

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościSzczecińskie nagranie "Flisa"
Strona 2 z 2 Sukces Moniuszki i wykonawców był bezapelacyjny. Kurier Warszawski napisał: "Powodzenie opery było zupełne. Publiczność przyjęła ją z serdecznym zadowoleniem. Jakiego powinniśmy się byli spodziewać, licząc na znakomity talent twórcy Halki. Muzyka śliczna, niektóre numera powtórzono na żądanie, a ciągłe oklaski towarzyszyły aż do końca przedstawienia." Równie entuzjastycznie pisał najwybitniejszy ówczesny warszawski krytyk Józef Sikorski: "Witamy Flisa serdecznie, bo nam się zdaje, że będzie pierwszym w nowej dramatów muzycznych serii mających nam stworzyć domową, a lekką operę. Flis długo będzie miał powodzenie." I przyznać należy, że nie mylił się. W marcu 1860 roku wystawiono dzieło we Lwowie, nieco później pojawił się Flis w Lublinie (1868), Poznaniu (1873), Katowicach (1930), a nawet Chicago (1931). Flis to pierwsza jego własna opera jaką wystawił w kierowanym przez siebie teatrze. Niestety czas pokazał, że opera nie wytrzymała próby czasu. Ostatnimi laty coraz rzadziej można ją spotkać na scenie (po 1945 roku wystawiono ją zaledwie siedem razy), a szkoda bo to urokliwe, pełne wdzięcznych melodii dzieło o typowo polskim klimacie, o którym warto pamiętać! Utrzymanie pamięci ułatwi mam wydane przed kilku tygodniami przez Operę na Zamku w Szczecinie udane nagranie Flisa w którym bezpretensjonalność, finezja, wdzięk i lekkość biją z każdej sceny, arii czy duetu. A zaczyna się wszystko od prowadzonej dynamicznie przez Warcisława Kunca uwertury, w której niegroźna burza staje się zapowiedzią pogodnej i dowcipnej akcji. Następująca po niej chóralna modlitwa "Dzięki Ci, przedwieczny Panie", to jedna z najpiękniejszych scen tej opery, podobnie jak dumka Zosi - "Ach! Tyś może wśród tej burzy" czy wesoła arietta fryzjera Jakuba "Jestem fryzjer, jestem fryzjer", będąca formą jego autoprezentacji. Oczywiście jak w każdej operze tego okresu nie może zabraknąć duetu miłosnego (Zosi i Franka) oraz efektownego finału, w którym miesza się radość odnalezionych po latach braci z radością Zosi i Franka mogących wreszcie stanąć na ślubnym kobiercu. Wszystko to podane z wielką kulturą i wdziękiem tak przez orkiestrę i chór jak i przez zespół solistów, z których każdy starał się wykonać powierzone sobie zadanie jak najlepiej. Z prawdziwą satysfakcją słucha się Bogusława Bidzińskiego (Franek), Iwony Socha (Zosia) i Leszka Skrli (Antoni). Trzeba też przyznać, że Warcisław Kunc pięknie eksponuje każdą frazę i równie pięknie buduje klimat. Udane nagranie, warto po nie sięgnąć! Adam Czopek |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||