Błąd krytyczny rozszerzenia [sigplus]: Dla folderu galerii obrazów dokumenty/Busko2009/g1 oczekiwana jest względna ścieżka do folderu startowego określonego w konfiguracji rozszerzenia w zapleczu systemu Joomla!.
Kronika
XV Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego im. Krystyny Jamroz w Busku Zdroju.
Jak zwykle festiwal gościł plejadę znakomitych artystów, kilku z ich pojawiło się w Busku po raz pierwszy, ale urzeczeni panująca tutaj atmosferą już zapowiedzieli, że na pewno przyjmą kolejne zaproszenia. Bogaty i różnorodny program festiwalowych koncertów przyciągnął rekordową liczbę widzów. Mam nadzieję, że zawarta poniżej kronika artystycznych wydarzeń odda chociaż w niewielkim stopniu atmosferę całego festiwalu.
Warning: No images in specified directory. Please check the directoy!
Debug: specified directory - https://maestro.net.pl/images/dokumenty/Busko2009/g1
4 lipca
Już otwierająca festiwali Gala operowa, której obsada i bogaty program mogły zapełnić nie jeden ale dwa tego typu koncerty, stała się okazją do podziwiania kunsztu wokalnego Joanny Woś (burzą oklasków przyjęto śpiewaną przez nią arię Violetty E strano, e strano z I aktu Traviaty Verdiego i walca Julii z Romea i Julii Gounoda), Artura Rucińskiego (po wysłuchaniu arii Torreadora z Carmen oraz piosenki Taki piękny wieczór z musicalu Południowy Pacyfik i Granady długo nie chciano go puścić ze sceny) Małgorzaty Walewskiej (fragmenty Carmen w jej wykonaniu zawsze budzą żywą reakcję publiczności). Obok nich wystąpili też: Renata Drozd (brawa za subtelność z jaką zaśpiewała arię O mio babbino caro z Gianni Schicchi Pucciniego, Magdaleny Idzik i Romy Owsińskiej. Był to też koncert dający debiutantowi Jakubowi Oczkowskiemu pokazania się w tak znakomitym towarzystwie. No cóż pokazał się udowadniając jednocześnie, że czeka go jeszcze ogrom pracy nad głosem i emisją. Nad całością czuwał od dyrygenckiego pulpitu Mirosław Jacek Błaszczyk imponujący jak zawsze precyzją w prowadzeniu akompaniamentu oraz temperamentem i ekspresją w dyrygowaniu fragmentami czysto instrumentalnym. Koncert prowadził z właściwą sobie klasą i zaangażowaniem Bogusław Kaczyński.
5 lipca
Niedziela była bez wątpienia dniem najbogatszym w muzyczne wydarzenia dniem festiwalu. By je wszystkie "zaliczyć" należało pokonać trasę liczącą blisko 200 kilometrów. W samo południe zabytkowy kościół w Glinianach rozbrzmiewał muzyka sakralną. Znany polski organista Vincent de Pol, na stałe rezydujący w Niemczech zaprezentował licznie zebranej publiczności dzieła J. S. Bacha (Toccata i fuga d - moll), J. F. Händla (fragmenty Muzyki sztucznych ogni), oraz Ch. M. Widora (Toccata F - dur z V Symfonii Organowej. Akompaniował też Renacie Drozd śpiewającej z pełnym powodzeniem arię z opery Xerxes J. F. Händla, Adnus Dei z Mszy koronacyjnej KV 317 W. A. Mozarta oraz arię w oratorium Paulus F. Mendessohna - Bartoldy'ego i Ave Maria Ch. Gounoda. Po koncercie rozentuzjazmowana publiczność długo nie chciała wypuścić wykonawców z kościoła.
Kilkudziesięciokilometrowa jazda do Kurozwęk i już wpadamy w ramiona muzyki z gatunku miłej łatwej i przyjemnej oraz szybko wpadającej w ucho. Ewa Warta-Śmietana i Grzegorz Szostak bawili tłumnie zgromadzoną w plenerze publiczność ariami z popularnych operetek i znanych musicali, towarzyszący im zespół Strauss Ensamble zbierał brawa za prezentację polek, walców i galopów Straussa, Lehara i Kreislera.
Ledwie skończył się koncert plenerowy, a już po kilkunastu minutach w Sali Balowej Pałacu w Kurozwękach kolejny koncert, tym razem kameralny. Muzyczne spotkanie wyznaczyli sobie: znany skrzypek Konstanty Andrzej Kulka, ceniony wiolonczelista Tomasz Strahl i Artur Jaroń, równie ceniony pianista zarazem dyrektor festiwalu. Cały koncert był pokazem kameralistyki z tej najwyższej półki. Panowie urzekali zgodnością i finezją prowadzenia muzycznego dialogu oraz krystaliczną czystością dźwięku. Program ich wspólnego występu wypełniły dzieła M. de Falli. P. Czajkowskiego i H. Wieniawskiego w opracowaniu na skrzypce, wiolonczelę i fortepian. Spotkanie z wyborną kameralistyką rozpoczęliśmy od Duetu C - dur L. van Beethovena, w którym panowie Kulka i Strahl zaprezentowali znakomite wyczucie stylu. W 6 pieśniach M. de Falli można było podziwiać pięknie ujęty przez wiolonczelistę i pianistę hiszpański koloryt i rytm. W Legendzie Wieniawskiego K. A. Kulka znakomicie wyeksponował śpiewność partii skrzypiec. Z kolei w Pezzo Capriccioso h - moll Czajkowskiego mogliśmy podziwiać wirtuozowskie zacięcie Tomasza Strahla. W czasie kiedy w Kurozwękach podziwiano kameralistykę w Busku w wypełnionym po brzegi kościele pw. św. Brata Alberta recital organowy dał Robert Grudzień w jego programie znalazły się m. in. dzieła: H. Prucnella, J. S. Bacha, T. Albinoniego, F. Schuberta, M. Ravela.
Kilka godzin później ten sam kościół był miejscem kolejnego koncertu, tym razem symfonicznego. Jego bohaterami byli młodzi muzycy: Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus oraz soliści Łukasz Długosz i Agata Kielar-Długosz (flety) oraz Mariusz Patyra, skrzypek, który wygrał między innymi konkurs skrzypcowy im. Nicolo Paganiniego w Genui. Ukoronowaniem wieczoru była Symfonia D - dur op. 104 J. Haydna prowadzona wytrawną batuta Jerzego Swobody, który z równym powodzeniem i precyzją realizował akompaniament w koncertach solowych. Wieczór rozpoczął Koncert na 2 flety F. Dopplera, w którym podziwialiśmy piękny, krystalicznie czysty dźwięk obu fletów, subtelność prowadzenia śpiewnej kantyleny i linii melodycznej. Kapitalnie zgrana kadencja na dwa flety, to był prawdziwie mistrzowski popis gry i finezyjnej zgodności prowadzenia dialogu. Cała interpretacja urzekała melodyjnością i młodzieńczym entuzjazmem. O wykonaniu I Koncertu skrzypcowego D - dur op. 6 N. Paganiniego można napisać krótko: brawurowe w najlepszym rozumieniu tego określenia. Znakomita technika, artykulacja i dynamika na linii piano - forte oraz urzekające fantastycznym brzmieniem flażolety, staccata i pizzicato na lewą rękę były środkiem wyeksponowania wirtuozowskiego zacięcia solisty. Do tego należy dodać krystalicznie czysty dźwięk i kapitalną czystości intonacyjną. Cały koncert był jedną wielka eksplozją młodzieńczego entuzjazmu potraktowanego w sposób niezwykle twórczy.
6 lipca
Chopin nie zawsze mając dostęp do orkiestry wykonywał często swoje koncerty z kwartetem lub kwintetem, w których zasiadali jego muzykujący przyjaciele. Właśnie w takiej kameralnej wersji usłyszał, w Warszawie, oba koncerty Józef Elsner, pierwszy nauczyciel kompozytora. Chopin w 1833 roku wydał w Lipsku oba koncert w trzech wersjach: na fortepian i orkiestrę, na fortepian i kwintet smyczkowy oraz na fortepian z towarzyszeniem drugiego fortepianu. Niestety, burzliwe czasy jakich nie szczędziła nam historia sprawiły, że część tego wydania zginęła. Udało się odnaleźć jedynie kameralną wersję koncertu f-moll. Partytura koncertu e moll została w pełni odtworzona. Pierwszego nagrania kameralnych wersji koncertów dokonał w 1995 roku Marek Drewnowski z kwintetem, który tworzyli: Kaja Danczowska i Robert Kabara - skrzypce , Artur Paciorkiewicz - altówka, Jerzy Klocek - wiolonczela oraz Andrzej Myśliński - kontrabas. Nie ma co ukrywać kameralne wersje mają tyle samo zwolenników co przeciwników. Sam też nie jestem ich wielkim entuzjastą. Tadeusz Zieliński napisał: ... partia fortepianu i orkiestry stanowi jeden integralny pomysł muzyczny. Podobne stanowisko prezentuje Mieczysław Tomaszewski, który stwierdził, że: Orkiestra staje się partnerem wyrazistym, którego pominięcie byłoby niezbyt możliwym. No właśnie, to pominięcie orkiestry jest czynnikiem mocno zubożającym symfoniczny rozmach obu koncertów, co należy jasno zaznaczyć. Nie oznacza to jednak, ze wykonanie ich w tej wersji nie może dostarczyć satysfakcji. Doświadczyliśmy tego w tym koncercie. Muzycy okazali się godnymi siebie partnerami, a partia fortepianu wpleciona w brzmienie skrzypiec Krzysztofa Bzówki i Józefa Klimka, altówki Dariusza Kisielińskiego i wiolonczeli Zbigniewa Krzymińskiego stała się bardziej wyrazista i przejmująca dominującą rolę w tym zespole. Piotr Paleczny z powodzeniem zagrał oba koncerty ujmując pięknym dźwiękiem i wyrazistą artykulacją. Fortepian pod jego palcami ujmował dźwięcznością i pełnią romantycznego rubata. Współbrzmienie instrumentów i zborność muzycznego dialogu próbowały odsłonić prawdziwie romantyczne bogactwo obu dzieł.
7 lipca
Miłośnicy Edyty Geppert wypełnili salę widowiskową Buskiego Samorządowego Centrum Kultury do ostatniego wolnego skrawka podłogi. Program, właściwsze byłoby określenie spektakl, został skonstruowany nieco zbyt mrocznym nostalgiczno - lirycznym nastroju z rzadka przetykanym żywszymi rytmami.
Warning: No images in specified directory. Please check the directoy!
Debug: specified directory - https://maestro.net.pl/images/dokumenty/Busko2009/g2
8 lipca
Od Beatlesów do Vabanku pod takim właśnie hasłem prezentowano najbardziej znane tematy muzyki filmowej oraz przeboje legendarnej grup The Beatles. Koncert był zarazem okazją do spotkania ze znanym skrzypkiem Vadimem Brodskim, któremu towarzyszyła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Śląskiej prowadzona tego wieczoru przez Janusza Powolnego. Pierwszą część wieczoru rozpoczęła polska muzyka filmowa. Najpierw temat z popularnego serialu Czarne chmury, później równie znany walc Barbary z Nocy i dni. W obu przypadkach autorem muzyki jest Waldemar Kazanecki. Po tym wpadliśmy w świat muzyki Enrico Moricone: temat z filmu Zagraj mi pieśń śmierci i lekko jazzujący temat z cyklu filmów o Jamesie Bondzie. Zmiana nastroju nastąpiła w chwili kiedy na estradzie stanął Vadim Brodsky, który na początek zaprezentował walc Radość miłości F. Kreislera z operetki Sissi. Punktem wyjścia zaproponowanego żartu muzycznego była amerykańska kolęda Inglo Bell i wielki przebój Eine kleine Nachtmusik W. A. Mozarta. Między brzmienia tych dwóch utworów wpleciono najbardziej znane tematy muzyki symfonicznej m. in. Beethovena i Brahmsa. Była to zabawa w najlepszym muzycznym gatunku. Czardasz Montiego, w wersji orkiestrowej opracowanej przez V. Brodsky'ego stał się okazją do wywołania z orkiestry skrzypaczki Michaliny Piątek, z którą zagrał partię solową rozpisaną na dwoje skrzypiec. Tą część koncertu zakończyła muzyka Henryka Kuźniaka, prywatnie zięcia Krystyny Jamroz, patronki festiwalu. Z pełną satysfakcją słuchaliśmy największych przebojów z filmów Vabank, Na kłopoty Bednarski, Mówili o nim, że lewituje. Charakterystyczny język wykorzystujący kolorystyką brzmienia muzyki przełomu lat dwudziestych i trzydziestych nadaje jej wyjątkowego blasku. Zresztą skomponowana przez H. Kuźniaka muzyka od lat wiedzie niezależny, od swoich filmów, żywot estradowy ciesząc się dużym uznaniem publiczność.
Po przerwie nastąpiło coś co określam mianem: młodzieńczych wspomnień czar. W latach sześćdziesiątych muzyka Baetlesów była niezmiernie popularna. Wychowało się na niej całe pokolenie, ja również. Nie były to czasy, w których łatwo zdobywało się nagrania zagranicznej muzyki rozrywkowej. Polskie Radio też nas nie rozpieszczało nadawaniem głośnych w świecie przebojów legendarnej czwórki z Liverpoolu. W tej sytuacji pozostawało Radio Luksemburg, gdzie zespół Beatlesów "leciał" przez kilka godzin dziennie. Z wypiekami na twarzy słuchało się: Yesterday, Michelle czy Yellow submarine albo Hej Jude. Podobnie było z płytami. Każdy młody posiadacz oryginalnych nagrań tego zespołu uchodził za szczęśliwca, któremu można było pozazdrościć. Wszystko to ożyło w mej pamięci kiedy Vadim Brodsky prezentował największe hity we własnym opracowaniu i instrumentacji. Jak do tego doszło, że ten znakomity skrzypek tego dokonał? Złamałem kciuk co uniemożliwiło mi grę na skrzypcach. Z bezczynności i bez muzyki chciałem oszaleć i wtedy przyszła mi myśl możliwość instrumentacji przebojów zespołu, który zawsze mi się podobał. Instrumentacja i nowe opracowanie spodobało się nie tylko mnie ale również publiczność, która wysłuchała kilku pierwszych opracowań. To dodało mi skrzydeł, i tak powstał cały cykl. - wyjaśniał Vadim Brodski na spotkani w festiwalowej kawiarence. I faktycznie słucha się tych opracowań z prawdziwą przyjemnością, a sam Brodski okazał się muzykiem szybko nawiązującym z estrady kontakt z publicznością. W sumie spędziliśmy miły wieczór, którego domeną była lekkość i humor.
9 lipca
Tego dnia minęła 23 rocznica śmierci, tej znakomitej artystki, patronki festiwalu. Właśnie z tej okazji zabrzmiało jedno z najwspanialszych dzieł muzyki sakralnej: Mała msza uroczysta (La Petite Messe Solennlle) Gioacchina Rossiniego. Miejscem tego niezwykłego koncertu była Bazylika Mniejsza pw. NMP w Wiślicy.
Warto przypomnieć, że kariera urodzonej w 1923 roku w Busku Krystyny Jamroz trwała ponad 34 lata i związana była z teatrami operowymi we Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie oraz wieloma scenami zagranicznymi, gdzie występowała gościnnie. Bogaty repertuar K. Jamroz obejmował ponad 40 partii pierwszoplanowych, wielu z nich nikt poza nią w tym czasie nie śpiewał. Do historii polskiej opery przeszły jej wspaniałe kreacje tytułowej Turandot, Aidy, Tosci, oraz Magdy Sorel w Konsulu Menottiego, Matki Joanny w Diabłach z Loudun Pendreckiego.
Małą mszę uroczystą skomponował Rossini w 1863 roku, a jej pierwsze wykonanie odbyło się 14 marca 1964 roku w paryskim pałacu hrabiny Pillet-Will. Świadkiem tego wydarzenia był m.in. G. Meyerbeer, który uznał fugę Cum sancto spiritu za jedną z najwspanialszych w swoim gatunku. Dzieło zadziwia bogactwem melodycznej inwencji, perfekcją warsztatu twórczego, a przede wszystkim dowodzi geniuszu 71-letniego kompozytora. W oryginale Msza została napisana na 4 głosy solowe z towarzyszeniem dwóch fortepianów, fisharmonii i kilkunastu osobowego chóru. Instrumentacji w myśl zasady, że po jego śmierci każą to uczynić komuś innemu, dokonał sam dwa lata po pierwszym wykonaniu. W tej pierwotnej wersji wysłuchaliśmy Mszy w Wiślicy. Kwartet solistów tworzyli: Iwova Hossa - sopran, Anna Lubańska - mezzosopran, Adam Zdunikowski - tenor, Jarosław Bręk - bas. Solistom towarzyszyli: Chór Filharmonii Śląskiej, Mirosław Herbowski (fortepian) i Jolanta Błażełek (organy). Nad całością wykonania czuwał od dyrygenckiego pulpitu Sławomir Chrzanowski, który zadbał o właściwe proporcje brzmienia całego aparatu wykonawczego. Zaproponowana przez nich interpretacja ujmowała podniosłym nastrojem, ekspresją, refleksyjnym charakterem i operową śpiewnością partii solowych każdej z czternastu części. Z pełną satysfakcją słuchałem rozpoczynającego dzieło Kyrie, gdzie chór wykazał się dyscypliną wokalną, zbornością i spoistością brzmienia co potwierdzone zostało we wspomnianej wyżej wielogłosowej fudze Cum Santo spirit" i pozostałych częściach. Soliści z pełnym powodzeniem zaśpiewali swoje arie, duety i kwartety ujmując świeżością brzmienia i dobrym zestrojenia głosów w scenach ansamblowych. Adam Zdunikowski zachwycił w Domine Deus Iwona Hossa w Crucifixus, Jarosław Bręk w Quoniam tu solus sanctus. Popis pięknego śpiewu w finałowym Agnus Dei dała Anna Lubańska.
10 lipca
Program tego koncertu został zbudowany z dzieł kompozytorów, którym muzyczny świat składa hołd obchodząc w tym roku 200-lecie urodzin F. Mendelssohna - Bartoldy'ego (młodzieńczy Koncert podwójny d - moll na fortepian, skrzypce i orkiestrę smyczkową), 100 rocznicę tragicznej śmierci Mieczysława Karłowicza (Serenada na orkiestrę smyczkową op. 2) oraz 100 rocznicę urodzin Grażyny Bacewicz (Divertimento). Do tego programu został dołożony I Koncert c - moll na fortepian, trąbkę i orkiestrę smyczkową op. 35 D. Szostakowicza, którego 100 rocznica urodzin miała trzyletni poślizg. Wydarzeniem wieczoru były oba koncerty instrumentalne. W Mendessohnie wirtuozowskie partie solowe grali: Ludmiła Worobec-Witek (skrzypce) i Artur Jaroń (fortepian). Ich interpretacja urzekała eksplozją młodzieńczego temperamentu i beztroski. Partia fortepianowa prowadzona z rozmachem mająca właściwą dynamikę splatała się w pięknych figuracjach i pasażach z partią skrzypiec. Dzięki wrażliwości solistów oraz ich doskonałemu zgraniu i porozumieniu z Orkiestrą Kameralną Polskiego Radia Amadeus prowadzoną przez Agnieszkę Duczmal, każda z części zabrzmiała z właściwym sobie charakterem. Burzliwe Allegro przechodziło w nasycone spokojem i melancholią romantyczne Adagio poprzedzające energiczne Allegro molto z pełnym blasku finałem.
W koncercie Szostakowicza spotkali się dwaj wytrawni muzycy: Boris Petrushansky (fortepian) i Igor Cecochjo (trąbka). Można powiedzieć, że było to spotkanie niezwykle owocne dla publiczności. Pertushansky urzekał pięknym nasyconym dźwiękiem, znakomitym operowaniem kontrastami dynamicznymi oraz świetną artykulacją pozwalającą mu na wyeksponowanie niuansów brzmieniowych w poszczególnych epizodach, motywach i frazach. Podobnie było w przypadku Igora Cecocho. Jego trąbka brzmiała pięknie, a solista zachwycał nie tylko opanowaniem instrumentu ale również charakterystyczną urodą dźwięku. Ponadto zwracała uwagę świetna współpraca solistów między sobą i z orkiestrą. W Divertimento Bacewicz i Serenadzie na smyczki Karłowicza spotkaliśmy się z pięknym popisem precyzyjnej gry oraz świetnym operowaniem barwą. Muzycy Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia AmadeusKlezmer Jazz Project, który powstał na kanie popularnych tematów muzyki jazzowej oraz najciekawszych utworów muzyki żydowskiej. Słuchaliśmy ich w niepowtarzalnej aranżacji i znakomitym opracowaniu. Przez bite dwie godziny podziwialiśmy mistrzostwo muzyków, którzy znakomicie budowali klimat tej muzyki. Koncert zakończyła wielominutowa owacja. grającej pod wytrawną i wrażliwą batutą swojej szefowej Agnieszki Duczmal potwierdzili tym koncertem swoją wyjątkową klasę. Kilka minut po dwudziestej drugiej rozpoczął się koncert w synagodze w Pińczowie.
Warning: No images in specified directory. Please check the directoy!
Debug: specified directory - https://maestro.net.pl/images/dokumenty/Busko2009/g3
11 lipca
W sobotni wieczór ostatnie z festiwalowych wydarzeń - Cyrulik sewilski G. Rossiniego. Nieprzemijającą popularność zapewniają tej operze nie tylko fantastyczna muzyka i świetnie rozpisane partie wokalne, ale również skrzące się humorem libretto oparte na komedii Pierre'a de Beaumarchais'go. Właśnie humor postaci i scenicznych sytuacji stał się podstawą reżyserii Anette Leistenschneider, która zadbała o wyrazistość postaci prowadząc je z lekkim przymrużeniem oka i dystansem. Przez scenę maszeruje galeria kolorowych postaci, których lekko przerysowany w stronę groteski charakter podkreśla jeszcze bardziej ich komizm. Reżyser nie trzyma się kurczowo XVIII - wiecznych realiów, przenosi akcję w nasze czasy. Na scenie króluje telewizor z pilotem, puszka coli współgra z fantazyjnymi perukami i strojami, a "zrobiona" na lalkę Barbie Rozyna słucha walkmana. Cała inscenizacja, ozdobiona lekkimi ażurowymi dekoracjami, umieszczona została na scenie obrotowej co pozwala na płynne przenoszenie akcji z miejsca na miejsce. Reżyser dopracowuje każdy szczegół, zgrabnie ustawia sceny zbiorowe, a już oba finały I i II aktu są naprawdę urzekające. Uznanie budzi misterne zawiązanie intrygi, w której każda scena wynika z poprzedniej, a żart rodzi kolejny dowcip. A wszystko to razem harmonijnie splecione i utrzymane w dobrym tempie zapewniającym przedstawieniu bezpretensjonalną lekkość i wdzięk. Był więc lubelski Cyrulik jest okazją do wyśmienitej zabawy. Równie wiele dobrego można napisać o poziomie wykonawczym. Starannie obrana obsada wywiązuje się ze swoich zadań aktorskich i wokalnych z dużym powodzeniem. Julia Iwaszkiewicz z lekkością i wdziękiem pokonywała koloraturowe zawiłości partii Rozyny, która w jej ujęciu ma żywiołowy temperament i dziewczęcy wdzięk. Dzielnie jej sekundujący Adam Sobierajski stworzył wyrazistą postać zakochanego hrabiego Almavivy. Szczerze zabawnym doktorem Bartolo był Andrzej Witlewski, a Grzegorz Szostak z wdziękiem grał i śpiewał, bardziej śmiesznego niż diabolicznego, intryganta Don Basilia, który uważa, że najskuteczniejszą metodą pozbycia się rywali jest plotka i obmowa. Świetną Bertą okazała się Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak. Wiele uznania publiczności zaskarbił sobie Kamil Pekala za kreację partii tytułowego bohatera. Jego Figaro ma błysk w oku i szelmowską minę, a dobrze brzmiący baryton i aktorska swoboda zasługują na uznanie.
Dookoła Festiwalu
Buska Aleja Gwiazd w parku zdrojowym wzbogaciła się podczas tego festiwalu o dwa kolejne "Słoneczka", którymi honorowani są najbardziej dla Festiwalu i Miasta zasłużeni artyści. Otrzymały je panie: Małgorzata Walewska, gwiazda światowych scen operowych oraz Barbara Hesse-Bukowska, znakomita pianista, której Busko zawdzięcza bardzo tutaj popularne "Lato z Chopinem". Swoje "drzewko" zasadzili w parku najpierw Małgorzata Walewska, później Artur Jaroń, dyrektor festiwalu. Oczywiście jak każdego roku festiwalowi towarzyszyły Międzynarodowe Kursy Mistrzowskie w klasie skrzypiec prowadzone przez prof. Marcina Baranowskiego oraz klasie wiolonczeli prof. Tomasza Strahla. Młodzi muzycy, uczestnicy kursów, mieli okazję do skonfrontowania swoich umiejętności w kontakcie z publicznością. Drugą formą promocji młodych muzycznych talentów były koncerty w cyklu Estrada młodych dające okazję występów laureatom krajowych konkursów muzycznych. Nie mogło też w programie buskiego festiwalu zbraknąć tradycyjnych koncertów promenadowych. Jak zawsze dużą popularnością cieszyła się, rezydująca na trasie pensjonatu Sanato, festiwalowa kawiarenka, w której spotykano się z występującymi na festiwalu artystami. Festiwalowi towarzyszyły dwie wystawy: Krystyna Jamroz królowa polskiej opery zawierająca ponad 70 zdjęć ze scenicznych kreacji tej znakomitej artystki oraz afisze z premier, w których brała udział. Wystawa została zorganizowana ze zbiorów niżej podpisanego. Krajobraz wspomnień to wystawa tkaniny artystycznej Tamary Maj obchodzącej 25-lecia pracy twórczej.
Adam Czopek