Maurizio Pollini regularnie powraca do Chopina. Szkoda, że nie do kraju tego kompozytora, i do melomanów polskich, dla których wciąż tak wiele znaczy. Od 1977 nie było go w Polsce, a jak pamiętam, nie grał wtedy Chopina - grał Sonaty Beethovena oraz w przeddzień, w ramach "Warszawskiej Jesieni", współczesny program, tak mu wtedy bliski, z utworami Schoenberga, Nona i ze szczególnie często i długo grywaną II Sonatą P. Bouleza. Grał ją też na recitalu w ramach "Salzburger Festspiele ‘92", w I części prezentując 24 Preludia Chopina - nie najpewniej i najciekawiej. Byłem wtedy mocno zawiedziony jego grą. Dla Deutsche Grammophon, z którym związany jest od początku kariery, od Konkursu Chopinowskiego (fantastycznie wykonane oba opusy etiud Chopina rozpoczęły jego tak owocną, trwającą po dziś dzień współpracę z tą hamburską kompanią) nagrał w ostatnich latach bardzo ciekawie komplet nokturnów (2005), komplet Scherzi (1991) i Ballad (1999) a znacznie wcześniej, m.in. komplet polonezów (1976). Śmiało mogę stwierdzić, po wysłuchaniu najnowszej znakomitej płyty, że Chopin jest mu bezdyskusyjnie najbliższym kompozytorem. Mimo upływającego już niemal półwiecza, Pollini ciągle potwierdza swój ogromny talent chopinowski, tak mocno zaznaczony jego triumfem na Konkursie w 1960 roku.
Najnowsza płyta Maurizia Polliniego jest recitalem złożonym z różnych utworów. Jest forma epicka Ballada F-dur, są mazurki, walce, jest jedno Impromptu, jest w końcu Sonata b-moll op. 35 - program poważny, znakomicie ukazany.
Płytę otwiera Ballada F-dur, z pięknie zagranym wstępem - zamyślonym ale żywym, rozwijającym się nawet na krótkiej, okresowej choćby przestrzeni. Doskonale przygotowuje prawdziwy wybuch Presto con fuoco. Po powrocie do Tempo primo pianista znów ciekawie rozwija narrację - żywą, burzliwie wznoszącą się. Pollini cały czas potrafi utrzymać wysoką temperaturę - napięcie wręcz ekscytuje. Zaskakuje samo zakończenie, zgodnie z zaleceniem Chopina kończy się bardzo skromnie, prosto, szczerze.
4 Mazurki op. 33.

Pollini po mistrzowsku ogarnia te miniatury. Mazurek gis-moll jest pełen treści, zagrany pięknie i prosto. W 90 sekundach tyle się dzieje... Mazurek D-dur, jest dziarskim mazurem. Jego charakter, ludowość, oddane są w absolutnie wystarczającym stopniu. Trudno doszukać się mankamentów, a to jeden z tych najtrudniejszych. Mazurek C-dur ujmuje pięknem oraz bardzo naturalnym rozwojem: wschodzi, rozwija się i zamyka. Jest chopinowskie frazowanie, takiż nastrój i klimat. I w ostatnim mazurku nie zmienia się istota podejścia - z natury swojej jest najbardziej marzycielskim mazurkiem, najbardziej poetyckim. Bardzo ciekawa całość, pewnie też i dzięki sporej zmienności nastrojów...
3 Walce op. 34
Ciekawy pierwszy, As-dur, z nieco - jakby - wykrzywioną rytmiką, zmienną i nieregularnie falującą, z wyraźnie słyszanym, zwłaszcza z początku, wydłużeniem pierwszej wartości, na raz. Poza tym żywo, niekonwencjonalnie i błyskotliwie. Ładne kontrasty, duży taneczny urok. Walc a-moll - już bez żadnych niespodzianek. Bardzo naturalnie prowadzona narracja, z chopinowskim rozmarzeniem. Dobrze wyeksponowane kontrasty, które zyskują ważny wyrazowy walor, wpływając na artystyczny wymiar tej całości. W Walcu F-dur trochę za bardzo mu się śpieszy, mimo, że nie odchodzi od zalecanego Vivace. Po raz pierwszy brakuje mi tu nieco pianistycznej błyskotliwości, blasku. Nie jest to zagrane mechanicznie ale Pollini idzie tu trochę w tym - niewłaściwym dla Chopina - kierunku.
Impromptu Fis-dur op. 36
- to utwór idealny dla Polliniego. Na dłuższej przestrzeni jeszcze łatwiej mu rozwinąć szerokie muzyczne skrzydła. Jest czymś frapującym słuchać budowania kulminacji, obserwować jak dzieło rozwija się dynamicznie i wyrazowo. Imponuje mi spojrzenie artysty na całość, w kontekście improwizacyjności tej formy.
Sonata b-moll op. 35
Wykonanie, interpretacja, godne wielkiego zwycięzcy Konkursu Chopinowskiego - bardzo zdyscyplinowane, a nadto nieskazitelne pianistycznie. Pollini wiernie trzyma się zapisu nutowego, idealnie realizuje wszelkie dynamiczne, agogiczne ale i rytmiczne zalecenia. Z jednym wszak wyjątkiem, przed powtórką ekspozycji, powtarza też sam wstęp, Grave.

Prezentuje tu grę dynamiczną, pełną fantazji. Przetworzenie porusza przede wszystkim rozległością ujęcia, rozmachem - jak pięknie tedy rozbrzmiewa liryczny temat, działając tak kojąco, tak świeżo. Scherzo od razu wchodzi z impetem, ani na moment interpretacja nie traci impetu. Piękna jest narracja Tria, tak niezwykle, po włosku, wyśpiewywana przez Polliniego. Powtórzenie Scherza z powrotem burzliwe i dramatyczne, wszak bezpośrednio prowadzi do Marsza żałobnego. Rytm, krok Marsza idealnie wkomponowuje się w całość formy. Gra maestoso, grandioso, nie tylko w zalecanym przez kompozytora tempie Lento. Impet - ogromny - cały czas jesteśmy w jednym wyrazowym ciągu, napięcie nie opada ani na moment. Robi wrażenie liryczne"intermezzo", a, co może najważniejsze, wejście tej lirycznej, tęsknej melodii nie narusza wartkości narracji, Nadto, realizowanie romantycznego legata, szerokiego, podparte jest arcypięknym tonem. Finał, w tempie Presto, choć pełen energii, prowadzony jest niejako półgłosem, w tym zamglonym krajobrazie. Pianistycznie wykonanie nieskazitelne, a sama interpretacja nigdy nie pozostawia nas obojętnymi. Słuchając jej kompletnie zapominamy o czasie, o tym, że właśnie kończy się czy zaczyna jakaś część. To jeden idealnie połączony ze sobą twór, jeden organizm. Sonatę w tym ujęciu, przeżywamy i smakujemy niejako poza czasem. Takiego wrażenia nie doznajemy często...
Adam Rozlach
Pollini - Chopin
Nagranie z marca 2008, powstało w Herkulessaal, Residenz, w Monachium
Reżyser dźwięku - Klaus Hiemann
Wyd. Deutsche Grammophon 2008 00289 477 7626