Już od trzydziestu lat francuski Festival d'Ambronay, organizowany corocznie w położonym pomiędzy Bourg-en-Bresse i Lyonem przepięknym opactwie benedyktyńskim, przyciąga w okresie jesiennym coraz liczniejszą publiczność, która właśnie tutaj ma przez miesiąc czasu możliwość zanurzenia się w świecie muzyki barokowej. Ta niepowtarzalna w swoim charakterze przygoda artystyczna rozpoczęła się w 1980 roku, kiedy to zafascynowany dawną muzyką Alain Brunet postanowił w tym urokliwym i ważnym historycznie miejscu zorganizować parę skromnych koncertów.
Od tamtej pory to, co w pierwotnym założeniu miało być jedynie wykorzystującą zabytkowy obiekt sakralny małego miasteczka animacją muzyczną, przybrało dzięki pasji i talentowi organizacyjnemu Alaina Bruneta, a także współpracującej z nim ekipy, rozmiary jednego z ważniejszych w Europie, poświęconych muzyce dawnych wieków festiwali. Ambronay kojarzy się dzisiaj melomanom i muzykom z miejscem o trudnych do przecenienia zasługach w zakresie przywracania życiu koncertowemu zapomnianego repertuaru, promowania interesujących się nim młodych artystów, wreszcie na niwie prowadzenia muzykologicznych debat i refleksji na tematy związane z problematyką sztuki dźwięków minionych czasów.
To co się dzieje w Ambronay wykracza już zresztą poza pojęcie festiwalu, albowiem mamy tu również do czynienia z ośrodkiem kreacji, wymiany i spotkań, przestrzenią bezcennych - również i z ludzkiego punktu widzenia - konfrontacji pomiędzy wykonawcami, odbiorcami, muzykologami czy przedstawicielami mediów.

W 2003 roku regionalne władze oficjalnie potwierdziły utworzenie w Ambronay "Centre culturel de rencontre", co umożliwiło przyznanie dodatkowych środków finansowych i tym samym poszerzenie sfery możliwości działania festiwalowej ekipy. A wielotorowość prowadzonych przez nią akcji artystycznych wprawia w szczery podziw. Najważniejsze z nich to - obok głównego Festiwalu - działalność Europejskiej Akademii Barokowej (ułatwiającej start zawodowy młodych muzyków), przyjmowanie artystów en résidence, organizowanie seansów edukacyjno-artystycznych w środowisku szkolnym, koordynowanie zajęć umuzykalniających wśród amatorów, prowadzenie aktywności wydawniczej, rozwijanie polityki nagraniowej pod własnym znakiem firmowym "Ambronay" (płyty rozprowadza Harmonia Mundi).
Koncerty i spektakle Festival d'Ambronay pozostają zazwyczaj w bardziej lub mniej ścisłym związku z obraną na dany rok tematyką przewodnią, wszakże ze względu na uroczysty charakter świętującej (od 11 września do 11 października) trzy dekady swego istnienia manifestacji dyrektor Brunet wyjątkowo odstąpił od tej zasady. Do udziału w tegorocznym wydaniu Festiwalu zaprosił artystów, którzy przez te wszystkie lata przyczyniali się do jego rozwoju i budowania ogromnego już dzisiaj prestiżu, którzy pozostawili wśród słuchaczy szczególnie żywe wspomnienia, a także tych, którzy właśnie w Ambronay rozpoczynali swoją, uwieńczoną później licznymi sukcesami, działalność artystyczną.
Wystarczy przypomnieć, iż to właśnie w owym średniowiecznym opactwie dojrzewały kariery takich uznanych gwiazd muzyki barokowej jak Jordi Savall, Christophe Rousset, Philippe Jaroussky i inni. Nic dziwnego, że wszyscy oni odpowiedzieli na zaproszenie Bruneta z nieukrywanym entuzjazmem, przywożąc w swoich bagażach wybrane przez nich samych, jako prezenty urodzinowe, partytury.
Trudno w jednym sprawozdaniu oddać całe bogactwo festiwalowych propozycji, z konieczności zatem ograniczę się do wybranych wydarzeń, które spotkały się z najgorętszym przyjęciem ze strony publiczności. Otóz jej niewątpliwym ulubieńcem był argentyński klawesynista i organista, a od niedawna również dyrygent Leonardo Garcia Alarcón, wychowanek i asystent Gabriela Garrido, artysta en résidence, który pokazał się aż w paru różnych programach. To właśnie on zainaugurował barokowe świętowanie zaprezentowaniem Koronacji Popei Monteverdiego w reżyserii François Rochaiz i z ich udziałem młodych stażystów ze wspomnianej Akademii Barokowej. Zaś parę dni później stanął na czele Chóru z belgijskiego Namur oraz zespołu "Les Agréments" interpretując jedno z bardziej popularnych oratoriow Haendla:Juda Machabeusz, dzieło dające pole do popisu solistom, ale także, dzięki wielu obszernym partiom chóralnym, uprzywilejowujące zbiorowe muzykowanie.
Chór z Namur nie zaprzepaścił tej okazji i pod batutą Alarcóna potrafił przykuć uwagę słuchaczy spójnością brzmienia, ciekawym kontrastowaniem planów dźwiękowych, przykładną artykulacją i emisją.
Z kolei instrumentaliści "Les Agréments" podążali bezbłędnie za rozwijanym przez dyrygenta dyskursem muzycznym nadając mu właściwą pulsację i dyscyplinę rytmiczną. Cennym atutem tego pełnego blasku, "krwistego" wykonania byli pochodzący z Argentyny soliści w osobach sopranistek Soledad de la Rosa i Mariany Rewerski, barytona Alejandro Meerapfel oraz doskonałego kontratenora Fabiána Schofrina. Najsłabszym ogniwem obsady okazał się śpiewający tytułową partię tenorową Japończyk Makoto Sakurada, grzeszący ostrym wyciskaniem górnych dźwięków i małym wolumenem jakby zaciśniętego głosu.
Przebojem Festiwalu był powtórzony dwukrotnie, również prowadzony przez Leonarda Garcię Alarcóna i przez niego ułożony, program zatytułowany "Monteverdi - Piazzolla", stanowiący śmiałą próbę przerzucenia pomostów pomiędzy twórczością dwóch muzycznych, ożywianych poszukiwaniem przestrzeni artystycznej wolności i wybijających się w praktyce improwizacji, wizjonerów. Biorący udział w tym oryginalnym projekcie zespół "La Cappella Mediterranea", soliści: Mariana Flores - sopran, Diego Valentin Flores - baryton oraz tancerze Natalia Guevara i Javier Castello zachwycili publiczność swą spontanicznością i umiejętnością swobodnego poruszania się w różnych stylach muzycznych.
Świętujący również trzydziestą rocznicę powstania zespołu "Les Arts Florissants" William Christie przygotował na tę okazję inne haendlowskie oratorio: Susanna, które Amerykański szef zaprezentuje na jesieni w wielu ważnych miastach europejskich. Zanim to jednak nastąpi Susanna zabrzmiała w opactwie Ambronay, podbijając słuchaczy, niezależnie od miałkości zawartej w tekście intrygi, doskonałą równowagą pomiędzy głosami i warstwą instrumentalną, szeroką paletą barw muzycznych i precyzją całego, prowadzonego przez Christiego z wyraźną radością i niebywałym znawstwem wykonania. Za bohatera wieczoru trzeba bez wątpienia uznać młodego Kanadyjskiego - a pochodzącego z Korei - kontratenora Davida DQ Lee, którego mocny i pewnie brzmiący głos w połączeniu z rzadko spotykaną wrażliwością muzyczną dostarczył wielu mocnych wrażeń estetycznych.
Solista ten zachwycił uradowaną publiczność jeszcze raz parę dni później, kiedy to w zupełnie niespodziewanych okolicznościach zastąpił w ostatniej chwili chorą Stéphanie d'Oustrac, która miała wystąpić wraz z "Ensemble Matheus" i jego założycielem, a zarazem dyrygentem, Jean-Christophem Spinosi w koncercie poświęconym kompozycjom Haendla i Vivaldiego. Wystarczyło posłuchać Sol da te z Orlando furioso Vivaldiego czy fragmentów z Juliusza Cezara Haendla, aby ponownie się przekonać o nieprzęcietnym talencie DQ Lee, który tym razem pokazał z jak dużą łatwością porusza się w górnych rejestrach skali i jak bezbłędnie opanował technikę legato. Na pewno jeszcze o tym artyście nie jeden raz usłyszymy. Dla dopełnienia programu charyzmatyczny i energiczny Spinosi zaproponował słuchaczom pełną pasji interpretację utworów Vivaldiego, w tym wykonany przez samego dyrygenta wraz z Laurence Paugam Koncert na dwojeskrzypiec RV 513. Zaś na zakończenie, jak wyszukany deser po smakowitym obiedzie, zabrzmiał Koncert e-moll na dwa flety (Jean-Marc Goujon i Luis Beduschi) Georga Philippa Telemanna.

Oczywiście nie mogło na tym Festiwalu zabraknąć utworów Haydna, któremu cały muzyczny świat składa hołd z okazji dwusetnej rocznicy jego śmierci. W opactwie Ambronay okazję tę uczcił stojący na czele "Les Musiciens du Louvre - Grenoble" Marc Minkowski, prezentując program pod hasłem "Haydn w Paryżu", zawierający, jak się łatwo domyślić Symfonię C-dur "Niedźwiedź", Symfonię B-dur "La Reine de France" i Symfonię G-dur n°88. Minkowski nadał tym kompozycjom cudowną kolorystykę dźwiękową i wypełnił porywającą energią wyrywając je w ten sposób z ram statycznej formy, dyrygował z udzielającą się werwą i radością, uwydatnił ukryte na ogół szczegóły i detale, przekonując, że z tych pozornie dogłębnie znanych utworów można jeszcze wydobyć dużo światła, siły inwencji i twórczej świeżości.
Podobnych wrażeń dostarczył też Fabio Biondi i jego zespół "Europa Galante" przydając nowe kolory i zaskakujące kontrasty "ogranym" już niemiłosiernie Czterem porom roku Vivaldiego. Biondi precyzuje zresztą, że w jego koncepcji nie chodzi bynajmniej o - jak sugeruje tytuł - regulujące życie przyrody cykle, lecz raczej o przywołanie czterech oblicz ludzkiej natury. Takie podejście sprawia, iż banalnie już nieraz brzmiąca w naszych uszach muzyka nabiera konsystencji i dawno nie słyszanej głębi, zaskakuje muzycznymi treściami w nawet najbardziej - jak by się mogło wydawać - nużących fragmentach. To wyrafinowane i radośnie beztroskie wykonanie przywrociło Vivaldiemu drugą młodość.
Jeśli zaś chodzi o Haydna, to jego symfonie zabrzmiały także w interpretacji "Les Talents Lyriques" pod batutą Christophe'a Rousseta (Symfonia Es-dur i Symfonia g-moll "Kura"), tylko, że tym razem zabrakło mi w tej wizji właśnie tak cennego u Minkowskiego polotu i lekkości. Rousset zwrócił większą uwagę na samą formę tych utworów, na zachowanie idealnej równowagi pomiędzy wszystkimi składnikami muzyki Haydna, ale uczynił to za cenę częściowego zatracenia jej "figlarności" i humoru. Nie do końca też przekonała mnie dźwiękowa realizacja haydnowskiego Koncertu na klawesyn G-dur n°5, która przede wszystkim ucierpiała na skutek niewłaściwego dobrania instrumentu (zbyt cichy) solisty, co spowodowało, że wszelkie zamierzenia interpretacyjne siedzącego przy klawesynie Rousseta były torpedowane przez za głośno brzmiącą orkiestrę. To zaburzenie akustyki wywoływało u słuchaczy nieprzyjemny dyskomfort. Na szczęście otrzymali oni na pocieszenie przekonująco zaśpiewaną przez Eugènie Warnier arię Haydna Scena di Berenice, a zwłaszcza brawurowy popis Davida Guerriera, który w Koncercie na róg Es-dur n°2 udowodnił jak wielkie możliwości kolorystyczne drzemią w tym instrumencie.

Kolejny zaprzyjaźniony z Festiwalem i regularnie go odwiedzający Rinaldo Alessandrini przywiózł tym razem wraz ze swym zespołem "Concerto Italiano" program "Vêpres solennelles pour les fêtes de San Marco". Chodzi tutaj o utwory pochodzące ze zbioru Selva morale e spirituale Monteverdiego, potraktowane tym razem nie jak pozycje koncertowe, lecz wpisane, jak za czasów ich twórcy, w prawdziwą strukturę liturgiczno-muzyczną. Oto bowiem Alessandrini wymyślił rodzaj godzinnej mszy, na którą składa się pięć poprzedzonych i zakończonych antyfonami psalmów, hymn i końcowe magnificat. Pomimo sakralnego charakteru wszystkich utworów nie są one przecież pozbawione pierwiastków świąteczno-teatralnych, wszak podkreślić trzeba, że w wykonaniu włoskiego muzyka owa ceremonia muzyczna ujmuje przede wszystkim dyskretnymi, wręcz duchowymi i żarliwymi klimatami, w których wyczuwa się głód wieczności i tęsknotę za tym, co nieśmiertelne. Cudowna stopliwość głosów w połączeniu z subtelnością instrumentalnego akompaniamentu uczyniły z tego wieczoru prawdziwie mistyczne przeżycie.
Z kolei Jordi Savall postanowił tym razem doprowadzić do spotkania muzyki i tradycji Półwyspu Iberyjskiego oraz Ameryki Łacińskiej. Ta prowadzona przez "La Capella Reial de Catalunya", "Hesperion XXI" oraz meksykański zespół folklorystyczny "Tembembe Ensamble Continuo" swoista metyzacja muzyczna zaowocowała spektaklem "Drogi Nowego Świata", w którym takie formy jak gallarda, seguidillas, chacona, villancico, fandango czy guaracha, przeplatane interwencjami tanecznymi w wykonaniu Donaji Esparza, stworzyły ilustrującą na przemian świecką i sakralną inspirację, urzekającą muzycznymi barwami i rytmem całość artystyczną. Niestety w miarę upływu czasu owo urzeczenie ustępowało miejsca narastającemu poczuciu monotonii i po umilknięciu końcowych oklasków nasunęło się bardzo konkretne pytanie: czemu to wszystko miało służyć ?

Wyjątkowo dopieszczanym przez publiczność "dzieckiem" Festiwalu jest Philippe Jaroussky, który właśnie pod sklepieniami rzeczonego opactwa rozpoczął swoją olśniewającą karierę międzynarodową; miał wówczas siedemnaście lat. Od tamtego pamiętnego koncertu stale tutaj powraca, a każdy jego występ wzbudza fale niemalże szaleńczego entuzjazmu. Tak było i teraz, kiedy francuski kontratenor w towarzystwie uroczej i śpiewającej jak anioł Hiszpanki Nurii Rial, a także członków kierowanego przez Christinę Pluhar zespołu "L'Arpeggiata", zaprezentował się w wymownie nazwanym programie "Teatro d'Amore", skomponowanym w dużej mierze z utworów Monteverdiego, Bertali, Legrenziego, Merulo, Sancesa czy Mariniego. Rial i Jaroussky rzeczywiście wykreowali momenty ekstazy miłosnej i poruszyli serca wzruszonych gości. Ci ostatni zgotowali zresztą artystom triumfalne przyjęcie, powtórzone trzy godziny później w tym samym miejscu, przy okazji udziału tych samych muzyków w zorganizowanej po raz pierwszy w Ambronay nocy muzyki barokowej (próbowano w jej trakcie między innymi połączyć muzykę elektroniczną z dawną muzyką...!).
Na zakończenie barokowego maratonu Alain Brunet pragnął przypomnieć publiczności program "Fiesta Criolla. Uroczystości ku czci Matki Boskiej z Guadelupy", wykonany już tutaj przed kilkoma laty przez kolejnego ulubieńca festiwalowych bywalców: Gabriela Garrido i jego zespół "Ensemble Elyma". Termin "criolla" nawiązuje do skomponowanej na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku przez Ariela Ramireza mszy, opartej w dużej mierze na tradycyjnych rytmach folkloru argentyńskiego. Zaś słowo "fiesta", które w kulturze Ameryki Łacińskiej nie ma wydźwięku pogańskiego, kojarzy się przeważnie ze sposobem przeżywania na tym kontynencie uroczystości religijnych. Przybierają one zresztą najrozmaitsze - często zacierające granice pomiędzy świeckimi i sakralnymi elementami, a także znoszące chwilowo podziały społeczne - formy wyrazu. Można się było o tym przekonać w trakcie prowadzonego żarliwie przez charyzmatycznego Gabriela Garrido koncertu-spektaklu, podczas którego zabrzmiały utwory takich kompozytorów jak Francisco Correa de Arauxo, Andrés Flores, Juan de Araujo i reprezentowany tutaj największą ilością kompozycji Roque Jacinto de Chavarria (1688-1719): wychowanek Jezuitów, śpiewak, instrumentalista, kompozytor, a także pisarz. Muzycy z "Ensemble Elyma" porwali słuchaczy rozkołysanym radośnie żywiołem dźwięków, nieprawdopodobną energią i niemalże dziką ekspresją. Udowodnili, że religijne święto nie oznacza automatycznie nabożnego skupienia i smutnego zadumania. A przekonana bez reszty publiczność dała się Gabrielowi Garrido łatwo namówić do czynnego uczestnictwa w tym przepojonym entuzjazmem święcie i z zapałem przyłączyła się do zespołu wokalistów wyśpiewując wraz z nimi niektóre zwrotki kolejnych utworów oraz wystukując coraz bardziej skomplikowane rytmy.
Wśród pozostałych pozycji wyjątkowo bogatego programu tegorocznego Festival d'Ambronay wypada jeszcze z dziennikarskiego obowiązku wspomnieć o takich wydarzeniach jak wyjątkowo udany występ młodego, ale prezentującego już wysoki poziom "Ensemble Atys" (gra w nim dwójka Polaków: Karolina Herzig - klawesyn, organy i Krzysztof Lewandowski - dulcian) w programie "Podróż do Europy XVII wieku", koncert zespołu "Doulce Mémoire" pod dyrekcją Denisa Raisin Dadre'a, niezbyt przekonywujące wykonanie bachowskich kantat przez "La Petite Bande" Sigiswalda Kuijkena, wieczór spędzony w towarzystwie "Capriccio Stravagante" Skipa Sempé i rewelacyjnego chóru "Pygmalion" poświęcony kultywowanej przez dynastię Medicis tradycji intermediów czy recitalu Stéphanie d'Oustrac (mezzosopran) i Aline Zylberajch (pianoforte) interpretujących utwory Franza Josepha Haydna. Teraz pozostaje nam już tylko niecierpliwie czekać na kolejne wydanie tego znanego już w całym muzycznym świecie Festiwalu.
Leszek Bernat