W roli Amonastra Andrzej Dobber zadebiutował w 2007 roku w nowojorskiej Metropolitan Opera. Teraz ten wyjątkowo popularny polski baryton zaśpiewał 3 grudnia po raz pierwszy tę partię w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie, co nie przeszkadziło mu równocześnie występować w Operze Niemieckiej w Berlinie w jakże odmiennej scenerii i interpretacji! Warszawskie podobnie jak i nowojorskie przedstawienie należą do tradycyjnego, a zarazem konwencjonalnego teatru operowego, którego wyznacznikiem jest splendor i przepych inscenizacji. Reżyserzy wspólnie ze scenografami starają się dokładnie odtworzyć świat przedstawiony i zapisany w didaskaliach libretta Antonia Ghislanzoniego. Jeśli w efekcie końcowym na deskach nie ma antykwarianizmu jak w Met, to zastępuje go stylizacja zachowująca egzotyzm Egiptu jak w Warszawie.

A w Berlinie - nic podobnego! Amerykański reżyser operowy Christopher Alden, który szokuje widza podobnie jak jego genialny brat David, nie zafundował publiczności przepysznych dekoracji i eskapizmu z widokami piramid. Akcję zupełnie uwspółcześnił i przeniósł w społeczność zuniformizowaną i ogarniętą fantyzmem religijnym. Faraon jest bogiem, którego jedynie potężny głos rozlega się ponad sceną; jego wolę wprowadzają w życie kapłani, a mała książeczka ze złotym ptakiem jest wykładnikiem stylu życia. Scenografia, zaprojektowana przez Andrew Liebermana prawie zupełnie się nie zmienia: w centrum monumentalnego holu pokrytego w całości w drewnie stoi ogromna marmurowa fontanna-basen z owieczką i stellą łączącą podłogę z sufitem. Kilka rekwizytów, świetnie wyreżyserowany chór i światło budują całą atmosferę.
W interpretacji Dobbera Amonastro zaskakuje dystansem do otaczającego go świata fanatyków. Bezceremonialnie podjada ciasto lub znudzony czeka na kolejną ceremonię. Pod ewidentną i manifestowaną obojętnością ukrywa się uważny obserwator wydarzeń, gotowy w odpowiednim momencie zaingerować w bieg wydarzeń. Już jego pierwsze - wydawać by się mogło, że zupełnie przypadkowe (i także wbrew librettu) - wejście na scenę jest znaczące i zbudowane na jednym mocnym geście: kiedy Aida przenosi swoje uczucia do Radamesa w uniesienie religijne, życząc mu zwycięstwa nad wrogiem (tj. ojcem i narodem), Amonastro wyrywa książeczkę z jej rąk. Kontestujące nastawienie podkreśla również sylwetka Dobbera dominująca nad pozostałymi postaciami. Pozorna chłodność Amonastro kontrastuje z jego głębokim, o ciepłych barwach głosem, którym wyśpiewać potrafi wszystkie emocje. Jego najważniejsza aria "Jej ojciec, ja także walczyłem" (Suo padre, Anch'io pugnai), którą śpiewa stojąc na fontannie górując ponad wszystkimi, kończący się zbiorową ekstazą religijną, zainicjowaną przez jego dumną, ale błagalną postawę.
Jednakże skandalizujące w inscenizacji Aldena jest co najmniej dwuznaczne ukazanie relacji Aidy i Amonastro. Kluczem do tej interpretacji wydają się być słowa Aidy: "Święte słowa: ojciec i kochanek / nie mogę dłużej ich wymówić czy zapamiętać", które pozwaliły reżyserowi zatrzeć granice społecznego tabu. Amonastro manipuluje rozdartą sprzecznymi uczuciami córkę; nie wacha się wykorzystać ani jej słabości, ani swojej pozycji ojca i króla, przekraczając granice kodeksu moralnego, by osiągnąc polityczny cel. Takie skomplikowanie postaci Amonastro dało Dobberowi możliwość wygrania niuansów w cienowaniu brzmienia i dużych kontrastów emocjonalnych i wokalnych, zachowując przy tym całkowitą kontrolę i dystans. Dzięki dużemu profesjonalizmowi i obyciu z tą partią Dobber świetnie sobie poradził z tą szokującej rolą, do której również nie jest zupełnie przekonany. Publiczność Deutsche Oper, przyzwyczajona do klasycznych spektaklu operowych, wciąż nie chce zaakceptować brutalnej, a przy tym wizualnie prostej inscenizacji Aldena i wielokrotnie z balkonu słychać głosy dezaprobaty dla inscenizacji, co nie uniemożliwiło owacyjnego przyjęcia kunsztu Dobbera.
Ewa Kara