Przegląd nowości

Mariusz Kwiecień - recital pieśni w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie

Opublikowano: piątek, 10, kwiecień 2009 02:00

Na ten dzień od dawna czekałem, bowiem zapowiedź recitalu pieśni w wykonaniu Mariusza Kwietnia, podczas 13. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena pojawiła się już przed kilkoma miesiącami. Lecz jego program został opublikowany stosunkowo niedawno. Znakomity polski baryton, Mariusz Kwiecień wielokrotnie dostarczał mi niezapomnianych wzruszeń na wielu operowych scenach Europy i USA. Jednak o wiele rzadziej pojawiał się na estradach koncertowych z recitalami pieśni. A przecież studia wokalne w Krakowskiej Akademii Muzycznej, pod kierunkiem prof. Heleny Szubert-Słysz, rozpoczynał w kategorii pieśniarskiej. Efektem tego było uzyskanie pierwszej nagrody w kategorii pieśni na III Międzyuczelnianym Konkursie Wokalnym w Dusznikach Zdrój (1994). Po raz pierwszy sztuką interpretacji jednej z najintymniejszych gatunków muzyki, wówczas młodego adepta sztuki wokalnej, poznałem podczas recitalu dyplomowego 30 czerwca 1997 roku. Wtedy wzbudzał podziw znakomitą interpretacją pieśni: Nie płacz nade mną, i Smutną jest dusza moja (Karłowicz), Jesienią (Lipski), romansów Sleza drożyt i Otczego z op. 6 (Czajkowski), Stille Tränen z op. 35 (Schumann), Zueignung z op. 10 oraz Heimliche Auffordruung z op. 27 (R. Strauss). Po rozpoczęciu pracy artystycznej poza granicami w repertuarze pieśniarskim najczęściej występował na terenie USA, gdzie prawie do każdego programu włączał utwory polskich kompozytorów (Moniuszko, Karłowicz, Paderewski, Chopin, Karłowicz...). W Polsce wspólnie z Małgorzatą Walewską (sezon 2006-07) dał recitale pieśniarskie w Krakowie, Gliwicach, Warszawie i Olsztynie (Chopin, Berd, Moniuszko, Karłowicz).

Image 

Na program recitalu otwierającego 13 Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena niemal w całości złożyły się pieśni, którymi w 2007 roku, z dużym sukcesem, podbijał publiczność następujących miast: Dallas, Fort Worth, San Francisco-Oakland, Kansas City, New York, Washington, D.C (USA), Vancouver (Kanada). W tamtejszej prasie przeczytałem sporo komplementarnych recenzji.


 

W Warszawie, 29 marca 2009 roku Sala Wielka Zamku Królewskiego wypełniła się po brzegi, także i ja, mimo posiadania karty akredytacyjnej musiałem zająć miejsce stojące. Wprawdzie jest to mój pierwszy tego typu przypadek stania pod oknem, to jednak warto było się pomęczyć! Gdy solista wraz z pianistą pojawili się na estradzie widownia rozbrzmiała długotrwałymi, powitalnymi oklaskami. Pierwszą część recitalu znakomity artysta poświecił w całości na wykonanie 16 pieśni z mistrzowskiego cyklu Dichterliebe Op. 48, Roberta Schumanna, napisane do słów Heinricha Heine. Zgodnie z kanonami liryki wokalnej Mariusz Kwiecień zachował klarowne relacje między słowem i muzyką. Każdej śpiewanej pieśni nadał poetycki klimat dla znaczeniowej wartości tekstu, łączni z subtelnym uwzględnieniem szaty muzycznej. Bez uciekania się do budowania nastroju podlegającego na powierzchownej ilustracyjności śpiewanego tekstu, choćby tylko zmianą kolorytu mahoniowego głosu, wzbudzał silne emocje. Podkreślił w każdej z pieśni odmienny wyrazowo klimat. Widać było jak różnią się mając w sobie kontrasty poetyckie i jednocześnie łączą z sobą w muzycznej jedności. Odniosłem wrażenie, że genialny solista estetykę wokalną z jednej pieśni przenosił na następną, różniącą się z poprzednią jedynie materiałem dźwiękowym.

Image 

Odmienną paletę wyrazową realizował perfekcyjną techniką kantylenową z zachowaniem ducha romantyzmu. Idealnie ujęta interpretacja każdego z utworów nie budziła żadnych wątpliwości, bowiem jego śpiew odznaczał się naturalnością dźwięku, delikatnością i uczuciem. Tekstowe wątki melancholii miłości, tęsknoty, cierpienia i śmierci, prezentował szczególnie intymnym tonem z silnie zintegrowaną deklamacyjnością prezentowanego tekstu. Zachwycał potęgą niemal operowego głosu w brzmieniu chorałowych fraza i w najsubtelniejszych, omal z westchnień wyśpiewanych pianissimach. Pełne zrozumienie intencji kompozytora cechowały precyzyjne relacje między muzyką i słowem, a także właściwe kształtowanie rytmiki i rozłożenie akordów oraz pauz w przestrzeni pięknych dźwięków.


 

W tym przypadku zasadnicze znaczenie miało porozumienie z wspaniałym amerykańskim pianistą, z którym także śpiewał wyżej wymienione recitale na terenie USA i Kanady. HowardWatkins począwszy od wstępu do pieśni Im wunderschönen Monat Mai świetnie radził sobie z dominującym metrum dwudzielnym i rytmiką trocheniczną. Zasadnicze znaczenie u niego miało fantastyczne zamykanie kolejnych pieśni obszernym postludium utrwalającym ich atmosferę. Howard Watkins pochodzi z Dayton, w stanie Ohio, studiował w Uniwersytetach Dayton i Michigan. Obecnie mieszka w Nowym Jorku, gdzie pracuje jako pomocniczy dyrygent w Metropolitan Opera. Zaliczany jest do awangardy pianistów młodego pokolenia. Na estradach koncertowych często współpracuje z wybitnymi muzykami. Występował na koncertach w Ameryce Południowej i Północnej, Europie, a ponadto w Rosji, Izraelu i na Dalekim Wschodzie.

Image 

Za pierwszą część recitalu obaj artyści zostali nagrodzeni burzliwymi oklaskami. Po krótkiej przerwie zacni goście, powitani gorącymi brawami, występ zaczęli od patrona festiwalu, van Beethovena. Solista zaprezentował tylko trzy miniatury wokalne. Neue Leibe, neues Leben op. 75 nr 2; Wonne dr wehmut op. 83 nr 1 i Sehnsucht op. 83 nr 2. Zostały skomponowane w 1809 i 1810 roku. Ujął w nich, najbardziej jak tylko można było, nastrojowość precyzyjnie dostosowaną do treści i charakteru tekstu Goethego. Artykulacją głosu skutecznie dążył do lirycznej prostoty i do ukazania plastycznego stylu wokalnej twórczości charakterystycznej do środkowego okresu aktywności Ludwig van Beethovena. Podczas amerykańskiego tournee, tę część recitalu wypełniały trzy pieśni Piotra Czajkowskiego. Pewnie żeby publiczności zebranej w Sali Wielkiej nie było smutno, iż śpiewał ją tylko za oceanem Serenadę Don Juana Op. 38, Nr 1 pan Mariusz podczas tego recitalu zaśpiewał jako pierwszy bis. Z dużym napiciem czkałem na polską część programu. Znalazło się w niej 5 pieśni Mieczysława Karłowicza. Interpretacji każdej z nich nadał niezwykle trafne ujęcie ilustracyjne. Dominowała w nich refleksyjność oraz odpowiedni stopień subtelnej emocjonalności. Urodą głosu, często zabarwionego łagodną melancholią wraz z wyważonymi napięciami, odrębnymi dla poszczególnych utworów, umożliwiał słuchaczom głębokie przeżycie artyzmu, jakim dysponuje.


 

Ostatnim punktem programu okazał się Don Quichotte a Dulcinée. W pierwszej pieśni z tego cyklu Chanson Romanesque z mistrzostwem podporządkował się najlepszym wzorcom metryczno-rytmicznym ("quajiry", tak, jak napisał to Ravel). W drugiej Chanson épique podporządkował się baskijskiemu "zortzico", a ostatnią Chanson a boire zaśpiewał w rytmach "joty". Dopieścił formuły melodyczne do tego stopnia, że jaskrawo uwypuklonym brzmieniem głosu uzyskał ilustracyjność kształtu utworów, jakby nie było urzekającego cyklu wszystkich pieśni.

Image 

Owacje zebrał ogromnie. Poza wyżej wspomnianym bisem, były jeszcze dwa; wirtuozowsko zaśpiewał toast Finch'han dal vino z opery "Don Giovanni" oraz pieśń Zueignung Ryszarda Straussa, którą poprzednio słyszałem podczas recitalu dyplomowego pana Kwietnia. Podczas warszawskiego recitalu przedstawił szeroki wachlarz stylów pieśni należących do specyficznej muzyki niemieckiej, francuskiej, polskiej i rosyjskiej. Warstwę wokalno muzyczną silnie zintegrował z poetycką treścią śpiewanej poezji. Zastosował wyborne aktorstwo estradowe, co dowodzi, iż jest artystą najwyższego formatu. Wspominając artystyczne wzruszenia, których Mariusz Kwiecień dostarczył słuchaczom należy żałować, że tak wyśmienity koncert nie został utrwalony na dysku DVD. Wówczas sztuka tworzona przez tak wybitnego Polaka byłaby dostępniejszą dla melomanów z całego świata, a jest ich spora ilość.

                                                    Wilfried Górny