Przegląd nowości

"Ryszard III" w Opéra National du Rhin

Opublikowano: czwartek, 01, październik 2009 02:00

Nowo mianowany szef Opéra National du Rhin: Marc Clémeur, który do tej pory kierował Opéra de Flandre w Antwerpii, otworzył sezon w Strasburgu wystawieniem Richarda III Giorgio Battistelliego (to francuska kreacja tej opery) i tym samym uhonorował panujący tutaj zwyczaj inauguracji rozpoczynającego się we wrześniu Festiwalu "Musica" inscenizacją współczesnego dzieła lirycznego. W dodatku chodzi tutaj o operę powstałą właśnie na zamówienie Clémeura i z jego inicjatywy wystawioną w Antwerpii cztery lata temu w bardzo wówczas chwalonej inscenizacji Roberta Carsena; umożliwienie teraz francuskiej publiczności obejrzenia tej fascynującej produkcji okazało się wyjątkowo trafnym pomysłem.

Image 

Jeśli chodzi o Giorgio Battistelliego to przypomnijmy, że mamy tu do czynienia z twórcą, który przy każdej okazji ogłasza, iż opera jako gatunek nie tylko nie umarła - jak twierdzą niektórzy - ale wręcz przeciwnie, cieszy się pełnią życia, albowiem to tylko ona jest w stanie najpełniej wyrazić złożoność otaczającego nas świata. Oznacza to, iż opera powinna być traktowana jako dyscyplina jak najbardziej współczesna, i to niezależnie od tego czy pracujący nad nią kompozytorzy wykorzystują najnowsze osiągnięcia technologiczne czy nie, gdyż - jak utrzymuje Battistelli - to nie zastosowane środki przesądzają o modernizmie dzieła, lecz sposób, w jaki zostają one przy jego tworzeniu wykorzystane.


 

Włoski kompozytor doskonale wie o czym mówi, bo jego zasługi na niwie sztuki lirycznej i uzyskane w tej dziedzinie doświadczenia są naprawdę imponujące. Dość przypomnieć, że spod jego pióra wyszło aż siedemnaście oper i że wszystkie one "oddychają" teatrem, co ma bezpośredni związek ze stanowiącymi pożywkę ich librett tekstami takich autorów jak Artaud, Goethe, Homer, Jünger, Louÿs, Rosso, Roussel, Schiller czy Schelley. Battistelli szuka też inspiracji w dorobku sztuki filmowej, czego doskonałą ilustracją są opery: Théorème (Pier Paolo Pasolini), ciesząca się ogromną popularnością i już w Strasburgu pokazywana Prova d'Orchestra (Federico Fellini), Miracle à l'italienne (Vittorio de Sica) i wykreowana w zeszłym roku w Nancy Divorce à l'italienne (Pietro Germi).

Image 

Z kolei impulsem do napisania Ryszarda III stała się nosząca ten sam tytuł sztuka Szekspira, której oryginalny tekst został przerobiony - przy współpracy kompozytora i zgodnie z sugestiami reżysera - przez angielskiego dramaturga Iana Burtona. Jego praca polegała na "zacieśnieniu" dramaturgii powstającego libretta i ograniczeniu jego treści do analizy psychologii tytułowego bohatera. W ten sposób akcja tej dwuaktowej opery sprowadza się właściwie do opowieści o naznaczonej licznymi morderstwami drodze Ryszarda do przejęcia korony i tym samym do zapanowania nad Anglią.


 

Powiedzmy od razu, iż dyskurs muzyczny Battistelliego nie odznacza się żadnym nowatorstwem, zaskakując nawet początkowo pewną schematycznością powtarzanych bez końca formuł dźwiękowych, wszakże w miarę upływu czasu jego skuteczność w wytwarzaniu trudnego do wytrzymania napięcia dramaturgicznego i wciągania słuchacza w duszną atmosferę karmiącej się zbrodnią rzeczywistości wzbudza szczery podziw. Falująca struktura warstwy orkiestrowej zakłócana brutalnymi wejściami rozbudowanej grupy instrumentów perkusyjnych, napięte do granic wytrzymałości partie wokalne czy opadające, przepojone bólem i udręką frazy chóru bezbłędnie oddają klimat nakręcającego się jak spirala szaleństwa opanowanego żądzą śmierci Księcia Gloucesteru. Dodatkowym wzmocnieniem ponuro-mrocznego kolorytu dźwiękowego dzieła jest powierzenie przez kompozytora większości partii wokalnych głosom męskim (barytony i basy) i zredukowanie do niezbędnego minimum ról kobiecych (zaledwie trzy).

Image 

Ten surowy, pełen mocy, przeszywający jak narzędzie zbrodni język muzyczny znajduje swoje doskonałe odzwierciedlenie w kreowanym z godnym podziwu talentem przez Roberta Carsena obrazie scenicznym, którego centralnym elementem jest wypełniona czerwonym jak krew piaskiem arena rozpadającego się cyrku. Jego lekko przekrzywiony i grożący zawaleniem szkielet przywodzi na myśl źle skonstruowane i ulegające pęknięciom systemy polityczne,  których patologiczne cechy sprawiają, iż zbrodnicze zamiary dążących do władzy szaleńców mogą zostać praktycznie wcielone w życie.


 

Jeśli zaś wcielający się w postać Ryszarda Scott Hendricks zwraca się niejednokrotnie w stronę publiczności, to z pewnością w celu uświadomienia widzom, że i oni mogą się stać ofiarami, a może i uczestnikami niebezpiecznych i zbrodniczych reżimów totalitarnych. Takich drążonych chorobą nienawiści i żądzą władzy aren politycznych w dzisiejszym świecie przecież nie brakuje i o tym też opowiada to prezentowane w Strasburgu wstrząsające przedstawienie.

Image 

Rozgrywanie akcji na zasypanej czerwonym piaskiem płaszczyźnie jest posunięciem doprawdy bezbłędnym: wszak piasek kojarzy się z wyznaczającą upływ czasu klepsydrą, z ulotnością budowanych z niego zamków czy wreszcie z  niebezpieczeństwem pochłaniających wszystko ruchomych piasków. To właśnie w tym zabarwionym krwią piasku grzebane są kolejne ofiary Ryszarda, to z piasku też wykopywane są niektóre z pojawiających się na scenie przedmiotów. Carsen świadomie zrezygnował z wszelkich elementów dekoracyjnych, wprowadzając do swojej wizji jedynie parę niezbędnych rekwizytów (taczki, łopaty, trójkołowy rower), wśród których szczególnie się wyróżnia kłująca oczy jaskrawymi barwami korona, obiekt pożądania Księcia Gloucesteru.  Zaś szybkie, przeprowadzane przy odsłoniętej kurtynie zmiany układów wizualnych wzmacniają jeszcze bardziej poczucie nieuchronności nadchodzących wydarzeń.


 

Wyjątkowo celnym zabiegiem reżyserskim okazuje się ponadto osadzenie całej inscenizacji w estetyce niemieckiego ekspresjonizmu: otóż zanurzony w zręcznej grze świateł i wykorzystujący czarno-białe kolory makijaż protagonistów przywołuje motyw pół-żywych postaci (jak w filmie Murnau Nosferatu), nadając im zarazem aspekt niepokojących trupio-bladym wyglądem kukiełek. ów celowo przesadny ekspresjonizm obrazu scenicznego znajduje swoje pełne potwierdzenie we wzorcowej grze aktorskiej wszystkich wykonawców ze wspomnianym wyżej Amerykaninem Scottem Hendricksem w roli Ryszarda, Księcia Gloucesteru na czele.

Image 

Jego wręcz nieprawdopodobna osobowość sceniczna, sugestywne ruchy i pozy, zdradzająca potworne zapędy mordercy mimika w połączeniu z mistrzowskim operowaniem świetnie brzmiącego barytonu wywołują u widzów ciarki na plecach. Podobnie zresztą jak złowieszcze interwencje komentującego - zmierzającą do kompletnego upadku człowieczeństwa Ryszarda i ostatecznie jego śmierci - akcję chóru. Wzbudzające niepokój sylwetki ubranych na czarno chórzystów, ucieleśniających dworzan lub pozbawiony podmiotowości tłum, wypełniają całą przestrzeń sceniczną i stanowią wzmagające i tak już ciężką atmosferę tło spektaklu.

Nad utrzymaną na bardzo wysokim poziomie realizacją muzyczną omawianej produkcji czuwa prowadzący pewną ręką Orkiestrę Symfoniczną z Miluzy Daniel Klajner, który wydobywa z partytury Battistelliego całą zawartą w niej przemoc, gwałtowność i porażającą siłę. Wygląda zatem na to, że przejęcie sterów Opéra National du Rhin przez Marca Clémeura przyniesie nam wkrótce wiele wspaniałych przeżyć artystycznych.

                                                                            Leszek Bernat