Aż nie chciało się wierzyć, po doświadczeniach na Konkursie rodzeństwa Reszków, że można tak uformować grupę laureatów, by nie mieć jakichś większych wątpliwości co do ich umiejętności i skali oraz autentyczności talentu, by podczas koncertu laureatów nie dowiadywać się, że ci najlepsi mają problemy ze swobodnym posługiwaniem się głosem. Na Konkursie Haliny Halskiej każdy z laureatów potrafił świetnie zaśpiewać, tak podczas przesłuchań, jak i podczas wieńczącego całość koncertu laureatów. Może to - z jednej strony - świadczyć o wyższym poziomie kandydatów, ale może też (co mogło stać się w Częstochowie) o "zgubieniu" pod drodze tych, którzy takich problemów mogliby potem nie mieć. Tyle porównań choć będą i następne bo zbliża się kolejny Konkurs - tym razem im. Ady Sari w Nowym Sączu.
Jako się rzekło, Konkurs we Wrocławiu stał na wysokim wykonawczym ale i artystycznym poziomie. To była już piąta edycja Konkursu imienia wielkiej kiedyś primadonny Opery Wrocławskiej Haliny Halskiej-Fijałkowskiej ale -mocą decyzji rektora AM we Wrocławiu - po raz pierwszy o międzynarodowym zasięgu. O właściwą i godną oprawę Konkursu zadbał główny organizator Konkursu - Towarzystwo Miłośników Muzyki Wokalnej im. Patronki, kierowane przez najważniejszą postać Konkursu, wybitną solistkę Opery Wrocławskiej Ewę Czermak, przewodniczącą Jury; także wrocławska Akademia Muzyczna oraz władze miasta i to wszystkich szczebli. Najwyższą nagrodę ufundował prezydent Wrocławia, stała się więc nagrodą główną Konkursu (Grand Prix) i została przyznana najlepszemu śpiewakowi, natomiast marszałkowie województwa dolnośląskiego ufundowali nagrody pieniężne dla zwycięzców obu kategorii.
Nie zawsze się zdarza, że wygrywają najlepsi, że nikt przypadkowy nie zdobywa tytułu laureata, że nie kwestionuje się werdyktu. Wyrażam tę opinię z perspektywy sporego już recenzenckiego doświadczenia, tu wzbogaconego zaproszeniem do składu międzynarodowego Jury, złożonego ze znanych i wysoko cenionych postaci szeroko rozumianego świata wokalnego. Największą zaś satysfakcją było konfrontowanie naszych ocen z umiejętnościami laureatów, zaprezentowanymi podczas koncertu finałowego. W zasadzie tylko jedną osobę z grona laureatów "widziałem" trochę niżej, pozostali uplasowali się dokładnie tak, jak oceniałem ich konkursowe występy. Po tym wrocławskim doświadczeniu wiem jeszcze bardziej, że przebieg konkursów zależy tylko i wyłącznie od postawy jurorów. Na Konkursie Haliny Halskiej atmosfera między jurorami była wręcz wzorowa a pomagał w tym brak wiedzy, kto z czyjej klasy się wywodzi. Nadto, co naturalne, jurorzy nie mogli głosować na swoich uczniów studentów i studentów. Kiedy zbieraliśmy się aby zakwalifikować kandydatów do II etapu oraz dowiedzieć się kto został laureatem czy wyróżnionym, do samego końca znaliśmy tylko punktację, bez nazwisk. Dopiero po przyjęciu ostatecznej, finałowej już decyzji dowiedzieliśmy się kto stoi za "gołymi" punktami. To niewątpliwie najlepsza i najbardziej "czysta" metoda pracy ale przy założeniu, że... wygrywają najlepsi, jak stało się we Wrocławiu. Gdyby stało się inaczej, gdyby wygrał ktoś, wskutek np. udziału jakichś "złych mocy" ewidentnie nie zasługujący na to, byłoby gorzej... Tutaj, śmiem sądzić, wyniki były idealnie zgodne z naszymi odczuciami.
Do Konkursu przystąpiło 44 śpiewaków z kilku krajów, w tym kilkanaścioro z Białorusi, Bułgarii, Litwy, Korei Południowej, Turcji i Ukrainy. Do II etapu dopuściliśmy dokładnie połowę stawki, z ośmiorgiem śpiewaków zagranicznych. W pierwszym etapie kandydaci śpiewali po jednej pieśni (polskiej) i arii a w drugim wykonywali inną pieśń i dwie arie. Nikt z organizatorów i jurorów nie zwrócił uwagi, że jeden z Polaków wybrał sobie w I etapie pieśń niemiecką. Chyba dobrze się stało, że tego niedopatrzenia nie prostowano choć zdarzyć się to nie powinno. Szczęśliwie, w II etapie kandydat ten wybrał sobie polską pieśń i jakoś to się...wyrównało... Konkurs podzielony był na dwie kategorie: głosów sopranowych (to z racji uhonorowania patronki) i głosów pozostałych. Tym razem mocniejszą była ta druga grupa, i dlatego też Grand Prix nie została przyznana sopranowi. Kandydaci śpiewali z towarzyszeniem fortepianu, w Sali Teatralnej wrocławskiej AM, a z grona wytrawnych pianistów najczęściej występowała Magdalena Blum, na co dzień profesor i prorektor wrocławskiej AM. W obu etapach najlepszymi okazali się wszyscy wyróżnieni i nagrodzeni - w II etapie nie odnotowaliśmy niespodzianek, wahania poziomu były raczej minimalne.
Oto krótkie portrety siedmiorga laureatów:
kategoria głosów sopranowych
Natalia Jureczko z Ukrainy - III nagroda
Głos duży, donośny, często ostry, niekiedy i nie za ładny (wrażenie nerwowego dość śpiewania, jakby z zaciśniętymi...zębami). Takie duże głosy ze Wschodu lubię nazywać "wielkomocarstwowymi". Coś w tym było takiego z racji siły głosu, prawdziwego dynamitu. Jak zauważyłem śpiewaczce tej nigdy nie będzie potrzebne żadne wzmocnienie głosu - zawsze i wszędzie będzie słyszalna, w każdym teatrze operowym, a to jest wielki walor. Na szczęście pokazała też, że potrafi różnicować śpiew i wyraz, że jest wrażliwa i ambitna. Słychać to było już w arii Gounoda ale przede wszystkim w pięknie wykonanej pieśni Stanisława Niewiadomskiego - już wtedy zaznaczyłem, że może to być laureatka Konkursu. II etap był jeszcze lepszy. Pięknie zaśpiewała arię Rusałki - niesamowicie potrafiła powstrzymać moc swojego głosu bowiem ani przez moment nie było "za głośno". Do tego umie tworzyć napięcie i utrzymać je do końca. Druga aria też znakomita, jakież napięcie stworzyła w arii Liu - wywierając duże wrażenie. Gorsza była pieśń, także z językowej strony, za bardzo "słowiański" był to Brahms, do tego z pewnymi mankamentami, a przecież mogła zaśpiewać Czajkowskiego...
Joanna Freszel z Polski - II nagroda
Nie chcę ukrywać, że nie przepadam za jej głosem i stylem śpiewania. Jest może i skuteczny ale nieładny: za ostry, za mocny, za sztywno osiągany, za bardzo wyciskany, zwłaszcza w górze, a do tego często nie bardzo czytelny i określony w swojej emisyjnej szerokości. W I etapie nieźle wypadła w pieśni Rajski ptak - Różyckiego, w której szczerze podziwiałem coś bardzo ciekawego: "słodko" brzmiące koloratury ale niczym więcej nie potrafiła mnie zafrapować. W II etapie było podobnie. Jest w jej głosie przeszkadzający mi w słuchaniu "groszek". Ja go nazywam "nerwem", który w połączeniu z poprzednimi cechami nie tworzy jednak zbyt frapującego obrazu jej śpiewania. Najlepsza była finałowa aria Małgorzaty, najbardziej żywiołowo wykonana, idąca na całość, przez co zwracająca większą uwagę.
Joanna Węgrzynowicz z Polski - I nagroda
Zdecydowanie najlepsza sopranistka Konkursu ! W I etapie nie poruszyła mnie specjalnie wykonaniem jeden z pieśni kurpiowskich Szymanowskiego ale aria Rusałki była znakomita. Z dużym spokojem prowadziła narrację tej tak trudnej pod każdym względem arii. Był to śpiew pełen uroku, a do tego bardzo prawdziwy, autentyczny i wiarygodny w sensie oddania charakteru postaci i wyrażania treści. Było to najlepsze wykonanie arii z repertuaru Patronki - za co śpiewaczka otrzymała specjalna nagrodę Jury. II etap w całej pełni potwierdził jej klasę. Aria Haendla pokazała jej talent dramatyczny, z dużym katalogiem środków ekspresyjnych. Recitatiw był wyrazisty i urokliwy. Rodzaj śpiewu pozwalał jej na sporą różnorodność interpretacyjną. Niezła była pieśń ludowa Panufnika, a na koniec bardzo dobrze odśpiewała arię Małgorzaty. Precyzyjnie, operowo, a do tego z pełnym kobiecości uśmiechem.
* Kategoria głosów pozostałych
Magdalena Gołąb z Polski (mezzosopran) - III nagroda
Śpiewaczka od pierwszej chwili zwracająca uwagę. Nie tylko śpiewem: dynamicznym, pełnym impetu, o ładnej barwie, z dobrym i charakterystycznym "podparciem", czymś w rodzaju tła głosu, ale i nieprzeciętną urodą i temperamentem. Znakomicie zaśpiewała pieśń Perkowskiego, właściwie dramatyczna, choć może trochę za bardzo krzykliwa była aria Charlotty z Werthera. W II etapie najciekawiej wypadła aria Czarownicy z Rusałki, głównie z racji - chciałoby się powiedzieć - temperamentu wykonawczyni, a z kolei z racji ciekawej barwy głosu swój szczególny sens i wymiar miała aria Dalili.
Piotr Płuska z Polski (baryton) - II nagroda
Ogromnie ciekawa postać choć nie od razu wywarł na mnie tak wielkie wrażenie. W arii Korngolda wydawało mi się przede wszystkim, że Płuska chce być Hampsonem - tak mało był wtedy dla mnie wiarygodny, trochę udający kogoś kim naprawdę nie jest. Do tego górne dźwięki były płaskie, nieco buczące, psujące dobry efekt. Ale od początku do końca swoich obu konkursowych występów prezentował swoją bardzo wysoką kulturę śpiewania, co jest cechą charakterystyczną dla wszystkich uczniów czy studentów (mężczyzn zwłaszcza!) prof. Włodzimierza Zalewskiego. Z mankamentów zauważyłem niezbyt ciekawą prezencję na scenie, nie zrobiło bowiem na mnie specjalnego wrażenia zamykanie oczu czy pochylanie głowy - jakoś mało to było autentyczne. Poza tym już tylko same superlatywy: świetnie przygotowany program, przede wszystkim II etapu, dla mnie chyba najlepszego spośród wszystkich. Znakomita pieśń Schuberta (Sobowtór)... Do tego bardzo dobrze ustawiony głos, głęboki, nieźle oparty (w średnicy), mocny i dynamiczny. Nigdy nie brakowało ani kultury, ani wrażliwości. Wybitny talent !
Szymon Komasa z Polski (bas-baryton) - I nagroda
Rozpoczął od pieśni Richarda Straussa bardzo trudnej - moim zdaniem - dla mocnego i niskiego głosu bo trzeba "chować" głos chcąc właściwie uwypuklić wyraz. Zrobił to zresztą bardzo ładnie ale na pewno tym śpiewem nie zachwycił - może dlatego, że Morgen należy do szczególnie wielbionych przeze mnie pieśni. Narracja była bardzo spokojna, dobrze kontrolowana, pełna jednak życia... Głos oczekiwanie głęboki jak na tę tak piękną muzykę. Za to Aria Aleka - rewelacyjna ! Był to już śpiew z najprawdziwszego zdarzenia: duży, głęboki, opanowany. Była to interpretacja mądra, głęboka, świetnie wyreżyserowana - co znakomicie potwierdził na koncercie laureatów. To była jedyna spośród wszystkich kreacja, którą potrafił wzruszyć... II etap był odrobinę mniej ciekawy. Rozpoczął od pieśni Moniuszki - subtelnie i kulturalnie podanej, czasem nawet szlachetnie, a może i trochę sentymentalnie... Aria Belliniego zrazu ze śpiewem ładnym i urokliwym, z czasem głębsza, mocniejsza i dramatyczna. Ciekawa i ważna była druga aria, Don Pasquale, ponieważ pokazała wreszcie inne oblicze tego artysty. Pokazała młodego człowieka uśmiechniętego, zabawnego a nie śmiertelnie poważnego - jak dotąd. Wysoki poziom wykonawczy, duża artystyczna swoboda no i ta umiejętność wzruszania? Cechy absolutnie niebagatelne...Brawa !
Bora Balci z Turcji (baryton) - Grand Prix
Otwierał listę "pozostałych głosów" w konkursowym katalogu, pozostał na tym pierwszym miejscu wobec oceny Jury, zostając najlepszym śpiewakiem Konkursu. Jak najbardziej zasłużenie. Pięknie zaśpiewał pieśń Karłowicza (za co otrzymał nagrodę) - to była miniatura liryczna z najprawdziwszego zdarzenia, zaśpiewana z wielką muzykalnością. Jednak największy podziw w I etapie wzbudził wykonaniem arii Heroda, którą znakomicie też zaśpiewał na koncercie laureatów. Ładny głos, duży wyraz, spore "barytonowe" napięcie, głębia, autentyzm śpiewania... Kolor głosu jakoś wydawał się bliski kolorowi muzyki Masseneta a i języka - było to ujmujące, a nawet i porywające...Chciało się go słuchać. Dla mnie Turek był bezwzględnie najlepszym śpiewakiem już w I etapie. Drugi etap rozpoczął od pieśni Czajkowskiego, zaśpiewanej nie bez wątpliwości ale za to podanej z wielką kulturą. Duży wyraz, spore zróżnicowania, ujmujące cieniowania dynamiczne - wszystko to imponowało w stopniu najwyższym. Wykonanie na miarę wielkiego bogactwa tej muzyki. Potem był Mozart - otwarty, lekki, idealnie dopasowany do ukazywanej postaci Guglielma. Pokazał tu dużą sceniczną swobodę choć na kolana nie rzucił. Na finał zaprezentował arię Walentego z Fausta, którą zaśpiewał na równym, wysokim poziomie choć niskie dźwięki były słabe i niepewne. Za to średnica brzmiała pełnie, szlachetnie i nośnie (jedyny w tej arii wysoki dźwięk też nie zachwycił). Kto wie, czy nie najistotniejszym walorem - obok głosu - jest jego nieprzeciętna muzykalność!
Adam Rozlach