Przegląd nowości

Sasha Waltz i opera Purcella

Opublikowano: środa, 28, styczeń 2009 01:00

Dydona i Eneasz Henry Purcella w reżyserii i choreografii Sashy Waltz w berlińskiej Staatsoper Unter den Linden jest jednych najpiękniejszych przedstawień operowych jakie widziałam w tym sezonie. Reżyseria, choreografia, muzyka, scenografia nie mają sobie równych. To inscenizacja, która przełamuje sztywne ramy gatunku, stawiając przed śpiewakami operowymi wyjątkowo trudne zadanie: połączenie ruchu ciała i śpiewu. Waltz zmultiplikowała bohaterów, bo prócz śpiewaków na scenie obecni są tancerze, którzy grają te same role. A efekt jest fenomenalny!

Image

Najbardziej spektakularnym elementem tej inscenizacji jest konstrukcja z basenem, w którym podczas uwertury i prologu pływają w ubraniach aktorzy-tancerze. Najpierw w wodzie zanurza się jeden tancerz, potem dołącza do niego tancerka, następnie kolejna para i kolejny tancerz. Są wśród nich Eneasz (Virgis Puodziunas) i Dydona (Clementine Deluy), czyli antyczna para nieszczęśliwych kochanków. Razem pływają, unoszą się lub tańczą w wodzie, część wychodzi i przebiera się, a do basenu wskakują inni. Każdy ruch, każdy gest jest przemyślany, lecz zarazem bardzo poetycki, sensualny, a czasami zabawny, w zależności od kontekstu. Poziom wody stopniowo się zmniejsza, a fale, którą wywołują ciała, są coraz większe i bardziej dramatyczne. Waltz wykreowała wyjątkową scenę, będącą wizualną prefiguracją całej historii, ale spektakularnych momentów nie brak w całym przedstawieniu.


Chór ubrany standardowo na czarno, lecz boso, na początku był w dole orkiestrowym, jednak Waltz nie zostawiła go tam, by tylko tworzyli tło muzyczne, ale wpisała go w całą swoją choreografię. Dynamizm i pomysłowość w użyciu chóru nie mają sobie równych. Nie jest to monolityczny i pasywny blok, ale wieloosobowe ciało, które żyje i oddycha. Waltz nie pozwala chórzystom stać w jednym miejscu, ciągle ich gdzieś przemieszcza - od kulis przez otwory w podłodze po lożę z boku sceny - i wkomoponowywuje w układy choreograficzne wraz z tancerzami i śpiewakami.

Image

Podobnie jak chór wszyscy ustawicznie zmieniają kostiumy, które zaprojektowała Christine Birkle. Choć większość z nich jest raczej stonowana, to w jednej dramaturgicznie dopisanej scenie, kolor i komizm po prostu eksplodują. Po tym jak Amor wystrzelił strzałę, wszyscy artyści wychodzą na scenę, formując wyjątkowo barwną grupę z parasolkami, stroikami, pluszakami i dmuchanym delfinem. To spotkanie dwóch światów: dworskiego - Dydony i męskiego - Eneasza. Scenę kończy zabawny skecz z nauczycielem tańca, przeprowadzony po angielsku.


Szczególnie ważna dramaturgicznie i choreograficznie jest scena pożegnania Dydony i Eneasza. Waltz tutaj rodzieliła tancerzy i śpiewaków na dwie grupy, które muszą pozostać rozdzielone, pomimo silnych uczuć, które je łączą. Centrum dla każdej z nich stanowią artyści śpiewający role Dydony i Eneasza (Aurore Ugolin i Reuben Willcox), podczas gdy artyści tańczący te role są cielesnym alter ego, pragnącymi i pożądającymi dotyku, czułości, i obecności kochanka, powstrzymywani przez pozostałych, czyli zwielokrotnione siły zewnętrzne: społeczne wartości i obowiązki. Co nie znaczy, że jedynie tancerze są bardziej dynamiczni, bowiem i śpiewacy muszą śpiewać w dziwnych pozycjach; np. Willcox śpiewa w pozycji pionowej, wyciągnięty w kierunku Dydony, a podtrzymywany przez innych. W momencie, kiedy obie grupy formują prostą linię, rozdzielenie kochanków się dokonało, ale Ugolin-Dydona stoi jeszcze bardziej z boku.

Image
 

Jej lament jest niezwykle przejmujący: jej włosy jak czarna woalka żałobnicy zasłonią ją od świata i z żalu pozwoli umrzeć:

            When I am laid in Earth, 
            may my Wrongs create, 
            No trouble in thy Breast, 
            Remember me, but ah! forget my Fate.

Image

Muzyka, którą specjalnie dla Sashy Waltz zrekonstruował Attilio Cremonesi, a podczas spektaklu wykonuje Akademie für Alte Musik Berlin, brzmi zupełnie inaczej niż standardowe rekonstrukcje muzyki barokowej. Ciekawym zabiegiem było też wzmocnienie głosu Deborah York (Belindy), która w zasadzie śpiewa wspólnie z Céline Ricci (Druga Kobieta). Ich dwugłos jest w związku z tym bardziej dramatyczny, a przy okazji bardziej słyszalnym. Również tenorzy: Eberhard Francesco Lorenz i Michael Bennett, którzy grają wiedźmy, są wyjątkowi i również świetnie choreograficznie wyreżyserowani podobnie jak każda postać w tej rewelacyjnej inscenizacji Sashy Waltz.    

      
                                                                                         Ewa Kara