Przegląd nowości

Rzekoma ogrodniczka w Pradze

Opublikowano: czwartek, 04, grudzień 2008 01:00

 Z Pragą łączyły Wolfganga Amadeusza Mozarta wyjątkowe związki. Tutaj odbyły się prapremiery Don Giovanniego i Łaskawości Tytusa (La clemenza di Tito). Ale dopiero po ponad 200 latach 25 października tego roku miała miejsce w praskim Stavovskim Divadle (tym samym co w 1787 Don Giovanni) premiera oryginalnej, włoskiej wersji Rzekomej ogrodniczki (La finta giardiniera), [niemiecka wersja Singspielu zatytułowana Die verstellte Gärtnerin, która powstała w 1780 roku, była wystawiona w Pradze już po śmierci Mozarta w 1796 roku] jednej z młodzieńczych oper Mozarta. Autorami tej inscenizacji jest para Ursel i Karl-Ernst Herrmannowie, którzy wspólnie od lat 80. reżyserują spektakle operowe. Karl-Ernst również projektuje dekoracje i kostiumy, a w świecie teatralnym jest znany jako współautor sukcesu takich reżyserów jak Peter Stein, Luc Bondy i Claus Peymann. Sam pomysł dramaturgiczny i scenograficzny również sięga tamtego okresu, kiedy to oboje po raz pierwszy wystawili Rzekomą ogrodniczkę w ramach cyklu mozartowskiego (Don Giovanni, Uprowadzenie z Seraju, Rzekoma ogrodniczka, Czarodziejski flet i Wesele Figara) w brukselskim La Monnaie (lub po flamandzku De Munt) za dyrekcji jednego z najciekawszych, choć kontrowersyjnych artystycznie i ekonomicznie impresariów operowych - Gérarda Mortiera (który obecnie jeszcze kieruje Operą Narodową w Paryżu). Tę inscenizację mieli okazję oglądać widzowie od Salzburga po Nowy Jork.

Image 

Podobnie jak we wcześniejszych realizacjach, praska Rzekoma ogrodniczka Herrmannów rozgrywa się w posiadłości nad Czarnym Jeziorem (Lagonero), którą zarządza Don Anchise vel il Podestà, grany przez amerykańskiego tenora Jeffreya Francisa. Ta umowna przestrzeń to zarazem wnętrza metynomicznie wyznaczone przez lodówkę z lat 50. i kilka foteli, jak i otaczająca je natura: ogród z minimalistyczną fontanną, ale przede wszystkim brzozowy las i otaczające je jezioro, symbolicznie koegzystujące ze sobą, tworząc posmodernistyczny pastisz, podkreślony przez typowy dla ostatnich scenografii Karla-Ernsta miniaturowy model scenografii.


 

Choć nie widziałam tych wcześniejszych realizacji, lecz jedynie kilka zdjęć, uderzające wizualnie jest radykale uwspółcześnienie inscenizacji, najbardziej widoczne w graficznym uporszczeniu dekoracji, które pozbawione zostały elementów naturalizmu tak typowych dla postmodernistycznych realizacji Karla-Ernsta czy Piny Bausch. Tym razem zadziwiająco proste pnie młodych brzóz rozmieszczone zostały w sześciu rzędach po pięć drzew z jednym dekoracyjnie zgiętym na ukos, a zamiast trawy i ziemi mamy jasne panele sceny wzniesionej prawie pod kątem 45 stopni, a zamiast pierza - szeleszcące papierki. Efekt końcowy to przestrzeń surrealistycznie sterylna jak w ostatnich operach Herrmanów z Salzburga: Idomeneo (Idomeneo, król Krety, 2000) i Così fan tute (Tak czynią wszystkie, 2006).

Image 

Również kostuimy bohaterów, z których większość umownie datować można na stylizowaną połowę XX wieku z drobnymi anachronizmami, jak sukienka markizy Violante w ostatnim akcie, zostały odpowiednio zaprojektowane, bowiem suknia i kapelusz z wielkim rondem są powiększeniem pnia brzóz: białe w czarne łaty (jak również komiksowa rasowa krowa). I oczywiście stroje kobiece są one bardziej erotycznie niedwuznaczne: więcej odsłaniają niż zasłaniają, ale w przypadku praskiej obsady jest to nawet atutem, bowiem w rolach żeńskich obsadzono wyjątkowej urody i figury śpiewaczki.

 Image

Miniaturowy brzozowy gaj umieszczony w głębi sceny po lewej stronie jest domeną Amora, niemej postaci wprowadzonej przez Herrmannów, a granej również i w poprzednich inscenizacjach przez francuską aktorkę-karlicę Mireille Mossé. Tym razem jednak zamiast włochatego kostiumu - á la szekpirowski Puk - nosi czarny frak, pod którym ukrywa się jego diablikowata natura i włochate torso.


 

Amor jest ich najbardziej radykalną zmianą Herrmannów w tej operze Mozarta, jednakże dramaturgicznie świetnie wgraną w całość inscenizacji: to on jest spiritus movens całej akcji, czyli przyczyną wszelkich miłosnych nieporozumień, ale także przewrotnie pomyślanym porte parole publiczności, gdy pantomimicznie komentuje dialogi bohaterów, wypunktowywując kłamstwa i kłamstewka, podkreślając ich absurdalność czy zamieniając się w żywą przeszkodę. Jego, a zarazem widza, wojeryzm jest zupełnie niegroźny. Dzięki niemu ilości komizmu w tej operze buffa jest w dwójnasób i w efekcie cały wieczór jest przyjemną rozrywką.

Image 

Oczywiście, w samym libretcie Giuseppe Petroselliniego, wystawionym z muzyką Mozarta po raz pierwszy 13 stycznia 1775 roku w Monachium, komizmu nie brak, a sama intryga jest tak zawikłana, że jej nieprawdopodobieństwo wciąż wzbudza głosy krytyczne. Przez lata uważano, że autorem libretta z poprawkami Marco Cotelliniego (autor libretta do jednej z pierwszych oper Mozarta Rzekoma naiwna - La finta semplice) jest Raniero de Calzabigi, który napisał tekst na podstawie komedii Carla Goldoniego. Jednakże od momentu odnalezienie autografu w zbiorach Berlinki, znajdującej się w Bibliotece Jagiellońskiej, za autora uchodzi rzymski librecista Giuseppe Petrosellini, z którego umiejętności wielokrotnie korzystali współcześni mu kompozytorzy opery buffa jak Niccolò Piccini, Baldassare Galuppi, Antonio Salieri i Domenico Cimarosa.


 

Do tego samego libretta La finta giardiniera w 1774 roku operę napisał neapolitański kompozytor Pasquale Anfossi. Cóż, bowiem każdy z siedmiu bohaterów lokuje swoje uczucia w niewłaściwej osobie lub osobie, która je z jakiś przyczyn nie odwzajemnia. I tak Podestà kocha się w swojej pięknej ogrodniczce Sandrinie (Simona Houda-Šaturová - słowacka sopranistka), w Podeście zaś kocha się jego pokojówka Serpetta (Kateřina Kněźíková - czeski sopran), w której z kolei kocha się Nardo (Adam Plachetka - czeski bas), "ogrodnik" Podesty i zarazem "bratanek" Sandriny, która tak naprawdę wciąż kocha hrabiego Belfiore (brytyjski tenor Andrew Staples), który właśnie ma się ożenić z siostrzenicą Podesty, Armindą (Marie Fajtová - czeski sopran), która bez najmniejszych skrupułów porzuciła Ramira (Annekathrin Laabs - sopran niemiecki). Ten galimatias miłosny komplikuje zmiana tożsamości, a także statusu społecznego markizy Violante Onesti, która przebrała się za ogrodniczkę, a towarzyszący jej  "bratanek" to jej oddany sługa Roberto. Na dodatek przyczyna całej intrygi jest również lekko naciągnięta: otóż rok wcześniej zazdrosny Belfiore, próbował ją zabić i w przerażeniu, myśląc, że jego ukochana nie żyje, uciekł, a w pogoni za nim - Violante. Lecz tego pomieszania z poplątaniem nie koniec i prawdziwe apogeum ma miejsce pod koniec Aktu 2, kiedy nocą w akompaniamencie burzy, która pogięła wszystkie drzewa, Amor zupełnie pomieszał swoje karty, a zarazem miłosne pary, więc w ramionach Podesty znalazła się Arminda, Serpettę czule przytuł Belfiore, a Violantę całował Roberto. Koniec końców jednak wszystko wraca do porządku, a Herrmannowie nawet łagodzą dysonans finału, zamykając krąg miłosnej szczęśliwości i dając Podeście odnaleźć wybrankę serca, która nomen-omen przypływa łódką w samą porę.

Image 

Orkiestrę Teatru Narodowego bardzo sprawnie poprowadził 33. letni czeski dyrygent, świetnie dający sobie radę z mozartowskimi partyturami, Tomáš Netopil. Jego eleganckie podejście do muzyki dało szansę na stworzenie dobrze zgranego zespołu, zarówno orkiestry jak i śpiewaków, co jest mocną stroną tej rzadko wystawianej opery Mozarta. Rzekoma ogrodniczka jeszcze nie zeszła z afisza i w najbliższym czasie można ją zobaczyć jeszcze 10 i 26 grudnia. Kto ma okazję pojechać do Pragi, warto spędzić cudowny wieczór z Mozartem w kameralnym Stavovskim Divadle. 

                                                                                              Ewa Kara