Błąd krytyczny rozszerzenia [sigplus]: Dla folderu galerii obrazów stories/2010/Lunatyczka oczekiwana jest względna ścieżka do folderu startowego określonego w konfiguracji rozszerzenia w zapleczu systemu Joomla!.
Szczecińska Opera na Zamku już po raz drugi sięga po to dzieło - po letniej na dziedzińcu zamkowym bardzo udanej inscenizacji plenerowej, tym razem na scenie operowej w reżyserii Martina Otavy.
Warning: No images in specified directory. Please check the directoy!
Debug: specified directory - https://maestro.net.pl/images/stories/2010/Lunatyczka
Całą scenę, lekko pochyloną, pokrywa trawa, z którą kostiumy i zespół tworzą całość, artyści i wysmakowana scenografia tworzą jeden organizm. Wszystko harmonizuje ze sobą kolorystycznie, ciekawy układ świateł, dużo przestrzeni dla śpiewaków, powoduje niepowtarzalną atmosferę, która niejako zmusza widza do koncentracji uwagi na poczynaniach solistów.
Wszyscy oni, oprócz roli Teresy, którą zagrała Barbara Żarnowiecka, pozostają ci sami. Zarówno latem, jak i teraz w roli Aminy, tytułowej Lunatyczki zobaczyliśmy Aleksandrę Buczek, Elwina, czyli narzeczonego Aminy zagrał Kolumbijczyk Kirlianit Cortes-Galves, w roli intrygantki Lisy zobaczyliśmy Joannę Tylkowską, Alessio to Tomasz Łuczak, Hrabia Rudolf - Janusz Lewandowski, Notariusz - Paweł Wolski.
Muzyka Vincenzo Belliniego znalazła w reżyserii Martina Otavy sprzymierzeńca, który poprowadził akcję sceniczną w sposób bardzo wyważony, jednocześnie umiejętnie akcentując jej przebiegiem emocje jakie sobą niosła.Przez cały spektakl istniała całkowita zgodność między tym co słyszeliśmy w wykonaniu orkiestry pod dyrekcją Warcisława Kunca, a tym co widzieliśmy na scenie. W efekcie tego na szczecińskiej premierze Lunatyczki wszyscy byli pochłonięci muzyką, a gromkie owacje publiczności po zakończeniu spektaklu dały temu uzasadniony wyraz. Jaka szkoda, że taka twórcza symbioza pomiędzy muzyką a reżyserią nie często zdarza się na polskich scenach operowych.
Szczecińska premiera Lunatyczki była nie tylko pierwszą w tym sezonie, ale także pierwszą w tym roku. W Operze na Zamku przyjęło się, że dedykuje się ją osobie, której działalność przyczyniła się do rozwoju nauki, kultury i życia społecznego Pomorza Zachodniego. Laureata wybiera Kapituła składająca się z beneficjantów poprzednich VIP premier, rektorów wyższych uczelni województwa oraz dyrektora Opery. W tym roku na uznanie zasłużył profesor Kazimierz Kozłowski, wieloletni dyrektor Archiwum Państwowego w Szczecinie oraz wykładowca Uniwersytetu Szczecińskiego. Nigdy nie czułem się VIP-em i nie miałem takich snów - mówił ze sceny skromny laureat - Czy człowiek, który postanowił zajmować się archiwistyką, może mówić, że jest VIP-em? Ale dziękuję VIP-om, że tu jestem.
Premiera Lunatyczki i jej przyjęcie przez szczecińską publiczność zdaje sie potwierdzać słuszność myślenia Warcisława Kunca, dyrektora Opery na Zamku, który powiedział: Chyba powoli nadchodzi czas, kiedy nasza Opera będzie promować pozycje ambitne, wartościowe, takie, które z różnych przyczyn rzadko występują w repertuarach.
Juliusz Multarzyński