Przegląd nowości

"Chopin" we Wrocławiu - inne spojrzenie

Opublikowano: środa, 10, luty 2010 01:00

 

Na rozpoczęcie Roku Fryderyka Chopina Opera Wrocławska przygotowała dziełko XIX wiecznego autora Giacomo Orefice, który zakochał się w muzyce naszego kompozytora i postanowił ułożyć z niej utwór  operowy, dając mu nazwę Chopin. Wrocław znalazł dodatkowe uzasadnienia dla wyboru tej pozycji - w dołączonym do programów biuletynie stara się zrekonstruować kilkudniowe pobyty twórcy w nadodrzańskiej stolicy województwa dolnośląskiego, wówczas jeszcze tylko będącej etapem na trasie z Warszawy do Dusznik. Chopin załatwiał we Wrocławiu różne sprawunki, m.in. miał listy polecające do przyjaciół swego nauczyciela Józefa Elsnera, który właśnie ze śląskich ziem pochodził i tutaj była jego "mała ojczyzna".

Image 

Orefice do Wrocławia nie dotarł ale napisał utwór sceniczny w całości złożony z cytatów fortepianowych kompozycji przełożonych na duży aparat orkiestrowy, solistów, chór, z rzadka tylko używając ulubionego instrumentu Chopina - fortepianu. Od strony wokalnej powstało dzieło trudne wykonawczo, wymagające udziału bardzo dobrego, dyspozycyjnego tenora o dużym głosie, dobrego dużego sopranu lub mezzosopranu o bogatym wolumenie i jeszcze kilku solistów. Osobny problem stanowiło uczynienie z tej kompozycji interesującego punktu repertuaru, bowiem w operze Chopin właściwie nic się nie dzieje, nie ma akcji i to stanowi pewną trudność.


 

Jednak Laco Adamik, reżyser i autor wrocławskiej inscenizacji całkiem sprawnie sobie z tym problemem poradził, zbudował akcję złożoną z marzeń, myśli i niepokojów. Połączył jak puzzle pojedyncze sceny i wyszła z tego spójna całość, w 100 procentach polska, choć skomponowana przez Włocha. Wraz ze scenografem Barbarą Kędzierską posłużyli się skojarzeniami z obrazów Jacka Malczewskiego.

Image 

Na scenę wchodzi więc korowód barwnych postaci, niby kolędnicy, niby zmory, które podrygują w rytm mazurka. W sumie mamy na początku ruchome obrazy Malczewskiego z muzyką Chopina. Przedstawienie jest ładne wizualnie, tak jak ładny jest anioł z czerwonymi skrzydłami, który najpierw jest kolędnikiem, te swoje skrzydła nawet zdejmuje, a na końcu przedstawienia, w godzinie śmierci  artysty staje się już kimś innym.

 Image

Do wykonawców mam dwa zastrzeżenia. Po pierwsze szkoda, że grająca w kanale orkiestrowym pianistka nie została również poproszona o wykonanie Ballady Chopina w scenie, która rozgrywa się w salonie paryskim. Balladę tę zaprezentował młody pianista Michał Szczepański dosyć niechlujnie technicznie, więc pewnie nawet nie zostałby dopuszczony do eliminacji w Konkursie Chopinowskim. Dyrygująca przedstawieniem Ewa Michnik zdradziła, że wybitnym pianistą jest także występujący w głównej roli tenor Steven Harrison. Gdyby to właśnie on zagrał choćby fragment utworu w salonie publiczność wybaczyła by mu wszelkie niedoskonałości. Przedstawienie zresztą było poprowadzone przez dyrektor Michnik z dużym temperamentem, w dobrych tempach, jednak niekiedy zbyt pompatycznie grające instrumenty dęte blaszane zagłuszały głosy solistów.



Pochwalić trzeba troje z nich. Tenor Steven Harrison miał bardzo trudną rolę, cały czas pozostawał na scenie, ale do końca utrzymał głos i stworzył przekonującą postać. Najwyraźniej potraktował rolę z dużym zrozumieniem i przejęciem. W roli Stelli, siostry Chopina wystąpiła Aleksandra Szafir prezentując głos nośny i czysty, choć w timbrze niezbyt ładny, jednak posługiwała się nim w sposób perfekcyjny. Ewa Vesin wykreowała postać Flory, czyli George Sand. Wspaniale wyglądała w spodniach i we fraku.

Image 

Choć miała strój męski i była krótko ostrzyżona to jednak prezentowała się bardzo kobieco i stanowiła świetnie kontrastującą postać przy Chopinie. Dominowała nad swym ukochanym. Wokalnie też była znakomita, ma głos bardzo szlachetny w barwie, duży i nośny, jedynie najwyższe dźwięki atakowała z pewnym wysiłkiem. W ogóle cała obsada opery została charakterologicznie świetnie dobrana. Jako Elio, przyjaciel Chopina wystąpił baryton Mariusz Godlewski, głos dobry i bogaty w barwie. Podobnie bas Radosław Żukowski w roli mnicha, choć w tej postaci dwa elementy były intrygująco niejasne. Dlaczego mnich pojawia się z łopatą, która później do niczego mu się już nie przydaje i czym się pożywia na scenie - w sposób ewidentny było to coś bardzo twardego.

Image

W sumie wrocławskie przedstawienie Chopina Giacomo Orefice było ciekawsze od warszawskiego sprzed kilku lat, jest wybuchem polskości dzięki muzyce naszego geniusza i wizualizacji z Jacka Malczewskiego.

                                                                       Joanna Tumiłowicz