniu przez dwa kolejne sezony złożonego z trzech części cyklu przedstawień pozostających w ścisłym związku z twórczością Carlo Gozziego: oprócz wspomnianej opery znajdzie się w nim też komedia Augellino belvedere (Zielony ptak) oraz wymieniona wyżej Turandot Busoniego, również przecież inspirowana dziełem włoskiego pisarza.

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że czteroaktowa opera Prokofiewa jest opowieścią o Księciu, który cierpi na nieuleczalną hipochondrię, a szczególnie na rujnującą jego życie melancholię. Zaufany podwładny Króla Trefl proponuje kurację polegającą na rozśmieszeniu Księcia, wszakże wysiłki obarczonego tą misją Truffaldino kończą się porażką. Dopiero kiedy błazen przewraca Fata Morganę, Książę wybucha śmiechem, czym doprowadza czarownicę do złości. Skazuje ona młodego zuchwalca na mającą na celu odnalezienie trzech pomarańczy wędrówkę po pustyni. Syn Króla Trefl przyjmuje ten wyrok i w towarzystwie Truffaldina wyrusza w drogę z zamiarem wyzwolenia pomarańczy spod władzy czarownicy. Po licznych perypetiach oraz pomyślnym unikaniu pułapek, zastawianych przez stale przeciwko Księciu spiskujących Klarissę, premiera Leandra i Smeraldinę, dochodzi do "otworzenia" pomarańczy, z których wychodzą uwięzione tam księżniczki. Jedna z nich, o imieniu Ninetta, podbija serce Księcia, który w finale opery szczęśliwie ją poślubia i przejmuje władzę po swoim ojcu.
Ta bajkowa burleska może być rozpatrywana i odbierana na wielu różnych płaszczyznach: jako parodia, satyra, naszpikowana symbolami groteska, surrealistyczna farsa, ale i też jako rodzaj manifestu nowej estetyki teatralnej i muzycznej. Powiedzmy od razu, że zaproponowana nam przez francuską reżyserkę Sandrine Anglade wizja opery Prokofiewa i wytyczone przez nią tropy interpretacyjne zaowocowały niezwykle inteligentnie skonstruowaną i logicznie przeprowadzoną, a przy tym dającą do myślenia, poruszającą i urzekającą poetyckimi obrazami inscenizacją. Można przypuszczać, iż stanie się ona punktem odniesienia dla innych pragnących zmierzyć się z tym oryginalnym dziełem reżyserów.

Otóż wykorzystując minimalistyczną scenografię Claude'a Chestiera i atrakcyjnie przezeń zaprojektowane stroje, a także wprost fantastycznie prowadzoną przez Erica Blosse'a reżyserię świateł, Sandrine Anglade opowiada nam w pewnym sensie własną historię o skoncentrowanym na samym sobie teatrze, zagubionym w cierpiącym na chorobę atakujących nas z zawrotną szybkością obrazków i pustych scenariuszy społeczeństwie. Ponieważ mający rządzić tym nie pasującym do niego królestwem Książę nie może znaleźć spoczynku i wewnętrznego spokoju, pozostaje mu już tylko schronić się w sferze swoich wyimaginowanych cierpień. ów chorobliwy stan staje się niestety dla otaczających go osób pretekstem do podjęcia próby obalenia władzy : Klaryssa ma zamiar z pomocą premiera Leandra zamordować młodego następcę tronu i w ten sposób zapanować nad całym królestwem. W tym celu Leander zatruwa Księcia pozbawionymi stylu książkami i "niestrawnymi" wierszami, a ten brak duchowo-kulturowego pokarmu wpędza syna Króla Trefl w jeszcze głębszą hipochondrię. Będący już bliski śmierci Książę nie przestaje jednak marzyć o jakiejś historii, której on sam byłby bohaterem i w ten sposób kreuje swój własny świat. W głowie młodzieńca rodzi się mieszanka tragedii z komediami i farsami: w wyniku tego nocnego ożywienia w jego świadomości pojawiają się też rozmaite postacie z dzieciństwa, a wyobraźnia Księcia wypełnia się nawiedzającymi niegdyś jego sny magikami i czarownicami.
Niesłychana moc tych wyobrażeń zaczyna stopniowo dominować nad rzeczywistością, bo jak mówi reżyserka "teatr przemienia sterylną rzeczywistość świata: mózg powiększa swoje przestrzenie i zaczyna wymyślać niebo, odległą pustynię, gdzie rodzi się bajka, która nie jest niczym innym jak spełnieniem się marzenia z malowanych płócien". Wynika z tego, że pokazywana na scenie operowej w Dijon historia rozgrywa się tak naprawdę w umyśle pogrążonego w melancholii bohatera i właśnie taki sens nadaje swoim inscenizacyjnym koncepcjom w pewnej mierze utożsamiająca się - jak sądzę - z postacią Księcia Sandrine Anglade.

Reżyserka buduje swój spektakl w estetyce bajek dla dzieci, wszkaże ten wielce trafny wybór nawet w najmniejszym stopniu nie zamazuje filozoficznego wymiaru treści opery. Do kreowania liryczno-onirycznej atmosfery służą tutaj przede wszystkim pomysłowo wykorzystywane chmury dymne (z których na przykład wynurza się czarownica Fata Morgana) i barwne, poruszająco-poetyckie oraz tworzące zmieniające się w zależności od nastrojów protagonistów klimaty - wspomniane już wyżej - ustawienia świetlne. W centrum przestrzeni scenicznej znajduje się pięć ruchomych ścianek, które w zależności od swego położenia ilustrują zamkniętą komnatę Księcia, salon na dworze Króla Trefl, labirynt w zamczysku Kreonty czy dajmy na to rozmaite aspekty pustynnego krajobrazu. W miarę upływu czasu zaczynamy jednak rozumieć, że tak naprawdę te przyjmujące różne układy plansze symbolizują stan umysłu Księcia, początkowo z powodu wszechogarniającej melancholii zamkniętego na otaczający go świat, a pod koniec, dzięki teatrowi, otwierającego się na nieskończoną przestrzeń wyzwolonej wyobraźni, przywoływanej w warstwie plastycznej za pomocą widoku sięgających nieba chmur. To na takim tle poruszają się młodzi statyści - ucieleśniający grupki Tragicznych, Komicznych i Dziwaków - przebrany za kucharkę Truffaldino, w większości ubrani w piżamy chórzyści czy noszący na głowach zamiast czapek garnki uczestnicy dziwacznych, wszak niezwykle barwnych defilad. Cały ten przemyślany i precyzyjnie prowadzony ruch sceniczny nadaje przedstawieniu właściwą dynamikę i ekspresję, a jednocześnie w żadnym momencie nie doprowadza do wizualnego nadmiaru i przesytu.
Najwyższy podziw wzbudza poziom muzyczny omawianego przedstawienia, na który decydujący wpływ ma celnie dobrana i bezbłędnie ze sobą współpracująca - co w teatrach operowych wcale nie jest regułą - obsada wokalna. Martial Defontaine w roli Księcia imponuje giętkością swego tenorowego głosu, pełnym wyrównaniem barw i rejestrów oraz mistrzowskim wyczuciem stylu, a partnerująca mu, jako uwolniona z trzeciej pomarańczy Księżniczka Ninetta, Katia Velletaz ujmuje czystością wzorcowej emisji i aksamitnym brzmieniem subtelnie prowadzonego sopranu.

Złowroga Fata Morgana w ujęciu dysponującej dużym wolumenem efektownego głosu Hélène Bernardy wywołuje prawdziwe ciarki na plecach, Premier Leander ukazany przez wiarygodnego w swej grze aktorskiej Laurenta Alvaro jest naprawdę czarnym charakterem, Truffaldino Erica Hucheta wznieca salwy szczerego śmiechu godną podkreślenia vis comica, posiadający ładnie nasycony, głęboki bas Bernard Deletré dobrze sobie radzi w podwójnej roli Kucharki i Króla Trefl, a Frédéric Caton w partii czarodzieja Celio wywiera spore wrażenie wyraźnie nie z tego świata pochodzącym autorytetem. Wokalne zalety i dramatyczny nerw gry scenicznej tego zespołu solistów dostarczają widzom dużej satysfakcji. Podobnie zresztą jak występ stojącego na czele wyśmienitej Orchestre Dijon-Bourgogne i doskonale brzmiących chórów oper z Dijon i Limoges Pascala Verrota, dyrygenta przykuwającego uwagę kulturą muzyczną, formalnym zdyscyplinowaniem oraz sugestywną interpretacją i sposobem dyrygowania. Jego realizacja partytury Prokofiewa przekonuje teatralnym obrazowaniem dźwięku, frazy i dynamiki, rozległą skalą efektów barwy i niuansów, pulsującą narracją muzyczną i wyostrzeniem szczegółów instrumentacyjnych. Śmiało można zatem stwierdzić, że zaprezentowana w Opéra de Dijon produkcja wystawia jak najlepsze świadectwo potencjałowi artystycznemu tej praktycznie w Polsce jeszcze nie znanej placówce.
Leszek Bernat