Położone w środkowej Francji, a dokładniej we wschodniej części Masywu Centralnego, nad rzeką Furan, miasto Saint-Etienne jest znane nie tylko jako ważny ośrodek przemysłowy, ale także - szczególnie dla świata kultury - jako miejsce narodzin jednego z najwybitniejszych przedstawicieli francuskiej tradycji sztuki lirycznej: Julesa Masseneta (1842 - 1912). Ten obdarzony wybitnym talentem i niezwykle twórczy spadkobierca Meyerbeera, Gounoda i Berlioza popadł na bardzo długi okres w niemalże kompletne zapomnienie, a jego dzieła znikły z repertuaru teatrów operowych i trzeba było czekać aż do lat siedemdziesiątych XX wieku, aby rozpoczął się - głównie w krajach anglosaskich - proces swoistego renesansu muzyki owego mistrza orkiestracji i teatralnych efektów. To prawda, iż Werther, Manon i Thaïs zrobiły zawrotną światową karierę, wszakże przez wiele lat znajomość twórczości Masseneta wśród szerokiej publiczności ograniczała się niestety właśnie do tych zaledwie trzech tytułów.

Owa sytuacja uległa pozytywnej zmianie dzięki wieloletniemu dyrektorowi Opery w Saint-Etienne: Jean-Louis Pichonowi, który w 1990 roku powołał do życia w kierowanej przez siebie placówce poświęcony rzeczonemu kompozytorowi Festiwal. To dzięki talentowi i konsekwencji Pichona, będącego również cenionym reżyserem operowym, a także zaangażowaniu wspierającej go ekipy oraz trudnej do przecenienia współpracy muzykologów, wystawiono tutaj tak wartościowe dzieła jak Amadis, Cléopâtre, Le Jongleur de Notre Dame, Griséldis, Le Roi de Lahore i na ostatnim wydaniu manifestacji w 2007 roku - nie pokazywaną od siedemdziesięciu lat Ariane. Te wszystkie zaprezentowane na Festiwalu - zwanym ze względu na swój dwuletni rytm: Biennale Massenet - inscenizacje ukazały twórczość sceniczną francuskiego kompozytora w nowym świetle i spowodowały, że zainteresowało się nią wiele czołowych teatrów operowych na całym świecie.
Tegoroczne, dziesiąte już z kolei Biennale (6 - 20 listopada) zostało skonstruowane wokół Manon, obecnie jednej z najbardziej popularnych pozycji operowego repertuaru, tym razem zaprezentowanej jednak w nowej, po raz pierwszy realizowanej na francuskiej scenie, wersji. Otóż na początku lat osiemdziesiątych minionego wieku szczęśliwy przypadek spowodował odkrycie - w położonym w Egreville domu Masseneta - partytury Manon, której zaskakującą osobliwością było to, iż znajdującym się w niej mówionym dialogom, charakteryzującym gatunek opéra-comique, towarzyszyły dopisane ręką kompozytora linie melodyczne. I właśnie tę nieznaną do tej pory, całkowicie śpiewaną i tym samym bardziej spójną muzycznie wersję wspomnianej opery zaproponowano przybyłym do Saint-Etienne gościom festiwalowym.

Ponieważ lokalne zawirowania polityczne zmusiły Jean-Louisa Pichona do odejścia ze stanowiska dyrektora tyle mu zawdzięczającego teatru - co wywołało gwałtowne protesty środowiska artystycznego - rozpoczętą przezeń pracę nad inscenizacją Manon, dokończyła jego asystentka Sylvie Auget i współpracujący z nią Alexandre Heyraud (dekoracje), Frédéric Pineau (kostiumy) i Michel Theuil (oświetlenie). Powiedzmy od razu, że usytuowaną w XVIII wieku historię miłości młodziutkiej, pełnej uroku dziewczyny i szlachetnego kawalera Des Grieux, opisaną w zredagowanym na podstawie tekstu Prévosta przez Meilhaca i Gille'a libretcie, przenieśli oni do tzw. szalonych lat trzydziestych wieku XX. I choć nie bardzo wiadomo czemu z punktu widzenia dramaturgicznego taka transpozycja miała by służyć, to wpłynęła ona przecież znacząco na plastyczną warstwę całej realizacji, chociażby w zakresie kostiumów i definiowania poszczególnych miejsc akcji. Ogólnie rzecz ujmując kolejne odsłony cieszą oko niebanalnymi walorami estetycznymi (skromny zajazd w Amiens, zręcznie rozgrywana na dwóch skontrastowanych i pogrążonych w półmroku planach scena w paryskim, chroniącym dwójkę uciekinierów mieszkanku, poruszająco przeprowadzony w niemalże pustej, zdominowanej jedynie przez wielki krzyż przestrzeni epizod w kościele Saint-Sulpice czy ponury przemarsz skazanych na zesłanie do Luizjany więźniarek) i tylko pierwsza odsłona aktu II, czyli feta na promenadzie Cours la Reine, wzbudza wątpliwości wyzywającymi, kojarzącymi się raczej z niezbyt godnymi polecenia "instytucjami", zachowaniami niektórych obecnych na scenie pań.
Pomijając tę reżyserską wpadkę, trzeba przyznać, że ustawione przez Sylvie Auget działania aktorskie wszystkich solistów dobrze służą kreśleniu psychologicznych portretów poszczególnych postaci i nadają rozgrywającym się przed nami wydarzeniom właściwy rytm i dynamikę. Dodatkowym atutem omawianej produkcji mógł być fakt powierzenia ról dwójki zakochanych wykonawcom, których młody wiek, spotaniczność i entuzjazm czynią z nich w pełni wiarygodną parę. Cóż z tego, skoro najważniejszym czynnikiem przedstawienia operowego pozostaje śpiew, a w tym zakresie festiwalowi słuchacze mieli prawo odczuwać pewien dyskomfort, zwłaszcza z powodu zmagającej się z sopranową partią tytułową, a rozczarowującej niestaranną emisją i wątpliwej jakości techniką wokalną oraz "prześlizgującej się" nad tekstem - i tym samym czyniącej go niezrozumiałym - Karen Vourc'h. Znacznie lepiej wypada partnerujący jej w roli kawalera Des Grieux Philippe Do, nieprzeciętnie muzykalny i umiejętnie stosujący cieniowania dynamiczno-kolorystyczne tenor, którego lekki i dysponujący ograniczonym wolumenem głos nie jest jednak w stanie udźwignąć tragicznego wymiaru kreowanej postaci. Trudno się zatem dziwić, że, niezależnie od scenicznego zaangażowania tej dwójki solistów, nie są oni na tyle przekonujący, aby wywołać w nas prawdziwe emocje i wzbudzić współczucie dla przeżywanego przez protagonistów dramatu.
Na szczęście o pozostałych artystach z obsady wykonawczej można już mówić tylko w superlatywach: Olivier Grand wzbudza respekt świetnie brzmiącym barytonem i zdecydowanym budowaniem postaci nie znoszącego sprzeciwu Lescaut, Guillot w wydaniu François Piolino to lubieżny, zawistny, ale i godny litości zalotnik, obdarzony aktorskim temperamentem Frédéric Goncalves jako Brétigny ujmuje plastycznością swego swobodnie frazującego tenoru, zaś po mistrzowsku śpiewający partię Hrabiego Des Grieux Marcel Vanaud to niezdolny do empatii despota. Ponadto słowa uznania należą się imponującemu kunsztem wokalnym, a pracującemu na codzień pod kierunkiem Laurent Touche'a, chórowi operowemu.
I doprawdy szkoda, że skądinąd sprawna i zdyscyplinowana Orchestre Symphonique de Saint-Etienne pod batutą Laurenta Campellone zdradza tendencje do popadania w obcą muzyce Masseneta ociężałość i niejednokrotnie zbędnym przerostem masy dźwiękowej zmusza solistów do forsowania głosu.
Jeśli chodzi o inne wypełniające tegoroczne Biennale punkty programu, to na szczególną uwagę zasłużyły: koncert ansamblu Trio Dumka (Sarah Breton - sopran, Hortense de Gournay - fortepian, Pénélope Poincheval - kontrabas) prezentującego utwory Masseneta, Berlioza i Chaussona, fortepianowy recital Rebecci Chaillot zawierający kompozycje Debussy'ego, Emila Naoumoffa (ur.1962) i Ravela, występ intrygującego - bo grającego wyłącznie na wiolonczelach - Quatuor Alexander interpretującego dzieła Debussy'ego, Florentza, Offenbacha, Gounoda, Corrette'a, Massenetta, Ravela, Saint-Saënsa i Frédérica Auriera (ur.1976) oraz uroczysty koncert poświęcony Gabrielowi Fauré pod dyrekcją Jacques'a Berthelona i z udziałem Jean-Baptiste Dumora (baryton), Jean-Luc Salique (organy), Françoise Chignec (skrzypce), a także Chóru Conseil Général de la Loire - w programie między innymi Ave Verum op.65, Maria Mater gratiae op.47, Cantique de Jean Racine op.11, motet Tu es Petrus i Messe de Requiem op.48.
Na zakończenie dodajmy jeszcze, że oryginalność Biennale Massenet polega na równoległym prezentowaniu zdarzeń artystycznych i organizowaniu poważnej refleksji naukowej, która w tym roku przybrała formę międzynarodowej konferencji przebiegającej pod hasłem "Osiemnasty wiek dziewiętnastego wieku: opera i klasycyzm we Francji od Adama do Masseneta" (Polskę reprezentował na niej Ryszard Daniel Golianek z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu).
Następne wydanie Biennale Massenet zaplanowano wyjątkowo dopiero na rok 2012, w związku z przypadającą wówczas setną rocznicą śmierci francuskiego kompozytora, którą organizatorzy pragną uczcić w szczególnie uroczysty sposób.
Leszek Bernat