Przegląd nowości

Mariusz Kwiecień od 20 lutego do 5 kwietnia 2009 śpiewał w Operze Krakowskiej

Opublikowano: czwartek, 09, kwiecień 2009 02:00

Tak zwykle bywa, że wielu wybitnych śpiewaków rzadziej niż w kraju występuje poza jego granicami. Mariusz Kwiecień (baryton), w bieżącym roku znalazł czas na udział w pięciu przedstawieniach, w rodzinnym, podwawelskim grodzie. Artysta na swojej stronie www podał kalendarz przedstawień na sezon 2009/2110. Niestety nie ma w nich ani jednego spektaklu w Polsce.

 Image

Życie operowe podwawelskiego grodu - w mojej świadomości - podzieliło się na dwa etapy. W pierwszym mieści się wszystko to, co działo się od 1782 r (Zemira i Azor) do 13 grudnia 2008 roku. Czyli w okresie lokalowej bezdomności. Drugi zaczyna się od pierwszej premiery opery Diabły z Loudun, które to wydarzenie relacjonowaliśmy w Maestro. Dyrektor Bogusław Nowak na drugą premierę na dużej scenie wybrał arcydzieło Wolfganga Amadeusa Mozarta, Don Giovanni.

Image 

Do realizacji zaproszono międzynarodowy zestaw wybitnych artystów. Tak należałoby sądzić, gdyby nie fakt, że wysokiej klasy do końca nie potwierdzili. Bez wątpienia najwyższą klasą okazał się odtwórca partii tytułowej premierowego spektaklu, rodowity Krakowianin, Mariusz Kwiecień. Jedną z ról, dzięki której ugruntował wysoką pozycję jest właśnie tytułowy bohater z tej opery Mozarta.


 

Po raz pierwszy tę partię wykonał 12 maja 2002 roku w japońskim mieście Jokohama. Przygotował ją na zaproszenie japońskiego dyrygenta Seiji Ozawa, założyciela Veroza Japan Company, Ltd. - zespołu promującego młodych, utalentowanych solistów. Jeszcze w tym samym roku jako Don Giovanni występował w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie. Później artystyczną kreacją słynnego uwodziciela wzbudzał podziw w: Santa Fe, Wiedniu, Bilbao, Santander, Houston, Seattle, San Francisco oraz w Londynie. Do dnia dzisiejszego łącznie na scenie tę partię kreował podczas 67 przedstawień. Ową liczbę można powiększyć o koncertowe wykonanie mające miejsce na festiwalu w Tanglewood, pod batutą znakomitego amerykańskiego dyrygenta - James Levine.

Image

W przyszłym sezonie przez 10 wieczorów własną interpretację sewilskiego uwodziciela zaprezentuje bawarskiej publiczności w Monachium. Uważam, że Mariusz Kwiecień sztukę interpretacji niewiernego kochanka z mozartowskiego dzieła opanował w stopniu zbliżającym się do doskonałości. Aczkolwiek w tym przypadku za eksperta uważać się nie powinienem, bowiem w roli Giovanniego widziałem go zaledwie jedenastokrotnie i tylko w czterech realizacjach. Jednak jego kunszt wokalny należny muzyce Mozarta słyszałem o wiele wcześniej, bo 30 czerwca 1997 roku, gdy na własnym recitalu dyplomowym w Akademii Muzycznej w Warszawie, na bis znakomicie zaśpiewał toast Finch'han dal vino. Już po pierwszej serii krakowskich występów ten sam toast zaśpiewał w Metropolitan Opera w czasie Galowego Koncertu, zorganizowanego z okazji 125 rocznicy powstania Met. Ten punkt programu dyrekcja Met w programie oznaczyła *, co oznacza, że naszego wybitnego rodaka zaplanowano do zaśpiewania tej roli w jednym z następnych sezonów.


 

Związki wybitnego Krakowianina z Operą Krakowską są wyraźnie widoczne, gdyż w 2005 roku na scenie Opery Krakowskiej debiutował jako Lord Enrico Ashton w Łucji z Lammermoor, a w dwa lata później dwukrotnie wystąpił jako Belcore w Napoju miłosnym. Sympatycznym zjawiskiem jest również fakt, iż Stowarzyszenie Miłośników Opery Krakowskiej "Aria" nadało mu godność honorowego członka. Mieszkańcy Krakowa także mieli okazję do poznania pasji pana Mariusza, jaką jest fotografowanie, którą zaprezentowano podczas wernisażu w Dworku Białoprądnickim (2007).

 Image

W omawianym poniżej, premierowym spektaklu zaprezentował pełną gamę wyrazu artystycznego, przynależną w wyrazistemu budowaniu scenicznej postaci. Przedstawieniu użyczył osobistego, młodzieńczego wdzięku, eleganckiej gry aktorskiej i urodziwego, nieskazitelnie i swobodnie prowadzonego głosu. Zupełnie dobrze zaprezentował się w inscenizacji, której akcja wcale nie przebiega w siedemnastowiecznej Sewilli, lecz nawiązuje do klimatu znanego filmu Felliniego.


 

Stale w ciemnych okularach tudzież w krawacie oraz czarnym garniturze, z ręką w kieszeni, czasami z palącym się papierosem i często ze znudzoną miną utrzymywał doskonały kontakt z dyrygentem, scenicznymi partnerami, a przede wszystkim z publicznością. Postać Giovanniego można dowolnie interpretować, bowiem libretto tylko w niewielu scenach zobowiązuje artystę do ukazywania uwodzicielskiej techniki pożeracza serc niewieścich. Jedynie scena z Zerliną i wyśmienicie zaśpiewany duet La ci darem la mano dał mu ku temu pewne możliwości.

Image 

Wiele ciepła ujawnił w czule zaśpiewanej serenadzie Deh vieni alla finestra i błyszczał wokalną brawurą podczas szaleńczych temp śpiewanego toastu Finch' an dal vino. Pan Kwiecień rozporządza tak bogatym arsenałem środków wyrazu artystycznego, że z każdej, nawet najbardziej kiczowatej inscenizacji, wyjdzie zwycięsko. Miało to miejsce także w Operze Krakowskiej, gdzie podporządkowany dziwacznemu portretowi, nakreślonemu przez reżysera, zachował cechy postaci stworzonej przez Mozarta. Jest arcymistrzem kunsztu wokalnego, dlatego swoim śpiewem wabi wszelkie ludzkie istoty! Potrafi zadowolić największych malkontentów, do grona których i niżej podpisanego należałoby zaliczyć. Nie więcej jak w połowie Polakowi dorównywał Donato di Giora, odtwórca partii tytułowej z drugiej obsady. Artysta - jak podano w programie - ma dość bogaty repertuar, który prezentował w kilku europejskich i japońskich miastach. Lecz poza ładną wizualnie sylwetką zblazowanego uwodziciela, niczym innym się nie wyróżniał.


 

Drugą, wiele trudniejszą niż tytułowa, partię Leporello, którą znacznie lepiej słucha się w wykonaniu basa buffo w krakowskiej premierze powierzono lirycznie brzmiącemu włoskiemu barytonowi, Massimiliano Gagliardo. Jest w Polsce trochę znany, bowiem osobiście miałem okazję zobaczyć go na scenie Teatru Wielkiego w Poznaniu. Korzystnie zaprezentował się jako Figaro w Cyruliku sewilskim (2005), mniejsze wrażenie wywołał będąc tytułowym Rigoletto Zbigniew Wunsch, związany etatem z Operą Śląską. Reżyser ciekawie ujął sceniczny charakter sylwetki wieśniaka Masetto, lecz łódzki baryton Przemysław Rezner wokalnie nie zaprezentował się najlepiej. (2004). W Krakowie partię służącego Giovanniego zrealizował bezbarwnie. Z większym polotem następnego dnia na scenie błysnął bas

 Image

W obsadzie drugiego przedstawienia o wiele korzystniej wypadł wrocławski bas Damian Konieczek. Aby zapisać się w pamięci widzów niezbyt dużą partią Commendatore trzeba rozporządzać nie lada talentem. Zawiódł w tym względzie ukraiński bas, od pięciu lat związany z Operą Krakowską, Volodymyr Pankiv śpiewający w obsadzie premierowej. O wiele przyjemniej w roli ojca Donny Anny zabrzmiał ładny w barwie bas, którym dysponuje Remigiusz Łukomski.


 

W obu omawianych przedstawieniach jako Donna Anna wystąpił miejscowy sopran Katarzyna Oleś-Blacha. Artystka nie rozporządza głosem dramatycznym i być może dlatego, choć bardzo się starała, swoim śpiewem, a właściwie interpretacją linii wokalnej Mozarta bardzo mnie rozczarowała. Jest piękną niewiastą i dobrą aktorką ale mimo to nie wystarczająco trafnie zbudowała postać córki Komandora. Jedynie w drugim spektaklu recytatyw Crudele! Ah no, mio bene i rondo Non mi dir, bell'idol mio (na cmentarzu) zaśpiewała w sposób godny podziwu. Jej scenicznym narzeczonym, Don Ottavio podczas pierwszego spektaklu był tenor, Rafał Bartmiński, solista o urodzie filmowego amanta i powabnym w barwie głosem. W drugiej obsadzie zobaczyliśmy tenora urodzonego i wykształconego w Buenos Aires. Jak wynika z noty biograficznej Pablo Cameselle posiada bogaty repertuar, w którym znajduje się także kilka pozycji z oper Mozarta, lecz niezależnie od posiadającego doświadczenia w Krakowie niczym nie zachwycał. Absolwentka mediolańskiego Konserwatorium, Anna Chierichetti została zaangażowania do partii urodziwej subretki Donny Elwiry.

Image 

Podobno ze szczególnym upodobaniem występuje w operach Mozarta, ale umiejętnością i wokalnym podejściem do opery klasycznej mi nie zaimponowała. Aktorsko konsekwentnie budowała postać znerwicowanej damy, z nieodłącznym papierosem w palcach. Na wiele więcej komplementów zasłużyła Karina Skrzeszewska, bowiem zarówno głosem jak i budowaniem scenicznej osobowości Donny Elwiry - posiadającej ludzkie cechy wiarygodnie zilustrowała. Podobną ilustrację wieśniaczki Zerliny zaprezentowały Agnieszka Cząstka i występująca w drugiej obsadzie Joanna Dobrakowska. Kilka słów pochwały należy się kierownikowi muzycznemu nowej produkcji.


 

Wspaniały dyrygent młodego pokolenia, Łukasz Borowicz w dziedzinie opery nie posiada zbyt wielkiego doświadczenia. Pierwsze praktyczne kontakty ze sceniczną sztuką muzyczną miał jako asystent dyrygenta (1999), podczas produkcji operetki Wesoła wdówka w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma. Następnie, już w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej pełnił funkcje asystenta dyrygenta w przygotowaniu oper: Andrea Chenier, Wozzeck, La Boheme oraz DieZauberflöte. Ostatnią z wymienionych także samodzielnie prowadził w Warszawie, a już jako kierownik muzyczny przygotował w Teatrze Wielkim w Łodzi (2008). Ponadto w swoim dorobku posiada kierownictwo muzyczne takich pozycji jak: W krainie czarodziejskiego fletu, Krakowiacy i górale, Bunt żaków w Operze Narodowej, a także I due Foscari w Operze Bałtyckiej. W gdańskim teatrze operowym prowadził także spektakl Tosca, a z Orkiestrą Polskiego Radia przygotował opery Falstaff i Maria.

Image 

Stale współpracuje z Operą Narodową, prowadząc spektakle baletowe Jezioro łabędzie i Bajadera. Operę Don Giovanni po raz pierwszy prowadził w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej 28 października 2005 roku, w moim przekonaniu znakomicie. Na tej podstawie ośmielam się stwierdzić, że krakowska produkcja jest jeszcze lepszą i w interpretacji Borowicza zasługuje na miarę wydarzenia. Nadrzędną wartością były celująco zsynchronizowane relacje kanału orkiestrowego ze sceną. Imponowało wspomaganie zespołu chóru i solistów oraz perfekcyjne wyczucie ich wokalnej dyspozycji. Co się zaś tyczy stosowania różnorakich temp, to odnosiłem wrażenie, że u tego dyrygenta, tempa nie są zwykłą odległością czasową trwania poszczególnych taktów, lecz wynikiem tekstowego znaczenia słów połączonych z wyrazem dramatycznym danej frazy muzycznej. Znakomita to umiejętność!

 

Z mojego punktu widzenia krakowski spektakl nosi miano autorskiego gdyż reżyserię, scenografię oraz kostiumy przygotował Michał Znaniecki. Jest absolwentem warszawskiej PWST. Edukację doskonalił na Uniwersytecie w Bolonii oraz w Teatro Piccolo di Milano. Coraz wyższą pozycję zarówno w muzycznych jak i dramatycznych teatrach zdobywał we Włoszech, Francji, Irlandii, Hiszpanii i Polsce. Przygotował ogromną ilość (ponad 100), przedstawień zaliczanych do kanonu klasycznego, pozycji częściej lub rzadziej wystawianych. Twórczość artystyczna Michała Znanieckigo jest mi znana od dawna.

Image 

Choć nie zawsze i nie wszędzie w pełni przesłania inscenizacyjne rozumiałem. Zbyt często ten wybitny artysta wzbudza u mnie kontrowersyjne odczucia. Tym razem projekt scenografii niewielkie miał znaczenie, dla akcji mającej toczyć się w Sewilli. Kostiumy (kopie?), wspomnianego już filmu także same w sobie nie grają, są współczesne i oddalone od epoki. Część scen mnie irytowała, część pachniała kiczem, a część odbierałem pozytywnie. Jednak nic nie zmienia faktu, że zalecałbym wszystkim rodzimym melomanom i tym, z krajów ościennych wybrać się do Krakowa. Na pewno Don Giovanni, z Mariuszem Kwietniem, czy bez niego, nie zejdzie tak prędko z afisza.

                                                                              Wilfrired Górny