Ogromne zmiany społeczne w XX wieku spowodowały, że męski szowinizm Così fan tutte - Tak czynią wszystkie, czyli Szkoła kochanków Wolfganga Amadeusza Mozarta - podobnie jak w szekspirowskim Poskromieniu złośnicy - nie może być traktowany z przymróżeniem oka czy tylko jako niewinna przypowiastka o braku stałości kobiet. Również współczesna wrażliwość nie pozwala łatwo zaakceptować happy endu opery napisanej do libretta Lorenzo da Ponte. Lecz właśnie wewnętrzne sprzeczności Così fan tutte - pogardzanej przez cały XIX wiek i ponownie odkrytej przez Gustawa Mahlera - stały się dla wielu reżyserów wyjątkowo produktywne, w tym także dla niemieckiej reżyserki filmowej i powieściopisarki Doris Dörrie. Choć Così z 2001 roku w berlińskiej Staatsoper Unter den Linden było jej pierwszą realizacją operową, reżyserka poradziła sobie ze sceniczną adaptacją ostatniego mozartowskiego libretta da Ponte, przenosząc akcję w lata 70. XX wieku i serwując wraz ze scenografem Christianem Sedelmayerem hipisowską wersję wolnej miłości, która z pewnością by przypadła do gustu Mozartowi.

Zamiast kafejki w pierwszej scenie Sedelmayer zaprojektował srebrno-metaliczne stanowisko odlotów na lotnisku, z którego odlatują wyłącznie biznesmeni otoczeni przed śliczne i seksownie ubrane w czerwone krótkie sukienki z białą lamówką i białe kozaki stewardesy, które w rękach trzymają olbrzymie krótkofalówki. Główni bohaterowie: Guglielmo (niemiecki bas-baryton Hanno Müller-Brachmann) i Ferrando (angielski tenor Jeremy Ovenden), zamiast żołnierzami są w tym przedstawieniu biznesmenami w przepisowych garniturach i z nieodłącznymi neseserami. Kontrast pomiędzy dwoma światami: męskim i żeńskim nie mógł być bardziej wyraźny i równocześnie bardziej stereotypowy.
Później akcja rozgrywa się już tylko w jednej dekoracji - w mieszkaniu sióstr Fiordiligi (rosyjska sopranistka Anna Samuil) i Dorabelli (Katharina Kammerloher - niemiecki mezzosopran), scenicznie przedstawionym w przekroju poprzecznym, w którym uwzględniono kuchnię, łazienkę, salon i garaż, oraz przed domem na zielonym trawniku wokół basenu (metonimicznie, ale bardzo efektownie wykorzystany dół orkiestrowy) ustawiono dwa leżaki i symetrycznie przycięte drzewko, symbol perfekcji, a zarazem geometryzacji głównego op-artowskiego i geometryzującego nurtu mody, któremu hołdują obie siostry. Usunięta czwarta ściana pozwala widzom na wgląd w ich zabawnie schematyczne i pseudoperfekcyjne życie. Same siostry - jak wycięte z żurnala - swoje prawdziwe uczucia skrywają pod narzuconą sobie modą, nawet swoje naturalne włosy zastąpiły perukami: Fiordiligi - długie blond włosy czarną peruką, a szatynka Dorabella - krótkim blond bobem.

I trudno się dziwić, iż tę pozorną harmonię wystawia na próbę Don Alfonso (11 grudnia zagrał go w ostatniej chwili zwerbowany baryton Bruno Balmelli, zastępujący chorego Romana Trekela). Bowiem jak głosi stary cyninik, który z niejednego pieca w życiu jadł,
Kobieca wierność
jest jak arabski feniks.
Każdy mówi, że istnieje,
ale gdzie jest, nikt nie wie.
Wzięci pod włos, Guglielmo i Ferrando zakładają się z Don Alfonso, że ich partnerki nie są tak jaki inne kobiety niestałe w swych uczuciach. Choć obie pary są głęboko przekonane o swoim oddaniu, jednak ich uczucia są wysoce skonwencjonalizowane. Dörrie jeszcze bardziej je karykaturyzuje i sztampowym formułkom jej bohaterek towarzyszą odpowiednio melodramatyczne, a przy tym bardzo zabawne, gesty; np. Dorabella próbuje przebić się parasolem Ferrando, a Fiordiligi zamierza dokonać autodekapitacji ogrodowymi nożycami. Kontrapunktem dla stereotypowych wypowiedzi są komentarze Don Alfonso i Despiny.
Przemiana panów nie mogła być bardziej daleko idąca, bo nagle oboje wracją przebrani nie jako Albańczycy, lecz jako kontestujący społeczeństwo luksusu, którego przecież obie pary są przykładem, hipisi. Ich metamorfozie towarzyszy zmodifikowana scena, którą zaludnia tłum hipisów, wielkie kwiaty, psychodeliczne kolory i wzory, połączone świetnie z kiczem. Tylko w takiej prawie primordialnej scenerii "siła miłość", czy LOVE POWER, może zatriumfować.

Co ciekawe głosowo na scenie króluje Anna Samuil jako Fiordiligi. Sceniczną prezencją i głosem dorównuje jej przystojny Hanno Müller-Brachmann w świetnej formie fizycznej (bardzo ważne w tej inscenizacji, skoro próbuje je przekonać jak dobrze jest zbudowany). Adriane Queiroz była wyjątkowo zabawną Despina, a jej śmiech i zaczhowanie był zupełnie naturalne. Natomiast Katharina Kammerloher oszczędzała swój głos przez większość przedstawienia, by dopiero w arii w drugim akcie dać pełny popis swoich umiejętności:
Miłość jest złodziejaszkiem,
miłość jest wężykiem,
daje spokój naszym sercom
I zabiera go, kiedy chce.
Ale w spektaklu Doris Dörrie podobnie jak u Mozarta nie ma jednoznacznych zwycięzców. Reżyserka nie powraca jedynie do poprzedniego status quo, ale w ambiwalentnym zawieszeniu pozostawia widza nie do końca przekonanemu czy powrót do poprzedniej konstelacji kochanków jest tak naprawdę możliwy. Muzycznie doskonały spektakl ma oprawę i interpretację sceniczną, która jest nie tylko dekoracją, ale pozostaje w żywym dialogu pomiędzy Mozartem a współczesną wrażliwością.
Ewa Kara