Błąd krytyczny rozszerzenia [sigplus]: Dla folderu galerii obrazów stories/2009/sierpien/Domingo oczekiwana jest względna ścieżka do folderu startowego określonego w konfiguracji rozszerzenia w zapleczu systemu Joomla!.
Wiadomość o występie Placida Domingo w Łodzi 8 czerwca 2009 roku wydała się w pierwszej chwili zupełnie nieprawdopodobna. Plotki o takim wydarzeniu krążyły już kilkakrotnie w ciągu ostatnich 10 lat i zawsze kończyło się na niczym. Tym razem jednak okazało się, że dla dyrektora Opery Łódzkiej Marka Szyjko nie ma rzeczy niemożliwych - i w kilka dni później kasa nie przyjmowała już rezerwacji na bilety, mimo ich astronomicznej, jak na nasze warunki ceny - najdroższe kosztowały 800 zł, najtańsze - 500 zł. Od razu zapowiedziano jednak, że wszyscy chętni będą mogli za darmo zobaczyć koncert na wielkim ekranie przed teatrem.
Przygotowania do koncertu były iście karkołomną imprezą - hotel, jedyny 4-gwiazdkowy w Łodzi, w którym miał zamieszkać Domingo, oddano do nieoficjalnego użytku na parę dni przed przyjazdem artysty (oficjalne otwarcie było tydzień później). Plac przed operą do ostatniej chwili pełen był maszyn budowlanych i został uporządkowany i udostępniony tylko na czas koncertu. A w zapełnionym do granic możliwości terminarzu Dominga koncert w "Lodz" został wciśnięty zaraz po cyklu spektakli Cyrana de Bergerac w Paryżu, a przed koncertem w... Chinach i Walkirią w Walencji.
Ale ostatecznie kiedy 6 czerwca wieczorem samolot z Domingiem lądował na łódzkim lotnisku, wszystko grało jak w zegarku. Zaraz po przyjeździe honorowego gościa do hotelu odbyła się konferencja prasowa, w której obok Dominga wzięła udział Veronica Villarroel (sopran), zaproszona do partnerowania artyście w koncercie, oraz dyrygent Eugene Kohn.
Warning: No images in specified directory. Please check the directoy!
Debug: specified directory - https://maestro.net.pl/images/stories/2009/sierpien/Domingo
Podczas konferencji Domingo opowiadał między innymi o swych spotkaniach z Janem Pawłem II i o wydanej niedawno (przez DG) nowej płycie, na której wykonuje pieśni do tekstów Karola Wojtyły. Kilka z tych pieśni znalazło się w programie koncertu. Jeden z dziennikarzy zapytał o książkę na temat opery, którą Domingo miał napisać. Tak, zobowiązałem się, że ją napiszę i nawet już mi za nią zapłacili - uśmiechnął się Domingo. - Kiedy uznałem, że w nawale moich zobowiązań artystycznych nie znajdę czasu na pisanie, zdecydowałem się oddać pieniądze. Tymczasem w wydawnictwie nie chcą absolutnie słyszeć o zwrocie pieniędzy i czekają na książkę... No i co tu robić?.
Maestro Kohn i Veronica Villarroel pracowali z orkiestrą łódzkiej opery w niedzielę 7 lipca, a wieczorem dołączył do nich Domingo. Drugą próbę - której fragmenty dzięki przygotowanemu na koncert nagłośnieniu słychać było przed teatrem - przeprowadzono krótko przed koncertem. W tym czasie przy kasach teatru rozegrała się ostra batalia o niewielką ilość wejściówek (działał nawet komitet kolejkowy), a szczęśliwi posiadacze biletów gromadzili się już w holu.
Publiczność powitała Artystę bardzo gorąco, stojącą owacją. W programie koncertu znalazły się arie i duety operowe (Masseneta, Cilei, Mascagniego, Wagnera), wspomniane wyżej trzy pieśni do poezji Karola Wojtyły, hiszpańskie zarzuele, fragmenty z operetek, a na koniec nawet piosenki (w tym brawurowo wykonane, nieśmiertelne Besame mucho). Entuzjazm widowni rósł z każdym utworem, owacje na stojąco powtarzały się raz za razem, rozlegały się głośne okrzyki Brawo! i pełne zachwytu popiskiwania co młodszej żeńskiej części widowni. (Ciekawe, dlaczego wszystkie te sympatyczne reakcje i objawy uwielbienia zostały starannie wycięte w transmisji telewizyjnej?) Dziękowano nie tylko brawami i okrzykami. Scena wprost obrosła koszami kwiatów, a wiele bukietów podawano bezpośrednio z widowni. Pamiętano też o dyrygencie i solistce - Veronica Villarroel podbiła serca słuchaczy zwłaszcza pełnym wdzięku i temperamentu wykonaniem zarzueli.
Domingo oczarował wszystkich. TEN głos, znakomicie znany z setek nagrań, brzmi ciągle pewnie i młodo, ale dopiero na żywo można ocenić jego potęgę! Zadziwiające jest, jak to pełne mocy narzędzie poddaje się Artyście, który za jego pomocą potrafi wyrazić także najdelikatniejsze odcienie uczuć, zachwycić liryzmem i subtelnością. A także - co bardzo rzadkie wśród śpiewaków - wyśpiewać zupełnie "nieoperowo" meksykański przebój.
Powszechnie wiadomo, że na koncertach Domingo obdarowuje publiczność nie tylko skarbem swego głosu, ale także wspaniałą interpretacją aktorską. To zaś wymaga szczególnego rodzaju skupienia. W wywiadzie udzielonym przed laty Charliemu Rose'owi Domingo mówił, że lubi sobie wyobrażać oddaloną i pogrążoną w ciemności widownię jako jedno wielkie oko kamery. W Łodzi musiał śpiewać w rażącym oczy świetle reflektorów i bez minimalnego choćby dystansu do publiczności, którą miał - nie tylko w przenośni, ale dosłownie - u stóp.
Placido Domingo nie byłby sobą, gdyby nie uczynił przyjaznego gestu wobec gospodarzy. Cała wielkoduszność i serdeczność legendarnego tenora objawiła się w tym, że zaprosił łódzkiego dyrygenta Michała Kocimskiego do poprowadzenia pierwszego utworu (uwertury do Wesela Figara) oraz związanego z Łodzią tenora Arnolda Rutkowskiego do zaśpiewania (w tercecie z panią Villarroel) Non ti scordar di me. To charakterystyczna dla Dominga wspaniałomyślność we wspieraniu młodszych śpiewaków, dla których stanięcie na scenie obok Króla Opery jest niezwykle ważnym punktem w karierze.
Domingo nigdy nie zapomina o tej części widowni, która ogląda jego występ na telebimie. Tak więc i w Łodzi po ostatnim, chyba szóstym bisie, wyszedł wraz z Veronicą Villarroel i maestro Eugene'em Kohnem na taras teatru, gdzie powitały ich gromkie brawa zebranych na placu kilku tysięcy łodzian, którzy podziwiali koncert na wielkim ekranie.
Rozochocona publiczność, rozwinąwszy wielki transparent z napisem "Placido we love you", cierpliwie czekała na Dominga przy wyjściu dla artystów, aby pożegnać słynnego tenora raz jeszcze i wyrazić swój aplauz i wdzięczność za cudowne przeżycia, jakich dostarczył jego występ. Skandowano "Dziękujemy!", "Gracias!", "Thank you!", śpiewano Sto lat!.
http://www.youtube.com/watch?v=zQNJD4p1PBQ&feature=channel_page
Ale wszystko w życiu ma swój koniec, więc i to niezwykłe spotkanie musiało dobiec kresu. Jeszcze tylko obietnica rychłego kolejnego przyjazdu do Polski, jeszcze jedno "Adios!" - i kawalkada samochodów zaczęła się oddalać, a wizyta Legendy Opery w Łodzi przechodziła do historii miasta, które ubiega się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. Trzeba przyznać, że 8 czerwca 2009 roku Łódź już nią była.
Jolanta Bukowińska