Strauss skomponował tą operetkę namówiony przez żonę, której marzyło się by stał się on wiedeńskim odpowiednikiem paryskiego Offenbacha. Komponował ją zresztą w gorączkowym pośpiechu zaledwie przez 42 dni - od końca sierpnia do początku października 1873 roku. Prapremiera odbyła się 5 kwietnia 1874 roku na scenie wiedeńskiego Theatre an der Wien z Marią Geistinger jako Rozalindą. Sukces jaki odniosła uchronił teatr przed bankructwem i sprawił, że utrzymała się na afiszu przez 68 wieczorów. Po Wiedniu wystawiono Zemstę w Berlinie, Budapeszcie, Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, wszędzie cieszyła się ogromnym powodzeniem. Trzy lata po wiedeńskiej premierze 6 września 1877 roku, miała miejsce polska premiera na scenie warszawskiego teatrzyku Belle Vue co stało się początkiem wielkiej popularności tego dzieł na naszych scenach muzycznych.
Wybierając się na tą urokliwą operetkę należy pamiętać, że to rzecz o intrygach pokojówki udającej damę, fikcyjnych węgierskich hrabinach, nieprawdziwych francuskich markizach i dyrektorze wiedeńskiego więzienia, który icognito pojawia się na balu znudzonego oryginała księcia Orłowskiego, gdzie szaleje Gabriel Eisenstein, skazany wyrokiem sądu na 8 dni więzienia, przedstawiony towarzystwu jako francuski hodowca. Motorem napędowym jest mściwy dr Falke, sprawca całej zabawnej intrygi. Wszystko to staje się pretekstem do efektownych arii, pięknej muzyki ujmującej lekkością i śpiewnością kantyleny oraz muzycznym humorem, który perli się niczym najprzedniejszy francuski szampan.
Przedstawienie wyreżyserowanie przez Janusza Józefowicza jest w swojej formie tradycyjne. Nikt tu niczego na siłę nie unowocześnia wszystko odbywa się zgodnie z duchem muzyki Starussa i lekko podrasowanym odniesieniami do dzisiejszych czasów tekstem libretta Juliana Tuwima, co zapewnia przedstawieniu lekkość i bezpretensjonalny wdzięk. Pozostaje w Wiedniu w czasach, gdy frak był męskim strojem obowiązkowym, a panie nosiły wachlarze, gorsety i piękne kolorowe suknie. Cyzelując teatralne szczegóły wykreowano świat wiedeńskich salonów i ponuro-śmieszny świat cesarsko - królewskiego więzienia. Na szczęście niczego nie realizuje się w tej inscenizacji dosłownie, ale traktuje wszystko z dużym dystansem i humorem, więc widz nie ma wrażenia, że przenosi się w zamierzchłą przeszłość. Udało się też reżyserowi uniknąć mocnych przerysowań tak częstych w wielu inscenizacjach Zemsty nietoperza. Całość urzeka wyraziście zarysowaną intrygą, która jest motorem napędowym akcji szalonej nocy, podczas której dochodzi do nieprawdopodobnych zdarzeń. Warto jeszcze choćby tylko wspomnieć o efektownej scenografii Andrzeja Worona i barwnych kostiumach Marii Balcerek.

Jednak krakowska Zemsta to przede wszystkim galeria barwnych i zabawnych typów wiedeńskiej arystokracji realizowanych z pełnym powodzeniem i lekkim dystansem przez odtwórców głównych ról, którzy świetnie się przy tym bawili perypetiami swoich bohaterów.
Na scenie brylowała Anita Maszczyk ujmując srebrzyście brzmiącym sopranem i szczerą vis comica co pozwoliło jej być urokliwą, pełną wdzięku i temperamentu pokojówką Adelą. Janusz Ratajczyk dobrze odnalazł się w roli uwodzicielskiego Gabriela Eisensteina. Adam Zdunikowski wykreował postać Alfreda któremu w głowie tylko amory i śpiew. Szkoda tylko, że Edyta Piasecka-Drlak jako Rozalinda nie do końca potrafiła zejść z operowych wyżyn. Interesujące kreacje stworzyli Przemysław Rezner - doktor Falke, sprawca całej zabawnej intrygi, oraz Andrzej Biegun - Frank, dyrektor więzienia. Podobała się również Bożena Zawiślak-Dolny jako szalony i ekscentryczny książę Orlovsky. Trzeci akt to przede wszystkim wspaniały popis aktorstwa Stanisława Knapika, który z roli Froscha, zapijaczonego więziennego dozorcy, zrobił autentyczną perełkę. Jest śmieszny, a jednocześnie naturalny w każdym ruchu i geście. Jego walka o utrzymanie pionowej pozycji i sposób podawania tekstu wywoływały salwy szczerego śmiechu.
Przedstawienie bardzo rzetelnie przygotował i w dobrych tempach prowadził Tomasz Tokarczyk. Uznanie budził sposób prowadzenia akompaniamentu i precyzja scen ansamblowych. Pod jego batutą piękna muzyka Straussa miała taneczną lekkość, wyraziste rubato.
Adam Czopek