Nie jest tajemnicą, że Wojciech Nentwig, dyrektor Filharmonii Poznańskiej, poprzednio dziennikarz, jest zagorzałym melomanem i wielbicielem pięknych, operowych głosów. Zatem zupełnie normalnym wydaje się być fakt, iż zaraz po przejęciu steru nad poznańskimi filharmonikami podjął starania zmierzające do prezentacji gwiazd opery. Jednym z bardziej spektakularnych jest cykl Gwiazdy światowych scen operowych. Dzięki temu w stolicy Wielkopolski, w tego typu programach poprzednio gościli Aleksandra Kurzak i Piotr Beczała. Na wieczór 5 grudnia 2008 roku przyjął zaproszenie do złożenia pierwszej wizyty w Polsce, bas i bas-baryton Samuel Ramey.
Przyleciał do nas z Wiednia, gdzie na 3 dni przed poznańskim koncertem z powodzeniem kreował partię Scarpia w operze Tosca. Krótko przedtem w San Francisco Opera przez 7 wieczorów tryumfował jako tytułowy bohater opery Boris Godunov. Bezpośrednio z Poznania wraca do Metropolitan Opera, aby jeszcze w grudniu nowojorskiej publiczności przedstawić się w roli Rambaldo z operetki La Rondine Pucciniego. Amerykański bas, Samuel Ramey urodził się miejscowości Colby, w stanie Kansas (28 marca 1942), obecnie mieszka w Chicago. Nadal znajduje się w szczytowej formie wokalnej kariery. Przez większość krytyków bywa uważany za doskonałego interpretatora partii przeznaczonych na bas i bas - baryton. Zadziwia wszechstronnością repertuaru, który już dawno temu przekroczył 50 zagranych pozycji. Jest stałym gościem największych scen operowych USA i Europy. Dla przykładu w nowojorskiej Metropolitan Opera debiutował podczas koncertu już 8 kwietnia 1972 roku.
Zaśpiewał wówczas dwie arie: Infelice!... e tuo credevi (Ernani), oraz Le veau d'or (Faust). Debiut sceniczny miał miejsce dopiero w 12 lat później, 19 stycznia 1984 (partia Argante w operze Rinaldo). W tej produkcji u jego boku, 14 lutego 1984 r. debiutowała Ewa Podleś. W tym samym teatrze drugim polskim solistą, z którym występował został Mariusz Kwiecień. Ich pierwsze spotkanie na scenie miało miejsce podczas Galowego Koncertu z okazji 60 rocznicy urodzin Plácido Domingo. Wtedy Mariusz Kwiecień wystąpił w epizodzie, mianowicie, bo takim jest Count of Lerma, a Samuel Ramey jako Philip II w I scenie z IV aktu opery Don Carlos. Następnie ci sami artyści od 2 lutego 2001 roku przez 7 wieczorów wspólnie występowali w przedstawieniu L'Italiana in Algeri. Polak jako Hally, a Amerykanin jako Mustafŕ. Trzecim przedstawicielem naszego narodu w dwóch tytułach została Edyta Kulczak. Najpierw Polka była kreatorką partii Ninetta w spektaklach I Vespri Siciliani, w których słynny bas występował jako Giovanni da Procida (29 listopad i 3 grudzień 2004). Ponownie z naszą mezzosopranistką spotkał się podczas 6 przedstawień w produkcji opery La Forza del Destino. W nich od 20 lutego do 11 marca 2006 r. Ramey występował jako Padre Guardiano, a Kulczak jako Curra. Do tego czasu przez blisko ćwierć wieku, sławny Amerykanin na pierwszej scenie świata wystąpił w 281 spektaklach. Znakomity bas poznański koncert z Kansas rozpoczął od dwóch arii z romantycznego, francuskiego repertuaru. Były nimi: Vrai Dieu, Messieurs ...Une puce gentille oraz Devant la maison z legendy dramatycznej Potępienie Fausta op. 24, Hectora Berlioza. Nieskazitelnie prowadząc majestatyczny głos całkowicie podporządkował się niekonwencjonalnej wypowiedzi muzycznej kompozytora. Dyrygent wspaniale współpracując z solistą, z orkiestry wydobył różnorodność kolorów mającą zdecydowany wpływ na sugestywne odczuwanie muzyki.
Osobiście do twórczości Arrigo Boito podchodzę z wielką sympatią, podobną do Chopina. Wszak matka kompozytora była polską hrabiną, Józefiną Radolińską. Jedynie ojcowie obu muzyków pochodzili z innych narodowości, pierwszy z wymienionych był Włochem, a drugi Francuzem. Usłyszeliśmy dwie arie Boito, obie z opery Mefistofele: przepojoną szyderstwem, Ave Signor! z Prologu, Son lo Spirito che nega z II odsłony I aktu, ukazującą wszystkie rozkosze świata i balladę Ecco il mondo z II odsłony II aktu, w akcji opery mającą swe miejsce podczas piekielnej nocy w Walpurgii. Solista wzbudził duży szacunek eksponowaniem odmienności stylistycznej. Jednak nie dość na tym wszechstronności ukazującej doskonałość śpiewaka w rozróżnianiu stylów wokalnych. Z muzyki włoskiego weryzmu podziw wzbudzały arie: patrycjusza genueńskiego, Jacopo Fiesco Il lacerato spirito z opery Simon Boccanegra, posępna w treści, ze szlachetną melodyjnością zaśpiewana aria króla Filipa II Ella giammai m'amo z opery Don Carlos (wspaniałe solo wiolonczeli - Maciej Jezierski), jak i popisowa Uldino! Uldino! ...Mentre gonfiarsi l'anima z opery Atylla Giuseppe Verdiego. Maksymalnie zwarty głos, idealna linia wokalna oraz blask w górze skali wstrząsały głębią niesamowitego wyrazu. Unikatowa barwa głosu, technicznie prowadzonego bez najmniejszego wibrata, dowodziła, iż kulturę śpiewaczą opanował w najwyższym stopniu. Do tego potrafił nawiązać rewelacyjny aktorski kontakt z publicznością, a przecież na estradzie nie chronił artysty teatralny kostium.
O ile nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Samuel Ramy należy do ścisłego grona gwiazd światowych scen operowych, to zakładam, iż maestro Łukasz Borowicz niebawem dołączy do tak ekskluzywnego grona. Swój mistrzowski talent w dziedzinie opery ujawnił już podczas debiutu 28 października 2005 roku prowadząc spektakl Don Giovanni na scenie Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie. Następne tytuły, którymi utwierdzał mnie w wyżej przedstawionym przekonaniu to I due Foscari oraz Tosca w Operze Bałtyckiej, a także na scenie Opery Narodowej Bunt żaków i w minionym sezonie Krakowiacy i górale.
Niezależnie od talentu kreowania muzyki, wspomnieć wypada, że ma poważne podstawy teoretyczne, bowiem w Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie, dyrygenturę symfoniczno-operową studiował w klasie Bogusława Madeya. W 2006 roku w tej szacownej uczelni obronił pracę doktorską. W Poznaniu, podczas omawianego koncertu kapelmistrzowskie umiejętności pokazał w całej krasie. Na program wybrano utwory bardzo trudne, o imponującej szerokości muzycznego stylu. Program wokalny przeplatano utworami orkiestralnymi, poczynając od muzyki francuskiej. Pierwszym był Taniec szkieletów Camille Saint-Saëns (Danse macabre op. 40). W nim dyrygent z uczuciem i w detalach przedstawił plastyczną wizję szeroko rozbudowanego walca. Pod jego batutą wyrazistym dźwiękiem zabrzmiało pizzicato wiolonczel i kontrabasów, delikatne solo skrzypcowe (Anna Ziółkowska),oraz znakomita partia solowa ksylofonu. Przejmująco i w ciemnych barwach, świetną, wirującą rytmiką opisał tę znaną kompozycję. Podobnie z ujmująco szczerą wypowiedzią artystyczną, z jakże odmienną interpretacją w treści powrócił do francuskiej muzyki baletowej w Nocy w Walpurgii z opery Faust (Charles Gounod). Przechodząc do włoskiej muzyki baletowej z opery Macbeth i uwertury do opery I Vespri Siciliani (Giuseppe Verdi) maestro Borowicz należycie zatroszczył się o wysoką jakość przedstawienia konstrukcji muzycznej wszystkich utworów orkiestralnych. Z równym pietyzmem poprowadził muzyków w ariach, gdzie orkiestra nie była jedynie tłem, lecz łączyła się w nieustannym dialogu z frazą wokalną, czym potęgowała wyrazistość i znaczenie muzycznej treści. Oba czynniki wzajemnie przenikały się wzbudzając niekłamany entuzjazm. Spowodowały też dwa bisy: Le veau d'or, pieśń Mefistofelesa z opery Faust Gounoda oraz arię Don Basilia La calunnia e un venticello z opery Il barbiere di Seviglia. Spotkanie dwóch wielkich osobowości w postaciach Samuela Ramey i Łukasza Borowicza dało niepowtarzalną atmosferę przebywania wokół wielkiej sztuki muzycznej.
Wilfried Górny