Przegląd nowości

O "Borysie Godunowie" we Wrocławiu raz jeszcze

Opublikowano: środa, 12, maj 2010 02:00
Nie tak dawno Opera Wrocławska prezentowała uwspółcześnioną i monumentalną inscenizację Borysa Godunowa Modesta Musorgskiego w Hali Stulecia, gdzie cały dramat psychologiczny cara, w sumie dosyć kameralny, ginął w ogromnej przestrzeni, na czoło wysuwały się natomiast przejmujące sekwencje zbiorowe, zwłaszcza upiorny wagon kolejowy przynoszący bardzo konkretne skojarzenia historyczne.
 
Image

Tamto przedstawienie pozostawiało jednak pewien niedosyt i Ewa Michnik, dyrektor Opery Wrocławskiej zdecydowała się na nowego Borysa, za to bardziej zanurzonego w tradycji. Przedstawienie stworzone przez Waldemara Zawodzińskiego, który wziął na siebie przygotowanie przedstawienia od strony reżyserskiej i scenograficznej na deskach opery przy ul. Świdnickiej, wprowadziło równowagę między scenami zbiorowymi i kameralnymi, a przy tym zachowało klimat XVII-wiecznej Rosji.

Image

Duża w tym zasługa także projektantki kostiumów Małgorzaty Słoniowskiej, bo dzięki niej zobaczyliśmy kapiący złotem i drogimi kamieniami carski strój koronacyjny, ale oprawa wizualna przedstawienia tylko w niektórych scenach była bizantyjska i dosłowna - np. epizod, w którym carewicz gra w szachy.


Można powiedzieć, że w koncepcji scenograficznej i reżyserskiej dominowała umowność. Umowne, choć bardzo piękne były więc kostiumy dwórek z zamku wojewody sandomierskiego Mniszecha i jego córki Maryny, umowna była dekoracja w całej "polskiej scenie", umownie były rozrysowane reżysersko kluczowe sceny  dramatu: scena śmierci cara Borysa i scena kuszenia Maryny przez jezuitę Rangoniego. W obu przypadkach reżyser po prostu polecił przy odsłoniętej kurtynie wnieść na scenę odpowiednie krzesło, na nim siadał wykonawca danej roli i wokół tego mebla rozgrywała się cała akcja. A z drugiej strony scena w karczmie  kipiała ruchem, krzątaniną, ciągłym bieganiem służby, wrzaskami pijanych, i była jakby przeniesiona za jakichś obyczajowych sztuk Gogola.

Image 

Przedstawienie Borysa Godunowa jest więc barwne, dostarczające  licznych wrażeń wizualnych, ale operujące skrajnie różnymi, raz dosłownymi, raz umownymi językami scenicznymi. Jak w tych skomplikowanych warunkach współczesnej inscenizacji radzą sobie śpiewacy? Można powiedzieć, że znakomicie.

Image

Tytułowy car Borys wykreowany przez doskonałego basa Janusza Monarchę oddaje skomplikowaną naturę władcy, jego ludzkie odruchy, szorstkość i surowość w kontaktach z poddanymi, miłosierdzie i wyrozumiałość dla dzieci, ale i paniczny strach w scenie obłędu. Janusz Monarcha zaprezentował się też jako śpiewak o silnym, szlachetnie brzmiącym głosie. Wspaniale wokalnie i aktorsko przeprowadziła swoją rolę Anna Bernacka jako Maryna Mniszech, ujawniając przy tym żywiołowy temperament, nadający się doskonale np. do roli  Carmen. Udaną postać Dymitra Samozwańca stworzył rosyjski tenor o charakterystycznym, mocnym głosie Leonid Zakhozhaev. Do wokalnych filarów przedstawienia zaliczyć też można Anastazję Lipert, która była Ksienią, Rafała Siwka, który wystąpił w roli Pimena, Mariusza Godlewskiego, który był  Rangonim, Bartosza Urbanowicza wykonującego efektowną rolę Warłaama i Dorotę Dutkowską jako Karczmarkę.


Pewne kontrowersje mógł budzić prowadzony dosyć siłowo tenor Zygmunta Magiery w roli Jurodiwego, ale specyfika tej postaci uzasadniała posługiwanie się "otwartym głosem". Do kontrowersyjnych pomysłów zaliczyć też można obsadzenie w roli małoletniego Fiodora śpiewającego falsetem Sebastiana Kaniuka. Przyjemną niespodziankę przyniósł natomiast występ Łukasza Rosiaka w roli Szczełkałowa.

Image

Osobne słowa pochwały należą się Annie Grabowskiej-Borys, która przygotowała chór operowy do trudnych zadań wyznaczonych  przez Modesta Musorgskiego. Zespół śpiewaków operował głosami dobrze postawionymi, wyrównanymi, choć w scenie koronacji przydałoby się mocniejsze brzmienie. Dobrze też spisała się orkiestra operowa, zaś do najlepszych wykonań należy zaliczyć pysznego, choć w intencji kompozytora niego groteskowego Poloneza. Również opracowanie choreograficzne tej sceny autorstwa Janiny Niesobskiej należy zaliczyć do bardzo udanych.

Image

Przedstawienie Borysa Godunowa jest ze wszech miar interesujące, piękne i efektowne, i choć dostarcza też niekiedy znaków zapytania - np. po co wprowadzono niemą scenę z białym koniem - to można je polecić wszystkim miłośnikom sztuki operowej.

                                                                                    Joanna Tumiłowicz